wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Początek polskiego kapitalizmu: Polacy handlowali jajkami, Wietnamczycy obok bluzkami.

Początek polskiego kapitalizmu: Polacy handlowali jajkami, Wietnamczycy obok bluzkami.

- Taki był początek kapitalizmu w Polsce. Polacy stali i handlowali jajkami, Wietnamczycy obok rozkładali metr materiału. Wszystko szło jak świeże bułeczki. W ten sposób zaczynali dzisiejsi wietnamscy biznesmeni, którzy teraz posiadają centrum handlowe w Wólce Kosowskiej - mówi Money.pl Ngo Van Tuong, prezes zarządu fundacji Transkultura i Dialog Międzykulturowy.

Joanna Skrzypiec, Money.pl: Dlaczego właściwie jest pan w Polsce?

Ngo Van Tuong, fundacja Transkultura i Dialog Międzykulturowy: Przyjechałem na studia. Praktycznie początek społeczności wietnamskiej stanowią ci, którzy przyjechali do Polski studiować.

Ale dlaczego nie Francja na przykład?

Bo była umowa pomiędzy Wietnamem, a krajami bloku sowieckiego, czyli bloku bratnich państw socjalistycznych. Umowa dotycząca pomocy gospodarczej - RWPG Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. W jej ramach studenci z Wietnamu wyjeżdżali nie tylko do Polski, także do ZSRR, NRD, Czechosłowacji, Bułgarii, na Węgry, nawet na Kubę.

Niezły wybór.

Ale nie dla studentów. Zostałem wylosowany, liczyły się także wyniki egzaminów. Ci, którym poszło lepiej trafiali na przykład do Związku Radzieckiego albo NRD.

Kierunek polski był dramatem?

Dla niektórych faktycznie to był dramat, więc starali się pozamieniać. Na moim roku były co najmniej trzy takie osoby. Do tego dochodził fakt, że nie wiedzieliśmy, co będziemy studiować, to było narzucane przez Ministerstwo Edukacji. Dopiero w Polsce okazywało się, że będzie to na przykład górnictwo i hutnictwo. Cała moja dwudziestoosobowa grupa trafiła na kierunki techniczne. Ja, jako człowiek pochodzący z portu, poszedłem na budownictwo okrętowe, ale dowiedziałem się o tym dopiero w Łodzi, na kursie językowym przed rozpoczęciem studiów.

Nie chcieliście po studiach wracać do Wietnamu?

Kończyłem studia w 1990 roku, w Szczecinie. Wtedy wszyscy chcieli zostać w Polsce, to był bardzo ważny okres, dla nas możliwość doświadczenia czegoś nowego. Wielu otwierało oczy, nie tylko Polacy, także Wietnamczycy. Widzieliśmy demonstracje, nie jedynie strajki robotników, także studentów. Wiedzieliśmy, że ten kraj się zmienia, przechodzi transformację, był Okrągły Stół, był Wałęsa. To dlaczego mieliśmy wracać do kraju, który w dalszym ciągu nie wie czym jest demokracja?

I czym się pan zajął po studiach?

Handlowałem, wtedy panowała wolna amerykanka. Wstydziłem się tego zajęcia, więc ze Szczecina jeździłem do Świnoujścia z plecakiem pełnym bluzek. Stawałem na bazarku i w ciągu kilku godzin sprzedawałem wszystko, później wracałem do Szczecina. Sprowadzaniem ubrań z Wietnamu zajmowali się zazwyczaj doktoranci wietnamscy. To były głównie bluzki i wiatrówki. Wszystko szło jak świeże bułeczki. Pamiętam jak jeden z doktorantów też wstydził się handlować w Szczecinie i tutaj stał, w Warszawie, handlował kurtkami. Straży miejskiej nie było, na szczęście, a nawet jak była to i tak nie zwracała uwagi.

Taki był początek kapitalizmu w Polsce - Polacy stali i handlowali jajkami, Wietnamczycy obok rozkładali metr materiału. W ten sposób zaczynali dzisiejsi wietnamscy biznesmeni, którzy teraz posiadają centrum handlowe w Wólce Kosowskiej. Pamięta pani czasy stadionu w Warszawie? Przez prawie dwie dekady Wietnamczycy gromadzili kapitał, który mają dzisiaj. Na początku byli biedni, ale pracowali i oszczędzali. Proszę zauważyć - na wszystkich elitarnych, zamkniętych osiedlach mieszkają Wietnamczycy.

Jest takie jedno, właśnie koło Wólki Kosowskiej. Wjeżdżają tam tylko bardzo drogie samochody.

I to Wietnamczyków trochę gubi, ale może o tym to już innym razem. W każdym razie Wietnamczycy nie bali się - i nie boją - korzystać z tej wolności i tej demokracji. Chociaż wiadomo,dotyczy to tych najobrotniejszych, nie wszyscy są tacy.

Czy to dla władzy w Wietnamie, w latach 90. był problem? Wyjeżdżający studenci, którzy nie chcieli wracać?

Nie. Korzystaliśmy z pomocy krajów socjalistycznych, ale nie byliśmy szczególnie potrzebni we własnym kraju. W tamtych czasach Wietnamczycy mogli już swobodniej otrzymać paszport, mogliśmy więc także ściągać rodziny do Polski. W innych krajach dotyczyło to także robotników, na przykład w Niemczech. Duża grupa wietnamskich robotników została w Niemczech po 1990 roku, tak samo było w krajach Związku Radzieckiego czy Czechosłowacji. Wietnamczycy podróżowali i szukali najlepszego miejsca dla siebie. Wielu studiowało w NRD, a później wybierało Polskę, bo tu można było handlować. Przez ostatnie 15 lat nawet bez oficjalnego pozwolenia na pobyt. To były czasy Stadionu. Teraz już tak nie jest, teraz trzeba wszystko robić legalnie.

Ale nie uwierzę, że wszystko przebiegało tak idealnie.

Zdarzało się, że polscy kupcy przeganiali nas z placu czy bazarku, ale klienci stawali w naszej obronie. Handlarze z Wietnamu czy Rosji przyciągali więcej klientów. Wszędzie tak było i jest, oprócz kilku placów, gdzie Wietnamczycy mają generalny zakaz handlowania. Był taki plac targowy Tomex, w samym centrum Krakowa, jego właściciele nie chcieli wpuszczać Wietnamczyków, ale później zmienili zdanie. Na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie też nie byliśmy mile widziani, ale to nam nie przeszkadzało. Wietnamczycy zbierali się razem i i tak przyciągali swoich klientów nie przejmując się, że nie mogą handlować razem z Polakami.

Ngo Van Tuong z lewej jako współprowadzący demonstrację kupców wietnamskich przeciwko właścicielom hal handlowych w Wólce Kosowskiej. Demonstracja miała miejsce we wrześniu 2008 roku. fot .archiwum prywatne

Ale bywało też tak na bazarku wokół Pałacu Kultury, że jak Polacy nie chcieli handlować, to odsprzedawali swoje szczęki Wietnamczykom. W pewnym momencie polscy handlarze zorientowali się zresztą, że Wietnamczycy przyciągają klientów więc przestali nas tak ostro zwalczać. W ten sposób powstało porozumienie pomiędzy kupcami polskimi i wietnamskimi, zaczęliśmy współistnieć.

Na drugiej stronie przeczytasz, jak wyglądają strajki w Wietnamie

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
gospodarka, wietnam, azja
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Ziutek908
46.113.51.* 2015-11-09 23:36
Ale sciema.
Wólka jest kontrolowana przez Wietnamska mafię. Tylko idiota myśli inaczej. Triadzi przegrali nikt inny nie miał szans
Marillion
93.176.226.* 2015-10-02 15:44
jak zwykle ci z zagranicy byli mądrzejsi od tych naszych i dlatego to należy teraz do nich
polak jak zwykle patrzy tylko własnego interesu i nie potrafi się zjednoczyć żeby coś zrobić wspólnie, jedyne zjednoczenie nastąpiło w latach 80tych i na tym się skończyło
skoro oni na obcym terenie potrafią lepiej niż my na swoim to proszę bardzo niech to będzie ich własność
KOR558
5.60.242.* 2015-09-21 19:35
Ciebie wieśniaro za ile jajek wyuczyli?,wielka redaktorka,Wietnamczyków wszędzie gonili jak zarazę,z Bułgarii,Niemiec itd,tylko POlaczki są jak zwykle POpier....i robią we własne gniazdo wpuszczając obcych do biznesu,to tak jak z Żydami,znamy ich wdzięczność obecnie jak plują na Polskę i Polaków.Poza tym większość biznesu wietnamskiego to lewizna,taka ich tradycja,jak nie skręcą dla siebie ,to nie biznes,na niepłaceniu podatków,handlu bez faktur na Polsce zarobili miliardy,a przy nich wzbogaciły się urzędasy wydające zezwolenia i zgody i ci od kontroli,bez koperty ani rusz.Dlatego w POlsce tak im dobrze,tylko nie Polakom.
Zobacz więcej komentarzy (87)