Na skróty
Money.plManagerLudzie sukcesuWywiadyPiotr Tymochowicz
2006-12-04 10:54

Piotr Tymochowicz

Piotr Tymochowicz
[fot: PAP/Tomasz Gzell]

Kontrowersyjny kreator politycznych showmanów odmówił intratnej współpracy z jednym z najbogatszych polityków, byłym posłem Samoobrony.

Spotkali się w restauracji w hotelu Sheraton. Misztal położył na stole pół miliona złotych, licząc, ze uda mu się w ten sposób wywrzeć wpływ na Tymochowicza. Niestety, jak twierdzi spec od wizerunku, są zlecenia, których się nie podejmie nawet za bardzo duże pieniądze, a jeśli się skusi, będzie to koniec jego kariery. Komu odmówi? Z pewnością nie będzie pracował Ligą Polskich Rasistów, jak nazywa LPR, ani sektą, za jaką uważa Radio Maryja. Takim klientom odmawia używając komunikatu otwartego, nie kryje powodów.

O cieniach i blaskach swojej kariery oraz powiązaniach polityki z biznesem Piotr Tymochowicz opowiada dziennikarce Money.pl

Money.pl: Różnie mówią o Panu: „pusty twór medialnej nierzeczywistości", „cymbał", „psychicznie chory"...

Piotr Tymochowicz: Bo - wie Pani - dużo w ciągu 20 lat zrobiłem, żeby budzić kontrowersje. Zresztą, pozytywne emocje to żadne emocje. Warto budzić wtórnie pozytywne emocje, na przykład: nie tak dawno zgłosił się do mnie jeden z prezesów wielkiego koncernu, który mi powiedział, że zgłosił się do mnie tylko dlatego, ze tak wielu idiotów mnie krytykuje. Zarzuca mi się, imiennie, głównie brak moralności i etycznych zasad, a ja tymczasem nigdy nie pozwoliłem sobie, żeby krytykować swoich konkurentów. Skoro oni nie widzą w tym problemu, należałoby zapytać, czy są to prawdziwy konkurenci.



Money.pl: Czym się Pan różni od swoich konkurentów?

P.T.: Różnię się od tak zwanych moich konkurentów tym, że ja już nie muszę czarować ludzi. Nie jestem na tym etapie, że musiałbym jakieś farmazony opowiadać. Nie obiecuję złotych gór. Żadnej partii, ani politykowi nie muszę się podlizywać. Jestem bezpośredni. Ostatnio byłem zaproszony na business breakfast do biznes klubu w Alejach Ujazdowskich. Prezes TP SA się produkował. Przez pół godziny opowiadał o tym, jak ważna jest misja prospołeczna. Najważniejsza jest etyka, a dopiero na szarym końcu - pieniądze, powtarzał.

Money.pl: Czyżby pomylił spotkania?

P.T.:
Dokładnie to samo mu powiedziałem. Sala podzieliła się na dwie części. Nie było nikogo obojętnego. Jedni mówili, ze jestem cynikiem, a drudzy bili brawo.

Wystarczy zobaczyć, jakie pomyje ludzie na mnie wylewają w internecie. Proszę jednak zauważyć, że nie wypowiada się tam żaden z moich klientów.

Money.pl: Czy tylko dlatego, że w ten sposób buduje Pan swój wizerunek, tak bardzo Pana nie lubią?

P.T.: To sukces wzbudza w ludziach taką nienawiść. Z błotem mieszają mnie ludzie, z którymi często nigdy nie zamieniłem nawet słowa. Opowiem Pani jedną historię: zgłosił się do mnie Jan Mądry, właściciel borykającej się z problemami firmy szkoleniowej ze Śląska z propozycją współpracy. Z prezentacją wystąpiła pani psycholog. Nie wytrzymałem dłużej niż 15 minut. Przerwałem jej i bardzo uprzejmie oznajmiłem, że podobało mi się to, ale ja mam zupełnie inne metody działania, inną filozofię i metodykę. Dodałem, że nie widzę żadnych możliwości współpracy. Po miesiącu przeczytałem w jednej z gazet wywiad z Janem Mądrym, który mówi, ze należy wszystkich przestrzec przed Tymochowiczem, bo stosuje niemoralne metody. Pytanie - po co on to robi?

Money.pl: Jest Pan już osobą medialną. Warto się przecież przyczepić do znanego nazwiska.

P.T.: No tak, o tym mi mówią studenci. Nie ma tygodnia, kiedy nie byłbym zapraszany przez uczelnie na wydziały socjologii, psychologii i - co ciekawe - z reguły przeciwne temu jest kadra naukowa. Często mnie krytykują podczas trwania prezentacji.

Money.pl: A skoro już mówimy o studiach, to zapytam, dlaczego nie został Pan fizykiem. Był Pan kiepskim studentem?

P.T.: Byłem tak kiepskim studentem, że całość materiału przerobiłem w dwa lata. Fizyką interesowałem od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Mój ojciec jest naukowcem fizykiem, więc miałem pewną łatwość w rozwijaniu tej pasji. Napisałem wszechstronną pracę maturalną p.t.: "Rewolucje w fizyce i ich zwiastowanie w leśmianowskim świecie wyobraźni" w ciągu roku, co pozwoliło mi dostać się bez egzaminu na wydział fizyki lub polonistyki. Zdecydowałem się na fizykę, bo byłem zafascynowany fizyką teoretyczną i chciałem znaleźć odpowiedź na parę ważnych pytań. Jednak po dwóch latach nie dość, że nie znalazłem na żadne z tych pytań odpowiedzi, to i pytań powstało kilkaset razy więcej. Pomyślałem więc, że nie tędy droga, choć kontakt z fizyką i matematyką mam cały czas. Żyję tym.

Money.pl: A może wykorzystuje Pan tę wiedzę w biznesie?

P.T.: Wykorzystuję. Od 15 lat bawię się swoją teorią, w której funkcje umysłu przedstawiam jako makroukład kwantowy.
Chodzi o to, ze można nasz umysł traktować jako pomost między światem mikro a światem makro. Teoretycznie wszystko, co się dzieje w świecie marko ma swój powód, a w świecie mechaniki kwantowej ten ciąg bywa zaburzony. Pojawiają się rzeczy bez przyczyny i znikają bez skutku. Tak samo jest z naszą wolną myślą. To nie jest oryginalne. Pierwszym, który wymyślił tę ścieżkę, był Roger Penrose, autor „Drogi do rzeczywistości".

Money.pl: Wróćmy do rzeczywistości. Rzucił Pan studia i co dalej?

P.T.: Faza eksperymentów. Ponieważ byłem jakiś czas za granicą, wiedziałem co się dzieje w krajach zachodnich. Wiedziałem, że nastąpi taki moment, że i w Polsce ludzie zainteresują się swoim wizerunkiem i mową ciała. No i udało się. Byłem pierwszy.

To były lata 80. Oczywiście początki były trudne. Ludzie pukali się w głowę, śmiali się. Nie mogli sobie wyobrazić, o czym ja opowiadam, ale mimo to motywowało mnie, że ludzie przychodzili na szkolenia przez ciekawość. Nie prowadziłem żadnej reklamy. Do dziś tak jest, że jedyną formę marketingu, jaką stosuję jest polecenie face to face. Dlatego jest mi obojętne, co media o mnie mówią.

Money.pl: Prowadził Pan jeszcze jakieś inne biznesy?

P.T.: Próbowałem różnych form, zawsze będąc zafascynowanym teorią wywierania wpływu. Stworzyłem największą wówczas w Polsce agencję ochrony. Chciałem zająć się dworcami PKP. Prowadziłem szkolenia dla zarządu z języków obcych, zatrudniałem ponad 3000 ludzi. Wyszkoliłem ich w metodach walki wręcz i technikach relaksacji.

Potem, jako że udzielałem się artystycznie i znałem wielu artystów z Montmart z Paryża, to często bywałem na pokazach mody. Zauważyłem wtedy, że potrafię wskazać, która z modelek jest Polką po fatalnym sposobie poruszania. Na zasadzie eksperymentu założyłem studio mody Pulsar po to, żeby kreować modelki, odpowiedni PR wokół ich. Zabawa była ciekawa. Zresztą, najpiękniejszą z tych modelek poślubiłem. Oczywiście to się musiało skończyć nieszczęśliwie, bo to nie był mój świat. Równolegle zajmowałem się promowaniem technik szybkiego uczenia się i czytania, notowania nieliniowego. Wymyśliłem własną metodę notowania strumieniowego na bazie mindmaping'u Tony'ego Buzana. Wprowadziłem też język ciała, techniki manipulacji i budowanie wizerunku.

Money.pl: Kiedy z tych pasji zrobił się biznes?

P.T.: Wszystkie pieniądze na początku przeznaczałem na eksperymenty. Jeden z nich opisała Gazeta Wyborcza, kiedy z biednej bibliotekarki wykreowałem księżniczkę Schwarzenberg. W Polsce zrobiłem z niej siostrę cioteczną księżnej Monako i była wożona w eskorcie policji, limuzynami Grobelnego. Jedna ze szkół przy ul. Zielonej w Warszawie chciała nawet przyjąć jej imię. Oczywiście nie miałem z tego żadnych pieniędzy.

Później zajmowałem się wyciąganiem ludzi z sekt religijnych. Miałem cztery wyroki śmierci z sekty Antrovis, Niebo, spędziłem dziewięć godzin na negocjacjach z guru tychże sekt. Potem zajmowałem się kościołem scjentologicznym, gdzie już natrafiłem na mur nie do przebicia. Niezależni psychologowie i tak ocenili, że miałem najwyższy wskaźnik skuteczności (mierzy liczbą powrotów w ciągu pół roku do sekt).

Biznes zaczął się tak naprawdę później.

Money.pl: Kiedy?

P.T.: Kiedy zaczęło się mówić o marce i kiedy zatrudniłem ekipę trenerską.

Money.pl: A jak w tej chwili zorganizowana jest firma? Ile osób Pan zatrudnia?

P.T.: Zatrudniam tylko trzy osoby w administracji. Z trenerami współpracuję na zasadzie grape marketingu. Każdy z nich ma swoją firmę, ale pracują pod moim szyldem. To głównie jest konsulting, szkolenia stanowią około 20%. Oni mi płacą za korzystanie z mojej teorii I.E.T., ja im dostarczam klientów. Z reguły są to zarządy dużych firm, artyści i politycy.

Money.pl: Środowisko polityków nazwał Pan w jednym z wywiadów bagnem. Ile pieniędzy udaje się Panu z niego wyciągnąć?

P.T.: Niewiele, około 10% obrotu w ciągu roku. Nie ma tam dużych pieniędzy, bo wprowadzono limity. Nie można dowolnie dużo wpłacać i wydawać na wybory. Tylko Michał Wiśniewski jest w stanie zarobić trzy miliony. Nie wiem zresztą jakim cudem.

Money.pl: Do tegorocznych wyborów samorządowych przygotowywał Pan kogoś?

P.T.:
Tak.

Money.pl: Dokonuje Pan partyjnej selekcji podczas przyjmowania zleceń od polityków?


P.T.: Całe życie mi się wydawało, że być profesjonalistą to znaczy nie kierować się emocjami. Po latach dochodzę jednak do wniosku, że nie chcę być profesjonalny i nie chciałbym pracować ani dla partii PIS, ani dla Legionu Polskich Rasistów, przepraszam LPR, ani dla faszystów polskich typu Młodzież Wszechpolska, ani dla sekt typu Radio Maryja, tym bardziej, że wiem, co to są sekty.

Money.pl: Tak Pan mówi do mnie. A w jaki sposób odmawia Pan klientom?

P.T.: Do nich mówię to samo. Wprost. Ostatnio odmówiłem posłowi Piotrowi Misztalowi, mówiąc, ze klubik ludowo-narodowy jest przykrywką PISu, a to wyklucza możliwość mojej współpracy z nim.

Są pewne granice. Mieszkam w Polsce i nie jest mi do końca obojętne, kto będzie premierem lub prezydentem. Sam sobie więc narzucam pewne limity.

Money.pl: Z dobrego klienta Pan zrezygnował.

P.T.: Podczas spotkania w restauracji hotelu Sheraton położył mi na stole pół miliona i był zaskoczony, że na mnie to nie działa. Bo nie działa. Nie wiem, może gdyby wyłożył 10 milionów, to bym się zastanowił. Oczywiście, mogę się zaangażować dla Piotra Misztala, albo mafii pruszkowskiej, ale to byłoby moje ostatnie zlecenie.

Money.pl: Jak często trafia się taki klient, jak Misztal albo Lepper, któremu podobno wystawił Pan rachunek na 150 tys. dolarów?

P.T.: Obowiązuje mnie tajemnica handlowa, więc nie zdradzę, ile dostałem za to zlecenie, ale proszę mi wierzyć, że dług mój za wycofanie się na ten czas (osiem miesięcy) z rynku był większy niż wynagrodzenie. Nie robiłem tego więc dla pieniędzy.

Money.pl: Potraktował Pan tę współpracę jako eksperyment?

P.T.: Raczej jako wyzwanie. To było też o tyle ciekawe, że jako jedyny mój klient nie chciał tego ukrywać. Ciągał mnie na każdy wywiad.

Money.pl: To nieprofesjonalne dokładać do pracy, która miała generować zyski.

P.T.: Nigdy nie twierdziłem, że pieniądze nie są istotne. To krwiobieg każdej firmy. Jest jednak coś ważniejszego: che eksperymentowania.

Money.pl: Więc zdarza się Panu odmawiać. A jak często klienci składają u Pana reklamacje?

P.T.: O żadnym takim przypadku nie słyszałem od 16 lat.

Money.pl: A wcześniej?

P.T.: Zatrudniałem kiedyś 25 lektorów języków obcych i wtedy zdarzało się, ze któryś z nich nie przyjechał na zajęcia i klienci byli niezadowoleni.

Money.pl: A w przypadku szkoleń? Czy kiedyś źle Pan kogoś wykreował?

P.T.: Nie, choć nie chcę powiedzieć, że nie popełniam błędów. Zdecydowana większość rzeczy mi się jednak udaje. Zdarza się, że ktoś do mnie przychodzi dwa tygodnie przed wyborami i mówi, że chce je wygrać. Wtedy nie ma szans na realizację zamówienia. Niektóre klęski są więc wpisane w zlecenie.

Money.pl: W jednym z czatów internetowych powiedział Pan, że zarabia więcej niż kasjerka w Biedronce. Jaka to wielokrotność?

P.T.: To jest bardzo ciekawe pytanie i chętnie na nie odpowiem. Nigdy w żadnym wywiadzie nie rozmawiam o sprawach finansowych. Nie jestem osobą publiczną i nie muszę się spowiadać, dlatego pozwalam dziennikarzom pisać, co im się podoba. Ostatnio powiedziałem panu Gadomskiemu z Angory, że może napisać, co chce i napisał, że zarabiam miesięcznie 100 tysięcy dolarów czy euro - nie pamiętam. Kompletny nonsens.

Money.pl: Tworząc wizerunki innych osób, musi Pan dbać jednocześnie o swój. Jakie było najbardziej ryzykowne dla firmy zlecenie?

P.T.:
Najbardziej niebezpieczne były dwa momenty Pierwszy, kiedy zgłosił się Jacek Hugo-Bader z propozycją eksperymentu. Szkolił się u mnie codziennie przez dwa miesiące i na koniec miał napisać, jakie były tego efekty. Skończyliśmy to ulicznym egzaminem skuteczności. Trochę się obawiałem, bo miał napisać prawdę, a nie wszystko zależy ode mnie. Udało się. Potem zgłosił się Marcel Łoziński i zaproponował mi jeszcze oryginalniejszy układ taki, że.. O, układ to nie jest najlepsze słowo teraz. Powiedzmy, umowę, że przez trzy lata będzie mi towarzyszyć z kamerą w różnych poczynaniach, zwłaszcza związanych z pewną grupką młodych ludzi, którzy teoretycznie nie powinni się do niczego nadawać. Było to ciekawe wyzwanie.

Money.pl: Dostał Pan pieniądze za tą realizację?

P.T.: Raz ekipa filmowa zapłaciła za dojazd tych chłopców ze Szczecina i raz - pamiętam - nie musiałem zapłacić za obiad na restauracji. Gdybym podpisał umowę na udziały w zyskach ze sprzedaży, stałbym się współproducentem filmu i tym samym, byłoby to mniej wiarygodne przedsięwzięcie.

Money.pl: Zastanawiał się Pan, ile warta jest Pana teoria?

P.T.: Często zadają mi pytanie, czemu jeszcze nie opublikowałem książki. Jakiś czas temu kupiłem „Nie", w którym przeczytałem druzgocącą recenzję swojej książki. Im dłużej czytałem ten tekst, tym bardziej zgadzałem się z nim. Sam nawet podpisałbym się pod nim, gdyby nie pewien drobiazg: Tymochowicz nie napisał, ani nigdy nie wydał, żadnej książki.

Zainteresowałem jednak swoimi przemyśleniami prof. Filza, znanego jako „drugi Freud", przewodniczącego Światowego Związku Psychiatrów. Powiedział mi, że to jest genialne i powinienem jak najszybciej to opublikować. Martin Janda, psycholog i matematyk z Kanady porzucił katedrę w Toronto, żeby do końca życia pracować nad moją teorią I.E.T. Już mi nic więcej nie potrzeba do szczęścia. Myślimy o wydaniu zbiorowej pracy.

Money.pl: Pana firma kończy 18 lat?

P.T.: W tej strukturze, jaka jest do dziś, tak.

Money.pl: Skąd taka nazwa - Greenpol?

P.T.:
To przypadek. Mój ojciec miał takie aspiracje, żeby współpracować z Greenpeace. Chcieliśmy stworzyć oddział w Polsce. Duch we mnie pozostał, bo zamierzam postawić na nogi Amnesty International i Fundację Helsińską, bo uważam, że powinniśmy zaprotestować przeciw powieszeniu Saddama Husajna. Protestowałem też - jako pierwszy - przeciw wojnie w Iraku. Za szczyt bezczelności uważam to, że niemiecka gazeta Fakt nawołuje do entuzjazmu w związku z powieszeniem Husajna. Niemcy uczą nas entuzjazmu do zabijania. Koszmar. Powinni się tego wystrzegać.

Money.pl: Głosował Pan w wyborach samorządowych?

P.T.: Nie. Unikam w ten sposób dysonansu sprawczego.

Money.pl: A głosowałby Pan, jeśli nie pracowałby z żadnym z kandydatów?

P.T.:
Tak, chociaż gdyby w Polsce istniała partia prawicowa bez fanatyzmu religijnego, głosowałbym na nią. Tymczasem są one przykościelne. A partie lewicowe też wcale nie są lewicowe, bo propagują neoliberalizm prospołeczny, a to nie podoba mi się jako właścicielowi firmy. Nie jest moim celem płacenie wysokich podatków, ani 800 złotych zapomogi. Raczej wyznaję tu zasadę wilczego kapitalizmu, jaki propaguje Korwin-Mikke: jeśli ktoś jest nieudacznikiem, jego strata.

Money.pl: Na koniec chciałabym poprosić Pana o komentarz co do kreacji mojego wizerunku podczas naszej rozmowy. Jakie błędy popełniłam?

P.T.:
Błędów nie było, ale dostrzegłem takie trzy momenty, gdzie miałem wrażenie, że chce Pani uśpić moją czujność przed mocniejszymi pytaniami, a one się nie pojawiły.

Money.pl: Takiego Pana już znamy. Wiadomo, że lubi Pan prowokacyjne wypowiedzi.

P.T.: Dwa procesy wytoczyli mi pan Niesiołowski i pan Kaczyński - za wezwanie do publicznego przyznania się do swoich preferencji seksualnych. Wszyscy wiedzą, że mamy mnóstwo prawicowych homoseksualistów, ale nikt obłudnie nie chce się do tego przyznać. Chciałem im pomóc.

Money.pl: Ciekawe, jak Pan wyjdzie na tej życzliwości.

P.T.: Oczywiście źle. Już miałem nieformalne ostrzeżenie od pewnego posła z PIS-u, że mi nie wybaczą pewnych form ataku.

Money.pl: A jeśli oni zaatakują Pana wizerunek?

P.T.: Nie boję się tego, bo nigdy nie byłem w żadnych służbach, nie uczestniczyłem w żadnych machlojkach. Jeśli coś znajdą na mnie, to będzie to z pewności spreparowane. Choć, oczywiście są ataki, przed którymi nie ma skutecznej obrony. Ostrzegałem przed tym.

Wziąłem kiedyś udział w konferencji z Jackiem Santorskim, Wojciechem Eichelbergerem i prof. Czaplińskim, w której ostrzegaliśmy przed bronią, na którą nie ma antidotum - histerią pedofilną. Oczywiście nikt tego tak nie zrozumiał. Wszyscy myśleli, że to jest obrona Andrzeja Samsona. Tymczasem wskazuje na to, że mamy kolejną ofiarę, Jana Bestrego, który - jeśli się okaże, że jest niewinny - i tak jest już zamordowany.

Szkolę ostatnio wielu prokuratorów i stąd wiem, że w co drugim rozwodzie - o czym się nie mówi - pojawia się zarzut pedofilny. Adwokaci sami doradzają to swoim klientkom stawianie takich zarzutów, bo wtedy wzrasta prawdopodobieństwo uzyskania rozwodu. To są straszne rzeczy.

Money.pl: Jaka jest najskuteczniejsza broń w wywieraniu wpływu?

P.T.: Komunikat otwarty. Nic nie daje tak dużej siły jak prawda. Ale trzeba umieć ją sprzedać. Prawda sprzedana w formie 21 narzędzi komunikacji otwartej jest po prostu zniewalająca.

Pochwal się na swojej stronie,
że czytasz Money.pl
Czytam Money.pl

Re: Piotr Tymochowicz

Pulsarka / 78.133.208.* / 2010-01-28 15:23
"ostrzegaliśmy przed bronią, na którą nie ma antidotum - histerią pedofilną"
Najlepszą formą obrony jest atak?
Z całym szacunkiem, ale osoba która dobiera się do trzynasto i czternastolatek pod pretekstem wypromowania ich jako modelek nie powinna komentować tego tematu bo może wzbudzić emocje osób które były świadkami różnych scen.
Jedno ze wspomnień z późnego dzieciństwa:
Pulsar Ecole De Charme, rzekomo szkoła wdzięku i agencja modelek, faktycznie mocno podejrzana firma wyłudzająca pieniądzeza usługi o słabej jakości (oceniam po kilkunastu latach obserwacji jak to wyglądać powinno)
Rok 1993, rozdygotana dziewczyna z 8 klasy która zarzeka się ze nigdy już nie założy przy właścicielu krótkiej spódniczki bo on tam cały czas ręce jej wkładał:]
Proszę mi wierzyć, takie rzeczy zapadają w pamięć i obrazy wracają gdy widzi się znajomą twarz w telewizji.
kamila2010 / 83.6.240.* / 2010-02-18 09:04
a ja byłam modelką Pulsaru, razem z Małgosią Sochą i mam bardzo miłe wspomnienia
- zresztą mogłabym całą ksiąźkę napisać o zboczonych matkach, rodzicach, którzy ubierali małe dziewczynki w mini
i instruowali jak zrobić wraźenie na filmowcach - to było masakraczyne, rozumiem źe byłaś z taką matką właśnie, ale razem z Piotrem - wyrzucaliśmy takich na "zbity pysk",
stąd pewnie te źale - źałosna kobieto, źałosne to co wypisujesz .......
katarzynabiała / 83.6.240.* / 2010-02-18 08:35
akurat tak się składa że prowadziłam agencję Pulsar w imieniu pana Piotra Tymochowicza, ponieważ on zajmował się wtedy kursami szybkiego czytania, negocjacjami i wieloma innymi sprawami, bywał czasem na castingach wraz z wieloma aktorami i filmowcami, i muszę powiedzieć że jestem zbulwersowana nikczemnością niektórych insynuacji i jakże nieudolnych prób oczerniania tego człowieka. Niektórzy już go chyba tak nienawidzą, że nie wiedzą co jeszcze mu zarzucić, może jeszcze kanibalizm ? Akurat go dobrze znałam i muszę powiedzieć, że zawsze jego sukcesy wzbudzały najbardziej podłe ludzkie instynkty, ludzie w nienawiści nie znają żadnych granic, mam wrażenie, że jutro przeczytam, że tymochowicz był 40 lat temu wampirem...

Re: Piotr Tymochowicz

Sailmen / 62.111.185.* / 2010-01-18 15:09
Ostatnio Piotr stal sie bardzo aktywny w sieci a od dzis calkowite szalenstwo z jego strony! Pelny wyklad nt Komikatu Otwartego na zywo w internecie we wtorek 26.01. Aby wziac udzial w tym wydarzeniu nalezy zarejestrowac sie tu: http://blog.solarisgate.pl/splash/

Liczba miejsc ograniczona!

