Autor: Michał Pola, analityk portalu inwestycjealternatywne.pl
Choć ideę niniejszej publikacji zwięźle przedstawia powyższy
cytat, coraz powszechniejsza jest styczność zagadnienia inżynierii finansowej
wśród inwestorów indywidualnych. Warto zatem przyjrzeć się nieco bardziej tej
dziedzinie - w szczególności jej obecnemu obrazowi. Dotychczas pojęcia
związane z nią zarezerwowane były dla wąskiego grona specjalistów
bankowości inwestycyjnej, dziś każdy kto ma styczność z produktami strukturyzowanymi,
bądź próbuje zrozumieć przyczynę kryzysów finansowych w ostatnich
kilkudziesięciu latach, powinien poczuć choć namiastkę nowoczesnych koncepcji
w finansach. Nie jest tajemnicą, iż opierają się one właśnie
o inżynierię finansową.
Naukowcy oraz praktycy z branży mają problemy z jednoznaczną jej definicją, niemniej nie potrzeba zaawansowanej wiedzy, by zrozumieć jej ideę. W zasadzie nawiązuje ona do samego pojęcia inżynierii, która w kontekście życia codziennego, większości kojarzy się z konstrukcjami budowlanymi. I słusznie - w finansach jest podobnie. Inżynierowie ze świata finansów komponują zestawy z mniejszych elementów konstrukcyjnie nieco prostszych. Przy głębszym spojrzeniu w zasadzie każdy instrument można przedstawić w matematycznej formie. To swego rodzaju przepis na taki instrument .
Pierwotnie kojarzono inżynierię finansową wyłącznie
z derywatami w kontekście zarządzania ryzykiem finansowym. Tak było
w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Dziś jest ona filarem
szerszych koncepcji w finansach.
Niebezpieczny
paradoks - z pomocy w zagrożenie
Praktycznie każdy instrument pochodny jaki powstał nawiązuje
do zarządzania ryzykiem. Awangardą na tym polu są banki, które w ramach
swoistej walki z regulatorami rynków wdrożyły modele, które pogodziły zabiegi
administracji pod kątem bezpieczeństwa finansów banków i oczywiste
aspiracje tych drugich do zwiększania zysków. Do najpopularniejszych modeli
należą te, oparte o metodę wartości zagrożonej - Value at Risk. Jest to
twór matematyczno - statystyczny nawiązujący również pośrednio do zagadnień
fizyki kwantowej. Jego transparentność i ,,przyjazny charakter" przyćmiła
jednak czujność kontrolerów ryzyka w kontekście trwającego kryzysu
kredytowego. Uwypuklony został fakt, iż instrumentarium jakim posługują się
finansiści, choć swe źródło ma w potrzebie bardziej efektywnego
zarządzania ryzykiem (stąd popyt na nowe instrumenty), jest już na tyle
skomplikowane, iż większość modeli nie uwzględnia poprawnie tych
innowacji. W tym momencie
następuje paradoksalna sytuacja - instrumenty, które miały pomóc stają się
największą bolączką. Kryzys, którego jesteśmy świadkami uświadomił wielu, iż
pora na zrewidowanie poglądów w kontekście instrumentów takich jak Credit
Default Swap czy inne derywaty, nawiązujące m.in. do ekspozycji na ryzyko
kredytowe. Analogii szukać również można w technologii wykorzystania
energii atomowej - zjawiska niezwykle korzystnego dla ludzkości, lecz którego
nieuważne i częstokroć nieumiejętne posługiwanie się wywołuje katastrofy.
Warty podkreślenia jest fakt, iż nie jest sztuką wycofanie się z pola,
gdzie poniosło się klęskę, lecz powrót na nie i naprawienie błędów. Choć
wielu potknęło się na skomplikowanych strukturach narodzonych w nurcie
czysto matematycznego podejścia do finansów, obecnie finansiści - inżynierowie
opracowują metody zapobiegające takim sytuacjom w przyszłości.
Zabawa klockami
i moda na struktury
Najlepszym odzwierciedleniem konstrukcyjnego charakteru tej
dziedziny jest boom na światowych rynkach związany z produktami strukturyzowanymi
(hybrydowymi). Idea w większości z nich jest klarowna. Wokół
zerokuponowej obligacji buduje się esencję danego instrumentu w postaci
elementu niosącego potencjalny zysk. W najprostszym modelu z 1000 zł
przeznaczonych na zakup danego produktu przez inwestora, 800 zł to koszt zakupu
wspomnianej obligacji, która po wygaśnięciu dosłownie zwraca inwestorowi
wpłaconą kwotę (to ten element gwarantuje zwrot w przypadku większości
,,struktur"), za 150 zł kupuje się opcje, które mają generować dochód, natomiast
reszta to zapłata organizatorowi takiego przedsięwzięcia, czyli emitentowi
danego instrumentu.
Walka konkurencyjna między emitentami odbywa się przy
dobieraniu elementów ryzykownych. Tu jedynie wyobraźnia twórców jest
ograniczeniem, choć niezwykle istotny jest odbiór oferty przez potencjalnych
klientów. Wykreowane ponad przeciętność zagadnienia rosnących cen żywności,
dynamiki gospodarek krajów takich jak Chiny, Brazylia czy tych z rejonu
Zatoki Perskiej mają swoje odzwierciedlenie w dostępnym dla szerokiego
grona instrumentarium. Nie zawsze inwestor indywidualny jest jednak nabywcą
takich produktów. Dla instytucji tworzy się już bardziej wysublimowane, których
analiza konstrukcji nie jest błahostką. Produkty strukturyzowane mogą nieść
ekspozycję względem funduszy hedge konkretnej grupy (np. stosujących wyłącznie
krótką sprzedaż) lub instrumentów kredytowych. Klocki, jakimi dysponuje
inżynier finansowy, nie ograniczają się do tych precyzujących rodzaj rynku
względem którego się odnoszą. Wiele swobody występuje w kontekście
profilów wypłat. Najlepiej można to sobie wyobrazić poprzez uzmysłowienie jakie
możliwości dają strategie opcyjnie. Teoretycznie z instrumentów tych można
stworzyć dowolny profil wypłat, który na przykład skupia się jedynie na
zmienności cen instrumentów bazowych. Możemy generować zyski, gdy przewidujemy
zmienność dużą, bądź antycypujemy ,,spłaszczenie" danego rynku. W zasadzie
z opcji można stworzyć nawet profil wypłat charakterystyczny dla
kontraktów futures...
Sekurytyzacja
Wielu ekonomistów traktuje niemal jako synonim pojęcie
inżynierii finansowej oraz sekurytyzacji. Choć sekurytyzacja, która w na
świecie bardziej znana jest jako dyscyplina strukturyzowanych finansów
popularna jest od ponad dwudziestu lat, niezwykle głośno zrobiło się wokół tego
zjawiska dopiero na skutek kryzysu, którego jesteśmy świadkami od sierpnia 2007
roku. Sekurytyzacja polega na tworzeniu papierów wartościowych ze zbiorów
aktywów częstokroć o niewielkiej płynności, wynikającej najczęściej
z ich charakterystyki. Przedmiotem sekurytyzacji mogą być zatem pożyczki
i kredyty hipoteczne, kredyty samochodowe, zadłużenie na kartach
kredytowych i wiele innych typów aktywów obecnych w bilansach banków
i tym podobnych instytucji. Elementy te są ,,pakowane" w jednolite
instrumenty, które sprzedawane są inwestorom. Typowym przedstawicielem rodziny
strukturyzowanych finansów są tzw. ABS-y (Asset Backed Securities). To
instrumenty dłużne, w ramach których przepływy pieniężne są zabezpieczone
aktywami bazowymi. Zatem wypłacalność instytucji, która określana jest mianem
Special Investment Vehicle (SIV) przejmującej (odkupującej) aktywa np. od banku
oparta jest w zasadzie o strumienie pieniężne generowane
z pierwotnych instrumentów. SIV emituje obligacje o oprocentowaniu
nieco niższym niż oprocentowanie w ramach bazowych aktywów - w ten
sposób generuje zyski. Strategia działania w tym zakresie może być jednak
o wiele bardziej skomplikowana, niemniej wyjaśnienie tego jest materiałem
na osobną publikację. Strukturyzowane finanse w ideologicznym ujęciu miały
transferować ryzyko instrumentów, które dotychczas dosłownie ciążyły wyłącznie
w bilansach banków. Jednak w ramach tego ,,wyswobadzania" częstokroć
dochodziło do nadużyć bądź po prostu błędów. Komponując instrumenty typu
Collaterlized Debt Obligation oferowano inwestorom papiery (ściślej rzecz
ujmując transze) o ratingu ,,AAA" przy wyższych potencjalnych dochodach niż
inne tego typu instrumenty (np. bony emitowane przez rząd USA). W opinii
wielu było to nieracjonalne. Przeszacowano w tym kontekście możliwości
większości systemów zarządzania ryzykiem, co skończyło się katastrofą.
Przyszłość
Dwudziestu brytyjskich emerytów testuje nowatorskie rozwiązanie, które ma pomóc seniorom dłużej cieszyć się jazdą samochodem.