wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Reshma Saujani łączy największe firmy, by zachęcać kobiety do programowania

Reshma Saujani łączy największe firmy, by zachęcać kobiety do programowania

Reshma Saujani Fot. Girls Who Code
Reshma Saujani

Nieudana kariera polityczna, zmarnowany milion dolarów i organizacja, którą wspierają największe firmy informatyczne na świecie. To bilans osiągnięć Reshmy Saujani, twórczyni Girls Who Code. Od pięciu lat przekonuje młode dziewczyny do programowania. Na IBM InterConnect 2017 w Las Vegas opowiadała o tym, jak zmarnowała pieniądze i dlaczego ma dług do spłacenia wobec Ameryki.

- By jakakolwiek gospodarka rosła, nie możemy zapomnieć o połowie populacji. O kobietach. Wtedy rozwiążemy problemy, które uznajemy od lat za nierozwiązywalne - uważa Reshma Saujani. - Czy dacie wiary, że są w USA stany, gdzie w ciągu roku żadna kobieta nie skończyła edukacji związanej z komputerami i informatyką? A chyba nie mamy wątpliwości, że jakieś kobiety w Missisipi jednak są - pyta. Kobiet w stanie Missisipi jest dokładnie tyle, ilu mieszkańców liczy Warszawa.

Reshma Saujani ma 41 lat, a na koncie nieudaną karierę polityczną i organizację, którą wspierają największe firmy na świecie. Od pięciu lat prowadzi Girls Who Code. Na jej konta wpłacał i Facebook, i Amazon, i IBM.

Cel Girls Who Code jest prosty - uczyć kilkunastoletnie dziewczyny programowania. Po co? Jak sama mówi, by po prostu zmienić świat na lepsze. A przy okazji zlikwidować lukę pomiędzy kobietami a mężczyznami nie tylko w branży informatycznej. W polityce, biznesie, edukacji. Jednym słowem: wszędzie. Występy Saujani mają zawsze jeden wspólny mianownik. To owacje na stojąco, gdy tylko skończy mówić. Nie inaczej było w Las Vegas.

- W czasach, gdy w IT jest pół miliona wolnych miejsc pracy, mamy tylko kilka tysięcy kobiet na studiach informatycznych - dodaje. I choć Saujani mówi o USA, to nikt nie powinien mieć wątpliwości, że to problem całego świata. - Uczymy chłopców bycia dzielnymi, a dziewczynki bycia perfekcyjnymi. I to najgorsze co możemy robić - wyjaśnia.

Girls Who Code zaczęło się od 20 dziewczyn na pizzy w Nowym Jorku. Organizacja właśnie przekroczyła 40 tys. uczennic we wszystkich 50 stanach kraju.


fot. Girls Who Code

Kilkunastoletnia Shanice trafiła do klubu prowadzonego przez organizację ze schroniska dla bezdomnych. Trafiła tam wraz z matką. O komputerach nie wiedziała nic. Informatykę z kolei opisywała jako sprawę "dla maniaków i geniuszy". Dziś sama prowadzi zajęcia dla dziewczyn. Tych samych schroniskach, w których przyszło jej mieszkać. Shanice przez lata marzyła, by być fryzjerką, tak jak jej mama. Dziś chce być programistką.

11-letnia Maya i 12-letnia Lucy stworzyły stronę o problemach z zatruciem wody i ołowiu. Chcą ostrzegać ludzi przed takimi przypadkami. Z 15-letnia Raven z Orlando stworzyła animację, by oddać hołd zamordowanym w klubie nocnym Pulse. W czerwcu zamachowiec zabił tam 50 osób, kolejne 53 ranił.

O tym, jak powstała organizacja "Girsl Who Code" Saujani opowiadała podczas konferencji IBM InterConnect 2017 w Las Vegas.

Zaczęło się od porażki, wkurzenia i zmarnowanego miliona

Nie byłoby Girls Who Code, gdyby nie polityka. A dokładnie to dotkliwa wyborcza porażka. - W dorosłość, jak spora część ludzi, weszłam z ogromnymi długami za naukę. Wtedy wpadłam na genialny pomysł. Wynoszę się z Chicago do Nowego Jorku, tam na pewno zacznę zarabiać kupę kasy, szybko odrobię straty. Będę mieć dom, psa, samochód. Będzie idealnie. Plan prawie wypalił. Dwa lata w Nowym Jorku zamieniły się w dziesięć lat, a ja nienawidziłam z każdym dnie swojej pracy coraz bardziej - wspomina Saujani.

Co było impulsem? Przemówienie Hillary Clinton z 2008 roku. Wtedy po właśnie raz pierwszy Clinton zapragnęła być prezydentem Stanów Zjednoczonych. Do walki o fotel w Białym Domu ostatecznie nie stanęła, bo przegrała prawybory z Barackiem Obamą. - Clinton po porażce powiedziała zdanie, które na długo utkwiło mi w pamięci. "To, że ja poniosłam porażkę, nie znaczy, że ty musisz". I uwierzyłam w to. Zapragnęłam być w Kongresie. W końcu przez lata byłam na zapleczu polityki, organizowałam kampanie, pomagałam zbierać pieniądze, miałam wiedzę - opowiada.

Plany to jedno, rzeczywistość to drugie. Sondaże dawały jej dokładnie 1 proc. szans na wygraną. Trzeba dodać, że postanowiła walczyć z kongresmenką, która na stanowisku jest od 1992 roku. Saujani była pierwszą amerykanką pochodzenia hinduskiego, która startowała w wyborach do amerykańskiego Kongresu. Trzeba dodać, że nie miała żadnych pieniędzy na jakąkolwiek kampanię wyborczą.

Za darmo znajomi zbudowali jej stronę internetową. I tak się zaczęła kampania. Suajani otwarcie przyznaje, że odezwała się do naprawdę wszystkich znajomych z prośbą o pomoc. I tak dolar po dolarze zbierała na plakaty i spotkania z wyborcami. Pieniądze wysłały nawet hinduskie ciotki, które wsparły ją astronomiczną - jak dla niej - kwotą 50 tys. dolarów.

Efekt? Porażka, 19 proc. głosów. Te same gazety, które w trakcie kampanii nazywały ją "wschodzącą gwiazdą wyborów", tuż po elekcji zmieniły ton. I to dramatycznie. Od tego momentu pisały, że Saujani zmarnowała milion dolarów na kilka tysięcy głosów. - Dokładnie to dostałam 6321 głosów. I błagam, nie liczcie ile kosztowało zdobycie jednego. Już liczyłam - mówiła.

- Byłam upokorzona, wkurzona i spłukana. Nie miałam planu, co robić dalej. W kółko rozpamiętywałam kampanię. Gdy szukasz wyborców, to chodzisz na spotkania, często do szkół. I zauważyłam tam coś niezwykłego. W salach komputerowych siedzieli sami chłopcy. Pomyślałam, gdzie do cholery są dziewczynki? To stało się moją obsesją, długo sprawdzałam, jak wyglądają statystyki. A wyglądają fatalnie - dodawała.

Kobiety nie programowały, bo...

- I tak z tego wkurzenia zrodził się pomysł na organizację. Kupiłam stronę za 1,99 dolarów, nazwę Girls Who Code wymyśliłam w chwilę. I tyle. Znajomy wynajął salę, zaczęło się od 20 dziewczyn w małej sali komputerowej. Zamówiłam pizzę, rozmawialiśmy, szkoliliśmy się. A to były dziewczyny z rodzin bez dostępu do internetu. Miały w sobie pasję, ciekawość, ochotę do pracy. To mnie przekonało, że muszę to robić. I tak zrodziło się Girls Who Code.

Jak opowiada dziewczyny z tamtej ekipy nauczyły się nie tylko, jak budować dobre produkty. - One dziś wiedzą, jak zmieniać świat. Wiedzą, że mogą to robić. A nasza organizacja to narzędzie wielkich firm do szukania wspaniałych talentów. Jesteśmy w każdym stanie, naprawdę każdy może skorzystać z naszej pomocy - opowiada.

I trzeba przyznać, że nie opowiada bajek. Podczas IBM InterConnect 2017 Ginni Rometty - prezes IBM zaprosiła trzy dziewczyny na wakacyjny staż w firmie. Trzeba dodać, że Rometty to pierwsza w historii amerykańskiego koncernu kobieta na takim stanowisku. Szefem IBM jest od 2012 roku.

Rometty dla wszystkich młodych członkiń Girls Who Code faktycznie może być wzorem. Dwa lata po studiach inżynierskich dołączyła do IBM. I dotarła na szczyt kariery w firmie. Przez ostatnią dekadę zawsze była na liście najpotężniejszych kobiet w biznesie. I kilkukrotnie docierała na pierwsze miejsce zestawienia. Kiedy poprzedni szef IBM Samuel Palmisano odchodził ze stanowiska powiedział, że Rometty zostaje najważniejszym człowiekiem w IBM nie dlatego, od firm wymaga się coraz częściej kobiet na kierowniczych stanowiskach. "Na wszystko zapracowała, na wszystko zasłużyła. Ta decyzja nie ma nic wspólnego z polityką" - przekonywał.

Organizacja ma wsparcie wśród największych firm w USA. Na liście są chociażby operator AT&T, Amazon, The Walt Disney Company, Microsoft, Twitter, Facebook i już wspomniany IBM. W 2016 roku organizacja zdobyła 11 mln dolarów finansowania. 90 proc. środków powędrowało właśnie na organizację szkoleń.

Dlaczego młode kobiety nie idą na studia informatyczne?

- Wierzę, że jednym z głównych problemów jest kultura. Nie możesz być kimś, kogo nie widzisz w telewizji, w gazetach, na plakatach. Gdy w latach 80 masowo pojawiały się komputery osobiste, to wszystkie reklamy wyglądały tak samo. Rodzina się uśmiecha, chłopiec siedzi przy komputerze. Zadowolony, uśmiechnięty, coś tam stuka. Wszystko wyglądało tak samo. Postać informatyka w kulturze wygląda tak: facet, nie dba o wygląd, nie dba o jedzenie, nie dba o higienę. Ale za to jest mózgiem i zna się na rzeczy - opowiada.

- W tym przekazie nie ma miejsca dla kobiet. Małe dziewczynki i później dorosłe kobiety od lat dostawały ten sam sygnał. I miały bardzo proste myślenie: informatyk to jest ktoś, kim ja nie tylko chce być. Nie mam nawet ochoty się z nim przyjaźnić! Powtórzę zatem jeszcze raz. Nie możesz być tym, kogo nigdy nie widzisz - wspomina.

Jej zdaniem to edukacja i wychowanie w domu jest problemem. - Dziewczynki mają być perfekcyjne, chłopaki odważni. Nie podnoś głosu, ubieraj się ładnie, zachowuj elegancko. Tak się wychowuje. A chłopaków? Wspinaj się na samą górę drzewa, dasz radę. Zauważyłam to nawet na lekcjach pływania dzieci. Rodzice do dziewczyn mówią, by się nie bały, że jesteśmy tutaj i pilnujemy. A chłopaków się wpycha do wody i już. To ma znaczenie. Możemy to bagatelizować, możemy się śmiać i dalej żyć w tym samym świecie, ale to ma znaczenie - dodaje.

Graj ostro, mierz wysoko, czołgaj się po szczeblach kariery, skacz na główkę, próbuj, odnoś porażki i zwyciężaj - takie zdania powinny słyszeć też młode kobiety. Organizacja w ubiegłym roku wypuściła serię spotów przekonujących, że programowanie jest dla każdego.

- Dziewczyny są świetne w programowaniu. Bo dlaczego miałyby nie być? Uczymy je, jak mają być odważne, jak mają ryzykować i dlaczego warto próbować w kółko. To są zmieniające świat babki. Jeżeli kobiety ruszą do informatyki to znajdziemy rozwiązania dla problemów od lat nierozwiązywalnych.


fot. Girls Who Code

- Kiedy dziewczyny uczą się programowania, stają się "agentami zmiany" w swoich społecznościach. Pokazują, że nie perfekcyjność też jest atutem. Pokazują, że tylko próbując mogą coś osiągnąć. Demografia naszej organizacja, to demografia społeczeństwa. Dziewczyny swoją pasją, zaciekłością i umiejętnościami rozwiązują problemy dnia codziennego, czasami małe, czasami ogromne - uważa.

Co informatyka ma wspólnego z odwagą? Zdaniem Saujani bardzo dużo. Bo programowanie to szuka znajdywania rozwiązań, podejmowania wielu prób i brak strachu przed porażką. - W programowaniu sukces od porażki dzieli czasami jeden znak. Tak samo jest w życiu - wyjaśnia.

Rodzina Saujani przez lata mieszkała w Ugandzie. Na początku lat 70, gdy do władzy doszedł generał Idi Amin, dostali 90 dni na wyniesienie się z kraju. - Wiadomość była prosta. Wynosicie się, albo tracicie życie. Od razu wysłali wniosek o wstęp do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Przyszła odmowa. Pierwsza, druga, kolejna. Aż w końcu się udało. Na całe szczęście USA w tym czasie szukały inżynierów. Moi rodzice nimi właśnie byli - wspomina.

- Gdy ktoś mnie dziś zapyta, co uwielbiam robić, to bez wahania odpowiadam: służyć. Kocham ten kraj, bo zawdzięczam mu wszystko. USA uratowały moją rodzinę, więc mam dług do spłacenia - opowiada.

 

 

WP money jest jedyną redakcją z Polski, która była w Las Vegas na IBM InterConnect 2017 w dniach 20 - 21 marca. Więcej materiałów o imprezie można znaleźć tutaj.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie