Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Jacek Bereźnicki
Jacek Bereźnicki
|

Król odzieży używanej i mecenas piłki ręcznej. Bertus Servaas przyjechał z Holandii i odniósł sukces

0
Podziel się:

Dzisiaj Vive to prawdziwa potęga na rynku recyklingu odzieży, zaopatrująca firmy z przeszło 60 krajów na terenie całej Europy, a także Afryki, Azji i Ameryki Południowej.

Kielce, 06.01.2014. Bertus Servaas w orszaku Trzech Króli.
Kielce, 06.01.2014. Bertus Servaas w orszaku Trzech Króli. (Michał Walczak)
bEIRWAKt

W Polsce mieszka od ćwierć wieku, ma polskie obywatelstwo i na dobre wrósł w rodzime życie społeczne, biznesowe, a także sportowe. Bertus Servaas zasłynął jako twórca potęgi kieleckiego klubu piłki ręcznej, któremu nazwę dała jego firma - Vive, zajmująca się sortowaniem odzieży używanej.

Kontuzja kolana przerwała dobrze zapowiadającą się karierę młodego Holendra, który w juniorskiej drużynie Ajaksie grał z takimi późniejszymi sławami jak Marco van Basten czy Frank Rijkaard. Nie załamał się postanowił spróbować sił w biznesie.

Jego zawodowy start nastąpił jednak niejako po drugiej stronie barykady, bo pracę rozpoczął w urzędzie skarbowym w Amsterdamie. To jednak nie był jego świat. - Praca przy wyszukiwaniu uchybień, jakich dopuszczali się przedsiębiorcy i egzekucja związanych z tym kar nie była dla mnie jednak wymarzonym zajęciem - wspomina Servaas. - Ze względu na mój charakter, zupełnie się do niej nie nadawałem. Już wtedy zacząłem myśleć o pracy na własny rachunek - dodaje.

bEIRWAKv

Eksport używanej odzieży z Holandii już w latach 80. był bardzo dochodowym zajęciem. Servaasa do tej branży wciągnął kolega, który działał wówczas na rynku węgierskim. Po tym, gdy w 1991 r. lokalni partnerzy Holendrów doprowadzili do upadku ich węgierski oddział, musieli szukać nowego rynku, na którym mogliby prowadzić działalność.

- Patrząc na mapę natrafiłem na napis "Polen" i pomyślałem, że warto spróbować - wspomina. - Kraj był właśnie w trakcie transformacji, a zachodzące zmiany napawały optymizmem wszystkich, którzy myśleli o prowadzeniu własnego biznesu - opisuje biznesmen realia polskiego rynku po wolnorynkowej rewolucji Mieczysława Wilczka.

W rozpoznaniu przeżywającego gwałtowny rozkwit, ale także pełnego pułapek polskiego rynku oraz z powodu bariery językowej, pomóc biznesmenom musieli inni Holendrzy, którzy już podjęli takie wyzwanie. Znaleźli ich w podkieleckiej wsi Szczukowskie Górki - od dwóch biznesmenów Vissera i Vermeera, budujących zakład mięsny, Servaas wynajął hale i tak zaczęła działalność firma, która w przyszłości miała wziąć nazwę od pierwszych członów ich nazwisk - Vive.

Zanim to nastąpiło, zdarzyła się tragedia - w 1992 roku partner biznesowy i przyjaciel Bertusa Servaasa stracił życie w wypadku samochodowym, a firma stanęła na krawędzi upadku. Wtedy z pomocą przyszli Visser i Vermeer, oferując dokapitalizowanie spółki. Servaas przyjął propozycję i biznes już pod nową nazwą i z nowymi wspólnikami ruszył z kopyta, ale 10 lat po tragicznym wypadku nastąpiła kolejna katastrofa - halę w Szczukowskich Górkach strawił potężny pożar, powodując wielomilionowe straty, a firma ponownie otarła się o upadek.

bEIRWAKB

Holender, zjednujący sobie sympatię ludzi bardzo otwartym i serdecznym sposobem bycia, który - jak sam mówi - w połowie czuje się Polakiem, znów mógł liczyć na pomoc. Pomocną dłoń wyciągnęli przedstawiciele kieleckiego środowiska biznesowego, wyszukując nowe miejsce na halę firmy, ale przede wszystkim pracownicy Servaasa, którzy zaproponowali, że mogą z opóźnieniem otrzymać swoje pensje. Nigdy tego im nie zapomniał.

- Jak się okazało, pracownicy traktowali firmę jak własne przedsięwzięcie, a współpracowników - jak bliskich - mówi Servaas. - To oni swoją ciężką pracą przyczynili się do tego, że w bardzo krótkim czasie firma, nie tylko znalazła się na etapie rozwoju z dnia pożaru, ale także podwoiła obroty - podkreśla.

Bank nie był już tak wyrozumiały, twardo domagając się spłaty kredytu. Chcąc nie chcąc, Servaas sprzedał jednej z konkurencyjnych firm sieć pojemników na ubrania, ale dzięki temu swoje zobowiązania spłacił.

Gdy firma rozrosła się w takim stopniu, że problemem stało się zarządzanie i rozliczanie jej poszczególnych działów, postanowiono o powołaniu kilku spółek obsługujących spółkę-matkę. Obecnie Vive Group składa się z 9 spółek, które także świadczą usługi firmom zewnętrznym. Przy firmie działa też fundacja pomagająca potrzebującym dzieciom.

bEIRWAKC

Dzisiaj Vive to prawdziwa potęga na rynku recyklingu odzieży, zaopatrująca firmy z przeszło 60 krajów na terenie całej Europy, a także Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Surowiec pochodzi z kilku krajów Europy Zachodniej - głównie z Holandii i Niemiec. W 2015 roku Vive Group osiągnęło obroty netto na poziomie 304 mln zł, a łączne zatrudnienie wynosi niemal 1,6 tys. osób.

Bertus Sevraas przyznaje, że bez nowych kierunków rozwoju i prób wprowadzenia nowych technologii nie mógłby spokojnie myśleć o przyszłości swojej firmy. - Aktualnie pracujemy nad technologiami wytwarzania materiałów i kompozytów, które mogą znaleźć zastosowanie w wielu dziedzinach przemysłu, a także architekturze i planowaniu przestrzennym - zdradza. - Uruchomiliśmy nową technologię sterowania głosowego procesem sortowania, pracujemy nad technologią przetwarzania tekstyliów na paliwa alternatywne - dodaje.

bEIRWAKW
ludzie
manager
najważniejsze
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)