
Autor: Daniel Gąsiorowski
Twórca Optimusa. Symbol walki z samowolą urzędników skarbowych. Ostatnio wymieniany był nawet, jako kandydat na premiera, choć wielokrotnie przyznawał, że nie interesuje go polityka. Tak naprawdę jednak trudno zorientować się, nawet rozmawiając z Romanem Kluską face to face, co go tak naprawdę interesuje. Oprócz owiec oczywiście.
Aleksander Gudzowaty w wywiadzie dla Manager.Money.pl mówił, że zakładał swoją firmę mając w kieszeni równowartość 100 dolarów. Roman Kluska przebija niemal wszystkich biznesmenów. Zaczynał z dwunastoma dolarami. Był rok 1988. W wielu publikacjach pojawia się legenda o garażu, gdzie zaczynano składać komputery, tymczasem pierwszą siedzibą firmy Romana Kluski, był strych w domu jego rodziców, w Nowym Sączu.
Trudno orzec, co zdecydowało o ostatecznym sukcesie Romana Kluski, że po kilku latach sprzedał firmę zarabiając na tym kilkaset milionów złotych. Sam Kluska przyznaje, że najważniejsze było oparcie fundamentów firmy na etyce biznesu. - Oparliśmy naszą strategię na trzech zasadach: "Ryba psuje się od głowy", "nie wymagaj od podwładnego więcej niż od siebie" oraz "firma jest najwyższym dobrem". - wyjaśniał na spotkaniu na początku 2004 r. w Krakowie, które organizowało Stowarzyszenie Inicjatywa Małopolska im. Króla Władysława Łokietka. Wiele do myślenia daje m.in. przykład menedżera wysokiego szczebla zatrudnionego w Optimusie, który przywłaszczył sobie paczkę dyskietek. - Za tydzień już u mnie nie pracował - mówi Kluska.
Roman Kluska nie tylko od swoich pracowników wymagał uczciwości. Jak podkreśla, sam starał się być dla nich przykładem. - Gdy moja żona jechała z kierowcą na zakupy do Krakowa, kazałem sobie zawsze wystawić fakturę. - opowiada. Jak podkreśla - Najważniejsze było, to że załoga widziała takie zachowanie i nikt nie śmiał postępować inaczej.
Porównania Romana Kluski i Aleksandra Gudzowatego nie kończą się na tym, że zaczynali z niewielka ilością gotówki. Obaj pracowali w sektorze państwowym i obaj zostali w nim skrzywdzeni. Wyrzuceni poza nawias gospodarki socjalistycznej, byli niejako zmuszeni do założenia własnego biznesu. Inną sprawą jest to, że czas przemian wyjątkowo im sprzyjał.
Tuż po studiach Kluska został dyrektorem w Zakładach Naprawy Samochodów. Według jego relacji była to jedna z najgorzej zarządzanych tego typu jednostek w kraju. Co istotne, nie miał poparcia partii i tak naprawdę nikt nie wierzył, że uda mu się zmienić ten stan rzeczy. Ot typowa „gra na górze", której miał się stać mimowolną ofiarą. Odniósł jednak sukces. - Z ostatniego miejsca w „Zjednoczeniu", wyprowadziłem firmę na drugie miejsce. - wspomina. Pomysł wydawał się rewolucyjny. Podzielił wielki zakład na małe części, zaś pensje pracowników uzależnił od zyskowności tych małych firm. - Nie wziąłem tylko tego pod uwagę, że pensje działaczy, których było bardzo dużo, będą niskie, lub wręcz równe zero. -mówi. Nie trudno się domyśleć, co nastąpiło później. Związkowcy i aparatczycy chcieli doprowadzić do jego zwolnienia. - Nie chciałem powodować konfliktów, więc odszedłem - wspomina. W międzyczasie hodował maliny. Jak wspomina, dzięki temu mógł sobie pozwolić na niezależność finansową.
Początkowo Optimus Romana Kluski był warsztatem, gdzie chałupniczym sposobem składano komputery. Dopiero w 1990 r. firma wypuściła na rynek sprzęt komputerowy pod własną marką. W tym samym roku spółka została jednym z dealerów Microsoftu w Polsce.
W międzyczasie spółka weszła na GPW. Nastąpił dynamiczny rozwój, a w końcu przyszła decyzja o wycofaniu się z biznesu. Warto podkreślić, że Optimus odniósł sukces aż w trzech dziedzinach jednocześnie. Oprócz produkcji komputerów, równie udanym przedsięwzięciem była produkcja kas fiskalnych (Optimus IC), oraz Internet (portal Onet.pl).
Mało kto wie, że pierwsza próba sił z fiskusem miała miejsce w 1996 r. Sytuacja na pozór normalna. Przyszedł urzędnik skarbowy do firmy i przeprowadził kontrolę. We wniosku pokontrolnym okazuje się, że Optimus musi zapłacić olbrzymi, zaległy podatek. Dowodem miały być zeznania świadka, które jednak udało się podważyć. Urząd Skarbowy jednak chciał wyegzekwować fikcyjny zaległy podatek. - Wtedy udało się uratować firmę. Pomogli przyjaciele. - wspomina Kluska.
To wydarzenie miało duży wpływ na późniejszą decyzję o sprzedaży firmy. Dla rynku cena transakcji, gdy BRE Bank i Zbigniew Jakubas przejmowali Optimusa, była szokująco niska. Zdaniem analityków firma była warta zdecydowanie więcej, nie mówiąc już o premii za przejęcie. - Wolałem za pół ceny sprzedać Optimus, zwłaszcza że nastąpił taki rozwój korupcji, że trudno byłoby prowadzić firmę. - mówi Kluska. Owe pół ceny to 261,7 mln zł, jakie zapłacili inwestorzy w kwietniu 2000 r. Inną kwestią było to, że wyniki finansowe spółki, w tym czasie zdradzały fakt, że firma dostaje zadyszki.
Pomagamy również znaleźć auto. więcej »
Dwudziestu brytyjskich emerytów testuje nowatorskie rozwiązanie, które ma pomóc seniorom dłużej cieszyć się jazdą samochodem.
Do Polski wchodzi serwis Airbnb. Pozwala zamieszkać np. w tipi i igloo.
- Miałem dość siedzenia przed komputerem -mówi Marcin Dutkiewicz.
- Zawsze interesowało mnie zarządzanie na dużą skalę - mówi Krzysztof Pióro.
Re: Roman Kluska, twórca Optimusa