Polacy
nie boją się zadłużać
Wartość kredytów hipotecznych przekroczyła 100 mld zł. Coraz częściej
mieszkania kupowane są w całości z kredytu. Czy liberalne podejście
banków przy finansowaniu zakupu mieszkań nie doprowadzi do załamania
tego rynku i czy w Polsce może powtórzyć się kryzys amerykański?
W ostatnich latach rośnie popularność kredytów hipotecznych jako
głównego źródła finansowania zakupu mieszkania. Z roku na rok powiększa
się wartość udzielanych przez banki kredytów, a prognozy są jeszcze
lepsze.
Szacuje się, że relacja kredytów mieszkaniowych do PKB będzie w
2011 r. dwukrotnie wyższa niż obecnie i wyniesie 16-18 proc. W połowie
bieżącego roku stosunek ten wynosił 8,73 proc. Aż 55,75 proc. portfela
hipotecznego stanowią kredyty w walucie.
Na pierwszy rzut oka na rozwoju konkurencji oraz rynku korzystają
wszyscy - zarówno klienci, jak i banki. Dla banków kredyty oraz
pożyczki hipoteczne okazały się bardzo zyskownym przedsięwzięciem.
Rosnąca konkurencja powoduje, że oferowane pożyczki mają coraz atrakcyjniejsze
warunki dla klientów, a banki wydają dziesiątki milionów złotych
rocznie na reklamy, które zachęcają klientów do skorzystania z ich
produktów.
Dadzą nawet zaraz po studiach
Początki rynku kredytów hipotecznych nie obfitowały jednak w reklamy
i zachęty. W 2000 r. niewiele było instytucji oferujących atrakcyjny
kredyt mieszkaniowy. Marże sięgały 4 proc., pomimo zdolności kredytowej
oraz odpowiedniego zabezpieczenia hipotecznego. Żeby zaciągnąć pożyczkę
na zakup mieszkania czy budowę domu, należało udokumentować bankowi
posiadany wkład własny, tak aby bankowa pożyczka stanowiła uzupełnienie
i dopełnienie inwestycji w nieruchomość. Poszkodowani byli ci, którzy
mieli niestandardowe źródło dochodu. Banki, nieskore do ryzyka,
wnikliwie weryfikowały dochody i ich pochodzenie, najchętniej w
roli klienta widząc tylko pełnoprawnego etatowca.
Już dawno minęły te czasy. Niewiele pozostało po tamtym ostrożnym,
selektywnym przydziale kredytu. Dzisiaj kredyt może uzyskać osoba
zaraz po studiach, z kilkumiesięcznym stażem pracy. Banki nie tylko
nie wymagają już wkładu własnego, ale finansują zakup w kwocie przewyższającej
wartość nabywanej nieruchomości. Oferowane marże są coraz niższe,
kalkulatory wyliczające zdolność coraz bardziej pobłażliwe.
Zmiany w procedurach i regulaminach to konsekwencja nieuniknionego
rozwoju tego rynku. Kopiowanie modeli sprawdzonych na Zachodzie,
do tego kilka lat analizy portfela, zachowań kredytobiorców i ryzyka
sprawiły, że banki poczuły się pewniej. Doświadczenie oraz rentowność
tego biznesu złagodziły kryteria przyznawania pożyczek.
Banki dziękują za mieszkaniową hossę
Boom mieszkaniowy i zapotrzebowanie na bankowy pieniądz sprowadziły
do banków oraz agencji pośredniczących rzesze klientów. Chęć posiadania
własnego mieszkania oraz zachęty ze strony banków skusiły także
tych, którzy do tej pory nawet nie marzyli o własnym mieszkaniu.
Niektórzy, zwabieni tą łatwością, kupowali mieszkania, które nie
były na miarę ich faktycznych finansowych możliwości. Część klientów,
a także doradców wyliczała ratę kredytową "na styk", jakby zapominając,
że kredyt to zobowiązanie długoterminowe. Wielu z nich nie było
i często nadal nie jest świadomych ryzyka walutowego czy stopy procentowej.
Mimo wszystko udział kredytów straconych szacuje się na niecałe
3 proc. wszystkich udzielonych. Zgodnie z opublikowanym przez IBnGR
raportem, kredyty udzielone we frankach są spłacane lepiej niż kredyty
złotowe.
