Money.plManagerPrivate BankingGospodarka a inwestycje
sekcja sponsorowana
Gospodarka a inwestycje
  • Za co Polacy kochają lokaty bankowe?


    Z roku na rok rośnie zasobność portfeli Polaków. Wprawdzie coraz większą popularnością cieszą się nowoczesne formy inwestowania, ale nadal blisko połowę oszczędności Polacy trzymają na niskooprocentowanych lokatach bankowych. Skąd to zamiłowanie do lokat i kiedy to się zmieni?

    Czy są przesłanki, by zmieniła się struktura inwestycji wśród klientów indywidualnych? Prawa ekonomii i doświadczenia innych krajów pokazują, że tak powinno się stać już niebawem.

    Defensywne inwestycje

    Obecnie wartość oszczędności Polaków przekracza 500 miliardów złotych. Prawie połowa z tej puli (239 mld złotych - 44 proc.) jest zdeponowana w bankach na różnego rodzaju kontach i w depozytach. Reszta oszczędności jest ulokowana w jednostkach uczestnictwa funduszy inwestycyjnych (ponad 90 mld złotych), bezpośrednio w akcjach, obligacjach (12 mld złotych) oraz otwartych funduszach emerytalnych (109 mld złotych).Tak więc prawie połowa naszych oszczędności inwestowana jest bardzo defensywnie.

    Na pewno jednym ze źródeł przywiązania Polaków do lokat bankowych jest niebanalny wpływ historii. Jeszcze kilkanaście lat temu w ofercie banków były tylko depozyty lub książeczki oszczędnościowe z quasi gwarancją. Gwarancja ta była złudna, ponieważ po 1989 r. dużym problemem była realna wartość oszczędności, która okazała się znikoma. Mieliśmy więc tak upragnioną gwarancję oprocentowania. Jednak tak naprawdę osoby, których transformacja zastała z pieniędzmi na koncie, straciły często oszczędności swojego życia. Nie zmieniło to jednak w zasadniczy sposób zamiłowania Polaków do lokat bankowych.

    Pokochali wysokie procenty

    Wolnorynkowa gospodarka przyniosła jednak wysoką inflację, a co za tym idzie, wysokie stopy procentowe w bankach. Dalej więc lokaty stanowiły dla większości Polaków ciekawy instrument, zwłaszcza że dostęp do nowoczesnych instrumentów czy wiedza o giełdzie były znikome. Z czasem zaczęły na rynku pojawiać się instrumenty dostępne już od niewielkich kwot oraz takie, które dawały szansę na dostęp do giełdy bez większych problemów. Pojawiły się także fundusze inwestycyjne, które z roku na rok zaczynały się cieszyć coraz większym zainteresowaniem. Na początku jednak słabo była rozwinięta nie tylko świadomość klientów, ale przede wszystkim system dystrybucji oraz doradztwa finansowego. Nie sztuką było więc dla instytucji finansowych posiadanie w ofercie funduszu inwestycyjnego, ale pokazanie jak można go wkomponować w planowanie finansowe, aby inwestycja ta nie wiązała się ze zwiększonym ryzykiem. Uproszczone prezentowanie klientom, że lokata daje gwarancję odsetek i kapitału, a fundusz wiąże się z ryzykiem, powodowało oczywiście wybór tej pierwszej, znacznie prostszej formy lokowania oszczędności.

    Fundusze zamiast lokat

    Dlatego nawet po 16 latach rynku kapitałowego w Polsce trudno mówić o wiedzy, świadomości inwestowania i budowaniu planów finansowych tworzących rozwiązania na 5, 10 czy 30 lat. W tych planach ważną rolę mogą odgrywać lokaty, ale powinny być to środki przeznaczane na inwestycje krótkoterminowe, a więc stanowić tę część oszczędności, która musi być dostępna w każdej chwili. Rolę bezpiecznych lokat powinny przejmować fundusze inwestycyjne rynku pieniężnego, które dają bezpieczeństwo i płynność oraz ciągłą kapitalizację odsetek. Tak zresztą jest w krajach rozwiniętych, gdzie cieszą się one dużą popularnością. Na przykład w USA wartość depozytów spadła od 1981 r. z poziomu ponad 30 proc. do poziomu około 11 proc. za sprawą realokacji tych oszczędności w kierunku funduszy inwestycyjnych.

    Jednak pozytywne zmiany zaczęły się w ostatnich latach. Notujemy większą dynamikę przyrostu aktywów netto funduszy poprzez wpłaty klientów indywidualnych. Wartość inwestycji w fundusze na przestrzeni ostatnich 6 lat wzrosła o 1300 proc., a wartość depozytów "tylko" o 23 proc. Oczywiście wpływ na to ma efekt niskiej bazy aktywów TFI w 2000 r. - 7 mld zł (obecnie jest to ponad 90 mld). Pokazuje to, że jednak lokaty wielu klientom nie wystarczają do zarządzania swoim majątkiem.

    Spadające stopy procentowe (dobry sygnał z gospodarki, bo to oznacza niską inflację) od 2002 r. zmniejszały atrakcyjność lokat, których oprocentowanie spadło nawet poniżej 5 proc. Ten spadek oprocentowania sprawił również w ostatnim czasie spadek popytu na obligacje, gdzie zwykle inwestycja jedynie kojarzy się z "kuponem" procentowym, ale nie z szansą zysku na wzroście ceny samej obligacji. Spadek rentowności obligacji zmniejsza więc ich atrakcyjność.

    Ten czynnik przyczynił się w ostatnich latach do skokowego wzrostu zainteresowania lokowaniem pieniędzy w jednostki funduszy inwestycyjnych. Dodatkowo hossa na giełdzie przyniosła dwucyfrowe zyski nawet na uznawanych za stosunkowo bezpieczne funduszach stabilnego wzrostu. Tak więc wielu inwestorów przekonało się, że fundusze lub inne instrumenty też są warte zainteresowania przy zarządzaniu swoim majątkiem w dłuższym okresie.

    Zachodnie wzorce

    Polski rynek - jak to pokazały inne segmenty  - również w strukturze inwestycji nie będzie odbiegał od rynków rozwiniętych. Zmniejszenie udziału depozytów w oszczędnościach polskich inwestorów jest więc nieuniknione, a będzie wynikało z większej dostępności zaawansowanych instrumentów finansowych. Zresztą wielu inwestorów wcześniej czy później dochodzi do wniosku, że nie ma sensu wszystkich oszczędności trzymać "dostępnych pod ręką" (płynność kosztuje) i lepiej jest w swoim planie finansowym uwzględnić instrumenty, które w dłuższym okresie dają potencjalnie wyższą stopę zwrotu.

    Nie można raczej liczyć na wzrost oprocentowania depozytów powyżej 10 proc., ponieważ na razie nie ma zagrożenia inflacyjnego w naszym kraju, które zmusiłoby NBP do podwyżek stóp procentowych. Za funduszami pieniężnymi w portfelu (zamiast lokat) przemawiają trzy powody: brak konieczności rolowania lokaty (bezterminowy charakter), ciągła kapitalizacja odsetek (dziś zarobione 1 zł pracuje od następnego dnia) oraz możliwość wycofania części lub całości kapitału bez utraty odsetek.

    Karol Wilczko
    Private Banker
    Noble Bank