Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
giełda
08.02.2006 11:41

Elżbieta Sjöblom, tajemniczy inwestor

Nazwisko, które gwarantuje zyski

Podziel się
Dodaj komentarz

Zainwestowała w akcje Budopolu, Ganta i Próchnika. Gant odnotował 2500 proc. wzrost na parkiecie, a walory Próchnika podrożały o ponad 150 proc. Kim jest Elżbieta Sjöblom, kobieta, która tak trafnie zainwestowała?

Elżbieta Sjöblom nigdy nie była inwestorem większościowym żadnej z tych spółek. Jednak pakiety rzędu 15-20 proc. pozwalały, przy rozdrobnionym akcjonariacie, na dość duży wpływ na strategię firmy. Magia szwedzkiego nazwiska i pewne sukcesy w restrukturyzacji firm czyniły z niej giełdowego guru, za którym podążał kapitał spekulacyjny. Owiana tajemnicą budziła powszechną ciekawość. Jeszcze w końcu ubiegłego roku dziennikarz ,,Parkietu" pytał Mikołaja Habita, wiceprezesa Próchnika: ,,Czy Elżbieta Sjöblom istnieje?"

Odpowiedź była twierdząca. Niemniej podkreślano, że jest to osoba ceniąca sobie prywatność. Swoje inwestycje prowadzi dzięki sieci pełnomocników, którzy zwykle pracują w kontrolowanych spółkach. Ostatnie publikacje prasowe zdarły nie tylko nimb tajemniczości z Pani Sjöblom, ale odsłoniły również to, czego akcjonariusze Próchnika i Ganta nie chcieliby nigdy ujawniać. Okazało się bowiem, że syn Sjoblom, Maciej Niebrzydowski, który również jest jej pełnomocnikiem, ma przeszłość kryminalną. Doprowadził do upadku kontrolowaną przez siebie firmę, z której wcześniej wyprowadzono pieniądze. Został skazany i znalazł się w więzieniu. Jak wynika z doniesień prasowych, to właśnie on stał za inwestycjami na giełdzie, firmowanymi nazwiskiem swojej matki. Nawet jeżeli Elżbieta Sjöblom nie prowadziła nigdy operacji giełdowych, zaś wszystko było pomysłem jej syna i grona współpracowników, to i tak przeszła do historii GPW. Kto wie, czy gdyby nie szwedzko brzmiące nazwisko, ktokolwiek zwróciłby na nią w tym czasie uwagę. Na
marginesie całej sytuacji warto zauważyć, że działalność biznesowo-kryminalna syna Sjöblom została szczegółowo opisana przez Dziennik Bałtycki jeszcze w 2001 r. Informacje te powróciły w maju 2005 r. na wielu forach internetowych, właśnie w kontekście inwestycji Sjöblom. Tyle tylko, że wtedy większość inwestorów skwitowała je krótko: ,,i co z tego?"

Próchnik na pierwszy ogień
Wszystko zaczęło się dwa lata temu. Na początku 2004 r., konkretnie 4 lutego, Próchnik poinformował, że otrzymał zawiadomienie, że Pani Elżbieta Sjöblom posiada akcje stanowiące 6,5 proc. kapitału akcyjnego. W tym czasie spółka balansowała na krawędzi bankructwa. Na 18 lutego 2004 r. zwołano nawet NWZA spółki, które miało przegłosować dalsze istnienie Próchnika, gdyż straty poniesiona przez ostatnie 2 lata przekroczyła już granicę 1/3 kapitałów własnych. Następnego dnia po komunikacie o zakupach dokonanych przez Sjöblom, akcje spółki zdrożały z 0,86 zł, do 1,06 zł. W ciągu następnego miesiąca kurs wzrósł jeszcze do 2,50 zł za jeden walor. Wkrótce pojawił się kolejny komunikat w sprawie Elżbiety Sjöblom. Tylko, że tym razem informował o sprzedaży przez prywatnego inwestora wszystkich posiadanych akcji. Koniec historii? Nie, dopiero początek.

We wrześniu 2004 r. Elżbieta Sjöblom przejęła wierzytelności Próchnika od Banku BPH, na kwotę 2,7 mln zł. Jednocześnie w komunikacie skierowanym na rynek Sjöblom zapewniła, że chce zastąpić zobowiązania, akcjami nowej emisji spółki. Inwestorzy jednak nie dali się nabrać dwa razy na ten sam fortel. Kurs co prawda wzrósł na sesji 21 września (w dniu podania komunikatu) z 1,57 zł do 1,85 zł, jednak nie było już mowy o zbiorowej euforii.

