Na mieszkaniach można jeszcze
zarabiać
Jarosław Szanajca, prezes Dom
Development i Polskiego Związku Firm Deweloperskich w rozmowie z PB rozwiewa
czarne chmury wiszące nad branżą i przyszłością budownictwa mieszkaniowego w
Polsce.
Emil Szweda: Czy ceny
mieszkań spadną?
Jarosław Szanajca: Stagnacja na rynku mieszkaniowym trwa już
kolejny kwartał, ale jak dotąd nie prowadzi do wyraźnego spadku cen i do niego
nie doprowadzi. Póki co, będziemy obserwować pewną stabilizację, ale w drugim
półroczu, może pod jego koniec, ceny ponownie zaczną rosnąć, choć już nie tak
dynamicznie. Myślę, że w skali roku mieszkania podrożeją o kilka procent, w
granicach inflacji.
E.S: Ponieważ?
J.S.: Rynek odreagowuje czy też już odreagował dynamiczny
wzrost cen z poprzednich lat. Część klientów czeka z zakupami licząc na dalszy
spadek cen. Ale kiedy przekonają się, że ceny nie spadają, wrócą na rynek i
zaakceptują obecne ceny. Będzie im sprzyjał wzrost zarobków w Polsce i wzrost
zatrudnienia, który poprawi ich zdolność kredytową. Liczenie na spadki cen w
takiej sytuacji gospodarczej w jakiej się Polska znajduje, nie jest racjonalne.
E.S: Ale wzrost stóp
procentowych tą zdolność kredytową ogranicza.
J.S.: Wzrost oprocentowania kredytów to oczywiście nie jest
dobry sygnał. Jednak on jest bolesny dla tych, którzy kredyty już zaciągnęli,
już je spłacają, już mają swoje mieszkania. Natomiast dla nowych
kredytobiorców, dla osób które mieszkania dopiero kupią, to jest kwestia
aktualnej zdolności kredytowej i ona będzie rosła ze względu na wynagrodzenia.
U nas nie ma kredytów subprime, które zapoczątkowały kryzys w USA. U nas
takiego kryzysu nie będzie.
E.S.: Mamy za to inny
problem. Drożeją materiały budowlane, rosną koszty robocizny.
J.S.: W funkcji czasu są to elementy koszto- i cenotwórcze.
Jeden z tych elementów układanki, który nie pozwoli na spadek cen mieszkań w
długim terminie.
E.S.: I zarazem
czynnik, który może wyeliminować z rynku mniejszych deweloperów. Wielu z nich
może próbować obniżać ceny, żeby się na nim utrzymać.
J.S.: Rozróżnianie na małych i dużych deweloperów nie jest
uprawnione. Raczej na doświadczonych i mniej doświadczonych. Jest grupa firm
bez doświadczenia, powstałych na fali zainteresowania budownictwem
mieszkaniowym w Polsce w ostatnich latach. I statystycznie czas, w którym
kończy się boom mieszkaniowy, a zaczyna walka o klientów, może oznaczać dla
nich kłopoty z wypadnięciem z rynku włącznie. Jeśli nie mają dobrych
technicznie projektów, jeśli one mają słabą lokalizację, to tym pewniejsze są
ich kłopoty. Ale granie ceną to nie jest skuteczny środek na tę sytuację.
E.S.: A co nim jest?
J.S.: Dobry projekt, w dobrej lokalizacji obroni się w
każdych warunkach, bez konieczności obniżania ceny. Większość klientów szuka
mieszkania dla siebie, takiego w którym potem zamieszka. Oni poszukują przede
wszystkim dobrych projektów, bo chcą zrealizować swoje marzenia. A na
marzeniach się nie oszczędza. Więc jeśli będą mieli wybór mieszkania, które
spełnia ich kryteria za osiągalną dla nich cenę i mieszkanie, które od tych marzeń
za daleko odbiega, to wybiorą to mieszkanie, tę lokalizację, która spełni ich
kryteria. Więc liczy się przede wszystkim jakość, sposób w jaki te marzenia
mogą być spełniane, a potrzeby zaspokajane.
E.S.: A w Dom
Development promocje, obniżki cen, się nie zdarzają?
J.S.: Oczywiście. Nie tylko się zdarzają, one pojawiają się
regularnie. Najczęściej wtedy, kiedy większość mieszkań jest już sprzedana i
zasiedlona. Wtedy nie opłaca nam się trzymać pojedynczych mieszkań w bloku
one są sprzedawane w promocyjnej ofercie. Inna tego rodzaju sytuacja może mieć
miejsce, kiedy trzeba w danym projekcie szybko sprzedać część mieszkań już na
początkowym etapie inwestycji. Żeby ona w miarę szybko uzyskała swoją masę
krytyczną, zapewniła odpowiedni obieg kapitału.
E.S.: Czy zdarza się
już, że deweloperzy o mniejszym doświadczeniu chcą odsprzedać wam swoje
projekty?
J.S.: Jak do tej pory nie przejęliśmy żadnego projektu od
innych deweloperów, choć takie oferty zdarzają się coraz częściej. Prawda jest
jednak taka, że jak ktoś ma dobry projekt, to nie chce go sprzedać. A jak chce,
to znaczy, że sam w niego nie wierzy. Na obecnym etapie rynku w przejmowanie
projektów nie wierzę. Branża nadal bardzo się ceni, to dotyczy wszystkich firm.
Więc oferty sprzedaży jakie się trafiają, nie są atrakcyjne z punktu widzenia
kupującego, przejmującego projekt.
E.S.: Czy z gruntami
sytuacja jest podobna?
J.S.: Bardzo ciężko jest kupić dobry grunt. Może nie
fizycznie, ale przede wszystkim problemem jest brak planów zagospodarowania
przestrzennego. Pod tym względem Warszawa jest bardzo źle zarządzana, trudno
dostać pozwolenia na budowę, po prostu trudno w tym mieście budować.
Z drugiej strony ci, którzy posiadają ziemię nie mają żadnej
motywacji, żeby się jej pozbywać. Grunty są bardzo tanie w utrzymaniu. To
prowadzi nas do kolejnej konkluzji nie wierzymy w spadek cen gruntów. Może
będzie mniej transakcji w najbliższym okresie, ale sprzedający nie zrezygnują
ze swoich cen. Po prostu poczekają, aż rynek znów będzie głodny ziemi, aż
znajdzie się ktoś, kto odpowiednią cenę zapłaci.
E.S.: Kolejny problem
budownictwa mieszkaniowego, to wykonawcy. Czy emigracja zarobkowa nie
spowodowała m.in. spadku kwalifikacji robotników budujących teraz mieszkania?
J.S.: To jest raczej problem generalnych wykonawców niż
deweloperów. Problem związany z emigracją zarobkową rzeczywiście był, skala
wyjazdów zaskoczyła wszystkich. Ale firmy budowlane postawiły wtedy na
szkolenia swoich kadr i swoich nowych kadr. Powstałą lukę zapełniono i sytuacja
jest opanowana. Nie tylko samymi szkoleniami zresztą. Trzeba teraz też więcej
robotnikom płacić, bardziej dbać o ich warunki socjalne. Barakowozy już nikomu
nie wystarczają.
Co do jakości prac, to trzeba sobie powiedzieć, że w Polsce
od lat buduje się bardzo dobrze stąd tak wielki popyt na naszych majstrów za
granicą. Niewiele krajów europejskich może się chwalić taką jakością robót
budowlanych w mieszkaniówce.
E.S.: Czy nadal
opłaca się inwestować w mieszkania? Traktować je jako lokatę kapitału?
J.S.: Oczywiście odpowiedź brzmi zależy.
Zależy gdzie i jak to zrobić. Na pewno na dalszy wzrost cen
mają szanse wyjątkowe lokalizacje. Takie, których nie da się zastąpić niczym
innym. Krakowskiego Przedmieścia nie można wydłużyć, Krupówek czy Monte Cassino
też nie. Najczęściej okazuje się, że takie lokalizacje mają już wysokie ceny,
ale doświadczenie uczy, że te ceny mają swoje uzasadnienie. Pamiętam kilka lat
temu jaki szok wywołało pojawienie się pierwszych apartamentów za milion
złotych. Dziś nikt nie kwestionuje, że ich kupno było świetną inwestycją mimo
zawrotnej jak na owe czasy ceny 4 tys. PLN za metr kwadratowy. Paradoksalnie
więc dobre lokalizacje powiązane z wysoką jakością samych lokali dają pewną
rękojmię wzrostu wartości.
Inny sposób inwestowania w mieszkania, to tereny nowe,
niemal dziewicze. Tam, gdzie dziś niewiele się dzieje, ceny są jeszcze niskie.
Ale jeśli tam będzie powstawało miasto, pojawi się infrastruktura, pojawią się
liczni sąsiedzi tam ceny pójdą w górę. Więc to jest inwestycja w rozwój
pewnych osiedli, dzielnic czy nawet miast i ona także w długim terminie ma
szanse się sprawdzić.
E.S.: Czy domy jednorodzinne nie są już konkurencją dla apartamentów, dla
tych tzw. dobrych adresów?
J.S.: Jeśli chodzi o porównanie cen, to oczywiście domy
budowane samemu, systemem gospodarczym, taką konkurencją mogą być. One mogą być
atrakcyjne cenowo, ale to są rozwiązania które mają swoje zalety i wady. Ktoś
lubi ciszę i spokój, ktoś inny wygodną komunikację z centrum.
E.S.: Ale czy już
dokonuje się skręt rynku w stronę domów jednorodzinnych.
J.S.: Skręt to jeszcze za duże słowo. Trzeba się raczej
zastanawiać, czy on się kiedyś pojawi. Wszędzie w Europie klasa średnia mieszka
w domkach na przedmieściach, ale to jest w dużej mierze kwestia infrastruktury
komunikacyjnej. Kiedy ona się pojawi, pojawi się też większe zainteresowanie
domami. Ale to raczej długoterminowa perspektywa w przypadku polskich miast.
E.S.: Dziękuję za
rozmowę.