Oto Grzegorz Schetyna. Skąd wzięła się jego potęga?

Oto Grzegorz Schetyna. Skąd wzięła się jego potęga?

Fot. Bartosz KRUPA/East News

- Komorowski i Schetyna dopuścili się grzechu pychy i manifestacyjnie spotkali się zaraz po wyborach w poniedziałek. Tusk odebrał to jako policzek. Obawiał się, że powstanie triumwirat Komorowski, Schetyna Tusk, który tylko w swoim gronie będzie podejmować decyzję. To dla Tuska jest nie do przyjęcia - wyjaśnia Paweł Piskorski, który wprowadzał Grzegorza Schetynę do polityki krajowej, razem posłowali z list Unii Wolności, wspólnie organizowali Platformę Obywatelską.

- Donald Tusk, który przez dłuższy czas zgrzytał zębami, że dał się ograć Schetynie i Komorowskiemu, bierze teraz srogi rewanż. Nie chce stać się zakładnikiem Schetyny, gdyby ten pozostał na fotelu marszałka - dodaje Piskorski.

Wejście do rządu oznacza, że człowiek numer dwa w PO zdaje się na łaskę premiera. Ten może go, jak w 2009 roku, z dnia na dzień odwołać i zesłać w niebyt. Co innego kierowanie Sejmem. W porządku konstytucyjnym to marszałek jest zwierzchnikiem premiera. Może skutecznie ułatwiać lub utrudniać życie rządowi. Tusk chce takiej zależności za wszelką cenę uniknąć.

Jeżeli faktycznie szefowi PO uda się swój plan wdrożyć w życie, Grzegorz Schetyna po raz drugi w ciągu dwóch lat zostanie utemperowany. Jego spektakularny dwudziestoletni marsz w polskiej polityce, od działacza studenckiego do jednej z trzech najważniejszych osób w państwie, może zostać na dłużej powstrzymany. A może nawet czeka go całkowita marginalizacja.

Od studenta do wicewojewody

Schetyna na poważnie polityką zainteresował się podczas studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, w pierwszej połowie lat 80. To wtedy urodzony w Opolu, w antykomunistycznej rodzinie Grzegorz, który właśnie rozpoczął studiować prawo, zaangażował się w działalność Niezależnego Związku Studentów.

Przeczytaj komentarz Bartłomieja Dwornika



Tusk wsadza najlepszego kolegę na minę

Bardzo szybko stał się jedną z kluczowych osób tego środowiska, przejmując w połowie lat 80. przywództwo nad wrocławskim NZS-em po Ryszardzie Czarneckim, obecnym eurodeputowanym PiS. - Grzegorz już wtedy pokazał swoje talenty organizacyjne, które głównie wiązały się z umiejętnością utrzymywania przy sobie zaufanych ludzi. Tamta ekipa: Jurkowlaniec, Protasiewicz, Charłampowicz nadal stanowi jego zaplecze - wspomina Czarnecki.

Fakt, trzej wymienieni od ponad dwudziestu lat współpracują ze Schetyną. Rafał Jurkowlaniec jest marszałkiem sejmiku Dolnego Śląska, a wcześniej był wojewodą tego regionu. Jacek Protasiewicz - jest eurodeputowanym, był szefem ostatniej kampanii wyborczej PO. A Jarosław Charłampowicz w praktyce rządzi Platformą na Dolnym Śląsku. Został też w końcu posłem, o czym marzył od lat. Startował z wysokiego piątego miejsca na liście PO, choć swoją karierę zaczynał jako asystent obecnego marszałka Sejmu.

Schetyna stał się liderem tego środowiska w sposób naturalny. Poza zdolnościami organizacyjnymi był również odważny, co w PRL było cechą szczególnie cenioną w opozycji. - Mało kto wie, że Schetyna w latach 80.był członkiem najbardziej radykalnego odłamu Solidarności - Solidarności Walczącej - mówi Czarnecki.

