wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Cezary Smorszczewski zrzucił kajdany. "Teraz będzie super"

Cezary Smorszczewski zrzucił kajdany. "Teraz będzie super"

Fot. Bartłomiej Zborowski

- Czasem nosi się kajdany. Zrzucenie ich powoduje, że człowiek czuje się jak niewolnik wyzwolony spod wpływu silnego pana i unosi się 20 cm nad ziemią. Wtedy czuje, że świat należy do niego i może osiągnąć wszystko – mówi WP money Cezary Smorszczewski. Odszedł niedawno z PEM i planuje coś tajemniczego za oceanem. A w międzyczasie czeka na drugą gwiazdkę Michelin dla restauracji Senses, którą prowadzi jego żona.

Warszawa. Pod prestiżowym adresem przy Nowym Świecie mieści się kawiarnia "Pożyteczna". - Ciasto marchewkowe jest tu obłędne – przekonuje mnie wieloletni bankowiec, współtwórca Alior Banku i spec od przejęć.

Teraz jeszcze należy dodać: były już prezes Private Equity Managers inwestującego głównie w spółki technologiczne na całym świecie. Były, bo właśnie kilka tygodni temu rzucił papierami i wstał z fotela prezesa tak, że ten aż się zakręcił.

Oficjalnie ani on, ani wiceprezes, a jednocześnie największy udziałowiec PEM – Tomasz Czechowicz – nie komentują powodów. Obaj zachowują klasę. Ale musiało być gorąco. "Puls Biznesu" pisał, że w dniu, w którym Smorszczewski zrezygnował, rada nadzorcza PEM miała się bawić na stadionie Legii. Zamiast tego zebrała się, żeby ugasić kadrowy pożar i powołać nowego prezesa.

Ale wróćmy do kawiarni "Pożyteczna". To tu umówiliśmy się na rozmowę. Miejsce nietypowe. Nie ma tu złotych klamek, które lubią tłuste koty, jak zwykło się nazywać dobrze opłacanych managerów. Są za to pracownicy niepełnosprawni intelektualnie.

Prezes Smorszczewski kończy jeszcze poprzednie spotkanie. Widać, że czuje się tu jak u siebie.

- Jestem tu prawie codziennie – przyznaje na początku naszej rozmowy.

- To bardzo nie pasuje do wizerunku krwiożerczego kapitalisty – podpuszczam go.

- Ale ja taki nie jestem – odpowiada Smorszczewski.

I rzuca za ladę: "Blanka! Blanka, czy ja jestem krwiożerczym kapitalistą?"

Blanka Popławska to prezes stowarzyszenia "Też chcemy być", które prowadzi kawiarnię. I mama niepełnosprawnego Pawła.

- Ja nie znałam jeszcze takiego biznesmena – odpowiada pani Blanka z kuchennym ręcznikiem w rękach. - Przeżyłam już trochę w życiu, miałam do czynienia z różnymi bogatymi ludźmi, ale takiego czarodzieja to ja jeszcze nie spotkałam. To nasz Święty Mikołaj. Koniec, więcej nie powiem, bo się wzruszę – mówi pani Blanka i znika na zapleczu.

To brzmi trochę jakby ktoś pomylił proporcje cukru w tym marchewkowym cieście. Czy Cezary Smorszczewski to rzeczywiście człowiek o gołębim sercu, czy jednak twardy biznesmen a w dodatku nerwus?

***

Agata Kołodziej, WP money: Nierówności na świecie są ogromne i ciągle rosną. Prof. Kleiber twierdzi, że w końcu biedni pourywają głowy bogatym. Nie martwi to pana?

Cezary Smorszczewski: Miarą nierównomierności rozkładu dóbr jest współczynnik Giniego. Im jest on niższy, tym większa jest ich dystrybucja. Mówi się o tym, że Rosja jest państwem oligarchicznym, ale ona ma niższy współczynnik Giniego niż Stany Zjednoczone. Wniosek: USA są bardziej zoligarchizowane niż Rosja – o czym się nie mówi. W Polsce dla przykładu opowiada się, jak to życie nam się pogorszyło, a statystyka temu ewidentnie przeczy. Rzeczony współczynnik Giniego spada z poziomu 0,34 na początku lat 90. do 0,29 w ostatnim okresie.

Ale społeczeństwo czuje inaczej, a to ono wybiera nową władzę. Ludzie na całym świecie chcą jakiejś zmiany. To może czas coś z tym zrobić?

Wierzę w to, że danie ludziom swobody powoduje, że lepiej sobie radzą niż wtedy, gdy dystrybucja dochodu narodowego brutto jest kontrolowana. Mieliśmy już taką centralnie sterowaną dystrybucję w Rosji, w Polsce, innych demoludach czy w Korei Północnej. Jak będziemy ograniczać możliwość koncentracji kapitału przez Polaków i subsydiować niektóre grupy społeczne dla celów politycznych, to stopniowo zniszczymy to cośmy zbudowali przez ćwierć wieku. Nasza dynamika PKB w ostatnich dziesięcioleciach była jedną z najwyższych na świecie w porównywalnych krajach.

A może wcale nie powinniśmy patrzeć na PKB? Wielu mówi, że to nie jest żadna miara.

Nikt nie wymyślił lepszej. Podobnie można zapytać: czy demokracja ma sens? Racjonalnie na to patrząc, ma nikły sens, bo większość - nawet jeżeli jest durniejsza - majoryzuje inne poglądy, choćby były najmądrzejsze i najrozsądniejsze. Ale nikt nie zna lepszego ustroju. Populizm często wygrywa z dynamiką PKB – a przecież z liczbami trudno dyskutować – jak widać do czasu, aż wezmą górę populiści.

A może świat jest właśnie w takim momencie, że musi stworzyć tę nową miarę inną niż PKB?

Możemy oczywiście robić to, co robią w Brunei, czyli liczyć współczynnik szczęśliwości, ale to też jest jakaś miara statystyczna i zawsze ktoś będzie niezadowolony. Myślę, że największy sens ma zdrowy umiar. A historia zdecydowanie pokazała, co należy robić. To obniżanie podatków pobudza przedsiębiorczość, postawienie na edukacje powoduje, że wzrasta bogactwo narodu, postawienie na opiekę zdrowotną np. w postaci polis zdrowotnych, których w Polsce przecież właściwie nie ma, poprawia jakość życia. Tak widzę rolę państwa.

Ale nie widzę jej w gospodarce, bo państwo po prostu jest złym gospodarzem. Polityk ma po pierwsze horyzont raczej 4-letni niż 40-letni. A po drugie, jak wszystko jest nasze - państwowe, to jest niczyje. I nikt o to nie dba i nie ma pomysłu, jak to rozwijać. Zawsze lepszym managerem jest przedsiębiorca niż Skarb Państwa.

A pan? Jakim jest pan managerem? Ostatnie rozstanie z PEM było gwałtowne, kilka lat temu odchodząc z Aliora też zaskoczył pan rynek. Jest pan porywczy panie prezesie?

Ależ ja w styczniu ubiegłego roku zapowiedziałem, że odejdę z PEM. Moje odejście było więc zapowiedziane z rocznym wyprzedzeniem. Powtórzyłem to w wywiadach telewizyjnych i w prasie w kwietniu. Nie było zaskoczenia. Zbudowałem wartość spółki i zaproponowałem, by ktoś inny poprowadził ją w przyszłości. Nawet zmieniłem swój kontrakt ze spółką w 2015 r. w tym celu. Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem.

A jeśli chodzi o Aliora, mieliśmy pewną cezurę czasową, było nią IPO. Założyciele, czyli Wojtek Sobieraj, Niels Lundorff i ja chcieliśmy się stopniowo wycofywać. Ja byłem pierwszy, Niels odszedł po roku, może półtora, a teraz patrzymy na Wojtka Sobieraja.

Udowadnia pan, że wcale nie jest porywczy?

Ależ ja nie zaprzeczam własnej naturze. Bywają sytuacje, w których należy być stanowczym i porywczym, ale nie egzaltować się, działać raczej z chłodną głową. Są momenty, w których trzeba zaatakować i zadziałać agresywnie, ale trzeba pilnować, żeby nie ponosiły emocje, żeby kierować się zdrowym rozsądkiem i celem.

Jest pan teraz w radzie nadzorczej PEM? Takie były zapowiedzi po odejściu z fotela prezesa, ale oficjalnych komunikatów na ten temat nie widzę.

Nie jestem. To obecny prezes i większościowy właściciel zapowiedział, że MCI nawet zgłosi moją kandydaturę do RN. Skoro to nie nastąpiło, sam zgłosiłem swoją kandydaturę, ale mamy stale ogłaszane przerwy w obradach. Zobaczymy, jak to się skończy. Ale byłbym bardzo zaskoczony gdyby głosowano przeciw. Jeżeli nie dopuszcza się do spółki drugiego największego akcjonariusza, który w dodatku wyłożył najwięcej ze wszystkich gotówki, to pokazuje na możliwe postępowania również z innymi w przyszłości. Warto mieć to na uwadze.

A ja swój plan alternatywny mam.

Media pisały jednak, że "rzucił pan tam papierami".

Trudno komentować doniesienia medialne. Mam do tego bardzo chłodny stosunek. PEM to jest tylko jakaś część moich aktywów, więc się tym za bardzo nie muszę emocjonować. Jeżeli pozyskuje się inwestora, który wkłada kilkadziesiąt milionów i blokuje się jego wejście do organów spółki, to warto, by inni inwestorzy to też odpowiednio ocenili i wyciągnęli wnioski dla siebie na przyszłość.

Teraz ma pan 16 proc. udziałów w PEM. Będzie się pan ich pozbywał?

Na razie nie będę tego komentował. Wszystkie scenariusze są możliwe. Jak to w życiu.

Po tym, jak odszedł pan z Aliora, rynek czekał, gdzie w bankowości pan wypłynie. Ostatecznie ujawni się pan w MCI. Tęskni pan za bankowością?

Nie, bo bankowość stała się rynkiem bardzo regulowanym. Kiedyś było to miejsce atrakcyjne dla pracowników. A dziś trudno jest zapłacić rozsądne pieniądze w tym sektorze bardzo dobrym ludziom, więc oni odchodzą do własnych biznesów. Przeregulowanie odebrało wielu z nich możliwość realizacji swoich pasji i umiejętności.

A po drugie jest to biznes strasznie kapitałochłonny. Dziś przy tak dynamicznym rozwoju rynku, trudno oczekiwać, że banki nie będą konkurować z fintechami. Dlatego ja wolę być poza bankiem i mieć możliwość raczej konkurowania z bankami niż bycia wewnątrz tych organizacji.

Czy Cezary Smorszczewski właśnie ujawnił, co będzie teraz robił? Inwestowanie w fintechy to ten pański plan alternatywny?

Niewykluczone, że takie rzeczy będą miały albo mają już miejsce. Ale zdecydowanie widzę dla siebie dużo większą szansę, mierzoną stopą zwrotu w stosunku do zainwestowanego kapitału i czasu, w byciu poza bankiem niż w banku.

Niedawno podkreślał pan, że Warren Buffet 90 proc. swojej fortuny zdobył po 50. roku życia. To znaczy, że najlepszy czas dopiero przed panem, że właśnie się zaczyna?

Ooo, zdecydowanie tak. Uważam, że będzie super. I zawodowo i rodzinnie. Czasem nosi się kajdany, a zrzucenie ich powoduje, że człowiek czuje się jak niewolnik wyzwolony spod wpływu silnego pana i unosi się 20 cm nad ziemią. Wtedy czuje, że świat należy do niego i może osiągnąć wszystko.

Widzi pan swoją przyszłość zawodową gdzieś daleko w świecie? Myśli pan o wyjeździe?

To zależy, który z planowanych teraz projektów zrealizuję: ten w Polsce, czy ten, o którym myślę w USA. Ale na razie nie chce o tym więcej mówić.

Jeśli ten w USA, wyjechałby pan za ocean tak już na zawsze?

Nie, tu mam dużo aktywów.

