Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Coachowi zapłacisz 500 złotych za godzinę, ale rozwiązanie problemu wymyślasz sam

Coachowi zapłacisz 500 złotych za godzinę, ale rozwiązanie problemu wymyślasz sam

Fot. nullplus/iStockphoto
Według części byłych klientów definicja jest prosta: coaching to kouczing, czyli absurdalna moda na niepotrzebne, ale drogie konsultacje z laikiem. Ci, którzy upodobali sobie wielogodzinne sesje z życiowymi doradcami, opowiadają o nich obrazami. - Coach jest jak latarnia w oddali, jak stabilna wieża z kamieni, jak busola w ciemnym lesie - mówi Ania Radomska, która z rozmów z coachem jest bardzo zadowolona. Skąd ten kontrast? Sprawdzamy.

Uśmiech wypełniony białymi zębami, profesjonalny strój i przydługa wizytówka z ciągiem nic nieznaczących dla laika angielskich nazw kursów czy szkoleń. Tak na swoich stronach reklamuje się większość coachów. W tle uspokajające zdjęcia zielonych drzew, pustej plaży, poukładanych rzędów kamieni. Bo według życiowych doradców, coaching to właśnie powrót do natury i zaglądnięcie do własnego wnętrza.

Chcę przypomnieć ludziom, że uczyć się mogą przez całe życie – takim mottem przedstawia swój sposób na pomoc Kamila, coach z Wrocławia. Warszawskie koleżanki po fachu wiedzą jednak swoje: "Człowieka niczego już nie można nauczyć. Można mu tylko pomóc znaleźć to, co już w nim jest" - piszą na swoich stronach Dorota i Urszula. I kto ma rację?

Dzwonimy po rozstrzygnięcie do Karoliny, która podobno "jest coachem, bo uwielbia zapach ludzi zaczynających kwitnąć". Niestety, przez telefon nie prowadzi terapii. - Czasem chodzi o to, żeby komuś chustkę do nosa podać, więc trzeba stanąć twarzą w twarz. Nie pomogę więc na odległość - kwituje kobieta pracująca na co dzień w Łodzi.

Dwadzieścia pierwszych pytań za darmo

Ale Karolina to wyjątek. Przez telefon, jak większość się zarzeka, coachowie pomagać potrafią. - Na początek wystarczy nam pół godziny - informuje Elżbieta i prosi o rezerwację czasu pod koniec tygodnia. Dzwoni punktualnie o 16.00. I od razu przechodzi na ty.

- Czego spodziewasz się po naszych sesjach? - pyta. Rozwoju, życiowej równowagi, samoakceptacji. Enigmatyczne? Nie dla coacha. - Zadam teraz serię pytań - zapowiada, a w tle słychać szelest kartek. - Co ci da samoakceptacja? Jak będziesz się czuć, w pełni siebie akceptując? Kim będziesz dla swojego otoczenia, jako osoba, która się w pełni akceptuje? Jakich umiejętności potrzebujesz, żeby się w pełni zaakceptować? Dlaczego takie? Jak te umiejętności w sobie odkryć?” - drąży. Odpowiedzi skrzętnie notuje, a notując za każdym razem głośno je powtarza.

ZOBACZ, JAK REKLAMUJE ZAWÓD INTERNATIONAL COACH FEDERATION:

- Czyli mówisz, że da ci to lepsze poczucie własnej wartości, tak? Czyli będziesz się czuć pewnie, tak? Czyli inni będą cię mieć za kogoś pewnego siebie, tak? - słychać w słuchawce echo odpowiedzi. Rozwiązanie problemu? Tak enigmatyczne jak problem. - Odpowiedz sobie na pytanie, co trzeba zrobić, żeby ten problem rozwiązać - to rada Elżbiety.

Tym razem darmowa. Kolejne sesje mają już swoją cenę. Za 45-minutową rozmowę trzeba zapłacić 240 zł, ale to zdecydowanie za mało czasu na rozwiązanie problemu. Elżbieta proponuje więc pakiety. - Cotygodniowe sesje przez miesiąc to wydatek rzędu 880 zł. Za trzy miesiące trzeba zapłacić już tylko 1600 zł - zachęca.

Nie dają rozwiązań, pobiorą opłatę

Takie pieniądze w portfelu na życiowe rady znajduje co miesiąc Ania Radomska. Dla młodej samotnej mamy regularne sesje są jednym z ważniejszych punktów w kalendarzu. Jej problemy? Brak czasu na wygadanie się z przyjaciółkami, praca na pełnych obrotach właściwie całą dobę i chęć zasmakowania wielkomiejskiego życia. Bo jedyne, co ma w zasięgu ręki w wolnym czasie, to sterta pieluch.

