Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Lord Conrad Black, 62-letni miliarder i magnat prasowy, wspiął się na sam szczyt. Zyskał pieniądze, szacunek. Teraz najprawdopodobniej resztę życia spędzi w więzieniu.

Baron Crossharbour - bywalec najdostojniejszych salonów, znajomy Henry'ego Kissingera, mąż pięknej i cenionej felietonistki Barbary Amiel. Zasiadał w brytyjskiej Izbie Lordów, dzisiaj zasiądzie na ławie oskarżonych w sądzie w Chicago. Może spędzić resztę życia w więzieniu. Oto historia jednej z bardziej kontrowersyjnych karier ostatnich lat.

Od browaru do prasowego imperium

Black urodził się w Toronto w bogatej rodzinie. Jak to zwykle bywa z wielkimi przedsiębiorcami, edukację ukończył nie bez kłopotów, często zmieniając uczelnie. Pierwszy wielki interes zrobił w wieku 14 lat. Zarobił 1,4 tys. dolarów sprzedając kolegom z college'u skradzione testy. Wyrzucono go za to ze szkoły.

_ Zdaniem współpracowników Black odznaczał się niebywałą charyzmą. _Chociaż jego ojciec zarządzał browarem, pasją Blacka była prasa. Jak tylko skończył studia, w wieku 20 lat założył wraz z dwoma kolegami Sterling Newspapers Limited - holding, który zajął się wykupywaniem małych gazet.

Pierwsze kroki w świecie wielkiego biznesu stawiał pod opieką Buda McDouglanda, współpracownika E.P. Taylora, twórcy Argus Corporation, holdingu inwestującego m.in. w kopalnie (Hollinger Mines), przemysł ciężki i sieci sklepów. Po śmierci swojego mentora w 1978 roku, Black dzięki wsparciu wdowy po McDouglandzie wykupił pakiet kontrolny udziałów w Argus Co. Droga do fortuny stała otworem. Argus Co. stało się bazą do przejęcia przyszłego rdzenia imperium Blacka - grupy Hollinger.

W 1985 roku Conrad Black kupił jeden z czołowych brytyjskich dzienników - podupadający konserwatywny "Daily Telegraph". Pod koniec lat 90. Hollinger był w posiadaniu 60 proc. kanadyjskiego rynku gazet oraz setek tytułów w USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Izraelu.

Złote czasy

Szczyt potęgi Blacka przypadł na 1999 rok. Był wtedy wydawcą trzeciej co do wielkości grupy prasowej na świecie. Obroty Hollingera przekraczały 2 miliardy dolarów.

Black konsekwentnie starał się przedostać na kanadyjskie a potem brytyjskie salony. Premier Tony Blair zgłosił królowej jego kandydaturę do szlacheckiego tytułu para. Niestety przeszkodą okazało się kanadyjskie obywatelstwo. Wielki przeciwnik polityczny Blacka - ówczesny premier Kanady Jean Chretien zaprotestował, powołując się na stare prawo, zabraniające królowej nadawania honorowych tytułów prominentnym Kanadyjczykom.

Black wytoczył premierowi proces, jednak przegrał go. W końcu, aby doczekać się prawa do zasiadania w Izbie Lordów, zrezygnował z ojczystego obywatelstwa. W 2001 roku został mianowany Baronem Black z Crossharbour. Tytuł bardzo symboliczny, bo Crossharbour to londyńskie doki, w pobliżu głównej siedziby redakcji "Daily Telegraph" - perły w koronie imperium Hollingera.

W okresie największego życiowego rozwoju, Black poślubił swoją drugą żonę - Barbarę Amiel, znaną felietonistkę, znaną z wystawnych przyjęć dla londyńskich elit. Małżeństwo znalazło się na szczycie. Państwo Black stali się symbolem idealnej konserwatywnej pary, nawiązującej do wiktoriańskich tradycji brytyjskiego imperium.

Życie ponad stan?

