Notowania

kosmetyki
27.05.2013 06:00

Na klientkę nie wolno się obrażać. W końcu kupi

Patricia Popławska opowiada, jak z małej drogerii zrobić dużą firmę kosmetyczną.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Bartek Sadowski)

Sprzedawała ubrania, szyła spodenki z lycry i handlowała kasetami magnetofonowymi. W połowie lat 90. była największym importerem bydła w Polsce. Jednak dopiero branża kosmetyczna spełniła największe marzenia Patrici Popławskiej. Od 16 lat jest właścicielką firmy Clarena, która dziś kontroluje jedną trzecią rynku kosmetyków profesjonalnych w kraju i eksportuje swoje produkty do 20 państw. Jest laureatką Perły Biznesu 2008 i jedyną kobietą, zasiadającą w kapitule nagrody gospodarczej Dolnośląski Gryf. W rozmowie z Money.pl bizneswoman opowiada, jak z małej drogerii zrobić jedną z największych firm kosmetycznych w Polsce.

- Jest Pani taką kobietą pracującą, która żadnej pracy się nie boi. Łatwiej wymienić profesje, których się Pani nie imała niż te, które były obecne w Pani życiu?

_ (śmiech) _ To prawda, było tego trochę. Ale to dlatego, że ja lubię tworzyć, konsekwentnie wcielać w życie nowe pomysły. Nie znoszę stagnacji. Nie interesuje mnie powielanie, robienie codziennie tego samego. Czuję wtedy, że niepotrzebnie marnuję czas. Dlatego ciągle szukałam dla siebie miejsca, w którym będę mogła się stale rozwijać. I znalazłam je w Clarenie. Ale swoją przygodę w biznesie zaczęłam od branży odzieżowej. Mąż miał pracownię krawiecką i szyliśmy spodnie. Po rozstaniu z mężem zajęłam się szyciem spodenek kolarek z lycry. To był swego czasu bardzo chodliwy towar. A potem były kolejne firmy. Otarłam się nawet o branżę muzyczną. W domu towarowym Feniks prowadziłam sklep z kasetami magnetofonowymi.

- A jak to się stało, że nagle zaczęła się Pani zajmować sprzedawaniem mięsa?

Kiedyś znajomy poprosił mnie, żebym u rodziców kupiła świnię do jego sklepu i tak się zaczęło. Zajęłam się skupem bydła i sprzedażą mięsa. To była połowa lat 90. Byłam wtedy jedyną kobietą w tej branży. Po trzech latach zostałam największym importerem bydła rzeźnego w Polsce. Interes świetnie prosperował, dlatego dołączył do mnie brat i ojciec. Wybudowaliśmy rzeźnię i chłodnię. Interes kwitł, ale ja nigdy nie czułam się w nim dobrze. Źle się czułam, myśląc że te wszystkie zwierzęta zostaną zabite. Długo po tym jak zostawiłam ten biznes, nie mogłam jeść mięsa. Taki miałam uraz. Poza tym kobiety nie są w tej branży traktowane poważnie. Jak jechałam na Białoruś, to nikt nie chciał ze mną rozmawiać, dopóki nie położyłam na stole gotówki. Wtedy wiedzieli, że mają do czynienia z poważnym kontrahentem. No i każdy kontrakt trzeba było przypieczętować wódkę. Taki jest tam zwyczaj. Musiałam pić, nie było wyjścia.* - I rzuciła Pani taki dochodowy interes? *

Bydło się skończyło. Najpierw w Polsce po zlikwidowaniu PGR-ów, potem za granicą: w NRD, Czechach, na Litwie. Białoruś była ostatnia. Pięć lat trwała moja przygoda z mięsem. Musiałam sobie poszukać nowego pomysłu na biznes. Zajęłam się kosmetykami.

- Niezły przeskok. To było spore ryzyko. Startowała Pani w czasach, kiedy na polski rynek wchodziły zagraniczne marki: Oriflame, Avon. Polki z wypiekami na twarzy oglądały kolorowe katalogi. Był szał na te kosmetyki. Nie bała się Pani takiej konkurencji?

Dlatego postanowiłam sprzedawać wyłącznie polskie kosmetyki. Dobre, a tańsze niż zachodnie. To był mój pomysł. Pieniądze na rozkręcenie biznesu miałam i zastanawiałam się, co z nimi zrobić. Wtedy koleżanka powiedziała, że zawsze marzyła o sklepie z kosmetykami. I weszłam w to. Tak powstał nasz sklep w centrum Wrocławia. Zatrudniłyśmy profesjonalną kosmetyczkę, która dobierała klientkom krem do rodzaju skóry, potem wizażystkę, która pomagała wybrać kosmetyki kolorowe. To był strzał w dziesiątkę. I wreszcie poczułam, że robię to, co naprawdę lubię. Chciałam jak najwięcej wiedzieć o kosmetykach: czytałam, szkoliłam się, uczyłam się tej branży.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/106/m269674.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/prezes;power;media;nie;kazdy;zaoszczedzi;na;ksiegowosci;w;internecie,164,0,1301668.html) *Każda firma może oszczędzić. Nie każda... * Wojciech Narczyński tłumaczy, kto powinien skorzystać z księgowości online. - Ale to było dla Pani wciąż za mało.

Bo szybko wpadłam w rutynę. Codziennie otwierałam sklep, sprzedawałam, potem zamykałam i jechałam do domu. Poczułam, że stoję w miejscu, że się nie rozwijam. I wówczas jeden z producentów rzucił w rozmowie, że powinnam zacząć sprzedawać kosmetyki profesjonalne, dla salonów kosmetycznych. Pomyślałam: czemu nie? Sklep zostawiłam koleżance i po raz kolejny postanowiłam zacząć wszystko od nowa.

- Wyobrażam sobie, że początki nie były łatwe, bo przecież branża kosmetyczna w dużej mierze opiera się na zaufaniu. Musiała Pani najpierw przekonać klientki do siebie?

To prawda, ale przydało się moje doświadczenie w sprzedaży. To były dwa lata bardzo ciężkiej pracy. Pakowałam do poloneza traka towar i jechałam w Polskę. Chodziłam od gabinetu do gabinetu. Na początku było bardzo ciężko, bo kosmetyczki nie chciały niczego kupować. Niektóre wyrzucały mnie z salonów. Starczało mi tylko na opłacenie ZUS-u i paliwo, o zyskach nie było mowy. Chwilami miałam naprawdę dosyć, ale parłam do przodu. Wiedziałam, że nie ma co się obrażać na klientki. _ W końcu kupią _ - tłumaczyłam sobie. I tak się stało.

- To kiedy wreszcie interes _ zaskoczył _?

Ciężka praca w końcu się opłaciła. Myślę, że w handlowaniu jest tak, że nie chodzi o to, by sprzedać produkt, a o to by sprzedać siebie, przekonać klienta do siebie. I mnie się to udało, bo mam do tego smykałkę i jestem autentyczna. Po dwóch latach miałam już bazę stałych klientów. Sprzedawałam polskie kosmetyki, potem także włoskie i hiszpańskie.

- To kiedy zrodził się pomysł, by stworzyć własną markę?

Po tym jak hiszpańska firma, której byłam dystrybutorem nagle zmieniła warunku kontraktu i podniosła ceny. Miałam dosyć takich historii. A poza tym byłam już na ten krok gotowa. Firma doskonale prosperowała, moje nazwisko już coś w branży znaczyło. Zatrudniłam pierwszego pracownika, potem kolejnego. Tak powstała Clarena. Dziś zatrudniam 130 osób i współpracuje z najlepszymi europejskimi laboratoriami kosmetycznymi.

- A jak wygląda proces wprowadzania na rynek nowego produktu. Ile to zajmuje czasu?

Co najmniej pół roku. To żmudny proces a my dwa razy w roku wypuszczamy nowości. Najpierw jest praca w laboratorium, potem testowanie czyli ustalanie, jaka ma być konsystencja kosmetyku, zapach, pracujemy nad jego efektywnością. To ona jest przecież najważniejsza dla naszych klientek, czyli kosmetyczek.

- Jaki jest obecnie udział Clareny w rynku kosmetyków profesjonalnych?

Szacujemy go na poziomie 40 procent. Współpracujemy obecnie z ponad ośmioma tysiącami salonów kosmetycznych. Sporo kosmetyków także eksportujemy. Naszymi największymi odbiorcami są Rosja, Ukraina, Malta, Węgry, Włochy, Holandia. Od początku tego roku najwięcej sprzedajemy na Malcie, w poprzednich latach w czołówce była Rosja i Ukraina.

- Z którego produktu jest Pani szczególnie dumna?

