Martwy
styczeń na rynku sztuki
Imponujący koniec 2007 roku na rynku sztuki niestety nie oznaczał
kontynuacji dobrej passy
na początku 2008 roku. Większość domów aukcyjnych zrobiła sobie
przedłużone ferie zimowe. Nie zawiódł tylko Rempex, choć z pierwszą
noworoczną aukcją wystartował dopiero 30 stycznia.
W Rempeksie było co oglądać i kupować zarówno na aukcji sztuki
współczesnej, jak i da-wnej. Kolekcjonerzy skupili się jednak głównie
na oglądaniu. Kupujących było niewielu. Podczas aukcji sztuki współczesnej
sprzedano zaledwie 15 dzieł, w tym dwie pozycje warunkowo. Na aukcji
sztuki dawnej nie było lepiej. Większość pozycji spadała spod młotka.
Zabrakło koneserów
Najdroższą pozycją na aukcji sztuki dawnej była "Pieta" Barthela
Bruyna, malarza kolońskiego, tworzącego pod wpływem Joosa van Cleve
i Joestena van Calcar. Hanna Benesz w ekspertyzie obrazu podkreśla
walory artystyczne dzieła widoczne zarówno w kompozycji, jak i kunsztownym
sposobie malowania. Zwraca też uwagę na bardzo dobry stan zachowania
obrazu, co rzadko się zdarza w malarstwie liczącym ponad 450 lat.
Unikat, mimo muzealnej wartości nie znalazł jednak chętnego, który
wyłożyłby 290 tys. zł. Być może potencjalnych klientów odstraszyła
niepewność autorstwa. W ekspertyzie podano bowiem, że wszystko wskazuje
na autorstwo Barthela Bruyna, a to zawsze rodzi różne spekulacje.
Spod młotka spadła również niezwykle dekoracyjna "Martwa Natura
z trofeami myśliwskimi", XVII-wieczne płótno Jana Fyta, najsłynniejszego
obok Fransa Snydera flamandzkiego malarza martwych natur. Obraz
nie jest sygnowany, ale zdaniem ekspertów w tym przypadku autorstwo
nie wzbudza wątpliwości. Mimo to nikt nie chciał zapłacić za dzieło
160 tys. zł. Nie znalazł się również chętny na "Akt" Henryka Epsteina
wystawiony za 90 tys. zł i na XVIII-wieczny "Portret dziecięcy Ludwika
XVII" Aleksandra Kucharskiego, ucznia Bacciarelliego wyceniony na
53 tys. zł.
Pewne nazwiska, niepewna sprzedaż
Pewniakiem aukcyjnym mała być pochodząca z 1922 roku "Kobieta siedząca
na drabinie malarskiej" Jacka Malczewskiego, autora cieszącego się
niezwykłym powodzeniem wśród kolekcjonerów. Cena wywoławcza 230
tys. zł okazała się tym razem za wysoka.
Najwyższe wyceny mają kompozycje symboliczne Malczewskiego i jego
autoportrety. Wystarczy wspomnieć "Autoportret z Thanatosem" sprzedany
w ubiegłym roku w Domu Aukcyjnym Agra-Art za 362 tys. zł czy "Scenę
symboliczną Thanatos", która została kupiona w krakowskiej Desie
za 520 tys. zł.
Na aukcji Rempeksu nie zmieniło również właściciela płótno Olgi
Boznańskiej "W pracowni", które wystawiono z ceną wywoławczą 100
tys. zł. Nie było też chętnych na grafiki i rysunki, mimo że wyszły
spod ręki takich artystów jak Józef Pankiewicz, Józef Mehoffer czy
David II Teniers. Jednym z nielicznych wyjątków był Leon Chwistek,
ale i za jego prace proponowano ceny poniżej wywoławczych. Poza
zainteresowaniami kolekcjonerów pozostawały również akwarele. Nie
sprzedano ani "Pejzażu miejskiego z rzeką" Meli Muter, ani "Widoku
spod Krakowa" Leona Wyczółkowskiego.
Erb wciąż w cenie
Najwyższą wycenę na aukcji uzyskał niewielki, ale prześliczny olej
Jana Stanisławskiego "Zmierzch", który sprzedano za 55 tys. zł,
15 tys. zł powyżej wyceny katalogowej. Mistrz pejzażu cieszy się
dużym powodzeniem wśród kolekcjonerów. Jego dzieła pojawiają się
jednak na rynku rzadko. Na ogół są to niewielkie prace olejne malowane
na tekturach. W ubiegłym roku, w którym obchodzono 100 rocznicę
śmierci artysty, sprzedano ich sześć. W 2006 roku tylko dwa. "Zmierzch"
jest z nich najdroższy. Tymczasem jeszcze 10 lat temu za porównywalne
prace Stanisławskiego płacono od 8 do 12 tys. Prawdopodobnie za
kolejnych kilka lat dzisiejsze wyceny również będą się wydawały
niskie.
Znakomicie sprzedały się również dwie prace Erno Erba, genialnego
lwowskiego samouka malującego szerokimi pociągnięciami pędzla i
nasyconymi barwami. Dobra passa Erba trwa już drugi rok. Z dużymi,
nawet kilkakrotnymi przebiciami kupowane są zarówno jego pejzaże,
jak i sceny z targów i kwiaty. Tym razem "Baby na targu" Erba sprzedano
za 10 tys. zł, dwukrotnie powyżej ceny wywoławczej, a "Kwiaty" za
4,8 tys. zł przy cenie katalogowej 3,5 tys. zł.
Olbiński przebił Siudmaka
Na aukcji sztuki współczesnej, która odbyła się tego samego dnia,
mimo że nie brakowało ciekawych ofert, również zawiedli kupujący.
Sprzedano zaledwie kilkanaście prac.
Najdroższą pozycją w katalogu było "Czekanie III", obraz Jana
Tarasina z 1999 roku, który wyceniono na 80 tys. zł. Okazało się,
że za wysoko, mimo urody dzieła. W ubiegłym roku ceny aukcyjne prac
artysty nie przekroczyły 50 tys. zł.
Amatora nie znalazł również ekspresyjny, intensywny w kolorach
"Pożar" Jerzego Tchórzewskiego z lat 60 wystawiony za 55 tys. zł,
ani "Martwa naturą ze świątkiem" Wacława Taranczewskiego za 50
tys. zł. Nie sprzedała się również baśniowa "Księżniczka" Wojtka
Siudmaka za 60 tys. zł. Wielbiciel surrealistycznego malarstwa
wybrał "Balon" Rafała Olbińskiego, za który zapłacił wywoławcze
50 tys. zł. Z droższych pozycji zaoferowano jeszcze 30 tys. zł za
"Czeszącą się" Jana Szancenbacha. Było to jednak 8 tys. zł poniżej
ceny wywoławczej.
Powyżej wycen kupiono natomiast dwa assemblage Władysława Hasiora:
"Medytacje" i "Pamięci dyrektora". Oba wystawiono po 7 tys. zł,
a sprzedano odpowiednio za 9 i 10 tys. zł.
Grafiki tylko on-line
Grafika wciąż znajduje się na marginesie zainteresowań kolekcjonerów.
Na aukcjach tradycyjnych niewiele prac jest kupowanych. Tymczasem
na licytacjach internetowych za przysłowiowe grosze można kupić
prace artystów z górnej półki.
Na styczniowej aukcji on-line zorganizowanej przez Dom Aukcyjny
Agra-Art również ich nie brakowało. Od 200 do 600 zł płacono za
prace Stanisława Fijałkowskiego, Jana Dobkowskiego i Zbigniewa Dłubaka.
"Autoportret" Jana Tarasina z 1990 roku podskoczył z wywoławczych
100 zł do 500 zł. "Contact" Henryka Opałki wystawiony za 1 tys.
zł, sprzedano o 100 zł drożej. Zaciekle walczono o "Klęczącą" Jerzego
Nowosielskiego z 1999 roku, którą sprzedano za 3,6 tys. zł, 260
proc. powyżej ceny wywoławczej. Największe przebicie zyskała jednak
praca Antoniego Starczewskiego "CLGbl" z 1998 roku, którą kupiono
za 1,2 tys. zł. Było to 1,1 tys. proc. powyżej ceny wywoławczej,
która wynosiła zaledwie 100 zł.
Prace Starczewskiego mogą być dobrą lokatą kapitału, zwłaszcza
że są wciąż tanie. Ich atutem jest również rozpoznawalność i znakomite
odnajdowanie się zarówno we współczesnych wnętrzach, jak i urządzonych
stylowymi meblami. Ostatnio prace Starczewskiego można było kupować
nie tylko w łódzkim Rynku Sztuki, ale również w Rempeksie, Desie
Unicum i teraz w Agrze.
Ewa Bednarz
Redaktor Naczelna miesięcznika Antyki