Państwo Blackowie mieli do dyspozycji posiadłości w Toronto, na Florydzie, apartamenty w Londynie, penthouse na Manhatanie. Co prawda Baron Crossharbour pełnił odpowiedzialną funkcję dyrektora generalnego i prezesa Hollinger International, jednak udziałowcy zaczęli podejrzewać, czy przypadkiem szef spółki nie żyje ponad stan.

Chociaż Black posiadał prawie 80 proc. udziałów w koncernie, mniejszościowi udziałowcy z USA zaczęli narzekać, że firma nie jest dobrze prowadzona. Dowody mieli twarde - mizerne i nadal słabnące wyniki finansowe. Tymczasem gołym okiem widać było, że osobista fortuna barona, nieprzerwanie rośnie. W 2003 roku jeden z akcjonariuszy, Herbert Denton postanowił przyjrzeć się bliżej księgom rachunkowym. Znalazł w nich niepokojące zapiski... Odkrył, że wyniki spółki nie są takie złe, ale 95 proc. zysku płynie na konta kilku członków zarządu.

Powołano specjalną komisję zarządu, która zaczęła badać mnożące się zarzuty. Okazało się, że z kasy Hollingera wypływały ogromne sumy. Dokąd? Na konta Blacka i innych dyrektorów, którzy pobierali bajońskie wynagrodzenia. Podejrzenia potwierdziło rządowe dochodzenie amerykańskiej Komisji Nadzoru Giełd (SEC).

Black znalazł się na skraju przepaści.

Upadek

Na początku 2004 roku został usunięty ze stanowiska a Hollinger wytoczył przeciwko niemu pozew cywilny. Spółka domagała się od prezesa zwrotu zdefraudowanych pieniędzy. Oszacowano je na 200 milionów dolarów. Okazało się, że grubo za mało.

Black stracił twarz, gdy SEC opublikował raport z dochodzenia, gdzie nazwał jego rządy w Hollingerze "korporacyjną kleptokracją". Zdaniem komisji baron wraz z najściślejszym kierownictwem przechwycili ponad 400 milionów dolarów w ciągu siedmiu lat. Black walczył do upadłego. Oskarżył komisję o pomówienie.

W 2005 roku przyjaciel i długoletni współpracownik Blacka - David Radler zaczął sypać. Przyznał się do defraudacji 32 milionów dolarów i zgodził zeznawać w zamian za łagodną karę 2,5 roku więzienia. Black znalazł się w poważnych tarapatach.

Dzisiejszy akt oskarżenia jest bardzo długi. Zarzuca się mu oszustwa wszelkiego typu, defraudacje, pranie pieniędzy, uchylanie się od płacenia podatków. Oskarżony nie przyznaje się do żadnego z 17 zarzutów, ale jego upadek już stał się faktem.

Znajomi odwrócili się od jego żony Barbary. Stracił najcenniejsze tytuły: "Jeruzalem Post", kanadyjski "National Post", "Daily Telegraph". Na procesy wydał już ponad 20 mln dolarów. Musiał sprzedać i zastawić swoje posiadłości.

Szanse Blacka w procesie są mizerne. "To chyba najgorsza sprawa, jaką widziałem", mówi BBC Jay Eisenhofer, prawnik reprezentujący udziałowców Hollingera w zbiorowym pozwie przeciwko baronowi.

Oprócz samego Blacka pozwy cywilne wpłynęły też przeciwko innym prominentnym członkom zarządu Hollingera. Są wśród nich były sekretarz stanu USA Henry Kissinger, jeden z głównych architektów wojny w Iraku Richard Perle oraz żona Blacka Barbara Amiel. Chociaż sami nie defraudowali pieniędzy, akcjonariusze oskarżają ich o to, że nie powstrzymali masowej kradzieży. "Nie sądzę, żeby wiedzieli co się dzieje, ale powinni byli wiedzieć", komentuje Eisenhofer.

Dzisiaj Black staje przed sądem w Chicago, mieście, w którym nigdy nie mieszkał. Postawił wszystko na jedną szalę - albo zostanie uniewinniony, albo prawdopodobnie resztę życia spędzi w więzieniu.

Tagi: conrad black, ludzie, wiadomości, gospodarka, manager, gospodarka polska, marketing i zarządzanie, portrety
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz