Notowania

*746 pozycja na liście najbogatszych ludzi świata magazynu ekonomicznego Forbes to nie byle co. O Janie Kulczyku możemy przeczytać, że biznesmen ma majątek w wysokości 1 miliarda dolarów. A jeszcze w 2004 roku tygodnik "Wprost" wyceniał Kulczyka na 12,5 miliarda złotych. *
Jak ognia unika mediów. Wywiadów nie udziela, zaszczepiając swą nieufność pozostałym współpracownikom. - Po ostatniej publikacji doktor już chyba ostatecznie wyleczył się ze spotkań z dziennikarzami - mówi nam osoba zatrudniona w biurze prasowym Kulczyk Holding. Bynajmniej nie chodzi o publikację odsłaniającą kulisy kolejnej afery, ale o tekst dotyczący jego planów inwestycji na wschodzie. W Polsce spędza mało czasu - częściej można go spotkać podobno w Londynie, Paryżu, albo na stepach Azji Centralnej. Trochę łatwiej, choć to też jest utrudnione, przychodzi prześledzenie szlaków którymi podążają jego pieniądze.

Pieniądze nie śmierdzą

Wszystko zaczęło się jeszcze przed 1989 r., ale nie w Polsce, tylko w Berlinie Zachodnim. Jak lapidarnie ujęli to dziennikarze „Le Figaro", „jego ojciec Henryk, właściciel przedwojennej spółki export-import, za czasów Gierka przeniósł się do Berlina Zachodniego i utorował drogę synowi do staży w zagranicznych firmach. Mając w kieszeni dyplom z prawa, nauk politycznych i ekonomii młody Kulczyk zakłada w latach osiemdziesiątych jedną z pierwszych spółek joint-ventures." Po roku 1982, dzięki zmianom w prawie, możliwe stało się zakładanie firm polonijnych. Firma została założona w Komornikach i nazywała się Interkulpol. Handlowała artykułami chemicznymi, kosmetykami i budowlanymi. Przebojem rynkowym tamtych czasów, była pasta BHP, którą sprzedawali Kulczykowie, realizując znaną od wieków maksymę, że pieniądze nie śmierdzą. Na szerokie wody Kulczyk wypłynął właściwie po ‘89 r. W między czasie firma Kulczyk Tradex została przedstawicielem Volkswagena w Polsce. Kulczyk reprezentował też interesy innych niemieckich
koncernów - Krupp i Rau. Niemcy zapewne nie żałowali, że związali się biznesowo z Kulczykiem. Już w 1991 roku ma on na koncie naprawdę duży sukces. Udało mu się doprowadzić do podpisania kontraktu z MSW. Kontrakt na dostawę 3 tysięcy samochodów o wartości 150 mln zł, został zawarty bez przetargu. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak dodać, że dzięki temu kontraktowi niemiecki koncern zainwestował w upadającą fabrykę Tarpana.

Piwna prosperity

Rok 1993, był chyba najlepszym okresem, dla poznańskiego biznesmena. Gdy prywatyzowano Browary Wielkopolskie, minister Janusz Lewandowski zdecydował, że w przetargu mogą brać udział tylko polskie podmioty. We wrześniu właścicielem 40 procent udziałów w tej firmie stała się spółka Euro Agro, kontrolowana przez Jana Kulczyka. Już po miesiącu akcjonariusze podwyższają kapitał. Skarb Państwa nie brał udziału w dokapitalizowaniu spółki, więc Kulczyk stał się większościowym właścicielem. W połowie 1996 r. do browarów wchodzi koncern z RPA - SAB, który przejmuje kontrolę nad browarem. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wcześniej ten sam koncern próbował ubić interes ze Skarbem Państwa, przegrał jednak, bo nie obiecał, tak jak Kulczyk budowy polskiej grypy kapitałowej, wokół browaru. Przez całe lata 90-te właśnie ów argument decydował o powodzeniu biznesowym Jana Kulczyka.

Złamane obietnice

Na wyobraźnię działa zwrot z inwestycji, jaka zwykle osiąga Jan Kulczyk. Za Browary Wielkopolskie zapłacił 20 mln zł. Tajemnicą poliszynela jest to, że podniesienie kapitału w Browarach Wielkopolskich było finansowane z kredytów bankowych. Co więcej płatność za zakup udziałów w BW została rozłożona na raty. W zamian Jan Kulczyk miał wprowadzić browar na giełdę. Nie zrobił tego do dziś.