- Coach sam nie dzwoni, nie trzeba go słuchać, można bez oporu samemu opowiadać i się żalić, a potem dostaje się moralnego kopniaka i człowiek naprawdę chce coś w swoim życiu zmienić - przyznaje Ania. Zapewnia, że na pierwszą sesję nie przyszła z żadnym celem, ale z czasem go wypracowała. Najważniejszym zadaniem było ułożenie planu dnia, żeby mogła pogodzić obowiązki z czasem tylko dla siebie. Efekt?

- No nie słucham się rad i dalej cierpię, bo nie mogę się zorganizować. Ale sesje dla mnie to taka ostoja. Zwierzanie się osobie, która nie krytykuje i dzielnie mnie słucha, zadając czasem pytania tylko i wyłącznie o moje sprawy, to niesamowite uczucie - ocenia.

Opinie są jednak podzielone. Nie brakuje takich, dla których to, co uwodzi Annę, jest zwykłą szarlatanerią. "Widziałem kilku z wyższej półki w akcji, starali się zamienić złote w szare. Coaching jest potrzebny nam tak jak rybie rower" - denerwują się na forach byli klienci, skarżąc na wygórowane ceny, brak odpowiednich kompetencji doradców i rozmowy rodem z filmów o sektach.

- New age w nowoczesnym, biznesowym wydaniu - kwituje Bogdan Bondar, który u coacha próbował znaleźć odpowiedź, w jakiego rodzaju firmie najlepiej sprawdziłby się zawodowo. - "Spójrz w głąb siebie, zapytaj swojego wnętrza”, usłyszałem radę wartą 250 zł - rozkłada ręce.

Elastyczna praca z wędką

Bo jak coachowie sami przyznają, nigdy nie wskazują gotowych rozwiązań. Klientów znają do pewnego stopnia, więc nie wiedzą, co tak do końca będzie dla nich najlepsze. Okazuje się również, że nie muszą znać też branży, w ramach której doradzają. Rodzi się więc pytanie: dlaczego zajmują się czymś, o czym, wydawałoby się, nie mają pojęcia?

Oni sami odpowiadają, że ich rola polega tylko na pomocy w złowieniu rybki. Jakby przy okazji uczą tajemnic sztuki rybackiej. - Sami wiemy o sobie, swojej sytuacji najwięcej. Dlatego to klient dochodzi do rozwiązań. Zadaniem coacha jest umiejętne nakierowanie, pokazanie, w jaki sposób szukać odpowiedzi i poszerzanie perspektywy - tłumaczy psycholog Mirosława Huflejt-Łukasik z Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień uczy studentów coachingu w organizacji i wyraźnie rozgranicza swoją działkę, czyli sesje dla menedżerów, ludzi zajmujących się biznesem, od sesji z tzw. life coachingu.

O co tak naprawdę chodzi? Ciężko wytłumaczyć, bo wszystko zależy od danej sytuacji. - Zgłasza się na przykład właściciel firmy, któremu masowo zaczynają odchodzić pracownicy, a on nie wie, jak temu zaradzić - opowiada Huflejt-Łukasik. Zadaniem coacha jest pomoc w znalezieniu przyczyn tych rotacji i możliwych rozwiązań. Przez zadanie szeregu pytań ma otworzyć klientowi oczy i pomóc popatrzeć na sprawę przez inny pryzmat. - Dzięki temu klient dochodzi do rozwiązania, czasem się dziwiąc, że sam na to nie wpadł - dodaje psycholog.

Dobry coach? Ciężko znaleźć

To czym to się w takim razie różni od zwykłych szkoleń, psychoterapii czy konsultacji ze specjalistą w danej dziedzinie? Zgodnie z teorią dwoma zasadniczymi zasadami. Trening coacha jest prowadzony w partnerskiej relacji, co odróżnia go od psychoterapeuty czy konsultanta, a znalezienie rozwiązania należy do klienta. Proste? Niekoniecznie. - Dobry coach jednak powinien mieć wiedzę i doświadczenie, którymi wesprze klienta, a o to czasem trudno - przyznaje Huflejt-Łukasik.

I o ile znającego się na rzeczy coacha biznesowego można poznać po pozycjach w portfolio i wypracowanych rozwiązaniach z dużymi, poważnymi firmami, o tyle z life coachami, czyli życiowymi doradcami, można mieć spory problem. Co zrobić, żeby nie trafić na szarlatana? Nie sugerować się ceną, ciągiem nic nieznaczących angielsko brzmiących nazw kursów czy profesjonalną miną. Patrzyć jedynie na wykształcenie - przy life coachingu najlepiej psychologiczne, przy biznesowym - menedżerskie - i portfolio. Im więcej poważnych pozycji, klientów czy firm, tym lepiej. Proste? Bardziej skomplikowane niż się wydaje.

Poszukiwania znowu przenosimy więc z teorii do praktyki. Jak zwykle zaczynamy od przejścia na ty. - Trwasz sobie w ciepełku, a moim zadaniem jest cię z niego wyciągnąć i rzucić na głęboką wodę, żebyś w końcu zaczęła żyć - zaczyna ostro Kamila. Przyznaje, że jest czasami przyjaciółką za pieniądze, a czasami spowiednikiem. - Ale umawiamy się na znak. Jak przechylisz głowę w lewo, to oznacza, że nie chcesz głośno mi odpowiadać na trudne pytanie, ale sobie je przeanalizujesz samodzielnie - zaznacza.

Zapowiada, że będzie używać tych samych słów co klient, żeby nie mieć problemów z porozumiewaniem, że będzie zadawać zadania domowe i zrobi wszystko, żeby pomóc odnaleźć motyle w brzuchu. Po połowie godziny nie ustalamy jednak żadnego celu do realizacji. - To dobrze, czasami to tyle trwa. Spróbujemy na kolejnych sesjach - zapowiada Kamila. Jej cena? 123 zł za jedną sesję.

Doradca bez matury, ale z klientami

Grube pieniądze za rozmowy o niczym i rozwiązania problemów, na które klienci wpadają sami. Co trzeba zrobić, by tak zarabiać na życie? Trzeba wydać kilka tysięcy złotych. I tyle. Zgłaszamy się do kilku renomowanych nauczycieli coachingu, pokrótce przedstawiając sylwetkę kandydata: wykształcenie średnie bez matury, od czterech lat bezrobotny na garnuszku rodziców, prawie bez doświadczenia w pracy z ludźmi, właśnie znalazł artykuł o coachingu i postanowił zostać życiowym doradcą. No bo przecież od zawsze zwierzali mu się przyjaciele.

- Jasne, zapraszamy na następny kurs - słyszymy we wszystkich sekretariatach. W 60 godzin można nauczyć się podstaw, w 24 godziny ukończyć szkołę profesjonalnego coacha. Kolejne 40 godzin to już poziom dla zawodowców - aikido umysłu. Cena każdego z etapów, w zależności od szkoły, waha się od 5 do 8 tysięcy zł. Ale wystarczy ukończenie tylko jednego.

- Już po przejściu samych podstaw dostaje się certyfikat coacha. Z nim można się starać o akredytację w międzynarodowym International Coach Federation. Żeby ją dostać, trzeba mieć przepracowanych 100 godzin na sesjach z klientami, 10 z mentorem i zdać egzamin. Wszystko bardzo proste - zapewnia sekretarka jednej z warszawskich szkół coachingu i podpowiada: na początku jest problem z klientami, więc uczestnicy kursu robią sobie sesje nawzajem. ICF dopuszcza takie rozwiązanie.

- Potem rozpuszcza się wici i klienci się znajdują. Mamy modę na coaching, niektórzy wstydzą się iść do psychologa, wolą się nam pozwierzać – przyznaje z uśmiechem. Tylko po co w ogóle ta akredytacja? Zupełnie po nic. Nie ma ustawy o zawodzie coacha, więc może być nim każdy - bez względu na udokumentowaną wiedzę.

Coach doradza coachowi, czyli zdobywanie doświadczenia

Kusi wygoda tej pracy, przyjemność z rozmowy i zajmowania się nieswoim problemami, ale przede wszystkim kuszą zarobki. ­- Czasem można znaleźć coachów, którzy w ramach certyfikacji albo zaliczenia na studiach, poszukują na forach internetowych albo portalach społecznościowych klientów chętnych na coaching za przysłowiową złotówkę albo w zamian za referencje. Jednak bardzo znani i utytułowani coachowie mogą liczyć sobie za jedną godzinną sesję coachingową nawet kilka tysięcy złotych - przyznaje Dariusz Licznerski, reklamujący swoje usługi na dariusz-licznerski.pl. Średnio sesja kosztuje jednak około 500 zł. - Szacuje się, że do osiągnięcia celu klienta jest potrzebne średnio około 10 jednogodzinnych sesji coachingowych - zastrzega.

Problem w tym, że żeby samemu móc doradzać, również potrzeba czasu. - Mimo że coaching to zupełnie coś innego niż psychologia, to powinien opierać się na podobnych filarach gruntownej wiedzy o człowieku i jego psychice - przyznaje Anetta Pereświet-Sołtan, wykładająca na Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Swoim studentom, świeżym magistrom psychologii, doradza przynajmniej kolejne pięć lat nauki. Tylko wtedy klienta się nie skrzywdzi.

- Podobnie powinni robić ci, którzy chcą być coachami. Niestety, pieniądze kuszą. I o ile niedoświadczony biznesowy coach co najwyżej namiesza w naszej firmie, to życiowy doradca bez odpowiedniej wiedzy może naprawdę namnożyć nam w głowie kłopotów - dodaje.

Czytaj więcej w Money.pl

sesja, praca, doradztwo, coach
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie