Money.plManagerPrivate BankingFelietonyTylko jedna droga prowadzi do celu
sekcja sponsorowana
Felietony
2010-11-18 14:14

Tylko jedna droga prowadzi do celu

Autor: Emil Szweda, Open Finace

Oszczędzać, czy wydawać? Ciąć wydatki i deficyt czy rozdmuchiwać je, by pomóc gospodarce? Na naszych oczach przeprowadzany jest największy w dziejach eksperyment ekonomiczny na żywym organizmie. Jego wyniki będą miały wpływ na przyszłe pokolenia.

Żyjący w teraźniejszości – czyli my – możemy do woli dywagować na temat tego, czy droga obrana przez USA (zwiększanie wydatków publicznych) jest lepsza niż np. Niemiec, które wydatki budżetowe tną do kości. Ale uczciwą ocenę będzie można dać dopiero za kilka, może nawet za kilkanaście lat, kiedy światowa gospodarka wyjdzie z jednego kryzysu, przeżyje okres prosperity i wpadnie w następny. Wtedy dopiero zobaczymy, kto jest do niego lepiej przygotowany i dlaczego.

Dziś jednak skłaniam się do modelu europejskiego, głównie niemieckiego (bo mimo jednolitego rynku, nie wszędzie jednolite są poglądy). Mimo różnego rodzaju stymulacji, to w USA bezrobocie jest rekordowo wysokie, a w Niemczech rekordowo niskie. Okazuje się, że administracja publiczna nie może zastąpić sektora prywatnego na dłuższą metę. Że obywatele nie zwiększają wydatków, wtedy kiedy obawiają się wzrostu podatków w przyszłości (a boją się tego, kiedy rząd szaleje z wydatkami), a nie wówczas, gdy administracja robi się oszczędna. Ale to dopiero początek drogi – a tylko jedna z nich może doprowadzić do celu. Siłą rzeczy, tylko jeden ze sposobów okaże się dobry na zwalczenie największego od ośmiu dekad kryzysu gospodarczego. I zwycięski model będzie zapewne powielany przez przyszłe pokolenia, które przecież także będą musiały zmierzyć się z różnego rodzaju kryzysami swoich czasów.

Są i inne lekcje do odrobienia. Przez Europę przetacza się fala protestów społecznych przeciwko cięciom wydatków, zamrożeniu płac, wycofaniu przywilejów, ulg etc. Protesty mogą wywołać erozję postanowień o cięciach, być może na tyle silną, że z programów oszczędnościowych zostaną tylko sztandary. Będziemy mogli przekonać się, czy twarda postawa rządu popłaca, czy też lepiej dbać o wyborców i jakie są koszty polityczne jednej i drugiej postawy.

Mam nadzieję, że to odpowiedzialność będzie premiowana i rzeczywiście takie są pierwsze efekty – w sondażach rośnie popularność tych partii, które przeprowadziły bolesne reformy finansów publicznych np. w Anglii czy na Węgrzech. Gorzej, że w tym samym czasie, kiedy forsowane są plany oszczędności, rosną wydatki na utrzymanie decydentów. U nas przykładem „świeci” kancelaria prezydenta, która potrzebuje dodatkowych milionów na odznaczenia państwowe, czy zarząd KGHM, który podnosi sobie wynagrodzenia nawet o 80 proc. Przykład idzie z góry – w Brukseli też w końcu rosną pensje urzędników, namawiających jednocześnie Europę do zaciskania pasa.

To przejawy krótkowzroczności, które podsycają niezadowolenie społeczne. Trudniej będzie nad tymi niepokojami zapanować, być może trzeba będzie niektóre grupy przekupić. A wtedy z reformy finansów nici.