Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Paulina Pacuła
|

Ferie zimowe w Szwajcarii, o sześć tygodni dłuższy urlop macierzyński, zagraniczne delegacje. Tak się pracuje w korporacjach

0
Podziel się:

Nigdzie nie było im tak dobrze. Jasno określone obowiązki, nieprzekraczalny czas pracy. I kanapki oraz owoce dla każdego.

Ferie zimowe w Szwajcarii, o sześć tygodni dłuższy urlop macierzyński, zagraniczne delegacje. Tak się pracuje w korporacjach
(kupicoo/iStockphoto)
bEILhHTV

Nigdzie nie było im tak dobrze. Jasno określone obowiązki, nieprzekraczalny czas pracy czy taki drobiazg, jak kanapki i owoce dla każdego w biurowej kantynie - właśnie to Kasia, Agnieszka i Gosia lubią w korporacjach najbardziej. - Mam sobie wypruwać żyły w urzędzie, gdzie petenci ciągle mają o coś pretensje i w oczach znajomych uchodzić za darmozjada, który pierdzi w stołek? - śmieje się Kasia z IBM. I wbrew powszechnej opinii twierdzą: korporacja jest super. Choć nawet w superlatywach, większość z nich woli wypowiadać się o niej anonimowo.

Tuż po studiach psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim Kasia zdecydowała się na pracę jako młodszy specjalista do spraw rekrutacji w dużej firmie HR-owej: - Osiem godzin odpowiadania na maile i o 16 miałam z głowy. Atmosfera w dziale super, z koleżankami stamtąd przyjaźnię się do dziś. Wypłata? Godziwa. A po pracy? Kursy tańca. Uwielbiam tango i flamenco. Ponadto nauka włoskiego, kino, teatr, spotkania z przyjaciółmi i zwiedzanie świata. Przecież nie samą pracą człowiek żyje - mówi.

Karolina na pracę w korporacji zdecydowała się po tym, jak do jej działu w dotychczasowej, mniejszej firmie zatrudniony został nowy szef. - Osiem godzin wiszenia na telefonie, odpowiadania na maile, chodzenia ze spotkania na spotkanie nie wystarczało. Mój szef sugerował, że jestem za mało zaangażowana. I zaczęło się branie pracy do domu, ślęczenie przy laptopie w weekendy za marną pensyjkę. Bo jego zdaniem, w dzisiejszych trudnych czasach, to standard. A ja mam gdzieś takie standardy - mówi. W nowej pracy zarabia o ponad połowę więcej. A pracuje osiem godzin dziennie i ani minuty dłużej.

bEILhHTX

Dla Agnieszki międzynarodowa korporacja to był po prostu kolejny krok w karierze. - Popracowałam w małej, prywatnej firmie, by zdobyć doświadczenie. W międzyczasie szkoliłam język, by iść dalej. Dziś pracuję z angielskim, mam kontakt z ludźmi z całego świata. I nie, nie tylko przez telefon - śmieje się, uprzedzając stereotyp.

Bo stereotyp jest taki, że pracownik korporacji to korposzczur z wypranym mózgiem, całymi dniami wiszący na telefonie albo wklepujący dane do komputera. Maleńki, nic nie znaczący trybik w wielkiej machinie, który poświęca cały swój wolny czas, całego siebie dla dobra korporacji. A to nieprawda. One umiały wykorzystać korporację dla siebie.

Życie prywatne najważniejszeOdpowiedź, z którą najczęściej się spotykam, kiedy pytam ludzi pracujących w korporacjach o największe zalety ich pracy, brzmi: mają czas na życie prywatne. Wyścig szczurów? - Nie wiem, to chyba mit. Przynajmniej u mnie - mówi Agnieszka, od ponad pięciu lat pracująca we wrocławskim oddziale HP. Zaczynała jako starszy specjalista do spraw benefitów, dziś jest team leaderem zespołu. - Oczywiście, że wyniki są ważne, nasza praca poddawana jest regularnej ocenie, nie można się obijać. Ale to nie jest presja nie do zniesienia, to nie jest śrubowanie wymagań w nieskończoność. Od pracownika jednocześnie się wymaga, ale też się o niego dba - tłumaczy.

Agnieszka pracuje od 9 do 17. I ani minuty dłużej. Jeśli jest potrzeba nadgodzin - może je robić, ale nikt jej nie zmusza. Poza tym każda nadgodzina jest dodatkowo płatna albo w zamian można odebrać czas wolny. - Dzięki temu spokojnie można pogodzić pracę z życiem prywatnym - mówi.

bEILhHUd

Kasia, w czasie gdy pracowała dla jednej z największych firm rekrutacyjnych na polskim rynku, wraz z chłopakiem i znajomymi zjeździła większość stolic europejskich. - Paryż, Londyn, Bruksela, Oslo, Rzym. Wszędzie tam, gdzie tanie loty - wymienia. W piątek szli oddawać krew, dzięki czemu mieli dodatkowy dzień wolny, a potem jechali na lotnisko. Bo weekendy to czas wolny. Po prostu wolny.

Podobne odczucie co do pracy w korporacji ma Gosia, analityk danych finansowych w HP. Choć jej czas pracy jest zadaniowy: jest robota, to siedzi dłużej i wyrabia nadgodziny; nie ma - wychodzi wcześniej albo przychodzi później, na przykład na 10. Ale to nie oznacza, że jest na każde zawołanie. - To ja reguluję swój czas pracy. Mogę zostać, to mogę, nie mogę, to nie. Ale oczywiście czuję się odpowiedzialna za pracę, więc można na mnie liczyć - zapewnia. Że jest pracusiem, to często zostaje dłużej. Ale jest za to wynagradzana finansowo. A do tego, jak chce, może pracować z domu. - To świetne rozwiązanie. Mogę odbywać spotkania w piżamie, z kubkiem kawy w ręku. Nieważne, gdzie pracuję, ważne jak - mówi.

Kultura ewaluacjiKontrola jakości. To pojęcie to klucz do zrozumienia korporacji. - Funkcjonowanie korporacji opiera się na procesach. Idealnie opracowanych, ciągle doskonalonych sposobach realizacji zadań. Stąd stanie nad pracownikiem ze stoperem w ręku i mierzenie czasu ich wykonania. Chodzi o ciągłą optymalizację, a tym samym zwiększanie efektywności ludzi. Dlatego od pracownika nie oczekuje się kreatywności, tylko niepopełniania błędów - tłumaczy doktor Leszek Mellibruda, psycholog biznesu.

To właśnie ten brak kreatywności uchodzi za największą bolączkę korporacji. Ale Kasi to nie przeszkadza. - Ja nie pracuję po to, by się realizować, tylko po to, by zarabiać pieniądze na samorealizację - śmieje się. - Praca i pasja w jednym? To nie dla mnie. Moim zdaniem to zabójcze połączenie. Inne wrażenie na ten temat ma Agnieszka. - Nie uważam, żeby moja praca była niekreatywna. Mam kontakt z ludźmi, każdy klient ma inne potrzeby, traktuje się go indywidualnie. To nie jest jakaś zupełnie mechaniczna praca - podkreśla.

bEILhHUe

A skoro chodzi o efektywną realizację procesów, to pracownika regularnie poddaje się ocenie. Ale wcześniej daje się mu narzędzia niezbędne do poradzenia sobie. - Jasno sprecyzowane obowiązki i oczekiwania. Szkolenia, które pozwalają mi podnosić kompetencje. Regularny feedback i monitorowanie wyników pracy. Jestem rozliczana na podstawie konkretnych danych, a jeśli badane są kompetencje miękkie, to w bardzo szeroki sposób. To jest bardzo jasny i przejrzysty system, skonstruowany tak, by nie budził kontrowersji - mówi Kasia.

To samo chwali Gosia. - Szef, by wystawić mi ocenę roczną, musi napisać elaborat z przykładami, biorąc pod uwagę opinie moich współpracowników. Nie tylko kolegów z działu, ale i z innych działów, z którymi współpracuję. Gdy ocena roczna jest dobra, czeka nas obowiązkowa podwyżka. Cóż, czasem procenty są mizerne, ale lepsze to, niż nic - mówi. Efektem oceny jest nierzadko skierowanie na dodatkowe szkolenia. - Tych szkoleń jest mnóstwo, często firma dofinansowuje też wyrabianie certyfikatów zawodowych - dodaje.

Ewaluacja działa też w drugą stronę. - Oceniamy naszych przełożonych i team leaderów. Ich sposób komunikacji, jakość współpracy. Jesteśmy proszeni o opinie w bardzo wielu kwestiach - mówi Kasia. Wysłałeś maila do działu IT z prośbą o udzielenie dostępu do nowego serwera? Dzień później dostaniesz maila z pytaniem, jak zostałeś obsłużony. - W tej firmie pracuje 300 tysięcy osób na całym świecie. Tu naprawdę wszystko musi hulać - mówi Kasia.

Ewaluacja przybiera czasem i absurdalne formy. Kiedyś w jednej z korporacji powieszono w kuchni nowe podajniki do serwetek. Na każdym z nich umieszczona była naklejka z zapytaniem: Czy nowe podajniki są wygodne? I informacja: Twoja opinia jest dla nas ważna! Napisz na... i tu adres mailowy. Takie sytuacje to w korporacjach norma. - Można się śmiać, sami często się z tego śmiejemy. Ale czasem sobie myślę, że instytucje państwowe mogłyby wcielić choć jedną dziesiątą zasad panujących w korporacjach, a życie byłoby prostsze - mówi Kasia.

bEILhHUf

Tego w MSP nie znajdzieszSą jeszcze małe przyjemności. Agnieszce takową sprawia już samo przychodzenie do pracy. Prestiżowa lokalizacja niedaleko rynku. Sam budynek to zabytkowy dom handlowy z 1929 roku, pięknie odrestaurowany przez jedną z bardziej znanych pracowni architektonicznych w Polsce. Do tego biura mieszczą się na trzech najwyższych piętrach, dzięki czemu za oknem rozciągają się ładne widoki.

Ale to nie wszystko. Agnieszka aktualnie jest na urlopie macierzyńskim. I tu - też niespodzianka. Jej pracodawca daje kobietom urlop o sześć tygodni dłuższy od ustawowego. Większość korporacji buduje bowiem wizerunek prorodzinnego pracodawcy. Urlopy rodzicielskie? Żaden problem. Stres, aby poinformować pracodawcę o tym, że jest się w ciąży? - Ja nie miałam. Pracuję w firmie już od pięciu lat i naprawdę czuję się ważna. Wiem, że po urlopie mam do czego wracać - mówi. W biurze jest pokój do karmienia, więc mama, która zdecyduje się na powrót do pracy, nie musi przerywać karmienia. - Ktoś może jej przynosić dziecko w ciągu dnia, by mogła karmić. Dla pracodawcy to drobiazg, a pracownik czuje się zadbany. I oto chodzi - podkreśla.

Bo Polacy właśnie wobec tego są podejrzliwi: ktoś o nich dba, to pewnie coś za tym stoi. Jakaś skomplikowana inżynieria psychologiczna, mająca na celu wyzysk, niezdrowe przywiązanie i ostatecznie wyssanie pracownika jak cytrynkę. To, że w kuchni zawsze leżą owoce i kanapki dla pracowników? Podstęp. A Kasia uważa, że to świetny pomysł. - Dla mnie ekstra. Nie muszę wstawać godzinę wcześniej, by robić sobie śniadanie do pracy - opowiada. Na pytanie, czy w zamian nie chciałaby więcej zarabiać, mówi: różnica finansowa byłaby pewnie niewielka, a wygoda jest nieporównywalna.

A poza tym, co jest najważniejsze? Zarobki. - Pracowałam już w tradycyjnych firmach polskich, tu jest o niebo lepiej. Zarabiam netto 40 procent więcej niż przedtem. A pracuję dopiero 2 lata - mówi Gosia. Do tego premie kwartalne, roczne, regularne podwyżki. I benefity: opieka medyczna, karta sportowa i paczki dla dzieci. Fundusz socjalny dofinansowuje wydarzenia kulturalne - bilety do teatru, do kina, wejściówki na koncerty. Zdarzają się też takie kwiatki, jak coroczne wyjazdy na ferie zimowe w góry do... Szwajcarii. - Supersprawa. W zasadzie to korporacyjny standard - mówi Gosia.

bEILhHUg

To właśnie z tego względu na zmianę zdecydowała się Karolina. - Nie ukrywam, że jak na razie strasznie się tu nudzę. Ale niebawem jadę w pierwszą podróż służbową za granicę, a poza tym już się nie mogę doczekać pierwszej wypłaty! Bo właśnie dlatego tu pracuję: dla pieniędzy - wyznaje.

I żadne korposzczury, korpomuły i inne obraźliwe określenia na pracowników korporacji jej niestraszne. - Nie jestem wyznawczynią korporacji - mówi Karolina. - Nie modlę się do obrazka założyciela firmy. Nie śpiewam na imprezach firmowych hymnów ku efektywności. Bo nikt tego ode mnie nie wymaga. A gdyby zaczął, to droga jest jedna. Tam są drzwi.

Czytaj więcej w Money.pl

bEILhHUy
wiadomości
gospodarka
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)