Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
kariera
22.03.2015 15:15

Żyją z egzekucji. Jedni na ich widok płaczą, inni spluwają i krzyczą. Tak pracują komornicy

Jedni na ich widok płaczą, inni spluwają i krzyczą. Poznaj tych, którzy wykonują najbardziej znienawidzony zawód świata.

Podziel się
Dodaj komentarz
(kadr z filmu Komornik)
Lucjan Bohme, główny bohater filmu "Komornik" wyszarpuje <br>z rąk dziewczynki intrument. <br>"Jak mamusia odda pieniążki, oddam Ci akordeon", mówi.

Ta profesja cieszy się równie złą sławą jak posada kontrolera ZUS-u czy urzędnika skarbówki. Podobnie źle mówi się tylko o kontrolerach biletów i politykach. Praca komornika to robota dla ludzi o mocnych nerwach. Trzeba wytrzymać porównania do hien i krwiopijców, którzy na poczet długów zarekwirują ostatnią koszulę i zdejmą z palca obrączkę ślubną. Co pcha ludzi do zawodu, który budzi społeczną pogardę? Jak naprawdę wygląda praca komornika sądowego? Najlepiej wiedzą ci, którzy go wykonują. Oto oni.

_ Lubię taki przepych, jest co zajmować! _ - mówi, zacierając ręce Lucjan Bohme, główny bohater głośnego filmu Feliksa Falka, kiedy wchodzi do willi bogatego producenta okien. Młody komornik nie ma nawet odrobiny litości dla dłużników. Swoje obowiązki wykonuje z niezwykłą konsekwencją i skutecznością. Jego sumienie jest głuche nawet wtedy, gdy z rąk małej dziewczynki wyszarpuje ukochany instrument i mówi: _ Jak mamusia zwróci pieniążki, to ci oddam akordeon _. Film _ Komornik _ na dobre utrwalił w świadomości społecznej negatywny wizerunek jednego z najbardziej znienawidzonych zawodów.

A w rzeczywistości i komornikowi zwykle nie jest łatwo. Z jednej strony presja wierzyciela, który liczy na szybkie odzyskanie majątku i skarży się na wolne tempo egzekucji, z drugiej zaś utyskiwanie dłużnika, który bezradnie rozkłada ręce i często robi wszystko, by uniknąć spłaty zobowiązań.
Matka płacze, a ojciec się migaDzień powszedni komornika to w głównej mierze praca z dłużnikami. Dlatego na własne potrzeby środowisko komornicze podzieliło ich na cztery grupy. Pierwsza to oszuści, którzy z zaciągania pożyczek i niespłacania długów uczynili sobie łatwy sposób zarobkowania. Zwykli hochsztaplerzy, którzy już w chwili załatwiania kolejnego kredytu, zakładają, że nie oddadzą ani złotówki. Tu sprawa jest prosta. Komornik staje na czubku głowy, by wydrzeć z drania, co się da. Udana egzekucja w przypadku takich kombinatorów to dla nich prawdziwa satysfakcja i powód do dumy.

Do tej grupy zaliczają się także dłużnicy alimentacyjni, prawdziwa zmora komorników. Bo z jednej strony jest zrozpaczona matka, która nie ma pieniędzy i ledwo wiąże koniec z końcem, z drugiej – nieodpowiedzialny ojciec, który kombinuje jak się da, byleby wywinąć się od płacenia alimentów.

Przemysław Migas, komornik ze Śremu odwiedził wielu takich tatusiów. Raz wszedł do mieszkania i mówi, że zabiera dvd. Mężczyzna staje jednak okoniem. Twierdzi, że mieszkanie i wszystko, co się w nim znajduje, należy do jego konkubiny.

- _ Grozi mi, że jak coś zajmę, zaraz do sądu wpłynie skarga _ – opowiada komornik. – _ Facet śmieje się cynicznie, bo wie, że mam związane ręce. Do tego pracuje na czarno, więc na pensje też nie można mu wejść. A nazajutrz w kancelarii Migasa melduje się zapłakana matka z dzieckiem i pyta, kiedy dostanie pieniądze. Narzeka, że nie ma za co kupić pieluch. Co wtedy może powiedzieć komornik? Nic. Bo skandaliczna postawa dłużników alimentacyjnych w Polsce w dużej mierze wynika ze społecznego nastawienia do problemu długów. - Niepłacenie alimentów nie spotyka się u nas z żadną obstrukcją _ – wyjaśnia Andrzej Kulągowski, komornik z Warszawy. – _ Nie ma żadnego napiętnowania tego zjawiska. W ogóle w Polsce jest tak, że niepłacenie długów nie jest niczym wstydliwym, a przecież powinno. Dłużnicy nie czują nawet zażenowania. Wręcz przeciwnie. Ludzie, którym udaje się nie płacić własnych zobowiązań, są postrzegani jako zaradni życiowo _– uważa.
Wierzyciel też człowiekDruga i spora grupa tych, do których często pukają komornicy, to ludzie oderwani od rzeczywistości. Patrzą na świat przez różowe okulary. Zwykle przed świętami ogarnia ich zakupowy amok i z chwilą przekroczenia progu sklepu, zapominają o zdrowym rozsądku. Kupują na kredyt prezenty, drogi sprzęt, korzystają z _ chwilówek _, nie zastanawiając się z czego je spłacą. Kiedy przychodzi komornik, są w szoku.


Robert Damski, rzecznik
prasowy Krajowej Izby Komorniczej
- _ Żyją w zupełnej iluzji. Nie dociera do nich, że jak się coś kupiło za nieswoje pieniądze, to w pewnym momencie trzeba będzie je oddać _ – mówi Robert Damski, rzecznik prasowy Krajowej Izby Komorniczej. – _ Jakby tego było mało, myślą, że jak nie będą odbierać korespondencji z sądu, to problem zniknie. Ci ludzie nie pojmują, że jeśli jest wyrok, to my musimy go wykonać. _

Komornicy mówią, że w takich sytuacjach działają, jak chirurdzy, którzy wycinają chore miejsce, żeby cały organizm był zdrowy. Nie mają sentymentu, bo egzekucja długów jest dla zakupoholików niczym zimny prysznic. Przynajmniej na jakiś czas skutecznie powstrzymuje ich przed szastaniem pożyczoną gotówką.

Plagą ostatnich lat są dłużnicy-firmy, zwłaszcza te małe: jedno- czy dwuosobowe. To trzecia grupa tych, którzy przestali spłacać swoje długi. Firma ma górę niezapłaconych faktur, z miesiąca na miesiąc rachunków jest coraz więcej i widmo bankructwa szybko staje się realne. Nie ma z czego zapłacić za wynajem biura, podatków, zobowiązań wobec ZUS. W końcu przychodzi komornik.

- _ To są często dramatyczne historie _ – mówi Przemysław Migas. – _ Budowane latami, rodzinne firmy plajtują na skutek zatorów płatniczych. Widać to np. przy egzekucji długów szpitali. Wszyscy litują się nad lecznicami, które z powodu fatalnego zarządzania trwonią publiczne pieniądze. Ale dyrektor zwoła konferencję prasową, płaczliwym głosem opowie o widmie paraliżu szpitala, który nie będzie mógł leczyć pacjentów, kiedy komornik zajmie sprzęt medyczny i nikt już nie widzi drugiej strony. A tam jest dramat wierzyciela, np. hurtowni farmaceutycznej, która pada, bo szpital od miesięcy nie płaci jej za leki _ – tłumaczy.
Babcia płaci za wnuczkaNajtrudniejszą grupą, taką której przedstawicieli chyba żaden komornik nie chce windykować, są ci, którym życie podłożyło nogę. To często ofiary własnej naiwności i dobrego serca. Poręczyli kredyt znajomemu, a kiedy ten nagle zapadł się pod ziemię, zostali z nieswoimi długami. To także emeryci i renciści, których najbliżsi bezwzględnie wykorzystali.


Roman Romanowski
rzecznik pras. Izby Komorniczej
we Wrocławiu, fot. Bartosz Janiczek- _ Babcia, która co miesiąc dostaje emeryturę, to dziś najlepszy kredytobiorca _ – mówi Roman Romanowski, komornik z Wrocławia. – _ Wiedzą o tym bliscy, którzy często są bez pracy i nie mają szans na zakupy ratalne czy zaciągnięcie pożyczki. Zabierają babcię do sklepu, ta podpisuje papiery i córka czy wnuczek zabiera do domu nowiutki telewizor. Gdy przychodzi pismo od komornika, taka emerytka nawet nie wie, o co chodzi. Nie rozumie, dlaczego musi oddawać jakieś pieniądze. To są koszmarnie trudne sprawy _ – wzdycha ciężko.

Najgorsze jest to, że dłużnik-emeryt nigdy się nie stawia, nie robi awantur, nie wyklina, nie odgraża się. Najgorsze, bo wtedy komornikom jeszcze trudniej zachować bezstronność i na zimno wypełniać swoje obowiązki. I choć własna rodzina ich brutalnie zmanipulowała, oni do końca jej bronią i usprawiedliwiają.

– _ Z klasą i godnością przyjmują wiadomość o tym, że będą musieli co miesiąc oddawać sporą część swojej emerytury na poczet długu. Są bardzo zdyscyplinowani i grzeczni _ - zapewnia Karol Kułakowski, wiceprezes Izby Komorniczej we Wrocławiu. – _ Widok takiej zgarbionej staruszki, która pogodzona z losem wychodzi z kancelarii, jest druzgocący. Nie da się obok czegoś takiego przejść obojętnie. Nie jesteśmy cyborgami _ – mówi.

Robert Damski nigdy nie zapomni pana, który wpadł w spiralę długów, by ratować chorą żonę. Kobieta miała nowotwór, a on za wszelką cenę chciał ją wyleczyć. Zaciągał kredyt za kredytem, pożyczał gdzie się dało: na leki, wizyty u najlepszych lekarzy. - _ Pewnie, gdyby mnie spotkało coś takiego, robiłbym tak samo. Ona umarła, a on został z długami. To była bardzo ciężka egzekucja – _ wspomina komornik.
Dzień dobry, to jest eksmisja!Najtrudniejsze jednak i najbardziej stresujące w tej pracy zawsze były i będą eksmisje. Dziś już nie tak brutalne, jak 17 lat temu gdy zaczęła obowiązywać ustawa _ lex Blida _ , która zezwalała na eksmitowanie lokatorów na bruk bez względu na porę roku. Te czasy bardzo dobrze pamięta Iwona Karpiuk-Suchecka, była prezes Krajowej Rady Komorniczej.

- _ Chwilami ciężko było spojrzeć sobie w twarz _ – przyznaje komorniczka, która w zawodzie pracowała przez 37 lat. – _ Pamiętam jak musiałam eksmitować pewnego starszego pana. Miał nieduże zaległości czynszowe. Radziłam mu, żeby poszedł do spółdzielni i spróbował się dogadać, ale on tego nie zrobił. Kiedy w końcu musiałam przyjść do niego z policją, nie otwierał drzwi. Policjanci wyważyli je i weszli do środka. Po chwili usłyszałam: „Jezus Maria! _". _ Pan był tak zdesperowany, że podciął sobie w żyły w wannie _ – wzdycha.

Innym razem trzeba było eksmitować kobietę z dwójką dzieci. Dostała zastępcze lokum od gminy, dużo mniejsze, ale znośne. Wydawała się spokojna, pakowała się. Nagle powiedziała, że jest jej słabo. Wyszła na balkon. Policjant złapał ją w ostatniej chwili. - _ Te sprawy śnią mi się po nocach _ – wyznaje. – _ Byłam wtedy o krok od odejścia z zawodu _.

