
Autor: Katarzyna Ogórek
Kupić tanio, sprzedać drogo, nie płacić podatku - to hasło brzmi jak trudna do realizacji maksyma, a w rzeczywistości jest przepisem na aukcyjny sukces. Na internetowej licytacji zarobić można całkiem nieźle. Zyski są większe, jeśli uda się sprzedać podróbki za cenę oryginału lub wygenerować duży obrót zapominając o zapłaceniu podatku dochodowego.
Oczywiście regulamin aukcji zabrania uruchamiać nielegalne licytacje, ale warto prześledzić sposób monitoringu, żeby się przekonać, że nie każde złamanie zakazu jest szybko i skutecznie eliminowane. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród użytkowników witryny aukcje.org niewiele ponad połowa ankietowanych zgłasza nielegalne aukcje do weryfikacji. Przyjmując, że jedną aukcję średnio przegląda 100 osób, to można łatwo oszacować, że jedna „podejrzana" aukcja generuje średnio około 60 alarmujących wiadomości. Liczba wystawionych dotąd ofert sprzedaży sięga 13,8 mln, z czego sprzedano blisko 10 mln przedmiotów. Z serwisu korzysta ponad 4,5 mln zarejestrowanych użytkowników. Można więc sobie wyobrazić, jak trudno - bez wsparcia ze strony zintegrowanego systemu ostrzegawczego - jest zapanować nad weryfikacją tak dużej ilości zgłoszeń. A czas działa na korzyść sprzedawcy.
Wszystkie licytacje są publikowane natychmiast po zgłoszeniu. Niestety, ze względu na ich liczbę sprawdzane są z pewnym opóźnieniem lub w odpowiedzi na alarmujące zgłoszenie użytkownika. Tak było choćby w przypadku handlowca, który chciał zarobić na sprzedaży adresu i numeru telefonu Adama Małysza. Dane osobowe nie mogą być towarem.
Przestępstwo
internetowe może być nawet przestępstwem pospolitym. Można to zdefiniować jako
przestępstwo, w którym narzędziem jest komputer lub takie, które godzi w
komputer. Może to być groźba karalna przesyłana przez komputer,
rozpowszechnianie materiałów pedofilskich, podszywanie się, oszustwo w zakresie
jakości towaru lub naruszanie znaku towarowego.
Podrobić można wszystko
Osobnym problemem są oszuści, którzy wykorzystują naiwność klientów skuszonych niską ceną. Sprzedają podrobiony towar za cenę o połowę niższą lub nie wysyłają go wcale. Formalnie regulamin największego serwisu aukcyjnego Allegro zabrania sprzedawania przedmiotów nieoryginalnych i podróbek. W powszechnej opinii użytkowników serwisu ten punkt regulaminu jest notorycznie łamany. Najczęściej podrabiane produkty to perfumy, płyty, odzież i zegarki.
Batman1 to pseudonim, jaki przyjął warszawski prawnik, który sprzedawał na aukcjach internetowych pirackie płyty z muzyką oraz filmami. Jak się okazało przeprowadził ponad 2 tys. transakcji.
Za wprowadzanie do obrotu towarów oznaczonych sfałszowanym znakiem towarowym prawo własności przemysłowej przewiduje karę do dwóch lat więzienia. Jeśli jest to towar znacznej wartości lub sprzedawca uczynił z procederu źródło stałego dochodu - nawet do pięciu lat. Przestępstwo to nie jest ścigane z urzędu, więc jeśli poszkodowany nie zdecyduje się na wniesienie oskarżenia, sprawa zostanie umorzona.
Poza muzyką, równie „łatwym" do nielegalnego rozpowszechniania i sprzedaży jest oprogramowanie. Na przełomie 2000 i 2001roku Novell wygrał „głośny" proces przeciwko "piratowi" Chrisowi Bonnerowi, który dystrybuował programy autorstwa tej firmy na serwisach aukcyjnych (głównie eBay). Poszkodowanemu przyznano 600 tys. dolarów odszkodowania.
Skradziona tożsamość
Warto również wspomnieć o procederze podszywania się pod cenionego wśród użytkowników sprzedawcę. Tym razem podrobiona zostaje tożsamość sprzedawcy. W sierpniu 2004 roku Głos Szczeciński podał: "Za pomocą internetowego konta mieszkańca Świnoujścia na portalu aukcyjnym Allegro ktoś oszukał sto osób na 30 tys. zł". Natomiast w marcu tego roku policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie przy udziale funkcjonariuszy z Elbląga zatrzymali grupę przestępczą, która podstępnie przejęła około 70 kont użytkowników Allegro. Oszuści wyłudzili od 350 osób z całej Polski nie mniej niż 37 tys zł. Nienaganny wizerunek jest bowiem najlepszą kartą przetargową dla każdego oszusta.
Dysponując szerokim wachlarzem pozytywnych opinii oszustowi pozostaje wybrać fikcyjny towar, którym zamierza handlować. Najprościej oszukać na towarach relatywnie tanich, np.: kartach pre-paid. Niezbyt kosztownych zakupów nikt się nie boi i nie zajmuje się weryfikacją wiarygodności sprzedawcy. Poza tym w większości przypadków wyłudzone kwoty nie kwalifikują się do POK-u - Programu Ochrony Kupujących. Zanim właściciel zorientuje się, że wpłacił pieniądze na konta oszusta i skontaktuje z pracownikiem serwisu aukcyjnego, złodzieja i pieniędzy już nie ma. Allegro przyznaje, że natychmiast rozpoczyna akcję alarmową: powiadamia klientów, którzy dokonali zakupu, blokuje konto sprzedawcy, usuwa aukcję... i na tym kończy się rola administratora.
Sprzedam kawałek siebie
Elektroniczny handel nie nauczył się jeszcze panować nad oszustwami, z różną skutecznością walczy też z brakiem szacunku do ludzkiego życia lub zdrowia. I tak na przykład w 2004 roku na aukcji e-Bay miała miejsce wstrząsająca licytacja trzech wietnamskich dziewczynek, które wystawił sprzedaż użytkownik portalu z Tajwanu. Cena wywoławcza wynosiła 5400 dolarów. Licytację przerwano dopiero na wniosek organizacji humanitarnych z Australii i USA Niestrudzenie podejmuje się również próby handlu ludzkimi organami. Internet ośmiela zdesperowanych sprzedawców oraz gwarantuje anonimowość i dostępność klientom. Nerka wystawiona na wspomnianej platformie aukcyjnej przez mieszkańca Florydy w czasie licytacji osiągnęła cenę 6 milionów podczas, gdy kwota wywoławcza wynosiła 25 tysięcy dolarów. Transakcja nie doszła jednak do skutku. Handel ludzkimi organami, jest zabroniony w większości krajów świata.
Tani, ale trefny towar
Zdarza się również, że wystawiony na aukcji towar za podejrzanie niską cenę nie jest towarem podrobionym, ale kradzionym. Nielegalny, bo pochodzący z włamania sprzęt komputerowy z Rudy Śląskiej wystawiony na aukcji internetowej ułatwił policji dotarcie do złodzieja, który działał off-line. W takich sytuacjach policja ostrzega użytkowników i administratorów definiując trefny i jeszcze „gorący" towar. Robi to z myślą również o kupujących: w Polsce za paserstwo grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Za niezgodne z prawem transakcje odpowiadają obie strony wymiany handlowej. Tak się dzieje chociażby w przypadku kupna danych osobowych, które traktuje się jako naruszenie dóbr osobistych. Podobnie jest w przypadku handlu ludzkimi organami. Nawet jeśli transakcji dokonają kontrahenci na podstawie umowy handlowej, będzie to naruszenie prawa, za które grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Handlowe nieścisłości
Za nielegalną uznano również sprzedaż na aukcji Allegro biletów na koncerty m.in.: U2 oraz Jea- Michela Jarre'a, które odbyły się w Polsce w minionym roku. Były to oryginalne bilety, ale pochodzące z tzw. drugiego obiegu. Na łamach "Rzeczpospolitej" Bartek Szambelan, rzecznik prasowy Allegro następująco skomentował te sprawę - Mniejsza o to, czy były słuszne, czy nie. Postanowiliśmy umieścić na naszej stronie informację, że bilety na koncerty nie mogą być sprzedawane w formie licytacji, tylko w cenie nominalnej. Jeżeli sprzedający nie stosują się do tej zasady, ich oferty usuwam.
Policjanci wyśledzili również mieszkańca Jastrzębia-Zdroju, który na aukcji internetowej usiłował sprzedać za 100 złotych żółwia stepowego. Okazało się, że ten gatunek jest objęty międzynarodowym zakazem handlu i teraz handlowcy grozi kara nawet do pięciu lat więzienia. Aczkolwiek w tym przypadku specyfika tego zdarzenia nie polega na tym, że zwierzę usiłowano sprzedać w Internecie, ale - że w ogóle trafiło do handlowego obiegu.
Zatrzymana została też licytacja Nowej Zelandii, którą można było kupić w serwisie e-Bay. Zdążyło się zgłosić 22 chętnych, którzy podbili cenę z 1 centa do 2330 dolarów. Niewiele z uwagi na poważną wadę towaru, jaką była - w opinii jednego z uczestników licytacji - "bardzo przeciętna pogoda".
Re: Portal aukcyjny - internetowy Stadion Dziesięciolecia
Aukcyjny Portal Internetowy
Pierwsza w Polsce aukcja internetowa, w której legalność stawek online jest kontrolowana.