Na skróty
Money.plManagerLudzie sukcesuLoża ekspertówJak można zepsuć firmową stronę internetową?
2006-06-12 15:46

Jak można zepsuć firmową stronę internetową?

Autor: Oprac. Katarzyna Ogórek

1 / 3

Strona internetowa jest coraz częściej wizytówką firmy. Znajdują się na niej podstawowe informacje o przedsiębiorstwie, ale również to tutaj rozpoczyna się jego kampania wizerunkowa. Klienci coraz częściej poszukiwania rozpoczynają w sieci i tam właśnie po raz pierwszy spotykają się z ewentualnym kontrahentem.

Od pierwszego e-wrażenia zależy więc bardzo wiele. W odróżnieniu jednak do kartonika z danymi kontaktowymi, firmowa strona www daje więcej możliwości - również możliwości popełnienia błędów w budowaniu tej relacji, promocji i zdobywaniu klienta.

Szeroki wachlarz możliwości technicznych kusi doładowaniem witryny niepotrzebnymi „ulepszaczami", z drugiej jednak strony tradycja i konserwatyzm w Internecie wieją nudą. Co więc wybrać, żeby pomóc, a nie zaszkodzić?

Czego trzeba szczególnie unikać podczas projektowania korporacyjnej strony internetowej? Czy źle wykonana strona internetowa może faktycznie źle wpłynąć na wizerunek firmy?

Specjalnie dla MANAGER.money.pl wypowiedzieli się specjaliści z firm:

FFCreation, Digital One oraz Hypermedia.

 Artur Karczykowski, FFCreation:
Obecnie w krajach Unii Europejskiej 91% korporacji oraz 69% małych i średnich firm posiada własne witryny internetowe. Nadrzędnym ich celem jest w zależności od przeznaczenia: dostarczanie informacji oraz wspieranie sprzedaży produktów i usług. Niestety tylko 33% małych i średnich firm aktualizuje strony częściej niż raz na kwartał, a korporacje (zwłaszcza spółki akcyjne) zbyt często ograniczają swoje aktualizacje do przemalowywania informacji giełdowych i finansowych.

Dziwi fakt, iż w mediach offline-owych częściej można znaleźć aktualne informacje dotyczące produktów niż np. na stronie korporacyjnej.

W wyniku tych zaniedbań zwykły internauta coraz rzadziej odwiedza witryny należące do firm, a coraz częściej szuka portali gwarantujących mu obszerne i rzeczowe zestawienie aktualnych informacji dotyczących pożądanych produktów czy też usług. Portale takie (portale branżowe, porównywarki cenowe, wyszukiwarki internetowe itd.) cechują się wysoką funkcjonalnością i brakiem dodatkowych aplikacji ( „ulepszaczy” ).

Czy jednak „ulepszacze” nie mogą być funkcjonalne… i kiedy w ogóle opłaca się ich stosowanie? W zależności od przeznaczenia witryny www proponujemy wybrane „ulepszacze”, jak m.in. : interaktywne prezentacje, filmy, animacje flaszowe, gry, komunikatory, livechaty, mailboty, sztuczną inteligencję (chat boty ), interaktywne gadgety, witryny teasingowe czy też tworzymy społeczności internetowe.

Klient mówi nam co chce osiągnąć, a agencja opracowuje mix technologiczny oparty na porządnych badaniach rynkowych - gwarantujący spełnienie wszelkich założonych oczekiwań i dotarcie do grupy docelowej. Tak np. strony skierowane do młodej grupy docelowej cechują się dużą ilością animacji flaszowych, gier, aplikacji służących zabawie, komiksów i audiogadgetów.

Przy stronach B2B stawiamy bardziej na eleganckie prezentacje multimedialne, minimalistyczny design oraz delikatne randomizowane animacje flaszowe.

Przy stronach firmowych i korporacyjnych skierowanych do doświadczonego i wybrednego klienta końcowego używamy bardziej wyrafinowanych narzędzi takich jak np. złożone centra komunikacji czy też profesjonalne prezentacje multimedialne o jakości filmowej.

Najistotniejsze, by dostarczyć internaucie niezapomnianych wrażeń estetycznych dbając o każdy drobiazg, pozycjonując elementy strony tam, gdzie użytkownik ich podświadomie poszukuje. Jedną z metod badania pozycjonowania elementów, jakie stosujemy jest „eye tracking” polegający na złożonej wizualizacji wyników analizy ruchu gałki oka podczas „surfowania” po wybranej stronie.