Piskorski dodaje, że w NZS nie było kolesiostwa, to była konspiracyjna organizacja w związku z tym jeżeli ktoś miał wysoką pozycję, to było to wynikiem cech indywidualnych. - To było spontaniczne przywództwo. Lider musiał mieć naturalną charyzmę – tłumaczy Piskorski. A takim był Grzegorz Schetyna. Potwierdza to Rafał Jurkowlaniec. - Jego przywództwo było niepodważalne - tłumaczy Jurkowlaniec.

Wrocławski NZS pod kierownictwem Schetyny do końca pozostał nieufny wobec obozu rządzącego, zachowując konspiracyjną strukturę organizacji. Jego szef nie był zachwycony rozmowami przy Okrągłym Stole. Wyraz swojemu niezadowoleniu dał w 1989 roku na spotkaniu studentów wrocławskiego uniwersytetu z Lechem Wałęsą. Zaatakował przywódcę Solidarności, że ten zapomniał o legalizacji NZS w rozmowach ze stroną rządową. Na sali zapanowała konsternacja. Wałęsa w tym czasie był przecież niemal Bogiem. Zdarzenie to ujawniło jedną z głównych cech marszałka: bezkompromisowość w wyrażaniu opinii.

 

Tusk i Schetyna przyjaciele z boiska
  • fot: PIOTR BLAWICKI/SE/
    EAST NEWS
  • fot: Macierzynski/REPORTER/
    East News
  • fot: GAWUC/REPORTER/
    East News
  • fot: AGENCJA SE/East News

 

Grzegorz idzie w dużą politykę

Pomimo swojego sceptycyzmu wobec porozumienia okrągłostołowego w 1990 roku Schetyna zostaje dzięki poparciu Komitet Obywatelskiego , którego ówczesnym szefem we Wrocławiu był obecny prezydent tego miasta Rafał Dutkiewicz, asystentem wojewody wrocławskiego Jarosława Muszyńskiego. Potem krótko jest dyrektorem Urzędu Wojewódzkiego, a gdy premierem zostaje Jan Krzysztof Bielecki wicewojewodą. Mniej więcej w tym samym czasie poznaje też poprzez Pawła Piskorskiego Donalda Tuska.

- Grzesiek miał zatarg z wojewodą, a z racji tego, że ja byłem doradcą premiera zwrócił się do mnie, by zaaranżować spotkanie. Wtedy też zetknął się po raz pierwszy z Donaldem - wspomina okoliczności poznania Tuska ze Schetyną Piskorski.

Po tym spotkaniu Grzegorz Schetyna wraz z działaczami wrocławskiego NZS dołączył do Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Automatycznie stał się regionalnym liderem partii, z której wywodził się ówczesny premier. W 1991 roku w wyborach do Sejmu jednak nie startuje, namaszczając na jedynkę biznesmena, głównego sponsora koszykarskiego Śląska Wrocław, Zenona Michalaka.

W 1993 roku już sam Schetyna stanął na czele listy KLD, ale partia nie zdołała wejść do Sejmu. Wtedy obecny marszałek postanowił swoje talenty organizacyjne wykorzystać w biznesie. Z namaszczenia Rafała Dutkiewicza został prezesem Radia Eska Wrocław, które wywodziło się bezpośrednio z tajnego w PRL Radia Solidarność.

PO wygrywa wybory do parlamentu


PKW potwierdza: PO jednak dostanie więcej

Ekipa Schetyny zaczęła robić radio, jakiego dotychczas we Wrocławiu nie było. Młodzi, pomysłowi prezenterzy, efektowne dżingle, konkursy telefoniczne dla radiosłuchaczy, hity muzyczne. Obecnie to standard, ale na początku lat 90. były to rewolucyjne zmiany w porównaniu do siermiężnego radia państwowego.

Wrocławska Eska stała się najpopularniejszym medium w mieście. Jej sukces w dużej mierze był zasługą Schetyny, który potrafił zebrać odpowiednią grupę ludzi i kierować nimi twardą ręką.

