Nieśmiały
optymizm
Nerwowa końcówka 2007 r. może nieco pesymistycznie nastrajać
inwestorów. Według coraz większej grupy analityków następny rok zapowiada
się znacznie gorzej niż obecny, a w szczególności jego pierwsza połowa.
Minorowe nastroje inwestorów wynikają z kilku podstawowych tez, które
mówią, że nastąpi spowolnienie gospodarki światowej, przy czym w USA
może dojść nawet do recesji, a kryzys na rynku amerykańskich nieruchomości
nie skończy się szybciej niż w 2009 r. Straty instytucji finansowych
w wielu krajach, związane z finansowaniem kredytów hipotecznych w
USA, będą jeszcze przez pewien czas powodem dużych odpisów bilansowych.
Słaby dolar, drogie surowce i mocny jen będą powodowały jeszcze przez
kilka miesięcy turbulencje na światowych rynkach finansowych.
Ze względu na zwiększony koszt pieniądza i ograniczoną płynność na
rynku międzybankowym, zmniejszy się atrakcyjność ryzykownych inwestycji,
a zwiększy popyt na bezpieczne instrumenty finansowe.
Trudno odmówić tym wszystkim założeniom racjonalnych podstaw. Ostatnie
cztery lata przyniosły imponujący wzrost na rynkach surowców, akcji
i nieruchomości. Miało to związek z bardzo niskim poziomem stóp procentowych.
Ten czynnik z kolei określał koszt pieniądza na wyjątkowo atrakcyjnym
- dla pożyczkobiorców - poziomie. Nic więc dziwnego, że takie parametry
przyniosły efekt dużej nadpłynności na rynkach finansowych. A przyszły
rok najprawdopodobniej będzie cechował się głównie obniżoną płynnością
na światowych rynkach. To z kolei zdeterminuje zachowanie cen wielu
rodzajów aktywów.
Jeśli spełniłby się ten scenariusz, to jego następstwa najprawdopodobniej
przejawiałyby się w opisanych dalej zachowaniach rynku. Zmniejszona
płynność na światowych rynkach spowodowałaby, że koszt pieniądza byłby
i tak relatywnie wysoki, nawet bez podwyżek stóp procentowych. Można
więc spodziewać się zakończenia cykli podwyżek stóp procentowych w
wielu krajach, a w niektórych nawet obniżek. Niestety wcale nie oznaczałoby
to okiełznania inflacji, która zaczęła się już teraz zbliżać w poszczególnych
regionach do niebezpiecznych poziomów. Jednak oznaki spowolnienia
gospodarczego i obniżonego popytu konsumentów powstrzymałyby banki
centralne przed zacieśnianiem polityki monetarnej.
Mogłoby masowo wystąpić zjawisko "odwróconego carry trade", czyli
pozbywania się przez inwestorów bardziej ryzykownych aktywów, nabywanych
wcześniej na kredyt zaciągnięty w walutach, które charakteryzują się
niskimi stopami procentowymi (jen, frank szwajcarski).
Przecena aktywów doprowadziłaby ich ceny do atrakcyjnych poziomów.
Byłyby one jednak atrakcyjne jedynie pod warunkiem ponownego przyspieszenia
wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach.
Obecnie trudno mówić o skrajnym przewartościowaniu różnych rodzajów
majątku. W niektórych krajach (np. w USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii
czy Indiach) doszło jedynie do powstania bąbla spekulacyjnego na rynku
nieruchomości. Podobne przegrzanie koniunktury można zauważyć na rynku
akcji w Chinach, w szczególności na rynku wewnętrznym, dostępnym jedynie
obywatelom Państwa Środka. Ale już na rynku surowców raczej trudno
mówić o nadmiernie wysokich cenach. Nawet ceny ropy naftowej, bijące
światowe rekordy, w dużo większej mierze są spowodowane realnym zapotrzebowaniem
na ten surowiec, ograniczoną podażą i słabością dolara amerykańskiego
niż działaniami spekulantów.
Wiele wskazuje na to, że obecne zawirowania na światowych rynkach
będą miały jedynie skutek ostrzegawczy i uświadamiający. Będą ostrzegać
przed poważnym załamaniem gospodarczym, a uświadamiać rozmiar ryzyka
ponoszonego przez inwestorów.
W ostatnich 4-6 kwartałach inwestorzy jakby nie zauważali ryzyka,
nie doceniali go i niemal zupełnie ignorowali sygnały ostrzegawcze.
Końcówka 2007 r. i początek przyszłego roku najprawdopodobniej pozwolą
ponownie przyjąć większości inwestorów właściwe proporcje między potencjałem
wzrostu a ponoszonym ryzykiem. Przecena, czyli inaczej urealnienie
cen, pozwoli zapewne światowym rynkom ponownie nabrać wigoru.
Perspektywy dla drugiej połowy przyszłego roku wyglądają już znacznie
bardziej optymistycznie. Swoiste katharsis, które zapewne przejdzie
niejeden rynek na świecie na przełomie roku, pozwoli na budowanie
wartości aktywów na trwałych fundamentach. Obecne czyszczenie bilansów
ze strat radykalnie obniża ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek w przyszłości.
Wycofywanie się ryzykantów z rynku, z jakim mamy teraz do czynienia,
zmniejszy zagrożenie falą podaży za kilka miesięcy. Już prawdopodobnie
w I kwartale przyszłego roku zaistnieją warunki do spokojnego akumulowania
akcji czy jednostek funduszy inwestycyjnych.
Zapewne podobnie będzie z surowcami.
Powyższe prognozy opierają się na założeniu, że mamy obecnie do czynienia
jedynie z przejściowym przyhamowaniem światowej gospodarki i rozchwianiem
światowego systemu finansowego. A najbliższe kilka miesięcy będą służyć
odzyskaniu równowagi i zbudowaniu potencjału do kolejnego kilkuletniego
okresu prosperity. Jeśli rozważalibyśmy jakieś odchylenia od tego
najbardziej prawdopodobnego scenariusza, to raczej większe szanse
ma odchylenie na plus (mniejsze negatywne konsekwencje obecnych kłopotów
rynkowych i lepsze perspektywy na drugą połowę roku) niż na minus.
Alfred Adamiec
Główny Ekonomista | Noble Bank