Money.plManagerPrivate BankingArt. BankingNiezauważalne niuanse, czyli rynek sztuki widziany okiem artysty
sekcja sponsorowana
Art. Banking
2009-09-08 11:47

Niezauważalne niuanse, czyli rynek sztuki widziany okiem artysty

Ivo Nikić to młody twórca określany przez krytyków jako przedstawiciel nowego nurtu w polskiej sztuce. Dyplom z malarstwa uzyskał w pracowni Jarosława Modzelewskiego w 2003 roku. Jako członek grupy artystycznej ,,Latająca Galeria Szu Szu" realizuje projekty w przestrzeni publicznej, filmy, ale też zajmuje się klasycznym malarstwem galeryjnym.

Iwona Żelazna: Oprócz malarstwa, które jest Twoją największą pasją, robisz instalacje i filmy...

Ivo Nikić: Faktycznie skończyłem malarstwo i jest to mój kręgosłup artystyczny. Sposób myślenia przekłada się jednak na różne inne dziedziny. Na pierwszy plan zawsze wyłania się to, co najbardziej frapuje artystę a potem następnie dobór odpowiedniego medium - czasem jest to instalacja, czasem film czy obraz.

O ile obraz jest względnie łatwo sprzedać, bo jest to coś namacalnego i zakorzenionego w tradycji kolekcjonerskiej, o tyle sprawa komplikuje się w przypadku instalacji i filmów. Jak dotrzeć do odbiorcy z nowymi formami sztuki?

Moda na video przyjęła się za granicą, sprzedawane są sekwencje lub pełne filmy. W Polsce rynek filmów artystycznych jeszcze raczkuje. Związane jest to między innymi z brakiem opatrzenia ze sztuką współczesną i jest to niestety problemem artystów, którzy odwołują się do treści niezrozumiałych dla szerszej grupy odbiorców. Ludzie często wręcz boją się wejść do galerii, gdzie może okazać się, że czegoś nie rozumieją lub nie znają współczesnych nurtów. W związku z tym lubię działać w przestrzeni publicznej, gdzie zanika odczucie wchodzenia w coś niezrozumiałego, o czym nie ma się pojęcia. Jest to rodzaj oswojenia odbiorcy z tym, co niesie ze sobą sztuka współczesna. Bezpośredni kontakt z ludźmi znosi opory przed pytaniami o przekaz czy inspiracje artysty.

Sztuka w tradycyjnym ujęciu kojarzy się w Polsce z kolekcjonowaniem prac wybitnych twórców, takich jak Malczewski, Kossak czy Weiss, powodzeniem cieszą się klasyczne ujęcia przyrody, pejzaże i portrety. Ty malujesz przedmioty i detale, na które zazwyczaj nawet nie zwraca się uwagi.

Inspirują mnie faktycznie niezauważalne niuanse, które stają się pretekstem do tworzenia. Staram się szukać motywów, które nie zostały wcześniej poruszone. Malarstwo tradycyjne w Polsce ma swoją wartość na rynku krajowym, jednak na rynku światowym trudno jest mu się obronić. Staram się, aby moje prace były mimo wszystko uniwersalne i dotykały globalnych problemów. Zastanawiam się nad momentami, które w codziennym życiu pomijamy i na czynnościami, które wykonujemy mechanicznie.

Zdarzyło Ci się zaistnieć za granicą?

Miałem kilka wystaw zagranicznych, z grupą Szu Szu, ale też i indywidualnych. Były to głównie akcje miejskie w przestrzeni publicznej w Szwajcarii, Niemczech, Austrii, Francji, nawet w Izraelu i Japonii. Zauważyłem znaczne różnice pomiędzy reakcjami ludzi na tego typu happeningi w Polsce i za granicą.

A na czym to polega?

Mogę to wyjaśnić na przykładzie tego, co zrobiliśmy w Bat-Yam, w okolicach Tel Avivu. Wynajęliśmy przestrzeń sklepową, która codziennie była aranżowana w inny sposób. Chodziło o to, by wprowadzić element plotki, stąd też nazwa projektu ,,Urban Gossip". Zaczęliśmy od biura podróży, zamieniliśmy je w bio-shop, potem w galerię, potem w salon fryzjerski. Prowokowało to rozmowy wśród lokalnej społeczności i narastanie zaciekawienia miejscem, które z dnia na dzień zmienia swoją funkcję. W pierwszymmomencie nikt nie zauważał, że to projekt artystyczny, co też staraliśmy się ukryć. Wszystkie tego typu happeningi mają na celu wtopienie się w normalne życie ludzi i wejście w nienachalną interakcję z nimi, najczęściej z ich własnej woli. Są to zazwyczaj ludzie, którzy nie interesują się sztuką, co jest tym bardziej ciekawe.

Czy tego rodzaju sztuka też się sprzedaje?

W zasadzie nie ma to przełożenia na nasze korzyści finansowe czy jako taki rynek sztuki. Teoretycznie można by było na tym zarobić, ale przy tego typu akcjach nie mamy intencji sprzedaży, jest to wyłącznie wynikiem pasji i zaangażowania w sztukę miejską.

Czy według Ciebie inaczej są odbierani wyedukowani artyści, a inaczej amatorzy?

Uważam, że to kwestia drugoplanowa. Często artyści, którzy nie skończyli studiów artystycznych, a orientują się w sztuce, charakteryzują się świeżością i pewnym nowatorstwem w tworzeniu. ASP umożliwia rozwój pod protekcją znanych profesorów, a zasady w malarstwie są bazą do indywidualnych technik.

Ty malujesz głównie olejami?

Stosuję techniki mieszane, czasem są to zgrzyty malarskie łączące właściwości farb olejnych ze spreyami i plastikami. W moim przypadku jest to czysta zabawa alfabetem malarskim. Interesuje mnie też manipulowanie materiałami, które zwykle kojarzą się jednoznacznie. Jeden z projektów zakładał stworzenie rzeźby wiklinowej, która łączona jest zazwyczaj z przedmiotami o zabarwieniu folklorystycznym. Zrobiłem z niej ażurowy klosz na samochód w skali 1:1. Lubię zmieniać znaczenie tego, co zostało głęboko osadzone w kontekstach.

Kto jest odbiorcą Twoich obrazów, komu najczęściej sprzedajesz swoje prace?

Zazwyczaj są to ludzie mojego pokolenia lub starsi. Kolekcjonerzy, którzy kupują ode mnie często zbierają sztukę wyłącznie młodą. Był też u mnie kolekcjoner, który kupił parę prac, ale czułem, że zasugerował się zakupami swojego kolegi.

Sprzedajesz bezpośrednio zainteresowanym czy współpracujesz z galeriami?

Kiedyś współpracowałem z galerią, która wystawiała moje prace i jeździła na targi sztuki. Od jakiegoś czasu działam samodzielnie, zazwyczaj udaje mi się dotrzeć do nowych nabywców poprzez osoby, które mnie poleciły. Nie mam menedżera, chociaż uważam, że jest to bardzo wygodne. Trudno jest promować i sprzedawać samego siebie. Wolę pozostać tym, który tworzy.

Ostatnio wystawiałeś swoje prace w Centrum Sztuki Współczesnej. Trudno jest dotrzeć do galerii państwowej z własnym projektem?

Tak naprawdę dużo zależy od szczęścia. Poza tym nie wystarczy być dobrym, trzeba być wybitnym. Oprócz tego jest kurator, który zazwyczaj ma swoją strategię poszukiwania i wybierania odpowiednich artystów. Kolejną kwestią są odległe terminy - od złożenia projektu potrafią upłynąć dwa lata zanim dojdzie do wystawienia prac.

Czy po takiej wystawie odczuwasz wzrost zainteresowania Twoją sztuką?

Tak, rodzi się bardzo dużo pytań o to, co robię. Otrzymuję propozycje uczestniczenia w kolejnych projektach.

Jako Szu Szu tworzycie galerię latającą, czyli niezwiązaną z żadnym konkretnym punktem wystawienniczym. Czy istnieje chociaż stałe miejsce tworzenia?

Oczywiście, mamy dużą pracownię na Pradze, która stanowi też miejsce spotkań. Jest dość nietypowe, to zaadoptowany loft po szwalni, ze schodami przeciwpożarowymi na zewnątrz, co razem tworzy wrażenie podobne do nowojorskiego Bronksu.

Co planujesz w najbliższym czasie?

W planie jest duża wystawa obrazów, będzie to cykl, który rozbudowuję od kilku lat. Najprawdopodobniej będzie to koniec roku. Często prowadzę kilka projektów w jednym czasie, trudno jest przewidzieć, który będzie pokazany jako pierwszy w kolejności.

Jest jakiś złoty sposób na to by zaistnieć na rynku sztuki?

Przede wszystkim trudno jest utrzymać się z samej sztuki, tym bardziej, że galerie często nie mają funduszy na to, by wypłacać artystom honoraria. Oprócz umiejętności tworzenia trzeba wiedzieć jak zaprezentować swoje prace, zbudować portfolio i jak rozmawiać z galeriami. Artyści o niesamowitym potencjale bardzo często zupełnie sobie z tym nie radzą i oczywiście przesądza to o ich późniejszej karierze. Bardzo dużo trzeba zainwestować na początku by potem zebrać plony. Jak wszędzie.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Iwona Żelazna