Money.plManagerPrivate BankingPrivate Banking od A do Z
sekcja sponsorowana
Pr. Banking
     marzec 2007 r.
  • Martwy styczeń na rynku sztuki

    Imponujący koniec 2007 roku na rynku sztuki niestety nie oznaczał kontynuacji dobrej passy

    na początku 2008 roku. Większość domów aukcyjnych zrobiła sobie przedłużone ferie zimowe. Nie zawiódł tylko Rempex, choć z pierwszą noworoczną aukcją wystartował dopiero 30 stycznia.

    W Rempeksie było co oglądać i kupować zarówno na aukcji sztuki współczesnej, jak i da-wnej. Kolekcjonerzy skupili się jednak głównie na oglądaniu. Kupujących było niewielu. Podczas aukcji sztuki współczesnej sprzedano zaledwie 15 dzieł, w tym dwie pozycje warunkowo. Na aukcji sztuki dawnej nie było lepiej. Większość pozycji spadała spod młotka.

     

    Zabrakło koneserów

    Najdroższą pozycją na aukcji sztuki dawnej była "Pieta" Barthela Bruyna, malarza kolońskiego, tworzącego pod wpływem Joosa van Cleve i Joestena van Calcar.  Hanna Benesz w ekspertyzie obrazu podkreśla walory artystyczne dzieła widoczne zarówno w kompozycji, jak i kunsztownym sposobie malowania. Zwraca też uwagę na bardzo dobry stan zachowania obrazu, co rzadko się zdarza w malarstwie liczącym ponad 450 lat. Unikat, mimo muzealnej wartości nie znalazł jednak chętnego, który wyłożyłby 290 tys. zł. Być może potencjalnych klientów odstraszyła niepewność autorstwa. W ekspertyzie podano bowiem, że wszystko wskazuje na autorstwo Barthela Bruyna, a to zawsze rodzi różne spekulacje.

    Spod młotka spadła również  niezwykle dekoracyjna "Martwa Natura z trofeami myśliwskimi", XVII-wieczne płótno Jana Fyta, najsłynniejszego obok Fransa Snydera flamandzkiego malarza martwych natur. Obraz nie jest sygnowany, ale zdaniem ekspertów w tym przypadku autorstwo nie wzbudza wątpliwości. Mimo to nikt nie chciał zapłacić za dzieło 160 tys. zł. Nie znalazł się również chętny na "Akt" Henryka Epsteina wystawiony za 90 tys. zł i na XVIII-wieczny "Portret dziecięcy Ludwika XVII" Aleksandra Kucharskiego, ucznia Bacciarelliego wyceniony na 53 tys. zł.

     

    Pewne nazwiska, niepewna sprzedaż

    Pewniakiem aukcyjnym mała być pochodząca z 1922 roku "Kobieta siedząca na drabinie malarskiej" Jacka Malczewskiego, autora cieszącego się niezwykłym powodzeniem wśród kolekcjonerów. Cena wywoławcza  230 tys. zł okazała się tym razem za wysoka.

    Najwyższe wyceny mają kompozycje symboliczne Malczewskiego i  jego autoportrety. Wystarczy wspomnieć "Autoportret z Thanatosem" sprzedany w ubiegłym roku w Domu Aukcyjnym Agra-Art  za 362 tys. zł czy "Scenę symboliczną Thanatos", która została kupiona w krakowskiej Desie za 520 tys. zł.

    Na aukcji Rempeksu nie zmieniło również właściciela płótno Olgi Boznańskiej "W pracowni", które wystawiono z ceną wywoławczą 100 tys. zł. Nie było też chętnych na grafiki i rysunki, mimo że wyszły spod ręki takich artystów jak Józef Pankiewicz, Józef Mehoffer czy David II Teniers. Jednym z nielicznych wyjątków był Leon Chwistek, ale i za jego prace proponowano ceny poniżej wywoławczych. Poza zainteresowaniami kolekcjonerów pozostawały również akwarele. Nie sprzedano ani "Pejzażu miejskiego z rzeką" Meli Muter, ani "Widoku spod Krakowa" Leona Wyczółkowskiego.

