
Autor: rozmawiała Małgorzata Stoch
Historia Kwiatonu sięga początków lat 90., kiedy Bogdan Gruca z Wrocławia handlował cebulkami tulipanów. Potem wpadł na pomysł pakowania ich w woreczki ze zdjęciem rośliny, nawiązał kontakty z producentami z Holandii i otworzył hurtownię. Dobrą passę przedsiębiorcy przerwała powódź z 1997 roku, która zalała nową siedzibę i magazyn firmy. - Jestem twardym zawodnikiem - deklaruje Gruca, który zaczął od początku i dziś zaopatruje właścicieli sklepów i rolników z całego kraju.
Money.pl: Zaczynaliście od hurtowni, ale teraz Kwiaton to także sieć sklepów detalicznych. Nie boicie się, że Wasi klienci, również właściciele sklepów, poczują się zagrożeni?
Bogdan Gruca, właściciel firmy Kwiaton: Jak na razie mamy cztery punkty sprzedaży detalicznej: jeden przy hurtowni pod Wrocławiem, dwa bliżej centrum miasta i jeden w Twardogórze. Mieliśmy wiele propozycji zakupu działek budowlanych albo przejęcia sklepów, ale trzymamy się zasady, że jeśli w danym mieście mamy odbiorców hurtowych, to nie otwieramy tam oddziału. Wyjątkiem jest nasz rodzinny Wrocław, ale i tutaj staramy się nie przeszkadzać klientom.
Kim, poza właścicielami kwiaciarni, są Wasi odbiorcy?
Ważną grupę klientów stanowią rolnicy indywidualni. Zaopatrują się u nas w profesjonalne nawozy, nasiona, środki ochrony roślin, folie i włókniny. Produkty specjalistyczne są dużo droższe od zwykłych. Amatorska paczka nasion kosztuje około 1,5 zł, tych profesjonalnych – nawet 200. Ten dział sprzedaży to duży sukces Kwiatonu. Specjalizujemy się w nim od dłuższego czasu i dobrze się to rozwija. A rolnicy nieraz przyjeżdżają do nas aż z Górnego Śląska.
Trzecią grupą klientów są instytucje, takie jak urzędy miejskie, czy duże firmy. Wszędzie trwają teraz remonty i budowy dróg, więc sprzedajemy im dużo nasion traw.
fot: Kwiaton
fot: Kwiaton
zobacz całą galerięA na co jest największy popyt?
Od kilku lat obserwujemy lawinowy wzrost zainteresowania środkami ochrony roślin. To niepokojąca tendencja. Kiedyś choroby roślin były rzadkim zjawiskiem. Dziś niektóre gatunki wręcz nie mogą żyć bez chemikaliów, bo ciągle atakują je szkodniki. Stare odmiany wymienia się na nowe, a te nie są przystosowane do naszych warunków i często chorują.
Ważną część naszej działalności stanowią sadzonki kwiatów i krzewów. To bardzo satysfakcjonujący dział i dobrze wpisuje się w ogólną tendencję. Klienci wolą kupować gotowe sadzonki, a nie nasiona, z którymi trzeba się męczyć od zera. Ten dział sprzedaży jest jednak podatny na gwałtowne zmiany pogody. Tegoroczna zima w maju była kompletnym zaskoczeniem i ponieśliśmy spore straty.
Największym sentymentem darzę jednak cebulki roślin. To dział, którym w firmie zajmuję się tylko ja. Nikogo do niego nie dopuszczam (śmiech).
Dlaczego?
Kwiaton zaczął się od cebulek, które moja mama sprzedawała jeszcze w latach 50. Była znana we Wrocławiu i jeśli ktoś chciał wtedy kupić sadzonkę, mógł ją znaleźć właściwie tylko u niej. Przez jakiś czas pomagałem mamie, a potem, na początku lat 90. usamodzielniłem się i zacząłem handlować cebulkami kwiatów. Hitem tamtych czasów były czarne tulipany, teraz już się trochę przejadły. Popyt był ogromny, sprzedawałem wszystko, co miałem. Kolejki ustawiały się wcześnie rano i nie znikały aż do wieczora. W nocy wsiadałem w samochód i jechałem po zaopatrzenie. To były piękne czasy (śmiech).
Byłem też pierwszą osobą w kraju, która wpadła na pomysł pakowania cebul w woreczki ze zdjęciem kwiatka z przodu. Nikt wcześniej tego nie robił, ale to była partyzantka, same problemy. Najpierw nie mogłem zdobyć fotografii, a potem nie było gdzie ich wydrukować. O prawach autorskich nikt wtedy jeszcze nie słyszał.
Z czasem doszedł import cebul z Holandii, a z większością producentów poznanych 20 lat temu handluję do dziś. Osobiście składam zamówienia i nawiązuję nowe kontakty. Czuję presję odnoszenia sukcesów na tym polu, bo jeśli szef sobie nie poradzi, to podwładni będą mieli kiepski przykład (śmiech).
Ponad 1 400 000 osób poszukujących pracy, ponad 130 000 odbiorców newslettera więcej »
Dwudziestu brytyjskich emerytów testuje nowatorskie rozwiązanie, które ma pomóc seniorom dłużej cieszyć się jazdą samochodem.
Do Polski wchodzi serwis Airbnb. Pozwala zamieszkać np. w tipi i igloo.
- Miałem dość siedzenia przed komputerem -mówi Marcin Dutkiewicz.
- Zawsze interesowało mnie zarządzanie na dużą skalę - mówi Krzysztof Pióro.