sekcja sponsorowana
Biznes Styl
2010-11-18 11:29

Od klasyki do współczesności

Autor: Ewa Bednarz

Aukcje sztuki to nie tylko możliwość kupna wybranych dzieł, ale także szansa obcowania z nią. Na ostatniej , październikowej licytacji Polswissartu zgromadzono prace, których nie powstydziłoby się żadne muzeum.

Mela Muter, Teresa Pągowska, Witkacy, Henryk Stażewski i Mojżesz Kisling w jednym miejscu to prawdziwa gratka dla koneserów. Najdrożej sprzedanym obrazem był jednak muzealnej klasy akt Wojciecha Weissa "Siedząca na krześle" wylicytowany z 90 do 117 tys. zł – portret kobiety, której ciało traktowane jest jak martwa natura – piękna rzecz, z erotycznym podtekstem. Malowana po to, aby budzić zachwyt i marzenia.

Piękna na zawsze

Pierwsze prace Weissa nie zapowiadały talentu portrecisty. Artysta zafascynowany był Matejką, Brandtem, Styką, Kossakiem i Siemiradzkim. Fascynacje te zaowocowały pracami o tematyce narodowej, takimi jak: "Wywołanie ducha Barbary Radziwiłłówny", "Wjazd Bolesława Chrobrego do Kijowa" czy mitologicznego "Odyseusza pod ziemią w Hadesie". Później pod wpływem Juliana Fałata, który był dyrektorem Szkoły Sztuk Pięknych, Weiss uległ fascynacji przyrodą. Przeszedł też etap symbolizmu pod wpływem Jacka Malczewskiego, dekadentyzmu – dzięki Stanisławowi Przybyszewskiemu i mody na japonizowanie pod wpływem Feliksa Manggha Jasieńskiego. Jego życie zmieniło się po ślubie z wielką i jedyną miłością – Ireną Silberberg, która została też jego ulubioną modelką. Do jednego z jej portretów napisał "No i cóż mam Ci kochanie napisać: jesteś urodzona. Widzisz pięknie świat, widział cię świat piękną, oczy zachwytów wlokły się za tobą, (...). No i mnie gdzieś tam na poddaszu przypadło to szczęście, że ja, który się Pięknu poświęciłem, Piękno do mnie przyszło, oplotło się dokoła mnie. Chodziłem. Budziłem zazdrość, że z Pięknem chodzę, że Piękno pieszczę, z Pięknem idę w daleką drogę życia. Idziemy razem, sypią się płatki kwiatów, sypią wiatrem unoszone..."

Zapach, słońce i powiew wiatru

Na aukcję w Polswissarcie trafiły trzy obrazy Meli Muter. Za 80 tys. zł, 20 tys. zł powyżej ceny wywoławczej sprzedano "Portret Molnarda", mimo że nie jest sygnowany.

Mela Muter, a właściwie Maria Melania Mutermilch, uwielbiana jako portrecistka, pozostaje w pamięci jako mistrzyni pejzażu. Można się było o tym przekonać również na aukcji, na której obok portretów wystawiono "Łodzie w Porcie".

Życie Muter związane było z Paryżem. Tam malowała, nawiązała najważniejsze w jej życiu przyjaźnie, znajomości i miłości. Związała się najpierw z twórcami spod znaku Port-Aven, a później Ecole de Paris. Obracała się jednak nie tylko w środowisku największych malarzy, ale i literatów. Portretowała Stefana Żeromskiego i Kasprowicza, utrzymywała znajomość z Leopoldem Staffem, korespondowała z Rainerem Marią Rilke. Do grona jej najbliższych przyjaciół należeli Lila i Władysław Reymontowie.

Wczesne portrety malowała pod wpływem symbolistów z rekwizytami charakterystycznymi dla modela. Później dążyła do obiektywizmu. Stanowczo zaprzeczała jednak stwierdzeniu, że maluje portrety psychologiczne. – Nawet nie wiem, co trzeba uczynić, by stworzyć taki portret – mówiła do Bolesława Nawrockiego, przyjaciela i kolekcjonera jej dzieł.

Dziś jej portrety nie cieszą się takim powodzeniem jak pejzaże. Nostalgiczne, refleksyjne, niemal poetyckie wspomnienie widoków, fragmentów miasteczek, portów, kamieniczek z fascynującymi ją schodami niezmiennie czarują.

Latem Mela Muter, jak inni polscy malarze, opuszczała gorący Paryż. Początkowo w poszukiwaniu plenerów udawała się do Bretanii. Klimat był tam łagodny, utrzymanie niedrogie, a światło i morze stanowiły przedmiot natchnienia. Potem przyszedł czas plenerów na południu Francji. Powstające tam pejzaże były swoistymi portretami natury. Malowane drzewa artystka porównywała do ludzi. Dostrzegała ich odmienność, charakter, budowę, analizowała postać. W jej obrazach niemal czuć zapach, słońce i powiew wiatru. Wszystko jest żywe. Bo i Mela Muter kochała łapać życie na gorąco.

Szeroko otwarte oczy

W ofercie Polswissartu znalazły się też dwie prace innego przedstawiciela Ecole de Paris –Mojżesza Kislinga. Jego wizerunki kobiet i chłopców o twarzach okrągłych i gładkich jak brzoskwinie, o wielkich, ciemnych oczach pełnych smutku, zadumy i melancholii stały się sztandarowymi przykładami "realizmu magicznego" i wyznacznikiem stylu paryskiej szkoły.

Żądny przygód Kisling wyjechał do Paryża w 1911 roku i związał się z tym miastem na resztę życia. Był zdolny, wesoły i towarzyski, szybko więc wszedł w krąg tamtejszej cyganerii. Wśród jego przyjaciół byli Picasso, Gris, Derain, Soutine, Modigliani, a także malarze z polskiej kolonii, jak: Zak, Mela Muter, Makowski, Mondzain, Gottlieb, Hrynkowski, którzy tworzyli tzw. Ecole de Paris. Zamiast na akademii spotykali się przy stolikach w kawiarni La Rotonde i w prywatnych pracowniach, organizowali bale, maskarady i szopki, wyjeżdżali razem na plenery. Styl ich prac jest bardzo różny, a łącznikiem przynależność do sztuki figuratywnej, dystans wobec awangardy i charakterystyczna atmosfera nostalgii podszytej niepokojem.

Dopiero później Kisling skupił się na poszukiwaniu swojej formuły malarstwa realistycznego w oparciu o tradycję muzealną – odwoływał się do mistrzów holenderskich z XVII wieku, do wielkich hiszpańskich portrecistów, do Cezanne'a, Maneta, Matisse'a. Staram się wprowadzić w prace moje pierwiastek czysto ludzki – tłumaczył swoje artystyczne wybory. Po pierwszej wojnie światowej jego styl był już jasno określony. Kisling połączył realizm i ekspresjonizm – jego obrazy są bardzo dekoracyjne, wyróżnia je delikatny, miękki rysunek, statyczna kompozycja, płaska i naiwna konstrukcja oraz bogaty koloryt. Temu stylowi pozostał już wierny i dzięki niemu osiągnął artystyczny sukces. Po okresie eksperymentów nastał, zwłaszcza w latach 40. i na początku lat 50., czas często pustej, stylizacji: postacie na portretach Kislinga mają coraz większe, przejmująco smutne, szeroko otwarte oczy.

Co znaczy kokaina

Pod młotek trafiły również dwa portrety niezrównanego mistrza dwudziestolecia międzywojennego – Witkacego: "Portret kobiety" i "Portret mężczyzny". Oba wykonane w tzw. typie "C", będącym wyrazem poszukiwania Czystej Formy zintensyfikowanego poprzez stosowanie używek, w tym przypadku kokainy. Oba wykonane są w technice suchego pastelu, dającej charakterystyczny efekt "puszystości" – takie prace najczęściej trafiają na rynek, obrazy olejne znajdują się na ogół w muzeach. Czasem tylko pojawiają się w sprzedaży młodzieńcze pejzaże artysty sprzed 1914 roku.

Warte uwagi były również cenne artystycznie i kolekcjonersko prace, Zygmunta Menkesa, Henryka Epsteina, Alicji Halickiej, Alfonsa Karpińskiego i Zygmunta Landaua. Nie można też było nie zwrócić uwagi na obraz Witolda Wojtkiewicza "Orszak", dzieło wybitne i niezwykle rzadkie na rynku aukcyjnym. Wielbiciele sztuki współczesnej mieli natomiast szanse kupić prace Jerzego Nowosielskego, Jacka Sinickego, Mariana Bogusza, Tadeusza Dominika, Henryka Stażewskiego i Jana Tarasina.

Coraz częściej pojawiają się na rynku aukcyjnym prace Teresy Pągowskiej. Tym razem był to olej z 1970 roku "Dualisme". Twórczość Pągowskiej to jedno z ciekawszych zjawisk nurtu nowej figuracji. Po krótkiej przygodzie z abstrakcją w drugiej połowie lat 50., jej sztuką zawładnął motyw zdeformowanej, syntetycznie ujętej figury ludzkiej – mocnej sylwetki pozbawionej indywidualnych rysów. To przeważnie postaci kobiet umieszczone w ledwie zasugerowanym otoczeniu, starannie zakomponowane, malowane kontrastowymi plamami jednolitego koloru. Taka jest "Dualisme".

Wylicytowane:

Wojciech Weiss
Siedząca na krześle, 1899
olej/płotno;
cena wywoławcza 90 000 zł
sprzedany za 117 000 zł

Mela Muter,
Portert Molnarda, olej/płótno
cena wywoławcza 60 000
sprzedany za 80 000 zł

Zygmunt Landau,
Martwa natura, olej/płótno
cena wywoławcza 40 000
sprzedany za 50 000 zł

Zygmunt Menkes
Martwa natura
cena wywoławcza 90 000 zł
sprzedany za 116 000 zł

Tymon Niesiołowski
Akt
cena wywoławcza 6000 zł
sprzedany za 12000 zł