Jeśli wierzyć słowom Kulczyka, SAB wszedł do spółki obejmując akcje nowej emisji. Gdy już wspólnie z nowym inwestorem Kulczyk przystępował do przetargu na zakup Browarów Tyskich, oferowali 75 mln USD za 52 procent akcji. Z połączenia tych dwóch browarów powstała dzisiejsza Kompania Piwowarska. Polski biznesmen nie ujawnia, jaki udział posiada obecnie w firmie. Udało nam się jednak ustalić, że jest to ok. 30 proc. - Dziś, udział w Kompanii Piwowarskiej Kulczyka przypomina lokatę rentierską. Z inwestycji rzędu 20 mln zł rocznie, na konta firm i fundacji związanych z rodziną Kulczyków trafia w formie dywidendy około 100 mln złotych - mówi nam dziennikarz, który od dawna śledzi dokonania biznesowe poznańskiego biznesmena.

Z Wartą warto

W 1993 roku rozpoczęła się również historia inwestycji Kulczyka w firmę ubezpieczeniową Warta. To jedna z najciekawszych operacji finansowych w jakiej brał udział Jan Kulczyk. W historii tej jest wszystko, zarówno wielkie nazwiska, akcja służb specjalnych, no i oczywiście wielkie pieniądze. Początkowo towarzystwo ubezpieczeniowe Warta należało do państwowych firm, takich jak LOT, Polskie Linie Oceaniczne i Polska Żegluga Bałtycka, zaś większościowy pakiet kontrolował minister finansów. LOT swoje udziały sprzedał Andrzejowi Komornickiemu, byłemu kierowcy rajdowemu i dealerowi opla. Tak powstał pomysł, by akcje przejęli inni działający na rynku importerzy aut. Warta przed 1989 r. miała monopol na ubezpieczenie aut wyjeżdżających na zachód Europy. Jednymi z pierwszych akcjonariuszy prywatnych spółki byli: Paweł Obrębski - diler forda, Janusz Kiliańczyk - renault, Jerzy Starak - alfa romeo i Jan Kluczyk - volkswagen. Z biegiem czasu Kulczyk przejął te udziały. Co ciekawe zastosowano podobny mechanizm jak w
przypadku Kompanii Piwowarskiej. Emisje akcji spowodowały, że w momencie wchodzenia spółki na GPW Skarb Państwa posiadał zaledwie 46 proc. walorów firmy. Wraz z wprowadzeniem firmy na giełdę udział skarbu państwa spadł po raz kolejny. Warta była jedyną firmą kontrolowaną przez Jana Kulczyka, która została wprowadzona na giełdę.

Warta musiała podlegać rozmaitym wymogom informacyjnym, jak chociażby ujawnianie swojego akcjonariatu. Po skupieniu większościowego pakietu, Kulczyk Holding przeprowadził jeszcze ze skarbem państwa transakcję odkupienia części udziałów. W 1999 r. za niespełna 20 proc. akcji zapłacono Kulczyk zapłacił 181 mln zł. Po tej transakcji firma Kulczyk Holding wraz z podmiotami zależnymi dysponowała blisko 70 proc. udziałem w spółce. Już rok później w firmie ubezpieczeniowej pojawił się inwestor branżowy. Była to grupa KBC, która objęła akcje nowej emisji spółki. W 2003 r. Kulczykowi udało się doprowadzić do transakcji sprzedaży części udziałów w Warcie, dzięki czemu KBC zyskał większościowy udział w firmie. Co ciekawe wartość transakcji nie została nigdy ujawniona. Spekulowało się jedynie, że było to znacznie więcej, niż 130 mln zł, jakie wynikało z ówczesnej kapitalizacji spółki.

W bieżącym roku misja Kulczyka w Warcie dobiega końca. Kulczyk Holding poinformował 8 marca, że sprzeda posiadane jeszcze 24,61 procent akcji TUiR Warta na rzecz belgijskiej grupy KBC za 400 mln zł. Transakcja powinna być sfinalizowana do końca miesiąca. „Po sfinalizowaniu tej transakcji - i po zakończonym we wtorek wykupie akcjonariuszy mniejszościowych (0,26 proc.) - KBC będzie miała pełną kontrolę właścicielską w Warcie, co umożliwi wszczęcie procedury wyjścia z giełdy" padało w swoim komunikacje KBC.

Pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu czołowe dzienniki pisały, o tym, jak to Jan Kulczyk zamierza tworzyć grupę bankowo-ubezpieczeniową i że chce wziąć udział w prywatyzacji PKO BP.

Telekom na kredyt

Podobnie przebiegała historia inwestycji w Telekomunikację Polską i PKN Orlen. Choć akurat udział Jana Kulczyka w prywatyzacji TP, to po prostu majstersztyk. Jak się później okazało biznesmen nie angażując własnych środków w ciągu kilku lat zarobił ponad 180 mln zł. Zaczęło się typowo. W lipcu 2000 r. Emil Wąsacz, minister Skarbu Państwa, sprzedał konsorcjum France Telecom i Kulczyk Holding 35 proc. akcji TP SA za 4,3 mld dol. (18,6 mld zł) z prawem dokupienia 16 kolejnych proc. do końca września 2001 r. Ostatecznie kupiono 12,5 proc. akcji za które zapłacono 3,6 mld zł.

Ciekawostką jest fakt, że równocześnie minister łączności podpisał tego samego dnia „Porozumienie regulacyjne". Zakładało ono utrzymanie monopolu TP aż do końca 2002 r. Znów udział Kulczyka w prywatyzacji stał się możliwy, dzięki argumentom o polskości kapitału. Wcześniej działające w pojedynkę FT nie było w stanie doprowadzić do zawarcia transakcji. Swoje akcje warte blisko 3 mld zł Kulczyk sprzedał już po 4 latach. Wtedy okazało się, że zainkasował za nie „zaledwie" 180 mln zł, gdyż finansowane były kredytem. Pieniądze pożyczał France Telecom. Z kolei z Orlenem wiąże się chyba koniec dobrej passy biznesmena. Sam miał powiedzieć dziennikarzom, że od kiedy kupił udziały w paliwowej spółce zaczął mieć kłopoty. Co ciekawe podobne wyznanie złożył Aleksander Gudzowaty odnośnie swoich interesów w sektorze energetycznym. W przypadku Orlenu Kulczyk przegrał jednak z wolnym rynkiem. Akcje musiał
kupować przez giełdę, co wiązało się z koniecznością płacenia rynkowych cen. - Kulczyk Holding i spółki od niego zależne nabywały akcje Orlenu sukcesywnie od 1999 r. - mówił Jan Kulczyk podczas swoich zeznań, przed orlenowską komisją śledczą. W szczytowym momencie inwestycji pakiet akcji o którym mówił Kulczyk wynosił prawie 24 mln sztuk i stanowił 5,7 proc. kapitału. Plan zakładał połączenie Orlenu z Lotosem, jednak na przeszkodzie stanęło wejście Lotosu na giełdę. Po tym niepowodzeniu sprzedano większość posiadanych walorów nie realizując zakładanych zysków.

Miliard w środę

Nie sposób nie wspomnieć o jednej z najbardziej zyskownych transakcji nowożytnej Europy. Na transakcji związanej z Polską Telefonią Cyfrową (operator ERA), zarobił prawie miliard złotych. W maju 1999 r. Kulczyk Holding sprzedał swoje udziały za 825 mln zł (kupował Elektrim). Trzy lata wcześniej zapłacił za nie 16 mln zł. Do tej kwoty trzeba jeszcze doliczyć 100 mln zł „ekstra", jakie otrzymał Kulczyk za rezygnację z zakupu dodatkowych udziałów od Elektrimu. Dodatkowy procent zarobił też dzięki temu, że Warta która również była udziałowcem w PTC zagwarantowała Kulczykowi prawo pierwokupu tych udziałów. Wspomniane transakcje zakończyły się zresztą wielkim skandalem na GPW, gdyż Elektrim utajnił ową umowę przed swoimi akcjonariuszami.

