Uli Hoeness: Biznesowy geniusz i król kiełbasek

Uli Hoeness: Biznesowy geniusz i król kiełbasek

Fot. PAP/DPA

Kontuzja kolana zakończyła jego aktywną karierę sportową. Jako menadżer doprowadził klub piłkarski Bayern Monachium na szczyt Bundesligi.

Wyostrzony zmysł do interesów Uli Hoenessa o mało nie zrujnował klubu piłkarskiego FC Bayern Monachium. Kto tak twierdzi? Sam Uli Hoeness. Swój pierwszy kontrakt menadżerski szybko skorygował, bo, jak powiedział kiedyś dziennikowi Frankfurter Allgemeinen Zeitung, kosztowałby klub miliony. Zgodnie z umową z 1979 roku przedsiębiorca miał otrzymywać 10 tys. marek miesięcznie i 50 procent od wpływów z reklam. Hoeness stałby się szybko bardzo bogaty. Zrezygnował jednak z pieniędzy, aby pomóc w ten sposób borykającemu się z problemami finansowymi klubowi.

W Monachium wiele zawdzięczają Hoenessowi. Kiedy po pół roku gry dla 1. FC Norymberga zakończył aktywną karierę sportową z powodu kontuzji kolana, powrócił do FC Bayern, aby w wieku zaledwie 27 lat objąć stanowisko menadżera. Sytuacja najlepszego obecnie niemieckiego klubu nie wyglądała wówczas najlepiej. Przy obrocie rzędu 12 mln marek Bayern był zadłużony na 7,5 miliona. Po raz ostatni zdobył mistrzostwo przed pięciu laty, a na Stadionie Olimpijskim w Monachium drużyna była tylko najemcą. Kiedy padał deszcz, na mecze docierało zaledwie kilka tysięcy kibiców, a wpływy ze sprzedaży biletów były odpowiednio niskie. Tymczasem pod koniec lat 70. stanowiły one 85 procent wszystkich przychodów klubu.

Jedyny taki klub bez długów

Fakt, że ówczesny prezes Bayern Monachium - Wilhelm Neudecker - przyjął Hoenessa na stanowisko menadżera, był rozwiązaniem tymczasowym, ale wcale nie pochopnym. Były skrzydłowy wykazał się już wcześniej, przyciągając sponsorów. Jako aktywny zawodnik w 1978 roku pozyskał na sponsora producenta ciężarówek Magirus Deutz, co przyniosło mu prowizję w wysokości 180 tys. marek.

Po prawie 33 latach sprawowania przez Hoenessa odpowiedzialnych stanowisk - najpierw menadżera, a od 2009 prezesa klubu - bilans FC Bayern Monachium wygląda zupełnie inaczej. Roczne wpływy klubu wzrosły w latach 2009/10 do rekordowego poziomu 323 mln euro. Żaden rywal z Bundesligi nie może się równać z monachijczykami. Także na poziomie europejskim sytuacja klubu wygląda całkiem dobrze. W przeciwieństwie do takich drużyn jak Real Madryt czy Manchester United, niemiecki klub prawie nie ma długów. Na koncie FC znajduje się 130 mln euro, klub jest właścicielem nowoczesnego stadionu, który regularnie wypełnia 69 tys. kibiców.

Przeczytaj wywiad Money.pl



Tylko ci się wydaje, że znasz się na sporcie

Przy czym same wpływy z biletów nie byłyby nawet niezbędne do przeżycia i odpowiadają teraz jedynie za 15 procent zysków. Najwięcej generują kontrakty telewizyjne i sprzedaż artykułów reklamowych dla fanów. Telekom, główny sponsor klubu, płaci rocznie około 20 mln euro. Wpływy z merchandisingu przyniosły w ubiegłym sezonie 44 mln euro.

Hoeness pamięta jeszcze początki. - Poleciałem do USA, aby podejrzeć, jak wygląda merchandising. U nas tego nie było - mówi. - Zawsze słyszałem tylko, że drużyny futbolowe, baseballowe i koszykarskie zarabiają miliony na sprzedaży koszulek, czapeczek i szalików. My mieliśmy małą placówkę pocztową z kilkoma kartkami. Później zaczęliśmy otwierać pierwsze sklepy z artykułami dla kibiców.

Król kiełbasek Pod koniec lat 70. FC Bayern był już znaczącym klubem w Bundeslidze, ale jeszcze nie najlepszym. Jako zawodnik Hoeness zdobył trzy tytuły mistrzowskie, jako menadżer kolejne 17. Hoeness nigdy nie tolerował długów. Wyjątek stanowi klubowy stadion Allianz Arena, który zostanie spłacony do 2015 roku.

Fakt, że ma żyłkę do robienia interesów, Hoeness potwierdził jeszcze zanim wpadł na pomysł sprzedaży praw do transmisji rozgrywek Bundesligi. Syn rzeźnika z Ulm, który każdego dnia musiał przyglądać się, jak ciężko pracuje jego ojciec, zdobywał pierwsze doświadczenia poszukując reklamodawców do gazetki szkolnej. Później, jako młody zawodnik, pozyskiwał ważnych sponsorów. Po zdobyciu mistrzostwa świata w 1974 roku Hoeness wraz z innym zawodnikiem reprezentacji wydali dla dyskontu Aldi książkę tematyczną o Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej, dołączając do niej swoje autografy. W krótkim czasie sprzedała się w liczbie 300 tys. egzemplarzy.

Z dyskontem spożywczym Hoeness związany jest do dziś jako przedsiębiorca. Pierwsza dostawa dla Aldi była fundamentem pod jego fabrykę wędlin w Norymberdze. W 1985 roku Hoeness założył wspólnie z przyjacielem firmę HoWe. Od dziesięciu lat przedsiębiorstwem kieruje syn Hoenessa. Latem, w sezonie grillowym, firma zatrudnia 300 pracowników, zakłady opuszcza 50 ton wędlin na dobę. Roczny obrót firmy szacowany jest na 45 mln euro. Kiełbaski produkowane przez Hoenessa można znaleźć nie tylko w sklepach dyskontowych. Jako kiełbaski norymberskie oferowane są obecnie w restauracjach McDonald's.

Czytaj więcej na temat sportu i biznesu w Money.pl
Tak zarabiają bracia Kliczko. Zdziwieni?
Dzięki umowie ze stacją RTL, każdy z bokserów inkasuje za walkę od siedmiu do dziesięciu milionów euro - twierdzi dziennik Bild.
Michalczewski i Gortat w jednej drużynie. Czyjej?
Zatrudnienie pięściarza to marketing, nie przytyk w stronę byłego pracodawcy - mówi jeden z właścicieli firmy.
Dobry rower za kilkaset złotych? Niemożliwe
Taki sprzęt nie będzie spełniał podstawowych warunków technicznych - mówią Maciej Lepieszkiewicz i Zbigniew Rodziewicz.
Czytaj także
Polecane galerie
siwy 57
79.191.244.* 2012-01-11 16:30
A kiełbaski Norymberskie są dobre . To mu sie udało