wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Drony do przewożenia ludzi to przyszłość. Polak w Brazylii chce tworzyć powietrzne taksówki

Drony do przewożenia ludzi to przyszłość. Polak w Brazylii chce tworzyć powietrzne taksówki

Paweł Malicki (po lewej) prezentuje działanie aplikacji do zamawiania helikopterów Fot. Estadao/Archiwum prywatne
Paweł Malicki (po lewej) prezentuje działanie aplikacji do zamawiania helikopterów

Żeby zarobić na studia, pracował w gospodarstwie rolnym. Później trafił do grupy prof. Leszka Balcerowicza. Teraz rozkręca w Brazylii platformę do zamawiania helikopterów. Paweł Malicki opowiada w WP money jak trafił do Ameryki Południowej i dlaczego chce postawić na drony.

- Drony do przewozu ludzi to przyszłość. W niektórych krajach pojawią się szybciej niż autonomiczne auta - mówi WP money Paweł Malicki. W tym roku znalazł się na liście przedsiębiorców wyróżnionych przez amerykański magazyn "Forbes". Pojawił się w zestawieniu 30 Europejczyków, których pomysły i działalność już zmieniają świat.

Zaczynał od rolnictwa, studiował u prof. Balcerowicza, teraz tworzy platformę do wynajmowania helikopterów w Brazylii. A jego brazylijska firma Flapper planuje przewozić ludzi w małych dronach.

- Mocne baterie, cztery śmigła i system spadochronów. Tak w skrócie będzie wyglądał dron, który będzie w stanie przenieść jedną osobę z punktu A do punktu B. Nie mogę zdradzać więcej szczegółów, to wciąż poufny projekt. Ale nie jest tajemnicą, że na świecie takich projektów jest naprawdę dużo - mówi.

- W Europie ruch na ulicach jest naprawdę umiarkowany. Inaczej wygląda sytuacja chociażby w Ameryce Południowej. Tam auta nie są potrzebne, bo i tak staną w korkach. Tam nie ma jak budować tuneli. Dlatego ludzie będą poruszać się małymi dronami - opowiada.

W 2014 roku korki w brazylijskim Sao Paulo miały łączną długość 344 km. To światowy rekord. Każdego roku brazylijska gospodarka traci 31 mld dolarów. Tylko i wyłącznie przez auta stojące na ulicach. Z kolei Londyńczycy każdego roku tracą 35 dni na stanie w korkach. Bombaj, Manila, Tokio - wszędzie jest podobnie.

Powietrznymi taksówkami interesują się już największe firmy na świecie. Walką z korkami zajął się ostatnio Airbus, producent samolotów. - Przejazd taksówką po nowym i nieznanym mieście jest ekscytujący. A co powiedzielibyście na przelot nad miastem? - pytał na jednej z konferencji Marius Bebesel, odpowiedzialny za prezentacje nowych projektów w Airbus Helicopters. Airbus doskonale zdaje sobie sprawę, że na powietrznych taksówkach może zarobić.

W tym wyścigu udział biorą nie tylko najwięksi. Na swoją szansę liczy też brazylijski Flapper, którego właścicielem jest Malicki. Ale Flapper to nie tylko marzenie o przyszłości i drony. W tej chwili platforma umożliwia zamawianie helikopterów lub kupowanie miejsc u prywatnych przewoźników. Firma dostała już finansowanie na poziomie 250 tys. dolarów.

W dużym skrócie Flapper działa podobnie jak Uber. Tylko, że zamiast samochodów w ofercie ma helikoptery, małe prywatne samoloty i miejsca w lotach czarterowych. Wszystko można zamówić z poziomu telefonu. Co ciekawe... poprzedniego pracodawcę Malickiego zrzucił z pozycji lidera właśnie Uber, z którym teraz tak często jest porównywany.

Malicki zdradza, że firma jest na końcówce negocjacji kolejnej inwestycji. Za pozyskane pieniądze aplikację rozwinie w całej Brazylii. - Być może wejdziemy też do Polski - mówi.

Zaczęło się od PGR i studiów u prof. Balcerowicza

Zanim jednak Malicki trafił do Brazylii i zaczął rozkręcać swój biznes, pracował w rolnictwie. Za pieniądze z gospodarstwa udało mu się utrzymać na studiach w Warszawie.

- Mój brat pewnego dnia stwierdził, że nie chce być informatykiem. On chce być rolnikiem. I to od razu rolnikiem wielkoobszarowym. Pojechaliśmy za Olsztyn, by obejrzeć wystawione na licytację pola po PGR. Dla osób z pieniędzmi kwoty nie były powalające. Za 1,5 mln zł można było mieć ziemię. Ale my nie mieliśmy ani grosza - wspomina.

Wraz z bratem objechali rodzinę, wujków poprosili o wsparcie i poręczenia przy kredytach. - Wiedzieli, że mamy pasję, że potrafimy ciężko pracować - mówi Malicki. Ziemię udało się kupić, ale nie tylko dzięki wsparciu rodziny. Pomogło też szczęście.

