Na skróty
Money.plManagerLudzie sukcesuWywiadyColonial Riviera Properties nie boją się kryzysu w Portugalii
Anna Anagnostopulu
Anna Anagnostopulu, redaktor prowadząca Manager.Money.pl
2012-02-23 06:50
Colonial Riviera Properties nie boją się kryzysu w Portugalii
fot: Colonial&Riviera Properties

Colonial Riviera Properties nie boją się kryzysu w Portugalii

Autor: rozmawiała Anna Anagnostopulu

1 / 2

- W naszym portugalskim projekcie polskich inwestorów jest więcej niż Rosjan. To ludzie z doświadczeniem na polskim rynku nieruchomości, którzy szukają atrakcyjnych ofert za granicą - mówi Łukasz Bald z Colonial Riviera Properties. Za pośrednictwem jego firmy można zainwestować w dom lub apartament na Karaibach, albo francuskiej Riwierze.

Money.pl: Po co osoba, którą stać na kupno apartamentu na Karaibach, kosztującego przynajmniej 670 tysięcy dolarów, miałaby go wynajmować?

Łukasz Bald, partner w firmie Colonial Riviera Properties: To dobre pytanie. Nie każdy chce swoją posiadłość wynajmować. Część naszych klientów traktuje ją jak drugi dom, letnią rezydencję, całkowicie prywatną i intymną. Tych ludzi stać na to, żeby inwestycja na siebie nie zarabiała i nie życzą sobie obcych osób kręcących się po posiadłości.

Jest też druga grupa klientów, którzy nie wyobrażają sobie, żeby ich dom miał stać pusty przez większą część roku. Traktują go jako dodatkowe źródło dochodów i chcą maksymalnie wykorzystać czas, kiedy sami z niego nie korzystają. Letnia rezydencja nie jest dla nich może kluczowym źródłem utrzymania, ale musi zarobić przynajmniej na koszty kredytu, który został zaciągnięty na jej zakup. Dodatkowe zyski właściciele traktują często jak kieszonkowe na wakacje.

Dlaczego więc mieliby skorzystać z Państwa oferty, zamiast tańszego timesharingu? W tym modelu biznesowym też możliwy jest zakup nieruchomości na własność.

Klasyczny timesharing nie daje takiej możliwości. Nawet, jeśli mamy tytuł własności, dzielimy go z innymi właścicielami wynajmowanych nieruchomości. To zupełnie coś innego niż posiadanie własności hipotecznej z wpisem do księgi wieczystej. Taki dom można w przyszłości bardzo intratnie odsprzedać, zastawić, przekazać w spadku.

Timesharing jest tylko protezą prawdziwego prawa własności. Nie jestem przekonany do tego systemu i trudno byłoby mi sprzedawać taki produkt.

Czytaj więcej Stać cię na mieszkanie, więc na loft też Zygmunt Stępiński zaczynał od pisania o architekturze, dziś jest dyrektorem firmy, która przerabia stare, pofabryczne budynki na luksusowe apartamenty. A jaki wpływ ma inwestor na proces budowy nieruchomości na Karaibach czy francuskiej Riwierze? Kupuje przecież dziurę w ziemi.

Jeszcze nigdy nie sprzedaliśmy dziury w ziemi. Albo są to kompletnie wykończone domy i apartamenty, albo prace są już bardzo zaawansowane. Żaden z naszych klientów nie czekał na odbiór inwestycji dłużej niż rok.

Jeśli chodzi o możliwość ingerowania w proces budowy apartamentów, wszystko zależy od tego, czy będą one przeznaczone do użytku prywatnego, czy pod wynajem. W pierwszym przypadku ograniczają nas tylko uwarunkowania techniczne i prawne. W drugim wiele zależy od dewelopera, który odpowiada za wynajem i chce mieć pewność, że znajdzie na niego chętnych.

Mówi Pan, że nie sprzedajecie dziury w ziemi, tymczasem na Państwa stronie można znaleźć plan płatności, według którego opłata rezerwacyjna to 6 tysięcy dolarów. Po podpisaniu umowy klient płaci 10 procent wartości nieruchomości, po ukończeniu fundamentów 25 procent, a po ukończeniu dachu 30 procent...

To prawda, taki jest plan płatności, ale nigdy jeszcze niczego takiego nie sprzedaliśmy. Klienci kupują domy i apartamenty na dużo bardziej zaawansowanym etapie prac. Nie ma mowy o płaceniu za fundamenty, bo one już dawno stoją.

Na drugiej stronie dowiesz się, w czym Polacy przebili Rosjan

Ludzie sukcesu
  • Kinga Baranowska zdobyła kolejny szczyt

    iWoman
  • Rzym chrześcijańską stolicą kurtyzan!

    Menstream
  • Will Smith nie ma talentu. Sam tak mówi!

    Menstream