Prowadzi pan interesy z inwestorami zagranicznymi, czy oni nie mają problemu z Polską? Usłyszałam ostatnio od jednego z przedsiębiorców, że dostał od inwestorów spoza naszego kraju wiadomość: "W Polsce, Rosji i Chinach nie inwestujemy". Ma pan takie spostrzeżenia, że Polska jest na czarnej liście?

Zdecydowanie tak. Pozyskiwanie pieniędzy z rynku zachodniego, czy to europejskiego, czy amerykańskiego, czy azjatyckiego jest teraz bardzo trudne, dużo trudniejsze niż było. Jest to niestety pochodna zmian, jakie zachodzą w Polsce. Sądzę, że Amerykanie, Francuzi, Anglicy, Niemcy, będą bardzo zwracać na to uwagę. Jedziemy jeszcze siłą rozpędu, ale inwestycje w Polsce spadają.

Pamiętajmy, że licząc stopę zwrotu, bierze się pod uwagę również ryzyko polityczne. Przed 2015 rokiem Polska była stawiana za wzór, nazywana świecącą gwiazdą. Czy słusznie, to już inna sprawa, bo uważam, że rozwalenie wówczas funduszy emerytalnych, czy solidarna odpowiedzialność przy podatku VAT, była głupotą. Te rozwiązania za czasów PO były iście komunistyczne. Chcę przez to powiedzieć, że poprzedni rząd też wcale nie był super. Ale ta ekipa musi się napracować, żeby pokazać, że Polska będzie stabilnym krajem.

Jednym z pańskich aktywów jest biznes kulinarny, udziały w Hard Rock Cafe i przede wszystkim Senses – restauracji, która jako druga w Polsce po Atelier Amaro otrzymała w ubiegłym roku gwiazdkę Michelin.

Ja się tym nie zajmuje, rzeczywiście sfinansowałem stworzenie tej restauracji z partnerami, ale to moja żona z trzema kolegami nią zarządza. Patrząc na jakość usług, muszę przyznać, że będę zaskoczony, jeśli w perspektywie dwóch lat Senses nie dostanie kolejnej gwiazdki. Kibicuję im.

To pańska zabawka, czy patrzy pan na zwrot na kapitale?

Te pieniądze nie pachną tak jak te dania. One pachną jak każde inne i nie wyobrażam sobie, że nie będzie tam takich stóp zwrotu jak przeciętnie w tej branży. Geniusz Andrei Camastry jest niesamowity. Umiejętności pozostałych akcjonariuszy także. W ogóle dobrze mieć wokół siebie geniuszy, czyż nie?

Pan takich ma?

Oczywiście. To Wojtek Sobieraj, Federico Ghizzoni, Mirek Wyżykowski, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Cezary Stypułkowski, z którym pracowałem na początku lat 90. i wielu znanych przedsiębiorców. To są ludzie, którzy osiągnęli bardzo wiele nie tylko przez ciężką pracę, ale również zawodowy geniusz.

A kto pana inspiruje?

Zawsze inspirował mnie Albert Einstein. A dziś? Nie ma takiej jednej osoby. Jest kilka rzeczy, które podobają mi się w Elonie Musku, są takie, które lubię w Stevie Jobsie. Podoba mi się pokora i skromność Roberta Lewandowskiego i szaleństwo Richarda Bransona. No i doceniam wielkość Mozarta, Rossiniego, wspaniałe opery Verdiego czy Pucciniego. One dopiero pozwalają na poczucie geniuszu.

***

Cezary Smorszczewski miał rację. Ciasto marchewkowe rzeczywiście jest obłędne.

Czytaj także
Polecane galerie
polak1000
2017-02-05 18:15
Tak w trybunale ciężko pracowali sami geniusze. Jaja.
Maciej
2017-02-05 09:13
Demokracja jest najlepszym ustrojem, ale należało by ją odrobinkę zmodyfikować. Prawo głosu powinni mieć obywatele z minimum średnim wykształceniem. Można by to prawo uzyskać również po zdaniu prostego egzaminu na wyborcę. Myślę, że jakość wyboru wzrosła by zdecydowanie.,,
Spodziewam się teraz fali hejtu.
kary
2017-02-04 20:19
przedtem tez pracowal dla szejka
Pokaż wszystkie komentarze (56)