Na skróty
Money.plManagerStrategiePsychologia biznesuStrategie inwestycyjne. Jak z głową zarabiać na giełdzie
2011-12-12 12:51
Strategie inwestycyjne. Jak z głową zarabiać na giełdzie
[fot: kryczka/iStockphoto]

Strategie inwestycyjne. Jak z głową zarabiać na giełdzie

Autor: Adam Jagielnicki

1 / 2

Spekulacje średnioterminowe

Efekt stadny

Efekt stadny to inaczej moda na niektóre branże lub spółki. Efekt stadny powstaje wtedy, gdy na rynku jest wielu nowych inwestorów lub gdy spekulanci poszukują następnej spółki do swoich spekulacji. Nowi inwestorzy nie mają rozeznania w rynku, więc w sposób naturalny szukają pomocy u analityków. Słuchają ich wypowiedzi w telewizji lub czytają ich opinie i rekomendacje w internecie i gazecie Parkiet. Ponieważ sami nie potrafią ocenić spółki, wypowiedzi analityków przyjmują jako wiarygodne.

Tak powstaje początkowy wzrost zainteresowania spółką. Wzrost zainteresowania przekłada się na wzrost popytu, a to powoduje wzrost kursu akcji. Dalszy wzrost kursu nie musi już być podpierany przez analityków. Spółka zaczyna być podawana we wszystkich wykazach rosnących kursów akcji, a to przyciąga następnych chętnych do kupna akcji. Powstaje pewnego rodzaju sprzężenie zwrotne. Wzrost kursu napędza nowy popyt. Nowy popyt napędza wzrost kursu. Ponieważ w zjawisku tym uczestniczy bardzo wielu nowicjuszy, nazwano to efektem stadnym.

Podobnie jak w stadzie większość postępuje tak samo, choć nowicjusze nie zdają sobie sprawy z wartości tego, co kupują, ani też z ryzyka, jakie ponoszą. Większość też nie wie, kiedy zamknąć pozycje. Na dodatek wytwarza się w nich fałszywe przeświadczenie o własnym szczęściu lub nieomylności. Radość i duma często zamieniają się w chciwość, a to powoduje, że dokupują jeszcze akcji za kredyty, nie patrząc na kursy. Jak to się kończy? Jak zwykle. Dużymi spadkami, a dla tych, którzy kupili na końcu - stratami. Czy warto się więc dołączać do takiego pospolitego ruszenia?

Oczywiście że tak, tylko z rozwagą. Ponieważ jesteśmy inwestorami z pewną wiedzą i doświadczeniem, to możemy najpierw wycenić akcje spółki. Wycena ta pozwoli ocenić punkt startu, czyli czy akcje już na starcie są przewartościowane, a jeśli tak, to o ile. Następnie dołączamy się, kupując akcje spółki. Aby zorientować się, kiedy zamknąć pozycję, obserwujemy notowania spółki w analizie technicznej. Szczególnie powinien nas interesować wolumen obrotu oraz szybkość wzrostu kursu. Kiedy zaobserwujemy, że wolumen obrotów już nie rośnie, a wzrost kursu słabnie, będzie to odpowiedni moment na zamknięcie pozycji. Nie czekamy na sygnały sprzedaży w analizie technicznej, tylko na wyraźne osłabienie wzrostu popytu (nadal ma rosnąć, ale już tylko minimalnie). Dlaczego mamy być aż tak ostrożni?

Należy pamiętać, że inwestujemy najczęściej w przewartościowany walor. Działamy według strategii kup drogo i sprzedaj jeszcze drożej. Dlatego na takim walorze nie można pozwolić sobie na przeczekiwanie korekt i liczenie na ponowny wzrost. Zainteresowanie tłumu szybko mija po jednym spadku (jednej porażce) i nowicjusze szukają innych spółek. Spóźnione zamknięcie pozycji może zabrać cały już posiadany zysk. W trakcie tego zjawiska następuje ciekawa zamiana przyczyny i skutku. Otóż na początku kurs rośnie, bo uważa się, że spółka jest dobra. Na końcu uważa się, że spółka jest dobra, bo jej kurs rośnie. Aby zapał do kupna za wcześnie się nie wyczerpał, analitycy co jakiś czas wydają nową, wyższą o kilkanaście procent wycenę akcji spółki i rekomendację kupuj. To dodatkowo stymuluje nowicjuszy.

Oczywiście nie widzą oni dużego wolumenu obrotów świadczącego o tym, że w tym samym czasie, gdy oni kupują akcje, ktoś inny je już sprzedaje i to w dużej liczbie sztuk. Efekt stadny mogą też wywołać spekulanci, tylko że w takim przypadku gra jest trudniejsza, ponieważ większość uczestników posiada wiedzę i doświadczenie rynkowe, a to powoduje, że nie mamy żadnej przewagi nad innymi uczestnikami.

Bańki spekulacyjne

Bańka spekulacyjna to inaczej silny wzrost kursów akcji jednej branży lub całego rynku. Jest to zjawisko podobne do efektu stadnego, ale występuje na większą skalę. Pierwszą bańkę spekulacyjną mieliśmy na naszej giełdzie w 1993 roku. Ponieważ rynek był wtedy mały (24 spółki), a napływ gotówki ogromny, to rósł cały rynek. Nie było wtedy podziału na branże. Następne bańki spekulacyjne były już bardziej wybiórcze. Mieliśmy bańkę spółek internetowych (u nas informatycznych), spółek budowlanych, a ostatnio deweloperów.

ZOBACZ CAŁĄ KSIĄŻKĘ "STRATEGIE INWESTYCYJNE. JAK Z GŁOWĄ ZARABIAĆ NA GIEŁDZIE"
Zjawiska, jakie zachodzą podczas powstawania bańki, są podobne jak przy efekcie stadnym. Jednak każda bańka musi mieć swoją konkretną przyczynę makroekonomiczną. Przyczyna ta wywołuje pierwszy etap wzrostów. Dalej to już przebiega według utartego schematu. Media i analitycy napędzają kapitały. Kapitały napędzają kursy. Powstaje dodatnie sprzężenie zwrotne i kursy pędzą do góry prawie bez ograniczeń.

Wszyscy znamy zabawę z krzesłami, gdzie liczba uczestników gry jest większa niż krzeseł. Uczestnicy poruszają się obok krzeseł, a na dany sygnał mają na nich usiąść. W tej grze zawsze dla kogoś zabraknie wolnego krzesła, wtedy ta osoba przegrywa. Podobnie można sobie wyobrazić sytuację z akcjami w tworzącej się bańce spekulacyjnej. Uczestnicy tej gry kupują akcje i sprzedają je innym. Trwa to do momentu, aż coś zatrzyma wzrost (jakieś zdarzenie lub informacja). Wtedy wszyscy chcą wyjść z akcji, ale niestety jest już za późno (brakuje wolnych krzeseł).

Na drugiej stronie przeczytasz, jak się zarabia na kłopotach spółek