Znikające miliardy

Jana Kulczyka na liście najbogatszych ludzi świata umieścił ostatnio amerykański magazyn ekonomiczny „Forbes". Biznesmen z majątkiem w wysokości 1 miliarda dolarów, znalazł się na 746. miejscu. Paradoksalnie Jan Kulczyk przez ostatnie lata był wręcz ignorowany przez to pismo, zaś osoby odpowiedzialne za przygotowanie rankingu tłumaczyły, że nie sposób ustalić majątku Kulczyka. Tygodnik „Wprost" jeszcze w 2004 r. podawał, że jego majątek jest wart 12,5 mld zł. W 2005 r. majątek ten „stopniał" do zaledwie 5,5 mld zł. Transparentność to bowiem ostatnie słowo jakie przychodzi na myśl, gdy próbujemy określić działalność biznesmena. Kwoty są pieczołowicie skrywane i dopiero zawierane transakcje na rynku publicznym pozwalają oszacować skalę działalności. Jan Kulczyk jest udziałowcem w fundacji zarejestrowanej we Wiedniu - Kulczyk Privatstiftung. Poprzez spółkę zawartą w Holandii - Kulczyk Pon Holding - kontroluje Kulczyk Tradex, czyli dilera volkswagenów i audi. Wtajemniczeni twierdzą, że ta spółka odgrywa
istotną rolę w działalności lobbystycznej. - Firma realizuje program poprawy swojego wizerunku, polegający na tym, że młodzi zdolni ludzie mają się pojawiać za kierownicami samochodów sprowadzanych przez Kulczyk Tradex - mówi nasz informator. - Przy okazji są to osoby związane z politykami, od których wiele zależy w sektorze energetycznym - dodaje. Kulczyk Privatstiftung ma jeszcze niecałe 10 proc. w spółce Kulczyk Holding. To właściwie wszystko.

Reszta, przynajmniej formalnie, należy do Grażyny Kulczyk. Może to nawet nieistotne, bo małżonkowie mają wspólnotę majątkową, jednak nasi informatorzy twierdzą, że żona biznesmena wprowadza to managementu Kulczyk Holding swoich zaufanych ludzi. Dlaczego? - Być może chodzi o zranione uczucia - zastanawiają się (oczywiście anonimowo) pracownicy Kulczyk Holding. Tajemnicą poliszynela jest bowiem fakt, że Jan Kulczyk od jakiegoś czasu ma nową wybrankę serca.

Po ostatniej fali spieniężania posiadanych aktywów Kulczyk Holding ma jeszcze udziały w Euro Agro Centrum, które z kolei ma akcje w Kompanii Piwowarskiej. Kolejnymi aktywami są udziały w spółce Polenergia, która miała eksportować energię elektryczną do Niemiec i w Autostradzie Wielkopolskiej. Do tego kilkanaście spółek, w których w większości przypadków Kulczykowie posiadają mniejszościowe udziały.

Obecnie na pierwszoplanową inwestycję wyrasta Stary Browar w Poznaniu. Koszt budowy tego centrum handlowego oszacowano na 66 mln USD. Przy okazji niemal już tradycyjnie doszło do skandalu. Grunty, które podobno warte były 16 mln zł, przejęto za 6 mln zł. Jak później tłumaczył Jan Kulczyk - Towar jest wart tyle, ile ktoś chce za niego zapłacić. Rzeczywiście w przetargu była to jedyna oferta.

| Komentarz |
| --- |
| *Daniel Gąsiorowski, Money.pl *

  Ostatnio Jan Kulczyk nie odniósł żadnego sukcesu. Na polu energii porażka goni porażkę, zaś przegrana w wyścigu po grupę G8 była niczym, w porównaniu z Wiedeńskim spotkaniem z Auganowem (w sprawie energii właśnie), które odegrało niebagatelną rolę w aferze Orlenu. Nie udało mu się doprowadzić do prywatyzacji PKO BP, według utartego schematu, który miał polegać na zaangażowaniu wyłącznie polskiego kapitału. Legendą obrosły już pomysły budowy autostrady przez cieśninę Bosfor i nawet dla Starego Browaru pilnie poszukiwany jest inwestor branżowy. W jednej z ostatnich publikacji prasowych pojawiły się pomysły Jana Kulczyka dotyczące inwestowania na dalekim i bliskim wschodzie, jednak eksperci nie zostawili na nich suchej nitki. Jaka przyszłość czeka więc najbogatszego (zapewne już niedługo), biznesmena w Polsce? Być może przyszedł czas na zrealizowanie odwiecznego pragnienia i Jan Kulczyk zostanie dyrektorem
opery? Tego bowiem odmówić mu nie sposób - uwielbia zaskakiwać.   |

Tagi: jan kulczyk, kulczyk holding, ludzie, manager, marketing i zarządzanie, portrety
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz