Michael O'Leary, założyciel i manager Ryanair

Michael O'Leary, założyciel i manager Ryanair

Michael O'Leary to dla jednych wzór sukcesu, dla innych wariat, który zamiast zarządzania liniami lotniczymi powinien zostać odizolowany od reszty społeczeństwa. Jednak to on odmienił branżę lotniczą nie do poznania.

Przeciwnicy dorzucają do tego obrazu jeszcze jeden epitet - ignorant. Zapewne z powodu jego licznych wypowiedzi, jak: ,,Nie jestem maniakiem lotnictwa, interesuje mnie tylko biznes i tanie latanie".

O'Leary jest Irlandczykiem, i jak większość mieszkańców zielonej wyspy jest z tego szalenie dumny. Słowo ,,szalenie" jest właściwie bardzo odpowiednie dla oddania charakteru tego biznesmena. Dziś wyznacza standardy wśród firm lotniczych na całym świecie, będąc jednocześnie ich przekleństwem. Kto wie, czy to właśnie nie jego działania doprowadziły do wielu bankructw przewoźników na całym świecie.

Nie matura lecz chęć szczera...

Ukończył prowadzony przez Jezuitów męski Trinity College w Dublinie, choć na taką formalność jak matura, nie znalazł już czasu. Karierę w liniach lotniczych Ryanair rozpoczynał w 1988 r. Wcześniej los zetknął go z Tonim Ryanem, założycielem linii Ryanair, gdy pracował jako doradca podatkowy w firmie KPMG. Po sześciu latach został dyrektorem zarządzającym firmy. Przy okazji wynegocjował kontrakt, dzięki któremu na bardzo długo znalazł się w czołówce najlepiej opłacanych menadżerów na świecie. Cały haczyk polegał na tym, że O'Leary zagwarantował sobie prawo do 25 proc. zysku firmy, jeśli przekroczy on 2 mln funtów rocznie. Jak nietrudno się domyśleć taki zysk firma wykazuje już dawno.

Kosztowy kiler

Znakiem rozpoznawczym O'Learego są: bezwzględna walka z kosztami i bardzo kontrowersyjny model komunikacji. Na każdy z tych tematów można napisać książkę, a i tak nie wyczerpie się tematu. O cięciu kosztów w Ryanair zdążyły już powstać legendy, tak jak legendarna jest niechęć podwładnych w tej firmie do swojego szefa. Według jednej z takich legend pracownicy tanich linii mają nawet zakaz ładowania telefonów komórkowych w firmie. - To jest plotka rozpowszechniana przez konkurentów - mówi Wojciech Karubin z Ciszewski PR, agencji, która obsługuje przewoźnika na polskim rynku. Choć trzeba przyznać, że walka ze zbędnymi kosztami w wydaniu O'Learego jest bezwzględna.

Kluczem do sukcesu okazało się przerzucenie na klientów obowiązku rezerwacji lotu. Klient loguje się na stronie internetowej i rezerwuje lot. Prawie wszystkie operacje z tym związane odbywają się automatycznie, dzięki czemu firma oszczędza gigantyczne kwoty, nie musząc ponosić kosztów związanych z obsługą klienta. Udział rezerwacji on-line w przypadku Ryanaira sięga 98 proc., co jest wynikiem nie do osiągnięcia dla tradycyjnych przewoźników. To oczywiście nie jedyne, co wyróżnia tego przewoźnika od konkurencji. Standardem, który zastosował O'Leary, jest to, że samoloty linii Ryanair nie stoją na lotnisku dłużej niż 25 min., gdy dane lotnisko nie jest w stanie zapewnić takiej jakości usług, trasa po prostu nie jest otwierana. Jest to min. powód, dlaczego Ryanair nie realizuje w tej chwili lotów do Warszawy. Ten temat zdominował również ostatnią wizytę menadżera w Polsce. Wizytę wykorzystał on głównie do tego, by zaatakować władze warszawskiego Okęcia - za wysokie ceny i brak infrastruktury. Dostało się również polskim politykom, za brak decyzji odnośnie drugiego lotniska w okolicach Warszawy.

,,Odwalcie się"

Powinni się jednak cieszyć, że O'Leary nie obszedł się z nimi równie obcesowo, co z władzami Belgii. Gdy tamtejsze władze zażądały kilka lat temu zwrotu subsydiów Rynair odmówił. - Wysłaliśmy im fax - opowiadał później dziennikarzom menedżer. Napisaliśmy w nim, ,,odwalcie się". Właśnie polityka kosztowa pozwala prezesowi Ryanaira twierdzić, że tylko jego linie są prawdziwymi ,,tanimi liniami". - Owszem pozostali tani przewoźnicy oferują tanie bilety, ale mają za wysokie koszty. - zwykł mawiać. Jego zdaniem tylko kwestią czasu jest, by albo podniosły ceny, albo zostały przejęte przez większych graczy. Powód jest prosty - większość tanich linii lotniczych generuje straty.


O'Leary często sam uczestniczy w akcjach marketingowych Rynaira. Na zdjęciu podczas promocji specjalnej oferty z okazji dnia zakochanych.

Sam Rynair nie zamierza zresztą przejmować konkurentów, z konsekwencją budując swoją tanią flotę. - Takiego EasyJet, to nie wziąłbym nawet za darmo - kwituje w swoim stylu. Oprócz cięcia kosztów Rynair myśli cały czas o dodatkowych dochodach. W ubiegłym roku linie zaoferowały reklamodawcom możliwość umieszczenia reklam na całym samolocie. W ten sposób reklamowały się już: firma wynajmu aut Hertz, operator komórkowy Vodafone, producent samochodów Jaguar i alkohol Kilkenny. To jednak nie wszystko. W przyszłym roku Ryanair umożliwi podróżnym korzystanie z telefonów komórkowych na pokładach samolotów. Wszystkie linie lotnicze zakazują tego z uwagi na bezpieczeństwo. Za możliwość telefonowania w trakcie lotu pasażerowie jednak zapłacą. Analitycy szacują, że dochody z tego tytułu mogą sięgnąć 7 mln euro rocznie. Obecnie 16 proc. przychodów Ryanaira pochodzi już ze sprzedaży dodatkowych usług i produktów.

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie