
Henry McGovern przyjechał do Polski z zamiarem pomieszkania tu przez 2 lata. Chciał zrobić kilka biznesów w branży nieruchomości, a przy okazji obserwować przemiany społeczno-ustrojowe w tej części Europy. Po upływie 18 lat nadal mieszka we Wrocławiu, gdzie mieści się siedziba jego firmy. AmRest zarządza międzynarodową siecią restauracji, zatrudnia 17 tys. osób i ma w swoim portfolio m.in. takie marki jak KFC, Pizza Hut, Burger King i Starbucks.
Money.pl: Podobno nie ma Pan swojego biura i pracuje razem ze wszystkimi, na otwartej przestrzeni. Nie potrzebuje Pan prywatności?
Henry McGovern: Myślę, że ważniejsze od moich potrzeb są potrzeby innych.
Pracownik raczej nie czuje się komfortowo, kiedy przełożony zagląda mu cały czas przez ramię.
W AmRest nie myślimy w ten sposób. Nie mamy ściśle określonej hierarchii. Wolimy otwartą kulturę pracy, komunikujemy się ze sobą bezpośrednio i jesteśmy wielozadaniowi. Nasz styl pracy jest pochodną charakteru naszej działalności. Musi pasować do restauracji, które prowadzimy, bo tam są nasi klienci. Biuro jest od tego, żeby zapewnić restauracjom odpowiednią obsługę. Nie chcę, żeby było postrzegane, jako najważniejsze miejsce w firmie i tym bardziej nie zależy mi na tym, żeby mój gabinet był takim punktem.
Więc to prawda, że każdy Wasz pracownik musi odbyć tygodniowy staż w restauracji?
Tak, nazywamy to powrotem do korzeni - back to basics.
Nawet kadra zarządzająca staje za ladą?
Każdy bez wyjątku. Właśnie skończyłem mój staż. Spędziłem tydzień w Hiszpanii, w restauracjach naszej nowej marki La Tagliatella. Dwa dni pracowałem w centralnej kuchni, trzy w restauracjach. I robię tak co roku.
Czyli istnieje prawdopodobieństwo, że kiedy pójdę do wrocławskiej Pizzy Hut, Pan poda mi obiad?
Oczywiście!
Mieszka Pan we Wrocławiu już 18 lat. Jak dobrze mówi Pan po polsku?
Zależy, kogo zapytać (śmiech). Moje dzieci żartują z mojego polskiego, bo robię dużo błędów gramatycznych. Generalnie nie mam jednak problemów z porozumieniem się.
Przeczytaj wywiad z managerem z Francji pracującym w Polsce
To dlaczego w AmRest rozmawia się po angielsku?
Firma ma oddziały na całym świecie, w naszym wrocławskim zespole pracują osoby z różnych krajów, różnych narodowości, więc angielski jest oficjalnym językiem AmRestu.
Pana podwładni nie zgłaszają zastrzeżeń? 4 lata temu głośno było o sprawie byłego pracownika call-center, który pozwał firmę, bo wymagała rozmów tylko po niemiecku. Wygrał proces.
Angielski to język, którego ludzie chcą się uczyć. Nasi pracownicy cieszą się, że pracują w międzynarodowej firmie. Nie chcę jednak, żeby odniosła Pani mylne wrażenie – 95 procent komunikacji we wrocławskiej siedzibie AmRest odbywa się po polsku. Podobnie w czeskiej po czesku, na Węgrzech po węgiersku, a w Hiszpanii po hiszpańsku.
W latach 90., kiedy Pan zaczynał, nie było problemów ze znalezieniem anglojęzycznych pracowników?
Moimi pierwszymi pracownikami byli budowlańcy, z którymi porozumiewałem się po niemiecku. Komunikowałem się w tym języku przez pierwsze dwa lata pobytu w Polsce. Kiedy firma zaczęła się rozrastać, przybyło nam kadry zarządzającej, która mówiła już po angielsku. Język nigdy nie stanowił problemu.
Kliknij i przeczytaj wywiad z pierwszym prywatnym hotelarzem w Polsce
A co stanowiło?
W początkach działalności? Elektryczność, telefon (na pewno czytała Pani historię o 100 liniach, które chciałem podłączyć, a z których zostało 7), infrastruktura, technologia budowy budynków, fakt, że wszystko odbywało się bardzo powoli.
To dlaczego wybrał Pan akurat Polskę? W Europie było i jest mnóstwo dużo bardziej atrakcyjnych, a przy tym dobrze rozwiniętych krajów.
Proszę spojrzeć na to inaczej. Jaki kierunek świata jest Pani zdaniem dziś najciekawszy?
Naturalnie Wschód, państwa arabskie.
Dokładnie. We wczesnych latach 90. to kraje byłego Bloku Wschodniego i zachodzące w nich zmiany elektryzowały świat. Chciałem w tym uczestniczyć. Postanowiłem nie zatrzymywać się w żadnej stolicy (inaczej wybrałbym Pragę, moje ulubione miasto w regionie), by być jak najbliżej ludzi i wydarzeń. Planowałem robić interesy w branży nieruchomości i przy okazji obserwować zmiany zachodzące w kraju. Nie przyjechałem tu jednak z myślą, że zostanę na dłużej i że zbuduję tego typu biznes.
Przeczytaj wywiad z prezesem domu medialnego Starcom i pilotem odrzutowców
Co wiedział Pan o Polsce, przyjeżdżając tutaj?
Kompletnie nic! Jadąc do Wrocławia nie znałem tu ani jednej osoby. Pierwszego dnia pobytu w Polsce wynająłem samochód, Volkswagena Golfa i ruszyłem z Warszawy do Wrocławia. Nie ujechałem 60 km, kiedy uderzył we mnie TIR. Ciężarówka skasowała samochód, a wraz z nim wszystko, co przywiozłem ze Stanów. Znalazłem się pośrodku małej wioski, otoczony mieszkańcami, którzy przyszli zobaczyć, co się stało. Trafili na wygrzebującego się z wraku Amerykanina, który nie znał słowa po polsku.
Pytali, dokąd jadę, a ja nawet nie umiałem wymówić wyrazu Wrocław. Jak większości Amerykanów wychodziło mi coś w rodzaju Wroklaw. Nie wiedzieli, co to jest. (śmiech) W końcu napisałem nazwę na kartce, więc poprosili o adres rodziny lub przyjaciół, do których jadę. A ja nie znałem nikogo, nie miałem zarezerwowanego hotelu, ani żadnego planu.
Brak pasteryzacji to już za mało. Rynek zdobywają naturalne piwa ekologiczne i slowfoodowe. Czy są smaczniejsze, albo zdrowsze? więcej »
Dwudziestu brytyjskich emerytów testuje nowatorskie rozwiązanie, które ma pomóc seniorom dłużej cieszyć się jazdą samochodem.
Do Polski wchodzi serwis Airbnb. Pozwala zamieszkać np. w tipi i igloo.
- Miałem dość siedzenia przed komputerem -mówi Marcin Dutkiewicz.
- Zawsze interesowało mnie zarządzanie na dużą skalę - mówi Krzysztof Pióro.
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Swoją drogą to był najsympatyczniejszy szef jakiego miałam.
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Amerykanie maja zmysł do interesów i są pracowici.
Nie ma ich co krytykować tylko brać przykład.Najlepiej byc biednym misiem i wiecznie utyskiwać jak to inni mają się lepiej.Wielu Polaków też zbudowało firmy zaczynając od zera , i wcale nie dlatego ,że kradli , tylko nieudacznikom to trudno przyjąć do wiadomości , to takie proste wytłumaczyć sobie ,że nie miałem możliwości. Każdy miał szansę i ciągle ją ma . W pierwszym rzędzie wyzbyć się zawiści .
Re: Zatrudnia 17 tysięcy osób, a nie ma nawet gabinetu
Koleś, miał kapitał zachodni, znajomości z zachodem - a polak 40 lat komunizmu.
Kto w takiej sytuacji wygra na rynku, z czego Polak przedsiębiorca miał zbudować firmę?
Nie ma sprawiedliwości w kapitaliźmie, kto myśli że wystarczy tylko chcieć i byc pracowitym to ma wyprany mózg przez korporacyjne media.
Trzeba byc tam gdzie nalezy i miec te odrobine szczescia