wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
"Zewnętrzni kaci" zwalniają za pieniądze. Przekonują, że często największym wrogiem firmy jest jej szef

"Zewnętrzni kaci" zwalniają za pieniądze. Przekonują, że często największym wrogiem firmy jest jej szef

Fot. GlobalStock/iStockphoto
Wkraczają do gry w momencie krytycznym. Gdy trzeba przeprowadzić restrukturyzację, połączyć dwie firmy, znaleźć oszczędności. Jednym podpisem zwalniają dziesiątki, nawet setki pracowników. Nie mają wyrzutów sumienia. - Oczywiście, jestem człowiekiem. Widzę, jak trudno znaleźć w Polsce pracę. Wiem, że jedna moja decyzja i jakaś rodzina będzie mieć problem z kupnem najpotrzebniejszych rzeczy. Ale też nie podejmuję jej w minutę, siedząc za wygodnym biurkiem - zastrzega Grzegorz Sobiecki, interim manager.

 

Specjaliści w zarządzaniu czasowym przychodzą do firmy z zewnątrz. Nie są więc uwikłani w żadne konflikty, relacje, nie wiążą ich też przyjaźnie ani wspólne interesy. Z punktu widzenia zarządu znalezienie zewnętrznego "kata" jest nadzwyczaj wygodne. Nikt nie posądzi go o kierowanie się sympatiami, a gdy już wprowadzi zmiany, nawet te mocno kontrowersyjne, odejdzie, nie psując atmosfery w firmie. Poszkodowani będą mieć pretensje nie do prezesa, a do interima. A on nie będzie długo rozpamiętywał swojej decyzji. - Żeby być profesjonalistą, muszę zachowywać dystans - tłumaczy Sobiecki, który interim managementem zajmuje się od blisko pięciu lat. Jest również wiceprezesem Stowarzyszenia Interim Managers.

Wiedzą, które trzy pomysły na sto odniosą sukcesTego zawodu nie można postrzegać przez pryzmat wyłącznie brudnej roboty. Interim managerowie obruszają się na zrównywanie ich pracy z wyrzucaniem ludzi na bruk.


Paweł Szabelewski,
fot. Leszek Góra
- Decydowanie o zwolnieniach to maleńki wycinek ich obowiązków - przekonuje Paweł Szabelewski z firmy In-House Managers, zajmującej się wyszukiwaniem interim managerów dla różnych przedsiębiorstw.

Wielu z polecanych przez niego specjalistów obsadza stanowiska kierownicze w marketingu, HR, lub zarządzie wtedy, gdy osoba, która je zajmowała poszła na urlop, na przykład macierzyński. - Pracodawca wiele na tym zyskuje. Na te kilka miesięcy zatrudnia specjalistę, który ma już doświadczenie w branży, znajomości i umiejętności. Odpada mu więc całkowicie kwestia przyuczania takiego zastępcy i czasochłonnego wdrażania w strukturę firmy - tłumaczy Szabelewski.

Interim managerowie są zatrudniani także wtedy, gdy firma planuje się rozbudować lub wprowadzić nowe rozwiązania. Jeszcze zanim wyda pieniądze, szuka pomocy specjalisty, który wskaże perspektywiczne kierunki rozwoju. - W ten sposób, zamiast wzywać nas potem do naprawiania szkód, zawczasu im przeciwdziała. I wiele na tym oszczędza - dodaje Grzegorz Sobiecki. - Wielu szefów firm nie zdaje sobie sprawy, że na sto pomysłów na biznes tylko dwa-trzy mają szansę odnieść sukces. My potrafimy je rozpoznać.

Na dźwięk nazwiska tego szefa robi się cichoCzy związana ze zwolnieniami pracowników, czy nie, obecność interim managera wzbudza zawsze niemałe emocje w zespole. - Wchodzimy do firmy, w której działają często utrwalone przez lata, nieoficjalne "grupy trzymające władzę". I musimy im tę władzę odebrać. Zmiany, dobre z punktu widzenia przedsiębiorstwa, nie wszystkim się podobają - opowiada Sobiecki.

Istnieją firmy, których interim managerowie unikają jak ognia. Mają na tyle złą sławę, że wystarczy wspomnieć nazwę, by zrobiło się cicho. I nawet Pawłowi Szabelewskiemu, który utrzymuje kontakt z blisko 150 specjalistami, trudno znaleźć kogoś, kto podejmie się współpracy z prezesem.

