Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Spory w pracy. Dlaczego warto je doceniać?

Spory w pracy. Dlaczego warto je doceniać?

Fot. Fotolia

Ostatnio rozmawiałam z klientką, która powiedziała mi: „Chyba nie lubi pani konfrontacji, prawda?”. W istocie, nie lubię. Podobnie jak wielu innych ludzi, jestem w stanie zadać sobie wiele trudu, aby uniknąć wszelkiej konfrontacji.

W młodości nauczyłam się, że jeśli nie udaje mi się osiągnąć czegoś, na czym mi zależy, za pomocą czystej perswazji czy bycia miłą, mogę negocjować lub się targować. To dobre i cenne umiejętności, niejednokrotnie pożądane. Ale ich skuteczność ma swoje ograniczenia. Część najlepszych pomysłów i idei jest rezultatem gotowości, by najpierw wkroczyć na psychicznie bolesne pole konfliktu – znaleźć się w nieuchronnie konfrontacyjnej pozycji, w której to, co wiemy, zderza się z tym, czego nie chcemy wiedzieć.

Często dokładam wszelkich starań, aby uniknąć różnicy zdań i dążę do osiągnięcia korzystnych dla każdego rozwiązań, dzięki którym żadna ze stron nie będzie miała poczucia przegranej. Ale faktem jest też to, że jeśli żaden pomysł nie przegra, żaden, również ten najlepszy, nie może wygrać.

Dlatego też dla własnego dobra musimy ograniczać niechęć do konfrontacji. Musimy przeciwstawiać się przekonaniu, że zwykła różnica zdań jest grą o sumie zerowej, w której jest zwycięzca i przegrany. Jak to osiągnąć?

Przede wszystkim możemy zarysować bardziej subtelne i zniuansowane rozróżnienia. Moja córka ostatnio zapytała mnie o opinię na jakiś temat. Kiedy ją przestawiłam, natychmiast się z nią nie zgodziła. „Po co pytałaś, skoro i tak nie miałaś zamiaru mnie słuchać?” – odpowiedziałam, korzystając z ulubionego zwrotu wszystkich matek. „Słuchałam”, wyjaśniła. „Po prostu się nie zgodziłam”. Tego typu rozróżnienia mogą złagodzić nieprzyjemne wrażenie spowodowane sporem.

W książce 'The Right Fight' Saj-Nicole Joni oferuje schemat pozwalający na ustalenie, które spory mogą być produktywne. Obejmuje on kryteria, takie jak to, czy spór dotyczy czegoś faktycznie istotnego, czy jest to kwestia, na którą jedna ze stron ma jakiś wpływ, czy przestrzega się jasnych zasad zaangażowania? W takich przypadkach decyzja o rozpoczęciu sporu oznacza po prostu, że dla większego dobra jesteśmy w stanie zaryzykować dyskomfort związany z konfliktem.

Dzięki tego typu rozróżnieniom możemy zmienić sposób myślenia o konflikcie i zdać sobie sprawę z wartości takiego dyskomfortu – dysonansu. Sama zdobyłam najpierw wykształcenie muzyczne jako pianistka; w muzyce dysonans jest często źródłem piękna. Opisując wielowiekową ewolucję zachodniej muzyki, krytyk Anthony Tommasini zauważył, że „jeśli kompozytor i słuchacz odrzuciliby cumy tonacji durowej i molowej, moglibyśmy wszyscy rozkoszować się śmiałym i dojmującym pięknem dysonansu”.

Tommasini zwraca też uwagę, że uwielbianą obecnie pierwszą symfonię Brahmsa w 1883 r. opisywano jako „pełną irytujących i niespokojnych dysonansów”. Co się zmieniło? Nie muzyka. Tylko my. Zaszła w nas ewolucja: od odrzucenia symfonii – która najpierw zdawała się nieznana, obca, a nawet odrzucająca – do jej docenienia.

Wszyscy uwielbiamy idee, które dają nam poczucie komfortu; trzymamy się kurczowo cum, do których czujemy się przywiązani. Ale prawdziwa zdolność do wysłuchania odmiennych opinii bez narzekania czy obrażania się stanowi receptę na sukces, wzbogacając nasze życie. Może nawet dojść do tego, że rzeczy, które początkowo wydawały się nam nieprzyjemne, zaczniemy odbierać jako przyjemne – jeśli tylko damy sobie i innym szansę.

ICAN Institute, wydawca „Harvard Business Review Polska” zaprasza na First-Time Manager(TM) – kompleksowy program doskonalenia kluczowych kompetencji menedżerskich. Więcej informacji »

Autorka: Whitney Johnson. Opracowanie: Dawid Zaraziński


Harvard Business Review Polska
Czytaj także
Polecane galerie