- Jeden z tych PGR-ów był już w zasadzie sprzedany, wszystko dogadane. Co się okazało? Inwestor utknął w korku, nie dotarł na licytację. Udało nam się zdobyć tę ziemię za cenę wyjściową. I z marszu ruszyliśmy z pracami. Maszyny trzeba było kupić, staraliśmy się o dotacje. Ziemia do dziś jest w rodzinie - mówi.

Dzięki pracy na roli mógł sobie pozwolić na wyjazd do Warszawy i studia na Szkole Głównej Handlowej. I tam trafił na seminarium magisterskie do prof. Balcerowicza. – Profesor miał w zasadzie taki drobny konkurs. Jeżeli student miał dobrą średnia i zainteresował go tematem, to przyjmował go do siebie. Wiedziałem, że interesują go tematy polityczne. W tym czasie byłem na Tajwanie, więc uznałem, że to idealny temat. Przemiany demokratyczne na Tajwanie, prof. Balcerowiczowi się to spodobało - mówi.

Jak dziś wspomina, prof. Balcerowicz jest nie tylko zajęty, ale i wymagający. - Wróciłem z Tajwanu, cały szczęśliwy z napisaną pracą. Gdy profesor ją zobaczył, to powiedział do mnie, żebym dobrze się nad tym zastanowił. I napisał jeszcze raz - mówi. - Gorące lato w Polsce, a ja pisałem pracę. I tak poprawiałem ją kilka razy. Aż w końcu została zaakceptowana - wspomina.

Malicki ma zwyczaj, że z każdego nowego kraju wysyła do prof. Balcerowicza jakąś książkę. - Utrzymujemy kontakt. Ale to chyba nie przez te książki. Jestem pewien, że prof. Balcerowicz nie miał zbyt wielu studentów, którzy kilka razy przepisywali pracę o Tajwanie - dodaje.

Tajwan nie był przypadkowy. Już jako nastolatek Malicki chciał wyjechać za granicę. - Zawsze chciałem studiować za granicą, tam się poznaje świetnych i nowych ludzi. A to może tylko zaprocentować w przyszłości. Miałem tego świadomość, więc nie odpuszczałem na krok.

I dokładnie tak było, jeden z wyjazdów zaprocentował pracą w społecznościowym start-upie w Szwecji. Pomysł? Platforma społecznościowa dla osób szukających drugiej połówki. - Serwis pomagał poznać innych, ale podobnych do ciebie ludzi. Pomysł wydawał mi się fajny, chętnie w to wszedłem - wspomina Malicki.

- W Polsce królowała wtedy Nasza Klasa, a Facebook się dopiero rozkręcał. Weszliśmy na Polskę, Rosję, Brazylię, Argentynę i Meksyk. Po roku okazało się, że ludzie nie chcą się w ten sposób poznawać - mówi. I wtedy platforma przekształciła się bardziej w stronę randkową. - To nie było dla mnie. Wiedziałem, że czas szukać czegoś nowego.

Wtedy pojawiło się inne marzenie. Dalsza praca w Azji lub wylot do Brazylii. Ostatecznie trafił na Filipiny, jako dyrektor marketingowy. Współtworzył platformę, która zbierała sygnały z mediów społecznościowych. Po takie dane chętnie sięgały firmy - mogły się dowiedzieć, co o nich myślą klienci. Na dodatek to był sposób na sprawdzenie, które polityczne tematy interesują ludzi.

- Mieliśmy klientów z całego świata, krok po kroku zacząłem wszystko odkrywać. I pewnego dnia spotkałem człowieka, który chciał odpalać Easy Taxi na Filipinach. To aplikacja do zamawiania taksówek. A całe spotkanie było totalnie przypadkowe. Trafiliśmy na siebie na imprezie - opowiada.

- To był moment, gdy firma chciała wyjść poza Brazylię, właśnie na Filipiny. Po dwóch miesiącach uznali, że chcą mnie jednak na miejscu. I tak w końcu trafiłem tam, gdzie chciałem - mówi.

Brazylia - ziemia obiecana inwestorów?

Życie start-upowca w Brazylii nie jest usłane różami. Malicki wspomina, że firma nie miała zbyt wiele pieniędzy, wypłaty nie były zbyt duże. - Wbrew pozorom Brazylia to bardzo drogi kraj. Koszty utrzymania dochodzą tutaj do poziomu znanego ze Szwecji. Mało kto sobie zdaje z tego sprawę - mówi.

Firma się rozwijała, wyszła do 36 krajów. Aż na rynku pojawił się Uber. - Gdy Uber zaczął się rozwijać, mocno wpłynął na nasz biznes. Zrezygnowaliśmy z działalności w Azji, musieliśmy się skupić na Ameryce Południowej. I nie miało znaczenia, że w tamtym czasie mieliśmy dziesiątki milionów na inwestycje. Uber miał więcej - wspomina.

Czym ich wygryzł? Promocjami. - Wystarczy dać 50 zł na pierwszy przejazd i już ma się nowych klientów. To działa. A bardzo szybko można w ten sposób zabić konkurencyjny biznes. Mieliśmy swego czasu 12 mln klientów w bazie. I w pewnym momencie to zaczęło naprawdę dramatycznie spadać - mówi.

Przypadkowe spotkanie

Wtedy wpadł na kolegę z Rosji. - Sergiej miał taką wizję, że w Brazylii brakuje aplikacji do zamawiania helikopterów. Na początku się uśmiechałem, przecież to brzmi absurdalnie. Stwierdził, że ma taki plan i będzie go realizował. Odpowiedziałem mu, że może i ma pieniądze, ale jego plan jest zły - mówi.

Dlaczego? Rynek helikopterów jest mały, więc nie widział sensu w ograniczaniu się tylko do niego. Uznał, że najlepszym rozwiązaniem jest wciągnięcie w to również zwykłych samolotów.

- Sergiej chciał się skupiać na milionerach i miliarderach brazylijskich. Ale dojście do tych ludzi jest praktycznie niemożliwe bez kontaktów i bez wielu prób. Nakłoniłem go, że trzeba skupić się na bogatszej klasie średniej, popularyzować loty prywatne i oferować miejsca w samolotach. Przekonałem go, na początku warto działać na jednym kierunku – mówi.

Konkretnie chodzi o Sao Paolo i Rio. - Mało kto wie, że na tej trasie lata najwięcej lotów dziennie. Biznes, turystyka. Ceny są niesamowicie duże, bo nie ma już miejsc na lotniskach. Zainwestowałem trochę własnych pieniędzy. W przeliczeniu na złote to mniej więcej 50 tys. Do tego mieliśmy inwestora i sporo pieniędzy wyłożył Sergiej.

Firma zrealizowała pierwsze loty podczas Olimpiady w Rio. - Wtedy zobaczyliśmy, że to działa. Że ludzie chcą latać. I chcą to robić też na lotniska prywatne, które nie są zatłoczone - mówi. Wtedy firmą zainteresował się jeden z większych akceleratorów start-upów w Brazylii.

Ale pasmo sukcesów szybko się skończyło. - Pewnego dnia Sergiej się obudził i stwierdził, że chce wracać do Rosji. Wiedziałem, że nie ma innej opcji niż wydanie wszystkiego, co mam i działanie z firmą. I to zrobiłem. Przetrwaliśmy. Ulepszyliśmy system płatności, zmieniliśmy aplikacje - mówi.

Flapper spodobał się nawet regionalnym władzom. W tej chwili trwają negocjacje z władzami federalnymi jednego z regionów. Po co? Władzy zależy, by ludzie mieli dostęp do szybkich i tanich połączeń i mogli pracować również w innych miejscach. A wbrew pozorom loty są tańsze niż budowanie dróg i tuneli w niektórych regionach kraju.

Flapper nie posiada swojej floty samolotów. - Działamy z firmami, które już działają na rynku lotów, ale nie mają żadnej technologii. W ten sposób mamy dostęp do certyfikowanych, czyli bezpiecznych operatorów. Umowy mamy z 20, na rynku jest 100. Mamy więc, co robić - mówi Malicki.

W tej chwili aplikacja pozwala na zamówienie 1 z 8 helikopterów i oferuje trzy różne rodzaje samolotów. Od małych po średnie.

Czy to się w ogóle opłaca? - Lot z reguły kosztuje od 200-300 zł w obie strony. Ale w okresie karnawału cena wchodzi na poziom od 1200 do 1500 zł za jeden kierunek. Brazylia to jedyny duży rynek lotniczy, który jest zupełnie nieuregulowany pod kątem cen. Co za tym idzie, mogą szybować w górę do naprawdę niebotycznych rozmiarów – opowiada.

Flapper często pozwala kupić miejsce za (w przeliczeniu) od 500 do 1300 zł w przypadku prywatnego odrzutowca. - To cena naprawdę konkurencyjna. Jest po nią w stanie sięgnąć i klasa średnia, i osoby, które patrzą na lot w ostatniej chwili – mówi.

W tej chwili firma w bazie ma 15 tys. osób. Nie każdy leciał, ale część ma zainstalowaną aplikację i sprawdzała możliwe połączenie.

Malicki liczy, że mocniej wejdzie w rynek turystyczny. Rio to ogromny rynek - przekonuje. Poza tym chce stawiać na ofertę dla brazylijskiego biznesu, korporacji, banków i firm paliwowych. - Niektóre mają podpisane kontrakty na zapewnienie odpowiedniej liczby helikopterów w każdej chwili. Widzimy tutaj szansę dla siebie - mówi.

brazylia, start-up, flapper, paweł malicki, paul malicki
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
ologłówny
2017-02-27 21:13
Od Balcerowicza ? To dopiero jest "geniusz".
Blantomat
2017-02-27 08:01
Gość od Balcerowicza?! Nie dziękuję, postoję.
he
2017-02-26 19:55
Lecieć dronem? Swietnie, a jeśli podczas lotu wystąpi nagle Error 1328 czy jakiś inny...
Pokaż wszystkie komentarze (57)