Autor: Łukasz Wróbel, Open Finance
"Każdego roku, kiedy za oknem zaczyna robić się chłodno, dęby zrzucają żołędzie. Coroczne dary natury pomagają niezliczonej liczbie wiewiórek i innych gryzoni przetrwać srogie zimowe miesiące.
Powiedzmy, że ubiegłej zimy dęby zrzuciły 1,3 biliona żołędzi i że pracowita wiewiórka zgromadziła znacznie więcej zapasów niż potrzebowała. Zechciała ona pożyczyć innym część swoich zbiorów, ale okazało się, że wiewiórki i dziki z sąsiedztwa nie narzekają na brak zasobów. Urząd do spraw Orzechów, Żołędzi i Nasion badając warunki naturalne sprawdził, że stan żołędzi nie uległ zmianie i wynosi 1,3 biliona sztuk. W obawie przed kolejną surową zimą polecił dębom zrzucić tej jesieni kolejne 2 biliony żołędzi."
Rich Yamarone, Bloomberg
"Ekonomiści są pesymistami: przepowiedzieli osiem spośród ostatnich trzech recesji.
Barry Asmus, starszy ekonomista w Narodowym Centrum Analiz Politycznych USA
Powyższa krótka historyjka doskonale podsumowuje obecne kłopotliwe położenie Fed. Bank centralny udostępnił instytucjom finansowym mnóstwo pieniędzy, ale realny popyt na nie jest niewielki. Banki nie narzekają na brak płynności, ale raczej na brak wiarygodnych podmiotów, które chciałyby zaciągać kredyty i byłyby w stanie regularnie je spłacać. Dlatego kapitał odpływa z USA za granicę, gdzie przy wyższych stopach procentowych i rozwijających się gospodarkach łatwiej jest wypracować satysfakcjonującą stopę zwrotu. W rezultacie dolar traci na wartości, pomaga rosnąć cenom surowców i sprawia, że faktyczna siła nabywcza amerykańskiego kapitału kurczy się.
Wielu ekspertów uważa, że kolejna runda tzw. ilościowego luzowania polityki pieniężnej (więcej orzechów i żołędzi) będzie praktycznym przykładem działania prawa malejących przychodów. Po przekroczeniu pewnego progu, który Fed zdaje się mieć już dawno za sobą, każde kolejne 100 mld dol. przeznaczone np. na zakup rządowych papierów dłużnych, będzie przynosić coraz mniej pożądanych efektów.
Powiązania między różnymi elementami polityczno-rynkowej łamigłówki są bardziej złożone niż wyznaczanie dębom liczby żołędzi do zrzucenia w danym sezonie. To nie przypadek, że w czasach gdy amerykańska waluta była znacznie silniejsza niż obecnie, poziom życia Amerykanów wyznaczał standard, do którego aspirowała reszta świata. Bieżąca polityka władz największej gospodarki USA ukierunkowana na wyeksportowanie recesji, dzięki obniżaniu kursu dolara, w praktyce nie jest niczym innym, jak subsydiowaniem przestarzałych i kosztownych gałęzi przemysłu przez resztę społeczeństwa. Tani dolar prawdopodobnie skłoni nabywców z rynków wschodzących do sięgnięcia po droższe, choć niekoniecznie lepsze towary z USA (ich mocne lokalne waluty oznaczają, że stać ich na większe luksusy w przeliczeniu na dolary). Problem polega na tym, że ceną za zastrzyk popytu z zagranicy obciąża się przede wszystkim klasę średnią (wiewiórki i dziki), na której do tej pory opierała się cała gospodarka, a która przy niższym kursie dolara i pojawiającej się w kilkumiesięcznym horyzoncie inflacji, nie może pozwolić sobie na utrzymanie dotychczasowego poziomu życia.
Według ekonomistów ostatnia rekordowo długa recesja zakończyła się w czerwcu 2009 r. Odwołując się do drugiego z przytoczonych wyżej cytatów, można zastanowić się czy niska skuteczność prognoz nie wynika po części ze sposobu, w jaki naukowcy definiują recesję. Miliony mieszkańców USA pozostających bez szans na atrakcyjnie opłacaną pracę i bezradnie obserwujących wymykający się spod kontroli amerykański sen, prawdopodobnie nie podpisałaby się pod opinią Narodowego Biura Badań Gospodarczych, które uznało kryzys gospodarczy za zakończony.
Dwudziestu brytyjskich emerytów testuje nowatorskie rozwiązanie, które ma pomóc seniorom dłużej cieszyć się jazdą samochodem.