     

    Erb wciąż w cenie

    Najwyższą wycenę na aukcji uzyskał niewielki, ale prześliczny olej Jana Stanisławskiego "Zmierzch", który sprzedano za 55 tys. zł, 15 tys. zł powyżej wyceny katalogowej. Mistrz pejzażu cieszy się dużym powodzeniem wśród kolekcjonerów. Jego dzieła pojawiają się jednak na rynku rzadko. Na  ogół są to niewielkie prace olejne malowane na tekturach. W ubiegłym roku, w którym obchodzono 100 rocznicę śmierci artysty, sprzedano ich sześć. W 2006 roku tylko dwa.  "Zmierzch" jest z nich najdroższy. Tymczasem jeszcze 10 lat temu za porównywalne prace Stanisławskiego płacono od 8 do 12 tys. Prawdopodobnie za kolejnych kilka lat dzisiejsze wyceny również będą się wydawały niskie.

    Znakomicie sprzedały się również dwie prace Erno Erba, genialnego lwowskiego samouka malującego szerokimi pociągnięciami pędzla i nasyconymi barwami. Dobra passa Erba trwa już drugi rok. Z dużymi, nawet kilkakrotnymi przebiciami kupowane są zarówno jego pejzaże, jak i sceny z targów i kwiaty. Tym razem "Baby na targu" Erba sprzedano za 10 tys. zł, dwukrotnie powyżej ceny wywoławczej, a "Kwiaty" za 4,8 tys. zł przy cenie katalogowej 3,5 tys. zł.

     

    Olbiński przebił Siudmaka

    Na aukcji sztuki współczesnej, która odbyła się tego samego dnia, mimo że nie brakowało ciekawych ofert, również zawiedli kupujący. Sprzedano zaledwie kilkanaście prac.

    Najdroższą pozycją w katalogu było "Czekanie III",  obraz Jana Tarasina z 1999 roku, który wyceniono na 80 tys. zł. Okazało się, że za wysoko, mimo urody dzieła. W ubiegłym roku ceny aukcyjne prac artysty nie przekroczyły 50 tys. zł. 

    Amatora nie znalazł również ekspresyjny, intensywny w kolorach "Pożar" Jerzego Tchórzewskiego z lat 60 wystawiony za 55 tys. zł, ani "Martwa naturą ze świątkiem" Wacława Taranczewskiego  za 50 tys. zł. Nie sprzedała się również baśniowa "Księżniczka" Wojtka Siudmaka  za 60 tys. zł. Wielbiciel  surrealistycznego malarstwa wybrał  "Balon" Rafała Olbińskiego, za który zapłacił wywoławcze  50 tys. zł. Z droższych pozycji zaoferowano jeszcze 30 tys. zł za  "Czeszącą się" Jana Szancenbacha. Było to jednak 8 tys. zł poniżej ceny wywoławczej.

    Powyżej wycen kupiono natomiast dwa assemblage Władysława Hasiora: "Medytacje" i "Pamięci dyrektora". Oba wystawiono po 7 tys. zł, a sprzedano odpowiednio za 9 i 10 tys. zł.

     

    Grafiki tylko on-line

    Grafika wciąż znajduje się na marginesie zainteresowań kolekcjonerów. Na aukcjach tradycyjnych niewiele prac jest kupowanych. Tymczasem na licytacjach internetowych za przysłowiowe grosze można kupić prace artystów z górnej półki.

    Na styczniowej aukcji on-line zorganizowanej przez Dom Aukcyjny Agra-Art również ich nie brakowało. Od 200 do 600 zł płacono za prace Stanisława Fijałkowskiego, Jana Dobkowskiego i Zbigniewa Dłubaka. "Autoportret" Jana Tarasina z 1990 roku podskoczył z wywoławczych 100 zł do 500 zł. "Contact" Henryka Opałki wystawiony za 1 tys. zł, sprzedano o 100 zł drożej. Zaciekle walczono o "Klęczącą" Jerzego Nowosielskiego z 1999 roku, którą sprzedano za 3,6 tys. zł, 260 proc. powyżej ceny wywoławczej. Największe przebicie zyskała jednak praca Antoniego Starczewskiego "CLGbl" z 1998 roku, którą kupiono za 1,2 tys. zł. Było to 1,1 tys. proc. powyżej ceny wywoławczej, która wynosiła zaledwie 100 zł.

    Prace Starczewskiego mogą być dobrą lokatą kapitału, zwłaszcza że są wciąż tanie. Ich atutem jest również  rozpoznawalność i znakomite odnajdowanie się zarówno we współczesnych wnętrzach, jak i urządzonych stylowymi meblami. Ostatnio prace Starczewskiego można było kupować nie tylko w  łódzkim Rynku Sztuki, ale również w Rempeksie, Desie Unicum i teraz w Agrze.

    Ewa Bednarz
    Redaktor Naczelna miesięcznika Antyki