- Grzegorz był i jest bardzo wymagający wobec współpracowników, ale przede wszystkim wobec siebie. Nadaje duże tempo działania, ale równocześnie czynnie uczestniczy w realizacji zadań - wyjaśnia Jurkowlaniec, który z obecnym marszałkiem Sejmu pracował w radiu.

Również inni pracownicy radia z lat 90. wspominają duże zaangażowanie Schetyny. Czasami jednak potrafił działać pod wpływem chwili i rozstawać się z ludźmi z byle powodu, czym wzbudzał swoisty strach w redakcji. - Pewnego razu dziennikarz zwrócił się do niego trzymając ręce w kieszeni. Prezes go wysłuchał, za chwilę wezwał go jednak do siebie do gabinetu. Po krótkiej rozmowie facet już nie pracował - wspomina były pracownik radia.

Równocześnie dodaje, że był on szefem, który dbał o swój zespół. Organizował im często imprezy integracyjne, a w trakcie powodzi w 1997 roku stał się ich zaopatrzeniowcem.

Obecni i byli współpracownicy marszałka zaprzeczają jednak rewelacjom Janusza Palikota, który w swojej książce Kulisy Platformy napisał, że po alkoholu Schetyna pstryka swoich ludzi w ucho.

Na drugiej stronie dowiesz się, jak Schetyna zdobywał pieniądze na Śląsk Wrocław

Poprzednia strona
schetyna, nzs, śląsk wrocław, tusk. po
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Ania Jagiello
66.27.86.* 2011-11-02 03:58
ob. Tusk i ob. Schetyna to sezonalne postacie na scenie politycznej - po nich przyjda inni. wazne jest ze sa oni przejsciowo obdarzeni przez narod RP zaufaniem i przywilejami zeby uzyc swojej inteligencji dla rozwiazania spraw kraju w optymalny sposob a nie obciac sobie wzajemnie jaja. dlatego ci pseudo-politcy powinni zajac sie tym za co pobieraja pensie i diety bo inaczej
Ratyński
79.162.51.* 2011-10-22 12:40
To może powinien zostać szefem MSZ?
adiafora
109.243.69.* 2011-10-18 23:23
Janusz Palikot - historia prawdziwa.
Meandry powstania i działalności Ruchu Wspierania Palikota.

