Terenówką
w prawdziwy teren
Jazdy w terenie nie można się nauczyć czytając podręczniki. Trzeba
jej spróbować, najlepiej z pomocą doświadczonego instruktora. Kilka
wskazówek podajemy zawczasu.
Większość właścicieli samochodów terenowych porusza się nimi głównie
po równych, asfaltowych drogach. W takich warunkach technika ich
prowadzenia właściwie niczym nie różni się od prowadzenia auta osobowego.
Z jednym zastrzeżeniem są one wysokie i wyposażone w wysokie opony,
przez co prowadzą się gorzej w zakrętach.
Prawdziwą wartość auta terenowego poznamy dopiero wjeżdżając nim
w trudny górzysty lub piaszczysty teren pod warunkiem, że jest to
prawdziwa terenówka, mogąca zagwarantować niezapomniane przygody
na łonie dzikiej natury.
Zanim rozpoczniemy eskapadę, powinniśmy poznać i uwzględnić podstawowe
zasady bezpieczeństwa, szczególnie istotne przy jeździe w trudnym
terenie.
Trener
Zanim je omówię, jeszcze jedna istotna rada: trener.
Jeżdżąc na co dzień po drogach publicznych czasami decydujemy się
wynająć instruktora, by podrasować technikę jazdy. Pozbywamy się
zakorzenionych błędów, podnosimy poziom, ale i bez tego można sprawnie
przemierzać tysiące kilometrów. Na asfalcie bez szkolenia da się
pokonać prawie każdy odcinek, co najwyżej wolniej lub mniej bezpiecznie.
Z jazdą w trudnym terenie jest zgoła inaczej. Zawodnik, prawdziwy
off-roadowiec, pokaże nam rzeczy, o których się nam nie śniło. Bez
nauki nie mamy szans przejechać nawet średnio trudnej trasy.
Nie jestem wybitnym ekspertem od wyczynowej jazdy w terenie, ale
kilkanaście zasad i ciekawostek zasłyszanych u profesjonalistów
na pewno warto znać.
Na początek podstawy
W ciężki teren nigdy nie wybierajmy się samotnie. Ta wysokogórska
reguła jest naprawdę ważna. Pamiętajmy, że rzadko znajdujemy się
na terenie niczyim. Na profesjonalny trening powinniśmy zdobyć pozwolenie,
zanim wjedziemy na czyjąś własność. Zawsze zapinajmy pasy, pasażerowie
nie powinni wstawać ani nie wychylać się poza obrys auta (dotyczy
to samochodów bez dachu). Korzystajmy oczywiście z włączonego napędu
na 4 koła i reduktora.
Oprócz obowiązkowego wyposażenia - łopata, lina, lewarek, klocek
drewna, dobrze wyposażona apteczka - samochód powinien posiadać
dwa solidne haki holownicze z przodu i z tyłu, zamontowane do ramy.
W terenie lepiej nam będzie się podróżować bez ABS, dlatego należy
wyjąć odpowiedni bezpiecznik.
W piachu
W Polsce jest niewiele terenów piaszczystych, a wydmy są pod ochroną,
trudno więc znaleźć teren, na którym można się sprawdzić i przeżyć
przygodę. Tysiące turystów wyjeżdża na północ Afryki, najczęściej
do Tunezji, Egiptu lub Maroka. Czasami podczas pobytu zapuszczamy
się na skraj pustyni, gdzie jedną z atrakcji jest dziki krajobraz,
a jedynym środkiem lokomocji oprócz wielbłądów jest samochód oczywiście
terenowy. Z reguły jesteśmy wożeni, ale niekiedy sami możemy zasiąść
za kierownicą. Przygoda jedyna w swoim rodzaju, ale aby była bezpieczna,
trzeba coś wiedzieć na temat jazdy po podłożu sypkim.
Jeżeli teren jest miękki, bez twardych i ostrych elementów, ciśnienie
w oponach należy zmniejszać do poniżej jednej atmosfery. Dzięki
temu samochód nie będzie się zapadał. Trzeba jednak pamiętać o natychmiastowym
dopompowaniu opon po wyjechaniu na twardą nawierzchnię.
W piachu, w przeciwieństwie do głębokiej wody czy kamieni, starajmy
się jechać dość szybko. Jeżeli trzeba się zatrzymać, zróbmy to z
głową: ustawiając samochód z górki lub na twardszym podłożu. W razie
problemów z ruszeniem pomóc mogą specjalne aluminiowe podjazdy lub
zwykłe dywaniki podłogowe. Czasami trzeba skorzystać z zapasów wody,
aby zmoczyć piach pod kołami.
Pamiętajmy, że na pustyni piach jest wszechobecny, trzeba więc
odpowiednio zabezpieczyć filtr powietrza i wszystkie przełączniki.
I jeszcze klimatyzacja. Najlepiej jej nie używać, a jeśli już,
to jak najsłabiej. W terenie nigdy nie ma gwarancji, że przez dłuższy
czas nie będziemy wychodzić z samochodu, a nagła, duża różnica temperatur
to pewne przeziębienie. Poza tym klimatyzacja silnie wysusza powietrze,
źle wpływając na górne drogi oddechowe.
Podjazdy i zjazdy
Mając do pokonania dużą górę, warto najpierw upewnić się, co znajduje
się za nią. Jeżeli wszystko jest porządku, najlepiej wycofać auto
spory kawałek, wybrać odpowiedni bieg, włączyć skrzynię redukcyjną
i rozpędem wjechać na górę. Przed szczytem należy przyhamować lub
przynajmniej zdjąć nogę z gazu, aby zapobiec wyskoczeniu samochodu
w górę w przeciwnym razie może przekoziołkować.
Jeżeli na górkę nie możemy wjechać z rozpędu, wjeżdżajmy powoli
jednym biegiem. Jeżeli w trakcie podjazdu koła zaczną się ślizgać
i poczujemy, że nie damy rady koniecznie włączmy wsteczny bieg i
bez zbędnego kręcenia kierownicą, poddając się, zjedźmy w dół.
A teraz z górki. Też tylko jednym biegiem, aby hamować silnikiem
i jak najmniej używać hamulca.
Stosując te zasady można bez problemu pokonywać wzniesienia o kącie
45 stopni.
W głębokiej wodzie i po kamieniach
Gdy jedziemy np. w korycie rzeki, musimy pamiętać, żeby woda nie
dostała się do silnika przez filtr powietrza, który powinien być
umieszczony na dachu (tzw. komin).
Niektórzy zawodowcy potrafią pokonywać tak głęboką wodę, że stosują
następujące zasady:
Jedzie się bez zapiętych pasów i z otwartymi oknami, aby w razie
czego móc łatwiej wydostać się z pojazdu. Światła lepiej wyłączyć,
żeby nie uszkodzić żarówek.
Szczególnie w terenie o niewidocznym podłożu ukrytym pod wodą mogą
się przydać zamontowane wcześniej grube, metalowe osłony miski olejowej,
baku paliwa oraz elementów zawieszenia i układu napędowego.
Na podłożu kamienistym łatwo o uszkodzenie opony o ostry kamień;
w terenie tego typu opony powinny być wyposażone w dętki. W takich
warunkach dobrze sprawdza się skrzynia automatyczna, dzięki której
można jechać bardzo powoli.
Stuprocentowe blokady mechanizmów różnicowych umożliwią nam ruszenie
po zawiśnięciu samochodu na dużym głazie. Wtedy wystarczy, że jedno
koło ma przyczepność, pod drugie wkłada się mniejszy kamień i po
kłopocie.
Początkującym zalecam zasadę ogólną: uczyć się od zaawansowanych.
Odbyć kilka wycieczek z kimś doświadczonym, wstąpić do klubu off-roadowego,
stopniowo dawkować trudności, przez cały czas obserwując, jak jeżdżą
lepsi.
Piotr Wróblewski
Właściciel szkoły rajdowej