Notowania

Przejdź na
usa
08.11.2016 05:55

Wybory USA. Polski biznesmen z Doliny Krzemowej: to jak wybór między dżumą a cholerą

- Jakbym patrzył tylko z perspektywy pieniędzy to tak, głosuję na Trumpa. Ale jako Polak zwyczajnie się jego zwycięstwa boję - mówi Radosław Tadajewski, założyciel firmy OORT, produkującej inteligentne urządzenia.

Podziel się
Dodaj komentarz
(materiały prasowe OORT)

- Jakbym patrzył tylko z perspektywy pieniędzy to tak, głosuję na Trumpa. Ale jako Polak zwyczajnie się jego zwycięstwa boję - mówi Radosław Tadajewski, założyciel firmy OORT, produkującej inteligentne urządzenia.W USA spędza większą część roku, biuro firmy ma w Dolinie Krzemowej. W rozmowie z money.pl opowiada, jakie nastroje panują wśród tamtejszych przedsiębiorców i czyja wygrana odbije się na biznesie mocniej.

Jakub Ceglarz, money.pl: Donald Trump w swojej kampanii zapowiada znaczące obniżki podatków. Masz kontakt z tamtejszymi przedsiębiorcami - miliarder kupił ich tymi zapowiedziami?

Radosław Tadajewski, właściciel OORT: Przede wszystkim zacznijmy od tego, że w całej Kalifornii podatki są horrendalne, bo to jeden z najbardziej socjalnych stanów. Dlatego wszystkie polskie, ale i europejskie start-upy zakładane są w stanie Delaware, gdzie się to zwyczajnie bardziej opłaca. Każdy prawnik powie ci, że wchodząc na amerykański rynek powinieneś zarejestrować się właśnie w tym stanie.

Ale to nie może trwać wiecznie.

Zabawa zaczyna się, gdy rzeczywiście zaczynasz prowadzić biznes w Kalifornii - masz tam biuro czy zatrudniasz pracowników. Wtedy musisz kupić tzw. certyfikat "Doing Business", który co prawda nie kosztuje wiele, ale oznacza, że wchodzisz pod jurysdykcję stanu Kalifornia. A tam jest najwyższa płaca minimalna w całym kraju, więc zatrudnianie do tych najprostszych prac po prostu się nie opłaca. Bo to oznacza, że człowiekowi, który pilnuje magazynu musisz zapłacić 200 tys. zł rocznie. W Polsce za to mam bardzo dobrego programistę. A to oznacza, że wszystko trzeba załatwiać outsourcingiem.

Obniżka podatków dla firm z Doliny Krzemowej brzmi więc jak wybawienie.

Obniżka tak, każdy chciałby płacić państwu 15 proc. zamiast nawet 40. Ale rzecz nie tylko w podatkach. Trzeba pamiętać, że Dolina Krzemowa to przede wszystkim imigranci. Odbierasz samochód na lotnisku - obsługuje cię Meksykanin, na bankiecie z tacami chodzą Meksykanie, pójdziesz zjeść do Wendy's czy McDonald's - zamówienie przyjmuje Meksykanin, to samo na wszystkich budowach, których w okolicach San Francisco jest mnóstwo.

Z drugiej strony - jak przejedziesz przez słynny most Golden Gate albo pojedziesz słynną "stojedynką" na spotkania startupowców z funduszami czy bankiety, to usłyszysz wszystkie języki i dialekty świata.

No i teraz wchodzi Trump i mówi: wyrzućmy wszystkich imigrantów. I co się z nimi stanie? Policja ich będzie wyrzucać z domu? Kto przyjdzie na ich miejsce i gdzie pójdą ci wyrzuceni z USA? To jest niepewność, która tamtejszemu biznesowi się nie podoba. Bo m. in. dzięki temu kulturowemu tyglowi Dolina Krzemowa się tak rozwija.

Ale więcej pieniędzy w kieszeni jednak przemawia lepiej do wyobraźni.

Zdecydowanie. Każdy sobie myśli: gdybym mógł płacić 15 proc. CIT, a do tego zrzucić obciążenia związane z płacą minimalną czy Obama Care, to dla mnie bomba. Dlatego patrząc tylko z perspektywy pieniędzy to tak, głosuję na Trumpa.

Ja osobiście mam zresztą jeszcze jeden powód, dla którego mój portfel wybrałby kandydata Republikanów. Jestem akcjonariuszem Mennicy Wrocławskiej i grupy Goldenmark, a z tej perspektywy niepewność jest wręcz pożądana. Wtedy ludzie handlują złotem, a my zarabiamy na zmianach cen i interes kwitnie. I znowu - dla mnie lepszym kandydatem jest Trump, bo w takiej sytuacji dzień po wyborach ludzie zaczną uciekać do złota. A ceny poszybują do niebotycznych poziomów.

Wyczuwam jakieś "ale"...

I słusznie. Bo powiedziałem, co zrobiłbym jako przedsiębiorca. A teraz powiem ci coś jako Polak. Z tej perspektywy wolałbym, żeby wygrała ta, uważana powszechnie za "zakłamaną" Hillary Clinton, bo ona jest gwarantem spokoju. A że brała miliony od Kataru? To świetnie, przynajmniej wiem, do której fundacji pójść (śmiech).

Tylko każdy kij ma dwa końce. Nie wiemy, co po ewentualnym zwycięstwie Clinton odbije Trumpowi - czy nie zarzuci fałszerstwa wyborów i nie wyprowadzi ludzi na ulice. A w świetle informacji, że Amerykanie zbroją się na potęgę w obawie przed wprowadzeniem zakazu przez Clinton, aż strach sobie wyobrażać, co mogą zrobić uzbrojeni zwolennicy Trumpa. To trochę scenariusz science-fiction, ale nigdy nic nie wiadomo. Bo nawet jeśli nie teraz, to przez całą kadencję polaryzacja społeczeństwa będzie rosła, a to sprzyja radykalizmowi.

Wypada tylko zacytować Mateusza Morawieckiego: "to wybór miedzy dżumą a cholerą".

Zatem gdybyś mógł, to na kogo byś zagłosował? Nawet zakładając, że nie jesteś Polakiem.

Na Clinton. Po prostu mniej się jej boję.

Jak to? Nie chciałbyś płacić niższych podatków?

Jak się dojdzie do pewnych zarobków, to już nie ma aż tak wielkiego znaczenia, czy zarabia się o te kilkanaście procent więcej. Zjem więcej niż teraz? Nie. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że spróbowałeś wszystkiego i nie masz pędu, żeby gromadzić. Bardziej cenisz stabilizację i doceniasz komfort innych ludzi. Chcesz, żeby ludzie się do siebie uśmiechali i dzięki Obama Care - jak by to nie zabrzmiało - mieli zęby. Bo w Stanach to wcale nie jest takie oczywiste.

Mówisz ze swojej perspektywy, ale jednak poparcie dla Trumpa jest zaskakująco wysokie.

To prawda i nie jestem w stanie tego zrozumieć. Choć muszę przyznać, że według moich obserwacji Republikanie wewnętrznie pękają. Spotykam się często z bardzo inteligentnymi ludźmi z klasą, którzy mówią: "dobra, jestem republikaninem, ale ten Trump to jest przegięcie, on zupełnie do nas nie pasuje". I po raz pierwszy nie widzę już tylko sporu Republikanie kontra Demokraci, a też Republikanie kontra Republikanie. Choć bardziej toczy się on na niwie światopoglądowej niż gospodarczej. Nawet biznesmeni rozmawiają częściej o kwestiach obyczajowych i ideologicznych. Wyjątkowo wypierają one w dyskusjach biznes i pieniądze.

A dla OORT wygrana Trumpa może mieć jakiekolwiek negatywne konsekwencje?

Raczej nie. Na przykład jakiekolwiek nowe regulacje w zakresie ochrony danych osobowych nie są dla nas problemem. Z kolei wahania cen walut sprawią tylko, że bardziej skupimy się na jednym czy drugim rynku. Gdy znacznie podrożeje dolar, to będziemy więcej sprzedawać w Stanach, a gdy się osłabi - to w Polsce. Ja podchodzę do tego z dystansem i nie jestem zwolennikiem takich kasandrycznych wizji - o Brexicie też mówiono, że zatrzęsie gospodarką. I co? I na razie nic.

Trump zapowiadał nałożenie dodatkowych ceł na Chiny. A przecież cała branża elektroniczna produkuje właśnie w Chinach.

To jedyne obawy, które mi towarzyszą, bo wszyscy w naszym sektorze produkują w Chinach. A jak okaże się, że import z Azji kosztuje po obłożeniu cłem tyle, co produkcja w USA, to rzeczywiście może być problem. Ale nie tak duży, bo mamy też producentów chociażby z Niemiec czy Beneluksu. Zresztą, jeśli my oberwiemy, to najpierw oberwą Apple i inni giganci elektroniki użytkowej.

Koniec końców jednak okaże się po prostu, że trzeba będzie zapłacić prawnikom, doradcom podatkowym i innym specjalistom, którzy podpowiedzą, jak te cła zgodnie z prawem obejść.

Tagi: usa, ludzie, wiadomości, gospodarka, manager, najważniejsze, gospodarka polska, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
17-11-2016

jpgPanie Prezesie Kaczyński my przecież wszyscy wiemy, że Pan jest cyniczny, podły, zły etc., można tak bez końca, niechże Pan w końcu pozwoli tym … Czytaj całość

14-11-2016

vatowiecPanie Tadajewski nie ma pan jakiegoś magazynu w Kalifornii ? Ja popilnuję go i za $100 000 rocznie. Czy swojemu świetnemu programiście w Polsce … Czytaj całość

18-11-2016

RamboTen mały, mściwy Krasnolud zapomniał chyba, że żyje od bardzo dawna na koszt państwa. Utrzymuje się z Naszych podatków. Żyje jak Król.

Rozwiń komentarze (16)