
Autor: rozmawiała Małgorzata Stoch
Firma należy do dwóch kolegów ze studiów: Łukasza Śmigla i Krzysztofa Jaworskiego i powstała w rodzinnym domu pierwszego z nich. Po przekonaniu właścicieli lokalu, wyburzeniu ścian i zamurowaniu okien, wspólnicy otrzymali profesjonalne studio nagraniowe, w którym pracują z lektorami i aktorami teatralnymi.
Money.pl: Pana firma zajmuje się obróbką dźwięku. Czyli konkretnie czym?

Magdalena OczadłyŁukasz Śmigiel, koordynator projektów w Tube Studio: Produkujemy spoty, trailery do książek, wszelkiego rodzaju nagrania lektorskie, audiobooki i podcasty. Prowadzimy też szkolenia z zakresu pracy nad głosem. 90 procent naszych projektów wiąże się z jakąś formą udźwiękowienia, choć w tej chwili studio zwróciło się bardziej w stronę produkcji multimedialnych.
Nie chodzi już tylko o obróbkę dźwięku, ale o wszystko, co jest związane z grafiką i animacją. To kwestia promocji różnych produktów w nowych mediach. Strony internetowe zrobiły się ostatnio bardzo multimedialne, marketing literacki też poszedł do przodu.
Może Pan podać jakiś przykład tych zmian?
Na całym świecie przechodzi się stopniowo od tradycyjnych książek do książek elektronicznych, czytanych na specjalnych czytnikach, albo telefonach komórkowych. Na świecie są już dostępne pierwsze urządzenia, które drukują książki na życzenie (The Espresso Book Machine). Wystarczy przenieść e-booka na pendrivea, a wyglądająca jak bankomat maszyna wydrukuje go i oprawi. Szybko i w dodatku za grosze.
Polski rynek literacki jest jeszcze trochę z tyłu, ale to tylko kwestia czasu. Dowodzą tego wszystkie badania i analizy: rynek promocji książki stoi na krawędzi zmian. I na pewno będzie można na tym zarobić spore pieniądze.
A czy polscy czytelnicy są gotowi na rewolucję?
Myślę, że tak. Czytniki do e-booków są bardzo praktyczne: przechowują książki w formatach IPub, albo pdf i mieszczą po kilka tysięcy egzemplarzy. Są leciutkie, a do tego czyta się je lepiej, niż książki, bo można powiększyć druk. Można też robić na bieżąco notatki, dodawać zakładki, a nawet tłumaczyć tekst, bo czytniki są wyposażone w słownik. Poza tym czyta się je tak samo, jak książkę. Jeśli chcemy poczytać wieczorem, to też musimy zapalić lampkę, bo to nie jest ekran LCD i nie świeci w oczy.

Wydawcy są niechętni zmianom?
Niestety, strasznie ciężko jest ich przekonać do jakichkolwiek nowinek. Reagują niechęcią i niedowierzaniem. Myślą, że jak od dwustu lat robią to samo, to wszystko musi zostać po staremu. Ale prawda jest taka, że kiedy nasz rynek wydawniczy się zmieni, przeciętny wydawca straci pozycję guru, który lituje się nad autorami, wydaje im książki i zapewnia dystrybucję. Pisarzom zależy na tym, żeby ich prace dotarły do jak największej liczby osób. Więc reagują na nowości znacznie lepiej, niż wydawcy.