- To w większości tradycyjne, skostniałe polskie przedsiębiorstwa, zarządzane przez ich twórcę, niejednokrotnie kogoś z listy 500 najbogatszych w kraju. Nazwisk nie będę wymieniał - zaznacza. - Szef jest przyzwyczajony do sprawowania kontroli totalnej. Deklaruje nam, że owszem, będzie współpracował. Potem jednak śledzi każdy krok, nie wprowadza zaleceń, torpeduje je. Tak nie się da pracować - wzdycha.



Grzegorz Sobiecki,
fot. Akrikhin Pharmaceuticals
Grzegorz Sobiecki do dziś pamięta przeprawę z szefami firmy, która wykupiła inną, nieco mniejszą. Zatrudnili go, żeby pomógł w połączeniu przedsiębiorstw: stworzył plan rozwoju, pozbył się dublujących działów. Okazało się, że pracodawca zupełnie nie miał pomysłu, jak zarządzać tym nowym tworem. - Miał na uwadze wyłącznie swoje dobro, a nie tego powiększonego zespołu, który przecież sam stworzył. Niezwykle trudno było zmienić jego sposób rozumowania - utyskuje interim manager.

Problemem są nie tylko szefowie. Pracownicy często traktują interima nieufnie, próbują ukryć swoje słabości, manipulują prawdą. Czasami nawet starają się go zdyskredytować przed nowym szefem. - Trzeba być bardzo czujnym i podejrzliwym. Ludzie zrobią wiele, żeby uratować swoją pozycję w firmie - przekonuje Paweł Szabelewski. Managerowie, którzy z nim współpracują, niejednokrotnie byli świadkami działań na granicy prawa. Jednak ze zleceń rezygnowali tylko wtedy, gdy byli pewni, że szefostwo ma złe intencje. Często dawała o sobie znać zwykła niewiedza. - Prezes lub pracownik najzwyczajniej w świecie nie zdawał sobie sprawy, że to, jak chce poprowadzić firmę, może go zaprowadzić przed sąd. I interim manager mówiąc w skrócie, ratował mu tyłek - dodaje Szabelewski.

Bardziej powszechny niż złe intencje jest chaos organizacyjny w firmie. Często manager nie ma z kim współpracować. Bo nikt nie wie, że dołączył do zespołu, ani nie został poinformowany, na jakich zasadach. W rezultacie interim stoi w miejscu, bo rozwiązań, jakie wymyślił, nie ma komu realizować. Szef, płacąc za jego pomoc i nie widząc jakichkolwiek jej skutków, zgłasza reklamację.

I wtedy się okazuje, że po pierwsze - wynagrodzenie interim managera nie jest zależne od efektów, a jedynie od czasu, jakie poświęci na swoją pracę, a po drugie - że jego zatrudnienie nie zwalnia właściciela firmy z obowiązku współpracowania i doglądania, by podwładni brali sobie do serca, co ten nieprzedstawiony nikomu przybysz zleca.

- To są jednak, jak dotąd, historie z happy endem. Pracodawca, gdy mu się wytłumaczyło, na czym polegał jego błąd, za każdym razem starał się go naprawić. I potem już płacone przez niego rachunki miały odzwierciedlenie w efektach pracy managera - uspokaja Szabelewski.

Człowiek-instytucja to nie dzieciak po studiachA zarobki są niemałe. Jak wylicza Paweł Szabelewski, przy bardziej zaawansowanych projektach restrukturyzacyjnych, dotyczących łączenia przedsiębiorstw, poszerzania działalności lub wprowadzania spółek na giełdę, interim manager inkasuje nawet 4 tys. zł netto dziennie. - To oczywiście jest górna granica. Nieczęsto w Polsce udaje się do niej dotrzeć, ale nie ukrywam, że się zdarza - tłumaczy.

Stawka zależy od stopnia zaawansowania zadania, jakie ma wykonać specjalista i od czasu, jaki na nie poświęci. Im dłuższy, tym pieniądze mniejsze. Restrukturyzację udaje się przeprowadzić w czasie od pół roku do dwóch lat. Bardziej zaawansowane projekty, na przykład pomoc w rozbudowie przedsiębiorstwa, zajmują minimum 20 miesięcy. Praca na zastępstwo to już okres dużo krótszy, bo 3-9 miesięcy. Podobnie stawki są znacznie niższe.

Co zrobić, by mieć szansę na taką wypłatę? Praktycy zawodu zastrzegają: nie wystarczy być aktywnym, wykształconym i ambitnym. - To w żadnym razie nie jest praca dla dzieciaków zaraz po studiach - kwituje Paweł Szabelewski. Tu trzeba mieć portfel doświadczenia, minimum kilkunastoletniego. Za sobą pracę w firmach, szefowanie zespołami. Grzegorz Sobiecki był wcześniej przez kilka lat prezesem zarządu w Herbapolu Lublin, zajmował również kierownicze stanowiska w firmie Nutricia.

- Samorozwój, inwestowanie w siebie, stawanie do wyścigu z konkurencją - wymienia jednym tchem. - Kupuję dużo książek branżowych, dokształcam się. Bo też interim manager to taki człowiek-instytucja. Musi być atrakcyjny intelektualnie, żeby przyciągnąć klientów - dodaje.

Na Zachodzie interim managerowie to osoby w wieku powyżej pięćdziesięciu lat. Przez dziesiątki lat zasilali zespoły wielu firm, mają znajomości, ogromną praktykę. W Polsce wygląda to nieco inaczej - tu specjaliści to trzydziesto-czterdziestolatkowie.

Przygotowanych do pracy praktyków jest w Polsce w dalszym ciągu niewielu, ale na rynku aż roi się od ofert interim managerów. - Bo też wielu podszywa się pod prawdziwych specjalistów - tłumaczy Szabelewski. Nie mają bogatego doświadczenia ale też... czystych intencji. Rasowy manager zatrudnia się do jednego projektu. Przychodzi, angażuje wszystkie swoje umiejętności żeby go wykonać i odchodzi.

Ci zaś marzą o pozostaniu w zespole na stałe. Dlatego nie skupiają się dostatecznie na swoim zadaniu, ale raczej szukają kozła ofiarnego, którego mogliby podsiąść. -Tych właśnie powinniśmy krytykować. Bo nie zwalniają po to, by uzdrowić kondycję firmy, ale by zapewnić sobie ciepłą posadkę - przestrzega Szabelewski.

Czytaj więcej w Money.pl
Tak zmierzą, czy zasługujesz na pensję
Urządzenia sprawdzające wydajność pracownika to nie wizja odległej przyszłości, ale coraz bardziej popularny trend wśród nowego pokolenia.
Rusza rekrutacja na 100 płatnych staży
Chętnych przyjmują między innymi tacy giganci, jak Amica, PZU, mBank i Ergo Hestia.
Tak odreagujesz stres w pracy. 10 sposobów
- Polak jest pracownikiem bardziej zestresowanym od Koreańczyka i Japończyka razem wziętych! - alarmuje ekspert.

restrukturyzacja, kariera, interim manager
Czytaj także
Polecane galerie
szefffffffff
194.169.228.* 2015-06-09 08:15
Ci wszyscy tzw, menadżerowie nic innego nie potrafią jak tylko restrukturyzować, czyli zwalniać ludzi. Na tym tylko i wyłącznie polega ich zarządzanie.
(
83.30.245.* 2015-06-09 01:41
To nie są kaci , ale wyrywacze przegniłych zębów !!! Szefowie są uwikłani emocjonalnie ( przyjdzie jakaś , powie ,że ją mąż bije , że kredyty ... i zwolnij taką ... to że jest bezproduktywna , że tylko płacze , albo tylko plotkuje - to pryszcz ) ... i niekiedy nie potrafią podjąć męskiej decyzji !!! Nie znacie żadnej osoby, której macie dość , bo tylko intryguje , szczuje , obgaduje , innymi się wysługuje ... itd. itp. ??? ... I przychodzi taki wyrywacz chwastów - jego dewiza to "cyk Walenty , na bok sentymenty" i wywala takie hieny ... to źle ??? ... W kopalniach by się tacy przydali ... od razu by zrobili porządek z "doradcami" i innymi pijawkami !!!
as440
88.156.139.* 2015-06-09 00:15
Nie ponoszą, żadnej odpowiedzialności za swoje działania. Celowo stawiają warunki niewykonalne, a zatem zawsze mają usprawiedliwienie dla braku efektów. Krótkoterminowy wzrost jest bardzo prosty do do osiągnięcia, a co z ustabilizowaniem firmy na ścieżce wzrostu na wiele lat? Słowem interim manager to nic innego jak oszust kombinator. Nie dziwię się, że właściciele z "500" ich gonią do roboty. Płacą i wymagają. Mają nosa i doświadczenie w wywąchaniu cwaniaczka, bo inaczej nie doszli by do prawdziwych pieniędzy.
Zobacz więcej komentarzy (77)