Taki procent nie doprowadzi jeszcze do zapaści podobnej do tej,
którą obserwujemy na rynku amerykańskim. Tym bardziej, że jakość
i perspektywy polskiego rynku kredytów hipotecznych - przynajmniej
na razie - są dobre. Mogą wprawdzie trafić się klienci, którzy napotkają
na swojej hipotecznej drodze problemy, jednakże wszystko wokół wskazuje
na to, że większość z nich ominą bolączki ze spłatą i obsługą kredytu.
Stanie się to w dużej mierze dzięki sprzyjającemu otoczeniu makroekonomicznemu.
Nie takie ryzyko straszne
Swego czasu dużo mówiło się o ryzyku kursowym, podając je za jedną
z głównych przyczyn potencjalnych kłopotów kredytowych. Wielu klientów
o ryzyku związanym z walutą miało jednak niewielką wiedzę. Kredyt
walutowy oznaczał niższą ratę i to już powodowało, że klient mylił
komfort kredytowy z bezpieczeństwem kredytu. Ta niewielka świadomość
oraz brak ze strony banku obowiązku informowania o ryzyku kursowym
mogłyby stać się bardzo poważnym problemem, gdyby złotówka zmęczona
swą siłą zaczęła się osłabiać. Oznaczałoby to, że nieświadomi klienci
musieliby płacić wyższe raty, a ich nieruchomości w wielu przypadkach
stałyby się mniej warte niż aktualne zadłużenie w banku.
Rosnąca liczba kredytów udzielanych we frankach szwajcarskich sprawiła
jednak, że tematem waluty zaczęły interesować się instytucje finansowe.
Wprawdzie największy udział w dyskusji miały te, które kredytów
we frankach nie oferowały, ale koniec końców wszystkie banki wprowadziły
tzw. Rekomendację S. Miała ona stać się lekarstwem na gorączkę kursową.
Gorączka jednak nie przyszła i obecnie niewiele wskazuje na to,
żeby się pojawiła. Złotówka się umacnia i żadnych przesłanek do
długoterminowego odwrócenia się trendu nie widać. Ryzyko związane
z walutą przestało zatem być istotnym niebezpieczeństwem dla stabilności
sektora hipotecznego.
Dokąd prowadzą stopy?
Aktualnym tematem jest ryzyko związane ze stopami procentowymi,
jako że one także wpływają na wysokość raty. Ten aspekt łączy nasz
rynek z rynkiem amerykańskim. Rosnące stopy procentowe są odpowiedzią
na rosnące ryzyko inflacji. A to ostatnio powiększa się na całym
świecie. Jeżeli założymy, że część klientów miała raty wyliczone
"na styk", to zwyżka oprocentowania kredytu o 1 czy 2 punkty procentowe
może napiąć budżet domowy i spowodować chaos w spłatach. Czy może
on wywłoać szkody podobne do tych, które wyrządziły podwyżki stóp
procentowych w USA?
Owszem, może spowodować szkody. Pozostaje jednak pytanie, ilu klientów
z kredytami we frankach i w złotówkach obliczało w kalkulatorze
swoje raty co do złotówki.
Niespłacanie rat w całości lub nieterminowo wymusza odpowiednią
klasyfikację takiego klienta i jego kredytu w bankowym bilansie.
I to jest już szkoda. Wprawdzie nie dla systemu bankowego, tylko
dla banku, który przez takiego delikwenta tworzy rezerwy i odpisuje
je sobie od zysku. To jeszcze jednak kryzysu nie wywoła.
Moda na nieruchomości
Odrębnym tematem jest finansowanie nieruchomości. Ceny mieszkań,
domów, działek rosną nieprzerwanie od kilku lat. Gdzieś zapewne
jest granica tych wzrostów, przynajmniej dla niektórych inwestycji
i lokalizacji. Część znawców rynku spekuluje, że właśnie się do
niej zbliżyliśmy.
Rzeczywiście, rynek nieruchomości przyhamował w ostatnich miesiącach.
Dla nowo zaciąganych kredytów nie stanowi to żadnego zagrożenia.
Dla już udzielonych spadające ceny nieruchomości mogą mieć wpływ
na wartość zabezpieczenia.