Palikot będąc członkiem PO zdobył „rozgłos” w jej szeregach, dzięki temu, że sprawdzał się w „roli klauna nadwornego” (mając talent do rozbawiania słuchaczy). Zarazem „Sztukmistrz z Lublina” postać o „wielu twarzach” wg niektórych ludzi z którymi się zetkną posiada również umiejętność bycia bardzo obskurnym i odpychającym w obyciu, potrafi być chamski i „brutalny”(ostry) w swoich wypowiedziach i posunięciach, (wyzywanie politycznych konkurentów od prostytutek czy alkoholików, sugerowaniem im homoseksualizmu i przekraczaniem kolejnych granic podłości). O usposobieniu szołmena, prowokatora łaknący rozgłosu, bycia w świetle jupiterów. Wzbudzający kontrowersje wokół swojej osoby - zachowaniem obscenicznym, „krzykliwym” ( happeningi typu popijanie małpek pod osiedlowym sklepem). Określany mianem „zombi” przekraczał wszelkie możliwe granice kompromitacji, której osobie publicznej nie można przekroczyć. Byli koledzy partyjni nie doceniali jego potencjału politycznego a raczej umiejętności skupiania na sobie uwagi masmedi. Otoczenie partyjne w końcowym okresie jego przygody z PO widziało w nim tylko wichrzyciela, niegroźnego „oszołoma” nie mogącego zagrozić w jakim kolwiek stopniu obecnemu systemowi polityczno-medialnemu( czy się pomylili?).
W początkowej stadium kiełkowania w jego barwnym umyśle koncepcji zbudowania ugrupowania politycznego, w jego ówczesnych wypowiedziach, wdarł się dylemat czy zostać w PO rozpychając się i czekając na odejście Donalda Tuska oraz szukać wśród działaczy Platformy oparcia w dążeniu do z-marginalizowania politycznego PiS, który uważał (uważa) za zagrożenia dla Polski, czy budować własną formacje. Jego ambicje polityczne tłumaczył również potrzebą zmian na skostniałej scenie politycznej. Przekonywał o potrzebie zaistnienia jego formacji politycznej w sejmie dosyć nieudolnie lansując tezę, iż istnieje w przypadku zdominowania sceny politycznej w Polsce przez dwie partie (PO i PSl) - zagrożenie dla rozwoju polskiej demokracji (co jest niedorzeczne ponieważ na świecie w dojrzałych i zdrowych demokracjach istnieją nawet systemy zaledwie dwupartyjne, np. USA ).
Już zdecydowanie lepiej brzmi inna teza, która szczególnie po wyborach zaczęła być lansowana przez „mesjasza lewicy” – o próbie budowy ugrupowania na wzór współczesnej zachodniej socjaldemokracji. To mnie osobiście bardziej „przekonuje”, biorąc pod uwagę fakt iż z-marginalizowana, obsadzona byłymi PZPR-owskimi aparatczykami SLD do pełnienia roli lewicy w Polsce zupełnie się nie nadaje.
Palikot na potrzeby kampanii wyborczej ukuł jeszcze jedną zręczną teorie – cyt: „Nasz system partyjny tak naprawdę służy samym partiom i ich liderom, a nie wyborcom”. Oczywiście „można się z tym zgodzić” tylko pojawia się pytanie czy w przypadku kiedy „mesjasz lewicy” zacznie dzierżyć ster władzy w Polsce, czy cos się zmieni w tej materii? - wątpię!
Zręcznie wymachiwał hasłami reform strukturalnych, naprawy finansów państwa, ułatwień dla rozwoju „ducha przedsiębiorczości” wśród obywateli, uproszeniu prawa, usprawnień w funkcjonowaniu struktur państwa na styku państwo-obywatel (komisją przyjazne państwo kierował Palikot, przygotowało kilkadziesiąt fundamentalnych zmian prawa ale niestety żadne z nich nie zostało nawet poddane pod głosowanie, „zombi” odpowiedzialnością za fiasko tego projektu obarcza głównych liderów koalicji PO-PSL). - „Wzniosłe” cele, którym należy się pełna aprobata, tylko jak to się ma do cynizmu bohatera tego artykułu, który wg wielu uznanych i cenionych postaci publicznych przekłada ponad wszystko karierę polityczną i realizacje prywatnych celów.
W jego wywodach przedwyborczych znalazły się bardzo trafne racje jak chociażby: - - państwo jest od planowania(np. dalekosiężne wizje, szeroko zakrojone projekty trafiające przez naukę do biznesu); potrzeba drastycznych reform bez których polska nigdy nie będzie w stanie konkurować na europejskim czy globalnym rynku; etos solidarnościowy, rozumienie polityki jako służby społeczeństwu itp..
Ale co to ma do uprawiania warcholstwa świeżo po wyborach. Jątrzenie i inicjowanie „afer medialnych” (zapowiedz zdjęcia krzyża w sejmie). Już teraz zapomina założyciel ruchu o wzniosłych celach jakie deklarował przed wyborami, zapomina o priorytetach społecznych, od początku skupia się na małoistotnych i marginalnych aspektach kulturowych i obyczajowych, wprowadzając chaos i atmosferę kontrowersji. Pierwsze jego reakcje po wyborach będą decydujące o jego wizerunku, o jego odbiorze przez opinie publiczną. Zamiast pokazać górnolotne cele, zamiast „pokazać się od dobrej strony”, zamiast pokazać społeczeństwu, że zależy mu na dobru kraju, na rozwoju gospodarczym, zamia
Zobacz więcej komentarzy (17)