
Fiszki do nauki języków obcych trafiły do Polski za pośrednictwem czwórki absolwentów Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie. Kiedy Sławomir Kuchta, Patrycja Wojsyk, Kinga Perczyńska i Jacek Perczyński stawiali pierwsze kroki w biznesie, właściciele księgarń niechętnie patrzyli na nowy produkt, który wielu kojarzył się ze ściągami. Dziś fiszki to tylko część oferty wydawnictwa Cztery Głowy, które stoi także za pomysłem naklejek do nauki języków obcych.
Money.pl: Wydawnictwo Cztery Głowy powstało w 2003 roku, ale Państwa produkty stały się naprawdę popularne dopiero 5 lat później, kiedy zaczęliście sprzedawać fiszki jako dodatek do Gazety Wyborczej. Jak to możliwe, że do tego czasu żadna zagraniczna firma nie weszła do Polski ze swoją ofertą?
Sławomir Kuchta, współwłaściciel wydawnictwa Cztery Głowy: Sami zadajemy sobie to pytanie. Po raz pierwszy z fiszkami zetknąłem się w 1998 roku, podczas studiów w Niemczech. Trzech z czterech założycieli naszej firmy to prawnicy, więc przed wypuszczeniem produktu na rynek dokładnie sprawdziliśmy, czy nikt nie ma do niego praw ani patentów. Wiele lat później dowiedzieliśmy się, że kilka wydawnictw próbowało wprowadzić fiszki do Polski, ale się nie przyjęły.
Firmę założyliście Państwo będąc świeżo po studiach. Skąd mieliście środki na start?
Nasz kapitał początkowy to delikatne oszczędności z czasów studenckich i pieniądze pożyczone u rodziny i znajomych. Starczyło na wynajęcie lokalu, zakup faksu, zarejestrowanie działalności. Najdroższa jest jednak sama produkcja. Pierwsza drukarnia, z którą współpracowaliśmy, zgodziła się poczekać na spłatę zadłużenia.
Czytaj więcej
W wiosce pod Warszawą nie mówią po polsku - To angielski świat w pigułce - mówi Michał Kelles - Krauz.
Jak długo?
Z fiszek zaczęliśmy utrzymywać się po 2 latach obecności na rynku.
A do tej pory?
Rosły nam długi.
I nie mieliście chwili zwątpienia? Przez 2 lata biznes był niedochodowy. Skąd przekonanie, że się uda?
Wierzyliśmy w nasz produkt, bo znaliśmy jego skuteczność. Rynek fiszek w Niemczech był bardzo dobrze rozwinięty, funkcjonowało kilka wydawnictw produkujących fiszki do nauki języków obcych, było też 6 specjalizujących się w fiszkach prawniczych. Dlaczego u nas miałoby się nie udać? To kwestia czasu, reklamy, przekonania jak największej liczby odbiorców do produktu. Wiary dodawały nam pozytywne opinie pierwszych użytkowników.
Często podkreśla Pan, że fiszki to skomplikowany technologicznie produkt. Co takiego skomplikowanego jest w zadrukowanej kartce papieru?
Chodzi o technologię produkcji. Fiszek nie drukuje się jak tradycyjnej książki, gdzie w przeciągu dwóch, trzech dni można otrzymać nakład 3 tysięcy egzemplarzy. Kartoniki są drukowane w technologii cyfrowej, a pudełka do nich wymagają dużo ręcznej konfekcji.
Po stronie kosztów należy też doliczyć pracę tłumaczy, native speakerów i konsultantów językowych. Ile im płacicie i jak ich rekrutujecie?
Poprzez prywatne kontakty naszych redaktorek. Szukają wśród znajomych ze studiów, profesorów. Podpisujemy z nimi umowę o dzieło albo zlecenie i zachowujemy całość praw autorskich do przekładu.
Na drugiej stronie przeczytasz, ile kosztuje zestaw fiszek do nauki angielskiego