Kiedyś jej kolega przyszedł zawiadomić dłużniczkę o tym, że sąd odstąpił od eksmisji. Spóźnił się. Kobieta powiesiła się w kuchni, jej dzieci siedziały w pokoju obok. Komornicy przyznają, że okres obowiązywania okrutnej ustawy był dla nich koszmarem _ - Święte prawo własności wzięło górę nad człowiekiem _ – przyznają. Dlatego jako środowisko tak bardzo napierali na zmianę prawa, do której w końcu doszło. – _ Ale 10 tysięcy rodzin zdążyło wylądować na ulicy. I to my byliśmy wykonawcami tych okrutnych i nieludzkich wyroków _ - wzdycha Karpiuk-Suchecka.
Siekiery, kamienie i pięści – dzień jak co dzień Komornicy często są świadkami ludzkich dramatów. Nigdy nie wiedzą, co wydarzy się na miejscu. Zwłaszcza kiedy wkraczają na _ teren _ dłużnika, w dodatku w świetle kamer i fleszy aparatów, bo eksmisje to medialne sprawy, które dziennikarze chętnie opisują. Ludzie często płaczą, krzyczą, błagają. Rzucają się na podłogę, klęczą, wieszając się na nogach sądowego urzędnika. Komornik musi pozostać niewzruszony.

- _ Emocje są w tej pracy ogromne, ale trzeba je trzymać na wodzy. To nie jest praca dla ludzi impulsywnych _ – mówi Roman Romanowski.

Przekonuje, że nawet jeśli pod ich adresem leci salwa obelg, trzeba zachować zimną krew, nie dać się sprowokować i robić swoje. Na spokojnie. Ale to tylko teoria. Zdarzało się, że sytuacja wymykała się spod kontroli. Raz mężczyzna, którego przyszedł eksmitować, rzucił się na niego z metrową siekierą, inny chciał ukamienować. Dwa lata temu pod Poznaniem dłużnik oblał benzyną i podpalił dwóch policjantów. _ - To jest niebezpieczna praca. Nie dla każdego. Znam takich, którzy nie wytrzymali i odeszli z zawodu _– kwituje Romanowski.

Przemysław Migas nie ryzykuje. Jego kancelaria jest pod stałą ochroną wyspecjalizowanej firmy. Na klatce schodowej i w biurze są kamery. Pod blatem biurka ma przycisk, który uruchamia w chwili zagrożenia. Po dwóch minutach od wezwania pojawia się grupa interwencyjna. - _ Furiatów, którzy grożą, że mnie zabiją, nie brakuje _ – przyznaje. – _ Nie ma dnia, żeby któryś nie odwiedził kancelarii. Przyzwyczaiłem się _.
Dzieci bez bajki i osiem godzin negocjacjiKarol Kułakowski pamięta wizytę w domu dłużnika, która zapowiadała się całkiem spokojnie. Pan siedział w fotelu i pokornie słuchał jak tłumaczy, że z powodu długów musi zabrać telewizor. Ale wtedy z pracy wróciła żona i wszystko w jednej chwili się zmieniło.

- _ Wściekła się i zaczęła ciosać kołki na głowie męża _ – opowiada. - _ Przez ciebie dzieci nie obejrzą bajki _, wrzeszczała. Wyzywała męża od nieudaczników i fajtłap. Krzyczała, że przez niego będzie cierpieć cała rodzina. Z przerażeniem patrzył, jak w tym mężczyźnie z sekundy na sekundę wzbiera coraz większa złość. Nagle wstał i rzucił się na komornika z pięściami. - _ Ledwo się uchyliłem _ – przyznaje Kułakowski.

Bywa że jednego dnia komornik najpierw ogląda życie z perspektywy społecznego dna, by chwilę potem zapukać do pałacu wyścielonego marmurem i uderzającego przepychem.

- _ Są wizyty, po których masz ochotę od razu wskoczyć pod prysznic _ – przyznaje Kułakowski i wspomina, jak eksmitował kobietę, która mieszkała na śmieciach, Wypełniały jej mieszkanie od podłogi aż po sufit. Gdy otworzyła drzwi, na korytarzu zrobiło się czarno od karaluchów, które wypełzły. _ - Coś strasznego! A chwilę potem poszedłem do bogatego biznesmena, który zbankrutował. Jak zobaczyłem dom, to chciałem buty ściągać przed wejściem _– śmieje się komornik.[

Podczas egzekucji komorniczych często dochodzi do zamieszek. W Warszawie handlarze przez kilka godzin walczyli ze strażą miejską o Halę Kupiecką Domów Towarowych, fot. Adam Nocon/AGENCJA SE/East News ]( http://static1.menstream.pl/i/art/124/263036_big.jpg )

Do niełatwych, choć budzących zupełnie inne emocje, należą także sprawy związane z upadłością dużych zakładów pracy. Trzy lata temu Roman Romanowski wprowadzał syndyka w posiadanie dużego przedsiębiorstwa z branży spożywczej. Na miłe przyjęcie nie miał co liczyć. Kiedy przyjechał na miejsce zakład pracy wyglądał jak pole bitwy. Brama związana łańcuchami, wejście zabarykadowane wózkami widłowymi, robotnicy uzbrojeni w rozmaite narzędzia. Morze rozwścieczonych ludzi. On sam.

- _ Przyjechała policja, ochroniarze, bo sytuacja była naprawdę gorąca _ – opowiada. – _ Nikt nie chciał nas wpuścić na teren fabryki. Ludzie bali się stracić swoje miejsca pracy. W końcu przekonałem ich, żeby tylko mnie wpuścili do środka. Negocjowałem osiem godzin. W końcu dogadaliśmy się z dyrekcją i akcja zakończyła się powodzeniem _.
Władza nad człowiekiem, która kusiMimo tych wszystkich opowieści, które pokazują mniej nagłaśnianą, ludzką twarz ich pracy komornicy nie mają co liczyć na społeczną sympatię. Głośne medialne sprawy, w którym są negatywnymi bohaterami jest aż nadto. Jak choćby niedawna historia z Sochaczewa, gdzie komornik zajął oszczędności życia emerytce, którą na skutek zbieżności nazwisk pomylił z faktycznym dłużnikiem. Niewielu zająknęło się o tym, że komornik został wprowadzony w błąd i nie miał możliwości weryfikacji danych, które dostał od wierzyciela.

Niemniejsze oburzenie wywołała sprawa z Wejherowa, gdzie komornik na poczet długów _ dokonał zajęcia _ Kulki, szczeniaka rasy boston terrier, który należał 5-letniej dziewczynki. Pracownicy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami nie zostawili na urzędniku suchej nitki. _ Pies to nie telewizor! _, gromili, zapewniając że decyzja urzędnika będzie miała fatalny wpływ na psychikę czworonoga i jego bliskich.

- _ Pies ani na moment nie opuścił mieszkania właścicielki _ – broni kolegi Robert Damski. – _ Komornik zajął szczeniaka, bo był rasowy i z tego względu przedstawiał wartość handlową. Ale był to tak naprawdę zabieg psychologiczny. Dłużniczka od dawna robiła wszystko, by nie zapłacić swoich zobowiązań a komornik ma być skuteczny. Zajęcie psa zadziałało jak straszak. Kobieta spłaciła długi _ – tłumaczy.[

Do warszawskiego klubu Le Madame komornik wkroczył w asyście policji i ochroniarzy. Ludzi, którzy okupowali lokal, musieli usuwać siłą. fot. Rozbicki/Reporter/East News ]( http://static1.menstream.pl/i/art/123/263035_big.jpg )

Komornicy sami jednak przyznają, że ich profesja – z uwagi na przepisy – daje im dużą władzę nad drugim człowiekiem. Są tacy, którzy korzystają z tej władzy w haniebny sposób i psują i tak negatywny odbiór tej profesji w społeczeństwie. Jak Henryk G. z Katowic, który trzy lata temu usłyszał 370 zarzutów prokuratorskich. Wyłudził od klientów 1,3 mln złotych i był bodaj najbogatszym urzędnikiem publicznym w Polsce. Kiedy pewnego dnia w dziwnych okolicznościach z jego konta zniknęło 9 mln złotych, przez kilka miesięcy nikomu tego nie zgłosił. Twierdził, że tego nie zauważył!
Przez lata drwił z prawa i pozostawał bezkarny. Doskonale mu to wychodziło, bo mógł liczyć na kolegów z katowickiej Izby Komorniczej, którzy go chronili. Kiedy w końcu stanął przed sądem, przyznał że zarabia 250 tysięcy miesięcznie. Komornik ze Szczecina z kolei oszukał ponad 3 tysiące osób. Pobierał zawyżone opłaty w trakcie egzekucji, nie przekazywał pieniędzy wierzycielom, ściągał umorzone długi. Przykładów jest więcej.
Zarobki owiane legendą

Co zatem młodych prawników przyciąga do zawodu, który – delikatnie mówiąc – nie kojarzy się najlepiej? Między innymi zarobki. O pieniądzach, które zarabiają komornicy krążą legendy. Każda egzekucja to dla komornika konkretne pieniądze, ale trudno ustalić przeciętne wynagrodzenie w tym zawodzie. Standardowo od każdej ściągniętej kwoty urzędnik sądowy dostaje 15 procent, ale nie więcej niż 30-krotność średniego miesięcznego wynagrodzenia.To ponad 80 tysięcy złotych. Kwota przyprawia o zawrót głowy, ale komornik musi za te pieniądze utrzymać kancelarię, opłacić pracowników. To co zostanie, to jego zysk. Im więcej spraw, tym większa pensja.

W praktyce komornik zarabia od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wcześniej musi ukończyć studia prawnicze i odbyć dwuletnią aplikację komorniczą w kancelarii. Po zrobieniu dyplomu aplikant przez dwa lata jest asesorem komorniczym i czeka aż zwolni się etat, na który rozpisywany jest konkurs.
Wykształcenie i praktyka to jedno. Drugie – predyspozycje do wykonywania jednego z najtrudniejszych zawodów, jakie można sobie wyobrazić.

- _ Odporność psychiczna, niezłomność, uczciwość i cierpliwość _ – Iwona Karpiuk-Suchecka jednym tchem wymienia cechy dobrego komornika. – _ Musi mieć w sobie duży spokój i pokorę, także dużo empatii. Przydają się zdolności negocjacyjne i interpersonalne. Trzeba lubić pracować z ludźmi, choć może wielu zaśmieje się, czytając te słowa. _

Czytaj więcej w Money.pl
SKOK-i nie chcą łączenia ich z bankami Zdaniem Kasy Krajowej SKOK, dopuszczane przez projekt połączenie spółdzielczych kas z bankami jest wątpliwe z punku widzenia prawnego.
Usiadły do maszyn i są w tym świetne Kupowanie w sieciówkach jest passe. Krawcowe to dziś artystki.
Finanse są jak dobry thriller Kobiety ekonomistki udowadniają, że sporo jest prawdy w przysłowiu o diable, który jak czegoś nie może, wyręcza się babą.
5 typów ludzi, których lepiej unikać w pracy Nie bądź zbyt ufna w stosunku do wszystkich, z którymi pracujesz i wystrzegaj się tych, którzy mogą zatruć Ci życie w pracy.
Tagi: kariera, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, lifestyle
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
03-06-2020

ara,,empatia , uczciwość &#39;&#39; : ,,komornik , sąd&#39;&#39; , jasne jeszcze czegoś takiego nikt nie wymyślił Dlaczego nie powiedzą jak na licytacje … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (1)