Czy jednak spadek ten jest aż tak odczuwalny i czy może w dramatyczny
sposób wpłynąć na sytuację banków lub starających się o kredyt nowych
klientów? Nic na to nie wskazuje. Pomimo widocznego zastoju na rynku
nieruchomości boom kredytowy trwa w najlepsze. Banki oferują coraz
to nowe promocje, prześcigają się w pomysłach na uwiedzenie klienta.
Nie ma natomiast jakichkolwiek informacji o słabości rynku bankowego.
Sytuacja w Stanach a kredyty nad Wisłą
Rynek kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych ma wieloletnią
tradycję i doświadczenie. Odpowiednie regulacje prawne ułatwiają
bankom wtórny obrót nieruchomościami.
Klient niebędący w stanie spłacać kredytu przynosił do banku klucze
od domu, a te trafiały w ciągu kilku miesięcy do nowego właściciela.
Ceny nieruchomości rosły o kilkanaście procent rocznie, w niektórych
stanach nawet kilkadziesiąt. Większość Amerykanów miała swój domek
na wzgórzu lub przynajmniej mieszkanie na przedmieściach, zakupione
dzięki bankowym kredytom.
Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że część kredytów
była udzielana na bankowe słowo honoru. Kredyty zaciągały osoby
bez stałej pracy, niektórzy bez perspektyw na nią, bez doświadczenia,
a w przypadku imigrantów nawet bez znajomości języka.
Do czasu pierwszej obniżki 18 września tego roku stopy procentowe
w Stanach rosły nieprzerwanie od 2004 r. Wyższe raty spowodowały
problemy ze spłatą hipotek. Ale to nie tylko wyższe stopy procentowe
przyczyniły się do kryzysu. Pod koniec 2006 r. zauważono, że
niepokojąco zwiększa się odsetek osób biorących kredyty podwyższonego
ryzyka, którzy nie spłacają nawet pierwszej raty. Zatem w tym przypadku
zaczęło mieć negatywne znaczenie nie tylko rosnące oprocentowanie.
Brak wypłacalności klientów doprowadził do bankructw wiele firm
zajmujących się udzielaniem pożyczek na dom. O konsekwencjach tego
kryzysu głośno było i nadal jest na całym świecie, jako że pod subprime
loans emitowane były papiery wartościowe, które są w portfelach
wielu banków i funduszy hedgingowych.
Czy gdyby instytucje kredytowe w Stanach Zjednoczonych mniej liberalnie
podchodziły do potencjalnych kredytobiorców i stosowały surowsze
kryteria przyznawania pożyczek, to doszłoby do takiego załamania?
To pytanie jest dość istotne w obliczu obecnej polityki polskich
banków. Zmierza ona do obdarowania kredytem praktycznie każdego
zainteresowanego, nawet klientów o bardzo skromnych dochodach.
Co zdecyduje o bezpieczeństwie kredytów?
To nie ryzyko kursowe kredytów zaciągniętych we franku szwajcarskim
ani też ryzyko wyższego oprocentowania kredytu złotowego stanowić
będzie o jakości i stabilności portfela kredytowego polskich banków.
To nie wykresy franka i LIBOR-u uchronią nas przed kryzysem podobnym
do amerykańskiego, ale większa uwaga banków skierowana na przyszłych
kredytobiorców, ich dochody i wydatki.
Wprawdzie w tak dobrym otoczeniu makroekonomicznym, jakiego obecnie
doświadczamy, przy malejącym bezrobociu i wzroście płac na poziomie
prawie 10 proc. rocznie, trudno odmówić racji klientowi, który w
swój scenariusz finansowy wpisuje wyższe dochody. Jednak należy
pamiętać, że kryzysy i nieszczęścia finansowe to nie zły los, ale
splot wydarzeń, przed którymi można się zabezpieczyć.
| Dane oraz prognozy dotyczące kredytów
mieszkaniowych wg Raportu IBnGR |
| Lata |
2006 |
2007 |
2008 |
2009 |
2010 |
2011 |
| Wartość kredytów (mld zł) |
77,7 |
108 |
142 |
176 |
210 |
248 |
Magdalena Łużyńska
Private Banker | Noble Bank