Re: Piotr Tymochowicz

Nefer / 83.6.91.* / 2008-09-05 10:47
Niska, Anielewicza, Miedziana - niedaleko szukali.

Re: Piotr Tymochowicz

Nefer / 83.6.55.* / 2008-07-23 00:30
No to jak było z tą pracą za seks ? Zniszczyć emerytkę z uposażeniem 800 zł i jej dziecko jest bardzo łatwo. Nie mam się za co bronić Panie Tymochowicz, przykre to. Pana zapewne otaczają bogaci i rzutcy. Nie poniewieraj Pan ludzkim życiem, tylko dlatego, że ktoś inny ma wpływy i jest bogaty. Czekam na dowody winy od Pana. Powiem więcej - kocham swoje dziecko, które Pan okaleczyłeś.
jakubkasmir / 83.6.240.* / 2010-02-18 19:16
nie rozumiem emerytka za seks?, okaleczona, że tymochowicz nie chciał panią zatrudnić?,
biorąc pod uwagę to co pani pisze, chwała mu za to, że pani nie zatrudnił, a tak nawiasem
mówiąc kogo obchodzi pani 800 pln, niech pani idzie do pracy albo do pomocy społecznej,
tam niech się pani wypłakuje .....

Re: Piotr Tymochowicz

niepokorny ;) / 202.72.188.* / 2007-12-11 12:51
A co powiedzą wszyscy krytycy osoby i dokonań Tymochowicza, zarówno Ci debilni, jak i zadufani w sobie, a także grupa szczycąca się "wysokim IQ" o książce, którą wbrew tysięcznej rzeszy krytyków i niedowiarków napisał ??!! Pytanie to kieruję także do zwolenników jego dokonań??!!

Re: Piotr Tymochowicz

eh / 83.9.85.* / 2007-09-03 11:40
byłam u Pana na szkoleniach i gdyby nie to, że widziałam jak Pan pracuje, to pewnie też próżno by było szukać we mnie szacunku do tego co Pan robi, a konkretnie do pasji z jaką Pan pracuje. Tylko po co dorosłemu facetowi zdjęcia albo filmy pedofilskie? Naprawdę mam nadzieję, że jest Pan zdrowym człowiekiem i jeżeli coś takiego trzyma w swoim kompie, to jako materiał do pracy, a nie przyjrmność

pzdr
Antoni Jakubowski / 212.76.37.* / 2007-09-20 20:55
Dlaczego startuje Pan do sejmu i do tego z - jak to Pan określił przykrywki PIS-u , czyli Samoobrony. Niech Pan napisze książkę o swojej metodzie samorozwoju osobowego. Może Pan stać się autorytetem jak choćby Tony Buzan. Nagonka na Pana jest przykładem - kto nie z nami to jest przeciwko nam. Nie podoba mi się pański cynizm połączony z zarozumiałością.
Ania z Wrocławia / 62.87.138.* / 2007-09-04 07:54
Na Dzień przed zatrzymaniem Pana Piotra zastanawiałam się dlaczego kaczory nie boją się Pana. Obserwujemy ich porażające metody eliminowania niewygodnych ludzi, a Pan dysponuje wiedzą zagrażającą im. Na odpowiedź nie dali mi długo czekać - oni się Pana boją. Miejmy nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek i ten kompromitujący nas reżim się szybko skończy. Czego Panu i sobie życzę.
TYGRYS-2 / 217.113.228.* / 2010-06-23 11:18
"Ania z Wrocławia", używasz słów, których znaczenia z pewnością nie znasz. Piszesz, że obserwujemy (ja nie obserwuję) porażające metody jakichś kaczorów eliminowania niewygodnych ludzi, więc może podasz kogo w taki sposób porazający te jakieś kaczory wyeliminowały, bo tak to piszesz sobie a muzom i odwalasz jedynie Goebbelsa. Jest więcej jak pewne, że na mój komentarz nie odpowiesz, bo te jakieś kaczory metodą drastyczną ciebie wyeliminowały i wsadziły do ciupy.