Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
"Jak nie masz 1,5 mln zł, nie podchodź do Ameryki". Jak start-up z Wrocławia chce podbić rynek inteligentnych urządzeń

"Jak nie masz 1,5 mln zł, nie podchodź do Ameryki". Jak start-up z Wrocławia chce podbić rynek inteligentnych urządzeń

Radosław Tadajewski, właściciel OORT Fot. materiały prasowe OORT
Radosław Tadajewski, właściciel OORT
Współpracuje ze światowymi gigantami jak Intel, IBM czy Orange, by umożliwić ludziom mieszkanie w "inteligentnych domach". Radosław Tadajewski, właściciel i - jak sam siebie nazywa - czarodziej wrocławskiej firmy OORT, opowiada money.pl, jak stara się robić biznes za oceanem. - Jak nie masz 1,5 miliona złotych, to nie podchodź do Ameryki - twierdzi Tadajewski, który oprócz inteligentnych technologii działa też w wielu innych dziedzinach. O jego agencji marketingowej głośno było po ostatnich wyborach samorządowych, w których miała pomagać partiom w internecie.

OORT to firma, która powstała na przełomie 2013 i 2014 roku, a dziś stawiana jest w gronie najbardziej obiecujących start-upów na świecie. Produkuje inteligentne urządzenia dla domu, którymi można sterować przy pomocy aplikacji mobilnej. Chodzi tu przede wszystkim o gniazdka elektryczne, żarówki a już niedługo również termostaty. Firma zaczynała jednak od tzw. "finderów", czyli breloczków, które pomagają odnaleźć zapodziane klucze, torebki czy zwierzęta.

Jakub Ceglarz, money.pl: Jak jechałem na tę rozmowę, to przez kilka dobrych minut szukałem kluczy do samochodu. U was też to się tak zaczęło?

Radosław Tadajewski, prezes OORT: (śmiech) To był rzeczywiście jeden z pierwszych problemów, które mieliśmy na tapecie i od niego zaczęliśmy. Jak człowiek ma małe dzieci, to gdy już uda się je wszystkie ubrać i przygotować do wyjścia z domu, a okazuje się, że nie można znaleźć kluczy, to stres jest większy niż przy turbulencjach w samolocie. Ale nie jest też tak, że to tylko bajer i gadżet. Widziałeś zresztą, że jak przed chwilą wrzucałem swoje klucze do torby, to było przy nich nasze urządzenie. Mam ich w sumie z osiem i naprawdę zaoszczędziły mi sporo nerwów. Więc poniekąd tak jest - od tego zaczynaliśmy i to "zaskoczyło", bo nie ze wszystkimi naszymi pomysłami tak było.

Na przykład?

Gdy zaczynaliśmy nieco ponad dwa lata temu, przyjęliśmy trochę błędne założenie. Wydawało nam się, że ludzie będą chcieli mieć inteligentne domy, rozumiane jako system urządzeń, które będą łatwe do zamontowania i konfiguracji. Życie pokazało, że to nie o to chodzi. Dzięki Bogu, przekonali się o tym przede wszystkim nasi konkurenci, tacy jak Revolv, Wink czy SmartThings.

Nauczyliście się więc na nieswoich błędach?

Owszem, choć i my na początku obraliśmy podobną ścieżkę. Wszystkie wspomniane firmy były na rynku przed nami i miały ogromne finansowanie, które w całości przeznaczyły na rozwój takiego całościowego systemu. Efekt jest taki, że dwóch z nich już w zasadzie nie ma. Wink na przykład spalił ponad 200 milionów dolarów, czyli prawie miliard złotych, które otrzymał od najmądrzejszych inwestorów w Stanach, takich jak RRE czy General Electric. Mieli więc nie tylko partnera technologicznego, ale przede wszystkim dostęp do systemu dystrybucji. A mimo to umoczyli, podobnie jak Revolv, gdzie znam wielu ludzi, a zostali przejęci za czapkę śliwek.

To czym w takim razie wy się od nich różnicie?

Większość start-upów działa w ten sposób, że mają jakąś technologię, którą rozwijają, przy której sobie dłubią i dopiero jak skończą, to wychodzą z nią na rynek. My od początku staraliśmy się być bardzo blisko rynku, rozmawialiśmy z klientami, w tym przede wszystkim z firmami telekomunikacyjnymi, jeździliśmy na konferencje. Na początku jako słuchacze i obserwatorzy, później już jako prelegenci. Spędziliśmy tysiące godzin na rozmowach z ludźmi i to zmieniło naszą strategię. Pewnie dzięki temu nie mamy dzisiaj konkurencji na świecie - może tylko Nest robi mniej więcej to, co my.

Poza tym problemem konkurentów było to, że ich sprzęt był bardzo awaryjny. Taki Wink stworzył cały system urządzeń, połączonych między sobą bezprzewodowo, nawet sporo ich sprzedał. Problem w tym, że jak coś ma działać bezprzewodowo, to bardzo trudno to wyprodukować tak, by nie było awaryjne. Później sam prezes firmy w wywiadzie przyznał, że nie dziwi się, że ludzie nie chcą tego kupować, skoro mogą mieć rzeczy bardziej niezawodne, a do tego tańsze.

Przecież wasze produkty też działają bezprzewodowo.

To prawda, ale my skupiliśmy się nie na całym systemie, ale na pojedynczych urządzeniach. Mamy bardzo prostą strategię: produkty muszą być ekstremalnie łatwe w użytkowaniu, niedrogie i działać jako samodzielne urządzenia. U nas nie trzeba kupować żadnych centralek, które są konieczne do sterowania, ani przesadnych bajerów. Wyznajemy też zasadę klocków Lego, czyli nie zakładamy, że ludzie chcą kupić cały system od razu. Jak klientowi spodoba się inteligentna żarówka, to kupi następne i każda będzie działać niezależnie.

Mówimy o inteligentnych żarówkach, breloczkach. Co to właściwie znaczy? Czym jest ten "internet rzeczy", którym się zajmujecie?

Jeszcze raz podkreślę, że to nie są gadżety, które służą do tego, by chwalić się znajomym zazwyczaj po kilku kieliszkach wina, że mam w lampie żarówkę zmieniającą kolory i mrugającą, a na dodatek mogę ją gasić przy użyciu aplikacji na smartfonie. To są rzeczy, które rozwiązują realne potrzeby, ułatwiają życie. Na przykład taka żarówka sama dostosowuje barwę czy natężenie do oświetlenia naturalnego czy wybiera najwygodniejsze światło, gdy chcemy poczytać książkę przed snem.

Ale co jest złego w zwykłych żarówkach? Przy nich też można czytać książki.

To prawda, ale to nie jedyne zastosowanie naszego produktu. Niedługo powinniśmy uruchomić funkcjonalność, która pozwoli aktywować tzw. holiday mode. Można więc za pomocą telefonu zrobić tak, że światło będzie się zapalać i gasnąć tak, jakby ktoś był w domu, podczas gdy my możemy spokojnie wyjechać na urlop.

Poza tym, mamy też gotowy kolejny produkt, który niedługo wypuścimy na rynek. Chodzi o termostaty. Można dzięki niemu regulować temperaturę tak, że w każdym pokoju będzie ona inna. Wiadomo, że w sypialni wolimy, gdy jest chłodniej, a w łazience czy pokoju dziecięcym - cieplej. Nie ma potrzeby, by kaloryfery chodziły przez pełne 12 godzin, gdy nikogo nie ma w domu.

Można je na przykład po prostu ręcznie zakręcić.

A znasz kogoś, kto co wieczór lata po wszystkich pokojach, żeby skręcić ogrzewanie na noc albo wstaje o 5 rano, żeby nagrzać w sypialni dziecka? Uprzedzając wątpliwości - to jasne, że są na rynku urządzenia, które pozwalają zrobić coś takiego. Tylko problem polega na tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej - musisz kupić centralkę, do tego osobne termostaty i w sumie wychodzi ładnych kilka tysięcy, a przy dużym domu jeszcze więcej. Poza tym często sterujesz wszystkimi grzejnikami naraz, a nie każdym z osobna.

A tak samodzielnie montujesz nasze termostaty na kilku kaloryferach, zakładasz profil w aplikacji i on zapamiętuje twoje ustawienia. Sam mam takie urządzenia w domu i na przykład u dzieci ogrzewanie chodzi tylko od 5 do 7 rano, żeby miały ciepło jak wstaną, no i po południu, jak wrócą do domu. Podobnie w innych pokojach. Okazuje się więc, że potrzebne jest ogrzewanie tylko przez kilka godzin w ciągu dnia, a nie od rana do wieczora. To ma jeszcze jeden plus.

Oszczędność na rachunkach.

Dokładnie. Od kiedy zamontowałem nasze termostaty, to za ogrzewanie płacę prawie 30 procent mniej niż do tej pory. I to jest ta realna korzyść, o której mówiłem wcześniej. Choć przyznaję, że kwestia oszczędności nie była kluczowa, gdy projektowaliśmy nasze urządzenie. Nie myślałem, jak taki stereotypowy, skąpy Szkot, tylko myślałem bardziej o moim komforcie.

Ale jak jesteś ultrakonserwatystą, to na początku, zanim się oswoisz z technologią, możesz też każdy termostat ustawiać ręcznie, nie jesteś skazany na aplikację. I tu też możesz zastosować wspomniany wcześniej tryb urlopowy. Wpisujesz na smartfonie datę powrotu i dopiero wtedy ogrzewanie zacznie działać według ustawień, jak jesteś poza domem to grzejniki przechodzą w tryb oszczędzania energii.

Skoro jesteśmy przy tym trybie wakacyjnym, to powiem jeszcze, że wykorzystujemy nasze urządzenia do współpracy z innymi firmami, w tym przypadku z AXA, czyli jednym największym ubezpieczycieli na świecie. I jak uruchamiasz ten tryb w naszej aplikacji, to docelowo chcemy, żeby pojawiało się powiadomienie, że za tyle i tyle złotych możesz ubezpieczyć dom od kradzieży na okres kilkunastu dni, niekoniecznie od razu wykupować polisę na cały rok.

Ale to nie jedyna firma, z którą współpracujecie.

Tak, jesteśmy też w trwałej współpracy z jedną z polskich spółek energetycznych i mogę zdradzić, że dzięki temu niedługo zmodyfikujemy nasze inteligentne gniazdka w taki sposób, którego jeszcze na świecie nie było. A mamy podstawy tak sądzić, bo jednym z członków naszej "rady doradców" (ang. Board of advisors - organ charakterystyczny dla firm amerykańskich) jest człowiek, który kiedyś był szefem innowacji E.ON, czyli największej europejskiej spółce energetycznej, a dziś zajmuje to stanowisko w niemieckim RWE, czyli drugim co do wielkości podmiocie na tym rynku.

Oprócz tego blisko współpracujemy z IBM w dziedzinie obróbki i przetwarzania danych, czyli tzw. big data, ale również z Intelem, Deutsche Telekom czy Cisco.

Udało nam się również niedawno wejść we współpracę z Orange, który przed świętami zaczął w swoich polskich salonach sprzedawać nasze żarówki, a kilka dni temu otrzymaliśmy decyzję, że będą one sprzedawane również globalnie.

Na następnej stronie dowiesz się, gdzie można kupić produkty OORT i jak to zrobić, by z rynku lokalnego zaistnieć na całym świecie

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
SmartGuy
89.68.157.* 2016-02-15 23:51
Nie wiem skąd taka informacja że nie mają konkurencji. Można wyliczać bez końca biorąc pod uwagę Polskę (Turboegg.com, Fibaro, ect) USA (FitBit, Withings, NOKE, ...)...
--
Komentarz wysłany ze strony mobilnej
http://m.money.pl/
Raffff
83.29.47.* 2016-02-14 11:17
Te produkty to w sumie kopie tego co na rynku już jest...żadna nowość ale gratuluję odwagi.
hyugo
176.101.128.* 2016-02-14 10:50
No fakt, termostatu wifi szukalem, ale są na BT. Jakbym robił start up z każdego pomysłu który chce mieć, to jak widać, mam szansę. ;)
--
Komentarz wysłany ze strony mobilnej
http://m.money.pl/
Zobacz więcej komentarzy (45)