Zbyt często wchodząc na poważne korporacyjne portale www (zwłaszcza dedykowane produktom konsumpcyjnym) internauta nagle odczuwa zmęczenie prowadzące podświadomie do gorszego postrzegania prezentowanej treści.

Dzieje się tak w wyniku przeładownia percepcji niepotrzebnymi bodźcami takimi jak np. zbyt „głośne” i kolorowe animacje. Dlatego nie poleca się przepychu, chaosu, denerwującej muzyki nie dającej się wyłączyć, zbyt głębokiej struktury, a zwłaszcza nieaktualnych danych.

Według badań Consumer WebWatch z stycznia 2006 aktualność i celność strony odgrywa coraz większą rolę. Aktualność jest definiowana nie tylko przez ilość i pogłębienie nowych (aktualnych) informacji ale przede wszystkim przez ich wiarygodność. Internauta musi wiedzieć z kim ma do czynienia, kiedy była ostatnia aktualizacja, jakie są źródła przedstawianych informacji i przede wszystkim musi szybko uzyskać pożądane informacje w efektywnej formie.

Źle wykonana strona internetowa może negatywnie wpływać nie tylko na wizerunek firmy, ale także na jej rozwój, zwłaszcza w przypadku, gdy zawodowcy oraz dziennikarze nie znajdują na niej pożądanych informacji.

Całkiem niedawno zakładano, iż w Stanach Zjednoczonych 40% decyzji przy wyborze potencjalnych kontrahentów zależy od prezentacji w sieci. Nowoczesny manager na pozycji zarządzającej w skomputeryzowanych krajach takich jak Niemcy, Anglia, USA czy też Francja, przygotowując plany nowego businessu zaczyna od zbierania informacji z sieci, gdyż jest to tanie, szybkie i daje dobry obraz ogółu.

Pierwszy krok to odwiedzanie portali branżowych w celu selekcji, następny to odwiedzanie portali korporacyjnych wybranych firm.

Niestety w Polsce nadal kultura korporacyjna oraz corporate identity wydają się często pomijane przy kreacji online. Najlepszym przykładem są tutaj strony niektórych polskich ministerstw czy też koncernów blisko związanych ze Skarbem Państwa.

Zakładam, iż funkcjonalność (usability) to 40% sukcesu, aktualność to 25% sukcesu, design i innowacyjność to 30% sukcesu a pozostałe 5% to asocjacje wynikające z osobistych doświadczeń internauty z daną firmą oraz sam adres strony.

Szukaj domeny:
Wybierz hosting:

Re: Jak można zepsuć firmową stronę internetową?

/ 79.162.27.* / 2008-01-30 21:33
Ja bym podzielił te proporcje inaczej. Na moim serwisie biznesowym i dla firm najpierw była nieciekawa grafika i po jakim czasie dałem sie przekonać., Po zmianach wzrost był widoczny, zaineresowanie, myslenie o mojej firmei, przychylne komentarze. Tu dałbym 30% Jak juz grafika była ciekawa, to potem strona była w miare czesto uaktualniana i obserwowalem drugi etap rozwoju, dałbym tu kolejne 20% ale teraz widze jakie znaczenie miał sam adres. Tu jest założenie że to 5% (doświadczenia internauty i adres). Ja zleciłem zmiane nazwy i domeny 2 firm i adresow firm, domen (dla agencji Byword). Po zmianie miałem nawet komatrze od firm że to był dobry krok. Zaczeli tez sie reklamowac i angażować osoby i firmy które wczesniej gorzej odbierały moj biznes. ja bym dał na doswiadczenia, polecanie i nazwe domeny albo serwisu nawet 10-15%. Reszte mozna zmienic predzej czy pozniej ale najgorzej jak ja musialem po kilku latach zmieniac stopniowo a to nazwe sie pamieta długo. pochodze z innego systemu wiec zmiany mojego myslenia wymagały troche czasu, przekonanie do stron www tez. teraz sonie nie wyobrazam jak mialbym w dobrych cenach robic to wszystko w całej polsce i dobrze inaczej niz przez dobrą strone WWW, z dobrą grafiką, dobrą nazwą. teraz moim wyzwaniem jest reklama i promocja w internecie, to tez wazna sprawa, kosztuje i ma wpływ na biznes.
Reklama
Spłacasz kredyt w walutach?