Być może stało się tak dlatego, że Pani Sjöblom nie zależało już na wzroście kursu. Miała przecież wierzytelności, które chciała zamienić na akcje. Ostatecznie zrobiła, to po cenie emisyjnej 0,50 zł, za nominalną wartość wierzytelności. Również 50 gr. kosztowały akcje, które spółka wyemitowała i sprzedała w ofercie publicznej.

W wyniku objęcia akcji, Sjöblom znowu została największym udziałowcem spółki, z udziałem nie przekraczającym 15 proc.

Nowa emisja spółki spowodowała jednak dalsze rozdrobnienie akcjonariatu. Na WZA spółki 17 maja 2005 r. jej niewielki pakiet stanowił 70 proc. głosów. Wracając jednak do emisji akcji, to trzeba uczciwie przyznać, że spółka została wyciągnięta z tragicznej sytuacji. W marcu zakończono przydzielanie akcji inwestorom. Okazało się, że zainteresowanie było tak duże, że trzeba było zredukować zapisy o ponad 60 proc. Próchnik uzyskał z emisji 15 mln zł w gotówce. Dzięki tym pieniądzom spłacono zadłużenie, które zaczynało być dość dużym problemem. Dla przykładu, ZUS zaczął już windykację z kont Próchnika. Zmieniła się również strategia spółki, lub wręcz model biznesowy. Poszerzono asortyment produkcji i rozpoczęto szybką ekspansję rynkową. Wizytówką Próchnika szybko stały się nowe salony firmowe, otwierane w centrach największych miast. - _ W spółce przez wiele lat rozkradziono wszystko, co było wartościowe. _- mówi kierujący inwestycjami Sjöblom, jej syn, Maciej Niebrzydowski. - _ Została tylko znana marka. My mamy
konkretny przepis, aby wydobyć Próchnika z zapaści _. - dodaje.

Od zera do bohatera
Wracając jednak do notowań spółki na GPW, to do połowy 2005 r. kurs tylko nieznacznie przekraczał, 50 gr. za walor. Trudno było w tym czasie mówić o dobrej inwestycji Sjöblom. Przełom nastąpił w październiku 2005 r. Zwyżkę wywołały informacje, dotyczące nowej emisji akcji. Cena 0,50 zł, była niższa niż wycena rynkowa, warunkiem jednak było posiadanie prawa poboru. W międzyczasie wiceprezes spółki, Mikołaj Habit poinformował, że kupił na GPW pakiet 40 tys. akcji. Kluczowe jednak okazały się plany akwizycyjne zarządu. Próchnik zadeklarował chęć przejęcia marki Deni Cler, od giełdowego Kruka. W rezultacie jednak zamiast Deni Cler przejęto sieć Pabia, zaś emisja akcji została odłożona w czasie.

W raporcie rocznym 2005 spółka nie pokazała jeszcze dodatnich wyników finansowych, ale pojawiła się pierwsza jaskółka. Od bardzo długiego czasu w raporcie za III kwartał 2005 r., pojawił się niewielki zysk (145 tys. zł). Na koniec stycznia 2006 r. akcje Próchnika warte były na GPW 1,32 zł, nadal dużo więcej niż 0,5 zł płacone, przez Sjöblom w ofercie kierowanej. Trudno również przypuszczać, że kupowała wierzytelność Próchnika od BPH po cenie nominalnej. Publikacje prasowe przeszkodziły zapewne w jednym. W najbliższym czasie mało realna jest oferta nowych akcji Próchnika, tymczasem według nie potwierdzonych informacji z rynku, pieniądze miały posłużyć przejęciu Kruka. W grę wchodziło nawet ogłoszenie wezwania. _ - Skala doniesień w prasie wskazuje, ze informacje te były zbierane z dużym nakładem pracy i środków _. - mówi Mikołaj Habit. - _ Może zdziwić też fakt, ze pokazały się one w wielu rożnych tytułach jednocześnie. _- dodaje Habit.

Nie wydając pochopnych wyroków, należy zauważyć, że jak na razie Próchnik jest rozwijany dzięki pieniądzom inwestorów. Jednak o kwalifikacjach pełnomocników Pani Sjöblom będzie można się przekonać, gdy firma pokaże pozytywne wyniki finansowe.

Próchnik to oczywiście nie jedyna udana inwestycja Elżbiety Sjöblom. Osoby która prowadzi sklep odzieżowy i jak ognia unika rozgłosu. Od wywiadów woli jazdę na rowerze - deklarują jej współpracownicy.

Po publikacjach na jej temat nie mogła jednak pozostawać w cieniu. Wydała oświadczenie i pojawiła się w Próchniku, co utrwaliły nawet kamery telewizyjne.

Wejście smoka do Ganta
Najwięcej na ostatnich publikacjach prasowych stracił kurs akcji spółki Gant. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż spółka przeprowadza w tej chwili emisję akcji i każda niekorzystna informacja może się okazać dla projektu zabójcza.

Przejęcie spółki było wręcz podręcznikowe. Najpierw kurs zaczął nieznacznie zwyżkować. Następnie Od 6 do 11 października pojawiła się seria komunikatów o zakupach dokonanych przez Elżbietę Sjöblom. Ostatecznie na rynku zostało zakupionych trochę ponad 700 tys. akcji, wartych w październiku 2005 r. niecałe 3 zł za walor. Akcje stanowiły około 30 proc. kapitału akcyjnego i można z nich było wykorzystywać zaledwie 15 proc. głosów na WZA spółki. Następnym krokiem było zwołanie Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, które zaplanowano na 5 grudnia. Miało ono zdecydować o emisji akcji, żeby sfinansować inwestycje w branżę developerską (wcześniej spółka prowadziła sieć kantorów). Już wkrótce akcje, które Sjöblom kupowała po niecałe 3 zł, warte były ponad 30 zł (w styczniu 2006 r.) Publikacje prasowe, choć zapewne zaszkodziły emisji akcji, nie spowodowały przeceny spółki do poziomu, zanim Sjöblom i jej pełnomocnicy pojawili się w akcjonariacie firmy. Na koniec stycznia walory wyceniano na 22,40 zł.
* Budopol Wrocław - magia działa*
Ostatnią inwestycją Sjöblom był notowany na rynku równoległym Budopol. Kurs wrocławskiej spółki jeszcze w listopadzie 2005 r. oscylował od 80 do 89 gr. Na koniec stycznia 2005 akcje kosztowały 5,15 zł, zaś w szczytowym momencie hossy na tych walorach kurs wynosił 8,35 zł. Kurs spółki zaczął gwałtownie drożeć, począwszy od sesji 29 listopada, kiedy akcje Budopolu osiągnęły wartość 1 zł. Trudno to wiązać z informacją jaka ukazała się na rynku 15 listopada, która dotyczyła zawartej umowy we Wrocławiu. Ponieważ akcje notowane były w systemie dwóch fixingów (zmieni się to 13 lutego br.), każde większe zlecenie musiało się wiązać ze wzrostem kursu. Już 5 grudnia wszystko było jasne. Pakiet 5,39 proc. znalazł się w rękach Elżbiety Sjöblom. W Budopolu został powtórzony scenariusz z początków inwestycji w Próchnika. Już na sesji 27 grudnia Sjöblom sprzedała wszystkie akcje. Tylko na tej transakcji zarobiła ,,na czysto" około 500 tys. zł, przy zainwestowanym kapitale rzędu 250 tys. zł. Niewykluczone, że Sjöblom
pojawi się jeszcze w spółce, przecież planowana jest emisja akcji, podobnie jak w Próchniku.

Pozostał sentyment
Na razie jednak KPWiG złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Komisji nie podoba się, że zarząd Próchnika pieniądze z ostatniej emisji akcji inwestuje na rynku kapitałowym. Po publikacjach prasowych pełnomocnicy Sjöblom zapowiedzieli ujawnienie historii rachunków maklerskich. Słowa dotrzymali. Zarówno Komisja, jak i redakcje otrzymały takie dokumenty. Wynika z nich, że przy minimalnym wkładzie w dwa lata pomnożono pieniądze w portfelu do kwoty 50 mln zł.

Pani Elżbieta Sjöblom nadal jednak prowadzi sklep z ubraniami w Skierniewicach. - _ Ma do tego sklepu sentyment i chce to robić nadal _ - mówi nam jeden z jej współpracowników. Inwestorom zaś pozostał sentyment do Sjöblom, bo gdy pojawia się w spółce - t_ o niemal zawsze wiąże się ze znacznym wzrostem kursu _.

Tagi: giełda, gpw, próchnik, budopol, gant, ludzie, manager, marketing i zarządzanie, portrety
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz