wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Mają wiedzę i pomysły, ale wracają z emigracji. Dla nich biznesowe eldorado jest w Polsce

Mają wiedzę i pomysły, ale wracają z emigracji. Dla nich biznesowe eldorado jest w Polsce

Fot. Black Pearls VC
Naukowiec rzuca świetnie zapowiadającą się karierę w Anglii, by otworzyć w Polsce firmę, która może zrewolucjonizować farmakoterapię. Inny rezygnuje z intratnych kontraktów w sektorze kosmicznym, wraca i zakłada firmę, z którym umowę podpisuje Europejska Agencja Kosmiczna. Polaków odnoszących sukcesy za granicą sprowadza do ojczyzny Alex Lubański, który zdradza nam między innymi, dlaczego wyręcza rząd i jak zareagował na słynne słowa Jarosława Kaczyńskiego o polskich przedsiębiorcach.

Krzysztof Janoś: Ma pan poczucie jakieś szczególnej misji dlatego, że sam wrócił do Polski po latach na emigracji w Australii?

Alexander Lubański, współzałożyciel i partner zarządzający funduszu Black Pearls VC: Misja to zbyt duże słowo. Po prostu wierzę, że Polska jest krajem ogromnych szans szczególnie dla młodych ludzi. Chciałbym, żeby również dzięki mojej pracy dobre rzeczy działy się w naszym kraju. Przez kilkanaście lat pracy jeździłem po świecie, porównując, gdzie jesteśmy jako kraj i mam dość dużą wiedzę na temat tego, jak funkcjonują instytucje otoczenia biznesu i firmy wspierające startupy. Chciałbym te idee propagować w Polsce i wprowadzać tu najwyższe standardy.

W zdecydowanej większości przedsiębiorcy, z którymi rozmawiam, narzekają na utrudnienia dla biznesu w Polsce. Lubi pan mieć pod górę?

To nie o to chodzi. To jest po prostu mój kraj i wierzę, że tutaj biznes może być odpowiedzialnie prowadzony. Przedsiębiorcy powinni czuć, jak wiele od nich zależy. Może brzmi to górnolotnie, ale zaparłem się i chcę udowodnić, że można atmosferę dla biznesu zmienić. Zresztą jeszcze na studiach założyłem własną firmę i wiem, jak to jest trudne. Te doświadczenia tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że potrzebne jest wsparcie instytucji otoczenia biznesu. Dlatego w 2010 roku założyliśmy Black Pearls VC. Fundusz, który ma za zadanie pomagać startupom.

Czyli jednak misja i do tego patriotyczna.

To chyba przesadne stwierdzenie. Choć rzeczywiście kilka spółek, które wspierane są przez nasz fundusz, to przykłady takich powrotów z emigracji. Po prostu jesteśmy otwarci na to, by poszukiwać Polaków wykształconych na Zachodzie i doświadczonych w biznesie, którzy mogą wrócić do kraju.

Poproszę o jakieś przykłady.

Tak stało się w przypadku dr. Krzysztofa Kanawki, którego poznaliśmy przy okazji spotkania polskich naukowców pracujących za granicą. Okazało się, że jest wyjątkowo zdolnym człowiekiem pracującym w sektorze kosmicznym. Znał też innych naszych rodaków kształcących się za granicą, którzy chcieli rozwinąć w Polsce biznes w oparciu o technologie satelitarne. Postanowiliśmy im pomóc.

Wystarczy pomysł, dobre wykształcenie na cenionej uczelni i już wykładają państwo pieniądze na stół?

Nie, oczywiście, że nie. Poprzedza to często kilka miesięcy analiz i pracy przygotowawczej. W przypadku tej akurat firmy inwestycje poprzedziło kilka miesięcy inkubacji, podczas której pomagaliśmy stworzyć koncepcje takiego biznesu w Polsce. Dopiero potem zainwestowaliśmy w spółkę Blue Dot Solutions, która teraz święci triumfy.

To znaczy?

Otrzymują już duże zlecenia, na przykład z Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ciągle zwiększają zatrudnienie wśród naszych rodaków, którzy podobnie jak Kanawka wrócili do Polski. Nasze wsparcie pozwoliło im już na trwale wrócić do kraju i tu budować firmę. Do tej pory musieli łapać jakieś pojedyncze zlecenia w tej wysoce specjalistycznej branży. Teraz wreszcie mogą pracować na siebie i do tego w Polsce.

Innym dobrym przykładem jest Piotr Merks, który naukowo pracował w Nowej Zelandii i Wielkiej Brytanii. Rozwijał tam projekt piktogramów naklejanych w aptece na opakowanie, z których chory może odczytać kiedy i w jaki sposób zażywać preparat. Postanowiliśmy mu pomóc w przeniesieniu tego pomysłu na polski rynek. Okazało się, że możemy być szczególnie pomocni w przechodzeniu przez wszelkie ścieżki biurokratyczne. Polakom wracającym do kraju często trudno się w tym wszystkim połapać.

Venture capital to coś więcej niż tylko pieniądze. Zgodnie z tą filozofią, postanowiliśmy być partnerem, który wspierać będzie ten biznes w poruszaniu się w gąszczu procedur i wyzwań rozwojowych. W przyszłym roku spółka zacznie działać i już teraz udało im się nawiązać współpracę z jedną z większych firm farmaceutycznych działających na polskim rynku, która pomaga w pierwszym wdrożeniu.

W przypadku obu tych firm i pańskiego funduszu wszystko szybciej i łatwiej mogłoby się rozwijać za granicą?

Zgadza się. Mielibyśmy większa stabilność, większą liczbę inwestorów prywatnych i lepsze wynagrodzenia.(śmiech)

Zatem może liczy pan na to, że na rynku funduszy venture capital jako jeden z pierwszych będzie pan potem jednym z większych?

Dokładnie taką strategię przyjęliśmy. Postanowiliśmy najpierw na małych krokach pokazać, że się da. Przykładem dla nas jest MCI, który jako polski fundusz zaczynał praktycznie od zera, a teraz jest obecny w wielu krajach europejskich. W Polsce i regionie nie ma teraz dla nich praktycznie żadnej konkurencji i nie ma nikogo, kto choćby w dłuższym okresie mógłby stanowić zdrową konkurencję. Próbujemy pomału gonić najlepszych.

Ponadto naprawdę głęboko wierzę, że Polska ma bardzo dużo atutów, ale wciąż przez trudną historię nie może na dobre rozwinąć skrzydeł. Obecnie mamy wszelkie szanse i przy tym nie jesteśmy skazani na to, żeby być wyrobnikami dla dużych korporacji zagranicznych. Mam nadzieje, że już wkrótce młodzi ludzie nie będą szukali dla siebie szans poza Polską czy w korporacjach i będą mogli tutaj się rozwijać.

Czy jednak ściąganiem tych ludzi do Polski nie powinien się zajmować rząd? Jak na takie patriotyczne działania patrzą pańscy inwestorzy.

Oczywiście musimy tu zachować rozsądek, bo jesteśmy odpowiedzialni za uzyskanie zwrotów z tych inwestycji. Nie mogę też sobie pozwolić na to, by pojawił się zarzut, że w nieefektywny sposób zarządzamy powierzonymi nam pieniędzmi z powodu patriotycznych zapędów. Na szczęście ludzie, którzy nam ufają zdają sobie sprawę z tego, że takie działania oznaczają też wymierne korzyści i nie mamy z tym kłopotu. Oni zresztą podzielają nasze emocjei to w jaki sposób ich kapitał przysłuży się rozwojowi kraju, ma dla nich znaczenie.

Dodatkowo jesteśmy w stanie wykazać, że dzięki takiemu podejściu wykorzystujemy szanse rozwojowe Polski. Mamy przecież dobrze wykształconych młodych ludzi, szczególnie programistów i grzechem byłoby nie wykorzystać ich potencjału. Nawet w sytuacji, kiedy trzeba ich zawrócić z zagranicy.

Mówi pan tak, jakby to ich zawracanie było bardzo łatwe.

Trochę tak jest, bo znam bardzo mało osób, które wyjechały z Polski i nawet mając tam lepsze życie, kariery i interesy nie tęskniłyby za krajem. Otwarcie mówią, że gdyby tylko pojawiła się jakaś szansa na powrót, na niekoniecznie tak samo atrakcyjnych warunkach, to nie wahałyby się ani chwili.

Oczywiście dla wszystkich jest jasne, że ciągle dużo wyzwań przed nami, ale będąc cały czas na miejscu nie widzimy tego, co ludzie odwiedzający nas co kilka lat. Jak wiele się zmieniło. Jak zmienia się nasz infrastruktura, nie tylko transportowa, ale również ta związana z nauką. To zdecydowanie ułatwia to zadanie.

A co pan czuje, kiedy jako gospodarczy patriota słyszy pan od prezesa Kaczyńskiego, że wolniejszy wzrost gospodarczy Polski jest winą przedsiębiorców? Bo to oni na złość rządowi celowo sabotują inwestycje.

Czuję smutek. To szczególnie bolesne dla przedsiębiorców, którzy tak jak my pracują nad tym, żeby poprawiać warunki do pracy i życia w Polsce. To dla mnie niezrozumiała próba marginalizowania naszych codziennych wysiłków. Niestety to też dużo szerszy problem. Wprawdzie rządy się zmieniają, ale podejście polityków do biznesu nie. Przekłada się to też na stosunek urzędów i urzędników do przedsiębiorców.

A co z atmosferą do tworzenia startupów? Eksperci przekonują, że mamy poważny problem z akceptowaniem ryzyka przy takich projektach. Polski inwestor chce zarabiać od razu i bierze pod uwagę porażki. To prawda?

Niestety bardzo często tak. Dlatego startupy stawiane są przez takie myślenie pod ścianą. Przychodzi inwestor i mówi, że da pieniądze, ale chce za to 90 proc. udziałów w zyskach. Tłumaczy to tym, że to przecież on bierze na siebie całe ryzyko. Dzieje się tak dlatego, że ciągle obowiązuje u nas myślenie, że to pieniądz rządzi. Tymczasem nie wycenia się wiele lat nauki i ciężkiej pracy nad jakimś pomysłem, który jest rozwijany w przedsiębiorstwie.

Mam jednak nadzieję, że to się zmieni, bo przecież i sam rynek venture capital jest dość młody i dopiero się wykształca. W tym trudnym procesie wzajemnie uczymy się od siebie. Można narzekać na fundusze w Polsce, bo jest ich mało, bo inwestycje są małe, że w USA czy Wielkiej Brytanii są lepsi.

Jednak inaczej być nie może, bo na dobrą sprawę ta młoda i bardzo ambitna branża dopiero nabiera rozpędu i jest coraz więcej profesjonalistów na tym rynku. Inwestorów również, bo co raz więcej słychać o sukcesach Polskich przedsiębiorców, np. DocPlanner, Brainly czy Silvair. To wszystko razem ze specjalnymi zachętami zaplanowanymi w ramach programu Start in Poland zaczyna tworzyć bardzo dobry grunt pod dynamiczny, międzynarodowy rozwój Polskich startupów i funduszy venture capital.

Alexander Lubański - współzałożyciel i partner zarządzający funduszu Black Pearls VC. Rozwijał największą w Europie sieć inkubatorów przedsiębiorczości AIP, pracował dla organizacji pracodawców BCC, pomagał w powstawaniu pierwszych funduszy kapitału zalążkowego w Polsce, a społecznie doradza polskim instytucjom publicznym. Wychowany w Australii, a wykształcony w Polsce, w której realizuje się zawodowo.


Czytaj także
Polecane galerie
lancet
2017-02-01 07:08
Taaak w Anglii na zmywaku, a po powrocie do Polski założy firmę i będzie rozwijał kosmiczną tecnologię? pis to potęga!
Ali
2017-01-24 04:13
Jak tak dalej będą wracać to bezrobocie podskoczy
zibi34
2017-01-24 02:10
Niech wracaja. Za granice wroca jeszcze szybciej.
Pokaż wszystkie komentarze (212)