Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Daniel Gąsiorowski
|

Roman Abramowicz, rosyjski miliarder

0
Podziel się:

Mógłby zorganizować własną olimpiadę

Roman Abramowicz, rosyjski miliarder

Jego majątek szacuje się na 15 mld USD. Jest Rosjaninem, dodajmy - jednym z bogatszych ludzi w tym kraju. Jako gubernator sprawuje władzę na Czukotce, ale jest bardzo częstym gościem w Londynie. Kupiony przez niego klub piłkarski Chelsea Londyn w bardzo krótkim czasie przewrócił do góry nogami rynek piłkarski na świecie, co przyjaciół mu nie przysporzyło. Roman Abramowicz ma jednak tyle pieniędzy, że mógłby zorganizować własną olimpiadę - bo kto bogatemu zabroni.

Trudne dzieciństwo

Urodził się w 1966 r. w Saratowie. Zanim został miliarderem, doświadczył nędzy i wielu przeciwności losu. Gdy miał rok, zmarła jego matka. Nie skończył trzech, stracił ojca. Dziś jest w pierwszej setce najbogatszych ludzi na świecie, a przecież dopiero w tym roku kończy 40 lat. Jak to możliwe, że człowiek który żył w nędzy dziś jest miliarderem? Skąd pochodzi majątek Abramowicza wiadomo w zarysie, choć każda z relacji nieco się różni. W wielu publikacjach na jego temat jest jednak część wspólna - do naprawdę wielkich pieniędzy nie doszedł uczciwie (przynajmniej jak na polskie standardy).

Biznesem zajął się stosunkowo wcześnie. W 1987 roku (miał 21 lat) założył w Moskwie swą pierwszą firmę. Postanowił produkować zabawki, zaś prawdziwym przebojem rynkowym były plastikowe kaczuszki. Jednocześnie kończył naukę w cenionym Moskiewskim Instytucie Ropy i Gazu. Biografowie i dziennikarze naliczyli, że do tej pory założył ponad 40 firm, z czego większość przypada na lata gwałtownych przemian politycznych i gospodarczych w Rosji.

Przełomowe znajomości

Znajomości niemal w każdym biznesie odgrywają kluczową rolę. Do tych Abramowicz miał szczęście. Najpierw los w wojsku zetknął go z Anatolijem Gordiłowskim, który był synem dyrektora w Nojabrsknieftiegaz. Dzięki tej znajomości zaczął robić karierę w sektorze naftowym. Wkrótce poznał Borysa Bierezowskiego, którego pozycja w biznesie była w tym czasie niepodważalna.

Gdy jedna z agencji badania opinii publicznej spytała ostatnio Czukczów kim jest Roman Abramowicz, 19 proc. odpowiedziało bez wahania, że... Bogiem.Przełom w jego karierze wiąże się właśnie z tą osobą i rokiem 1995 r. Był to rok nasilonej kampanii wyborczej, do wyborów prezydenckich które miały się odbyć w lecie 1996 r. O reelekcję ubiegał się schorowany i potrzebujący pieniędzy na kampanię, Borys Jelcyn, który wydał dekret o prywatyzacji koncernu Sibnieft. Poprzez sieć firm Bierezowski z Abramowiczem przejęli koncern, płacąc niewiele ponad 100 mln USD. Wartość firmy została zaniżona blisko 25 razy, choć zapewne biznesmeni musieli ponieść jakieś koszty operacyjne. Nie bez przyczyny nazywani byli „kasjerami Kremla". Później Abramowicz interesy robił już na własną rękę. Wspólnie z innym miliarderem, Olegiem Dieripaską, przejął holding Rosyjskie Aluminium. Był też właścicielem nieistniejącej już stacji telewizyjnej ORT.

Plotki, plotki, plotki

Z tym okresem wiąże się jedna z bardziej tajemniczych historii związanej z Abramowiczem. W 1992 roku, 55 cystern kolejowych, pełnych oleju napędowego, zaginęło gdzieś między Syberią a Moskwą. Co prawda, wagony zlokalizowano na Łotwie, niemniej były już opróżnione. Abramowicz był zatrzymany w związku z tą sprawą, i przesłuchiwany. Nie postawiono jednak żadnych zarzutów. Gdy doszło do prywatyzacji koncernu Sibnieft, podobno był inny oferent, gotów zapłacić nawet 100 mln USD więcej niż Berezowski i Abramowicz, jednak z sobie tylko znanych powodów wycofał się z przetargu. Plotki w Rosji wiążą również Abramowicza z tajemniczymi zniknięciami osób z branży naftowej i firm produkujących aluminium, jednak nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów.

Z kolei swoją karierę polityczną związał z Czukotką. Prawo wyborcze posiada tam około 55 tys. osób (terytorium wielkości Ukrainy). Według źródeł rosyjskich, gdy kandydował do Dumy, każdemu kto na niego głosował obiecał butelkę wódki. Oczywiście wybory wygrał w cuglach. Szybko jednak zrezygnował z zasiadania w rosyjskim parlamencie i został wybrany na gubernatora tej krainy. To dzięki niemu powstały tam supermarkety, nowoczesne lotnisko i strefa bezcłowa. Dzięki temu ostatniemu zabiegowi, może czerpać jeszcze większe dochody ze swoich inwestycji.

Zabaweczka za 140 mln funtów

Prawdziwy rozgłos zawdzięcza jednak swojemu kaprysowi. Trzy lata temu postanowił kupić klub piłkarski. Nie jakieś tam CSKA Moskwa, czy Zenit St. Petersburg. On postanowił kupić klub angielski i koniecznie z tradycjami. Zanim doszło do transakcji zrobił dokładne rozeznanie. Na krótkiej liście miliardera znalazły się 4 kluby: Chelsea, Arsenal, Tottenham Hotspur oraz Manchesteru United. Ostatecznie wybór padł na FC Chelsea, za który zapłacono 140 mln funtów. Do poprzednich właścicieli (prezesa Kena Batesa, pięciu niemieckich konsorcjów oraz Ashrafa Marwana, egipskiego milionera) trafiło 60 mln funtów, dodatkowo Abramowicz zobowiązał się do spłacenia blisko 80 mln funtów zadłużenia klubu, co uczynił w niespełna miesiąc. W krótkim czasie ten klub piłkarski zdominował ligę angielską i choć trudno w to uwierzyć, ale nie obyło się bez protestów.

Financial Services Authority (angielski nadzór finansowy) badał legalność operacji i tajemniczy wzrost na giełdzie poprzedzający sprzedaż klubu. W aferę zamieszane były osoby zarówno narodowości brytyjskiej, rosyjskiej jak i tadżyckiej. Siedem podejrzanych osób zarobiło około milion funtów, jednak śledztwo nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Swoje wątpliwości zgłaszali również posłowie Izby Gmin. Dziś nie ma to jednak znaczenia. Kibicom londyńskiego klubu to raczej nie przeszkadza, a na każdym meczu zasiada ich na stadionie Stamford Bridże blisko 40 tys. Ich ulubioną piosenką jest „We are fucking loaded", co znaczy - jesteśmy bardzo bogaci (choć tłumaczenie dosłowne byłoby dużo bardziej dosadne). Na meczach śpiewa się też „Kalinkę". Trudno im się dziwić, gdyż nowy właściciel klubu, tylko na transfery wydał dotychczas 0,5 mld USD. Przy okazji przewrócił rynek transferowy na świecie. Pozostałe kluby (nawet najbogatsze) nie stać na płacenie horrendalnych sum za piłkarzy, co jest powodem powszechnej krytyki
ze strony całego środowiska piłkarskiego, poza rzecz zrozumiała, piłkarzami grającymi w Londynie.

Ucieczka przed Putinem?

Ostatni czas Abramowicz wykorzystuje na wycofywanie swoich aktywów z Rosji. Po tym jak Kreml rozprawił się Michaiłem Chodorkowskim żaden z oligarchów nie może się czuć w Rosji bezpieczny. Majątek Chodorkowskiego w ciągu zaledwie kilku miesięcy z 11 mld USD stopniał do 3 mld, zaś sam miliarder trafił do więzienia. Tego losu zapewne chce uniknąć Abramowicz, choć ma sytuację lepszą od Chodorkowskiego - jest gubernatorem Czukotki. W 2000 r. Berezowski, który był jego mentorem i wprowadził go do wielkiego biznesu, musiał uciekać z Rosji. Wtedy Abramowicz odkupił od niego udziały w Sibniefcie, dzieki czemu kontroluje tą spółkę samodzielnie. Już ponad rok temu przeniósł swoje interesy do Londynu. Aktywa przejął koncern Millhouse Capital, który jest kontrolowany przez...Abramowicza.
Na mecz swojej drużyny przylatuje pięcioma samolotami. Nigdy bowiem nie leci tym samym środkiem lokomocji co jego żona, zaś w pozostałych zasiada jego osobista ochrona.

Podobno jego marzeniem jest otrzymanie tytułu szlacheckiego w Anglii. Dzięki temu zyskałby pewność, że Kreml nie będzie nastawał na jego interesy. Choć tu pewności nigdy nie ma, ale jak pokazuje przykład Chodorowskiego w walce z Putinem można stracić nie tylko majątek, ale i wolność. Na razie jednak równie często bywa w Londynie, na Czukotce, Monte Carlo, co w Moskwie.

Abramowicz - gadżeciarz

Ogromny majątek to jednak nie wszystko. Abramowicz nie należy do osób oszczędnych. Na jego ręku można dostrzec roleksa daytona za 30 tys. USD. Nie jest to najdroższy model zegarka na rynku, bo choć trudno w to uwierzyć Abramowicz nie lubi obnosić się ze swoim bogactwem. Jest też skryty i ma bzika na punkcie bezpieczeństwa. Właściwie jedyną możliwością zobaczenia go „na żywo" to mecze jego drużyny piłkarskiej, na których bywa regularnie.

Gdy przybywa do Anglii zaszywa się w posiadłości Fyning Hill w West Sussex, która należała kiedyś do króla Jordanii - Husajna. Tam znajdują się baseny, kręgielnia i tor gokartowy, na którym bawią się dzieci (w sumie 5) miliardera wyposażone w repliki samochodów znanych z torów F1. O takich trywialnych niuansach, jak pełen monitoring i agenci ochrony strzegący dostępu do posiadłości nawet nie warto wspominać.

Jest również właścicielem flotylli jachtów. „Le Grand Bleu" (wart 90 mln USD) - to najbardziej znana jednostka. Na wyposażeniu ma min. lądowisko dla helikopterów, czy szybkie ślizgacze. Abramowicz odkupił ten jacht od Paula Allena, jednego ze współwłaścicieli Microsoftu. Kolejną jednostką w jego flocie jest jacht „Ecstasea", której wartość rynkową szacuje się na około 120 mln USD. Choć jacht to niezbyt precyzyjne określenie - łódź posiada system obrony przeciwrakietowej i łódź podwodną, którą w razie zagrożenia można niepostrzeżenie się oddalić. Największy jest Pelorus (118 metrów), na którym podobno stacjonują byli oficerowie SAS. Według zachodniej prasy koszt utrzymania floty, to 30 mln USD rocznie.

Abramowicz często podróżuje, stąd zapewne decyzja by kupić Boeinga 767-300. Wartość wersji podstawowej to ok. 100 mln USD. Na życzenie właściciela samolot został wyposażony przez szwajcarską firmę Jet Aviation m.in. w systemy wykrywania rakiet. Ma jeszcze kilka śmigłowców.

Kolejne zabawki?

Wygląda na to, że Abramowicz nie poprzestanie tylko na klubie piłkarskim. Ma już zresztą przynajmniej dwa. Oprócz Chelsea kontroluje również CSKA Moskwa (oficjalnie klub sponsoruje koncern Sibnieft) . Wywołało to konsternację władz piłkarskich, gdy oba kluby spotkały się w rozgrywkach europejskich.

Wymieniano go również jako ewentualnego nabywcę zespołu Jordan startującego w wyścigach Formuły 1, interesował się również możliwością zakupu klubu sportowego w USA (w grę wchodziło NBA i NHL), choć tak do końca z Rosjanami nigdy nie wiadomo niczego do końca. Jeden z dowcipów, jaki pojawił się, gdy Abramowicz kupił Chelsea, oddawał bardzo trafnie duszę rosyjskich oligarchów. Bieriezowski mówi do Chodorowskiego: Słyszałeś, że Abramowicz kupił Chelsea? - Jasne -odpowiedział Bieriezowski - to co nam pozostaje, kupujemy UEFA (odpowiednik PZPN, tylko że dla całej Europy)... Bo kto bogatemu zabroni, zwłaszcza Rosjaninowi.

ludzie
manager
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)