Autor: Michał Mądracki
Globalne ocieplenie, topniejące lody Grenlandii i Arktyki to nie efektowna wizja rodem z hollywoodzkich superprodukcji. Czas wielkiej wody zbliża się nieubłaganie.
Rachuby naukowców jasno dowodzą, że pod koniec stulecia Ziemię czeka katastrofa podobna do biblijnej. Ratunkiem może się okazać nowa „Arka” projektu rosyjskiego architekta Alexandra Remizova.
Najnowsze badania Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu wykazują, że światowy wzrost poziomu wód morskich w roku 2100 osiągnie pułap dwóch metrów. W porównaniu do raportu wydanego przez tę samą komisję w 2007 roku przewidywany stan zagrożenia z końcem tego stulecia wzrósł ponad dwukrotnie. W praktyce oznacza to m.in. 740 tysięcy klimatycznych uchodźców w Nigerii, zatonięcie Malediwów i alarmowy stan powodziowy dla takich metropolii, jak Londyn czy Nowy Orlean.
Nad zabezpieczeniem przyszłości mieszkańców Ziemi pracują nie tylko międzynarodowe konsylia naukowców, czy polityczno-gospodarcze supermocarstwa, ale także architekci.
Ludzie zajmujący się architekturą nie od dziś biorą sobie do serca zasadę zachowania równowagi ekologicznej. Jednak do głównego nurtu architektonicznego ta idea przeniknęła dopiero w latach 70. zeszłego stulecia. Pionierami byli m.in. Ian McHarg, czy Brenda i Robert Vale. Od tamtego czasu badania w zakresie szeroko rozumianych nauk społecznych, a także analiza charakteru i czynników środowiskowych są jednymi z głównych elementów mających wpływ na proces projektowania ludzkiej przestrzeni.
Jednocześnie dzięki ewolucji w biologii, fizyce, chemii, telematyce, czy inżynierii biochemicznej architektura zyskała nowe materiały, możliwości, wyzwania, a co za tym idzie zdecydowanie większy poziom skomplikowania. „Zielone” budownictwo nie ogranicza się dzisiaj do bycia jedynie ekologicznie przyjaznym, lecz umożliwia realizowanie projektów budynków samowystarczalnych, a nawet odwróconych do góry nogami hoteli-statków, których flotylla będzie mogła posłużyć przyszłemu Noe do uratowania ludzkości przed apokaliptycznym zalewem wielkich wód. Mowa tutaj o projekcie „Arka” Alexandra Remizova, który zaalarmowany stale rosnącą groźbą globalnego ocieplenia postanowił stworzyć wyposażony w autonomiczny system ochrony życia, szybki w budowie, zarówno na gruncie stałym jak i na powierzchni wody, gmach, który na 14 tysiącach metrów kwadratowych jednocześnie będzie mógł dać schronienie ok. 10 tys. klimatycznych uchodźców.
Inspiracją dla konstrukcji współczesnej arki jest slinky – sprężysta, spiralna, amerykańska zabawka stworzona w 1940 roku przez Richarda Jamesa. Nowatorski projekt architektoniczny odziedziczył po swojej miniaturowej, służącej zabawie poprzedniczce zarówno formę kopuły, jak i lekką, przezroczystą, niemal nieistniejącą konstrukcję. Taki efekt został uzyskany dzięki rezygnacji ze szkła na rzecz samoczyszczącej się, trwałej folii, która będzie w stanie wytrzymać dużo trudniejsze warunki klimatyczne. Metalowe mocowania cienkiej jak błona powłoki służyć będą również do zbierania deszczówki zasilającej rosnącą wewnątrz dżunglę, która stworzy własny mikroklimat zamieniający dwutlenek węgla w życiodajny tlen. Dodatkowo, kopulasty kształt sklepienia spowoduje większy ruch powietrza w górnych partiach budynku, co zostanie zamienione na energię, dzięki wykorzystaniu generatorów wiatrowych.
Gdy do tego wszystkiego dodamy zastosowanie paneli słonecznych, systemu odzysku energii z odpadów za pomocą termochemicznego rozpadu materiału organicznego, uzyskamy obraz możliwej do wybudowania wszędzie na świecie w niecałe 3 miesiące, w pełni samowystarczalnej arki, która z pewnością będzie w stanie ocalić życie tysiącom ludzi nawet w obliczu katastrofy poważniejszej niż biblijny potop. A wszystko to za cenę równą budowie eko-przyjaznego domu. Zatem już dziś, myśląc o swoich potomkach, warto zastanowić się w co lepiej zainwestować – zielony domek, czy rosyjską arkę?
Dwudziestu brytyjskich emerytów testuje nowatorskie rozwiązanie, które ma pomóc seniorom dłużej cieszyć się jazdą samochodem.