Jesteśmy pierwszą firmą w Polsce, która wprowadziła do profesjonalnej kosmetologii kwas pirogronowy w kosmetykach do usuwania przebarwień skóry. Tych sztandarowych kosmetyków, które są rynkowymi hitami, jest sporo: seria z diamentem, kawiorem, mikrokolagenem. Teraz jako pierwsi w Europie wykorzystujemy w naszych produktach witaminę U.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/173/m269741.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/portrety/artykul/rafal;brzoska;-;wizjoner;uslug;kurierskich;i;pocztowych,187,0,1301947.html) *Rafał Brzoska - wizjoner usług kurierskich i pocztowych * Działalność biznesową zaczął na III roku studiów, a po trzech latach jego firma była liderem rynku. - Polska klientka jest wymagająca?

Polska kosmetyczka jest wymagającą, bo jest bardzo dobrze wykształcona i ma szeroką wiedzę. Dlatego oczekuje dobrych, profesjonalnych kosmetyków, które będą skuteczne i z których będą zadowolone jej klientki. Dlatego stale musimy się rozwijać. Kiedy startowałam w tej branży, salonów kosmetycznych w Polsce było jakieś 5 tysięcy, dziś jest ich ponad 60 tysięcy. Ten rynek bardzo się rozwinął.

- To prawda, Polacy zaczęli dbać o wygląd. To skąd pani czerpie pomysły na nowe produkty?

Sporo jeżdżę po świecie, szukam nowości, inspiracji. Witaminę U odkryłam na targach w Hong Kongu. Staram się być zawsze krok przed konkurencją. Dzięki temu Clarenie udało się zdobyć pozycję lidera na rynku. Ale bycie na szczycie to nie jest łatwa sprawa. Trzeba być czujnym, samemu stawiać sobie nowe wyzwania i wyznaczać trendy.

*- Clarena to jednak nie tylko kosmetyki, także sprzęt do wykonywania zabiegów. *

Jesteśmy jedyną firmą na świecie, która sprzedaje zarówno kosmetyki jak i urządzenia do zabiegów kosmetycznych. Ogromnym przedsięwzięciem była budowa własnego zakładu produkcyjnego w Wilczycach pod Wrocławiem. To tam od 2009 roku powstaje nasz profesjonalny sprzęt kosmetologiczny. Mieliśmy wiele zamówień, więc uznałam, że warto zainwestować w ten segment. Nie chciałam też sprzedawać cudzych wyrobów. Muszę być pewna jakości produktów, które firmuję własnym nazwiskiem. Teraz sami tworzymy sprzęt, z którego jesteśmy naprawdę dumni. Jest alternatywą dla chirurgii plastycznej, pozwala m.in. na spłycanie zmarszczek czy szybki lifting. To są zabiegi, które obecnie cieszą się ogromną popularnością. W tej chwili skupiamy się na rozwoju parku maszynowego, który chcemy wykorzystać również do produkcji marek własnych.

*- Jaką w tej chwili pełni Pani rolę w firmie? Był czas kiedy wsiadała Pani do poloneza i ciężko pracowała od rana do nocy. Dziś Clarena daje zatrudnienie 130 osobom. Deleguje Pani obowiązki, czy jest Pani szefem, który lubi sam nad wszystkim czuwać? *

W mojej firmie ludzie są najważniejsi. Bez nich niczego bym nie zrobiła. Dlatego przywiązuję dużą wagę do tego, z kim pracuję. Moi pracownicy to ludzie zdolni, wykształceni, specjaliści w swojej dziedzinie. Clarena to zespół: od sprzątaczki, poprzez panią która odbiera telefon, po specjalistów, którzy tworzą kosmetyki. Inwestuję w ludzi i nie mam problemu z delegowaniem obowiązków. Kiedyś pracowałam 15 godzin dziennie, dziś spędzam w firmie tylko 3-4 godziny. Zarządzam i wiem, o wszystkim co się dzieje w Clarenie. Zwykle jednak przyjeżdżam po południu.

- Cel numer jeden? Najważniejsze wyzwanie na najbliższy czas?
Utrzymanie pozycji lidera. To przede wszystkim. I dalsze inwestycje. Jak zawsze chcemy być krok przed konkurencją. Szczegółów nie mogę zdradzić.

Czytaj więcej w Money.pl
W tych branżach kryzysu nie widać Produkcja artykułów spożywczych rośnie - wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Także producenci wyrobów z drewna i tekstylnych nie narzekają na brak pracy.
Szał na zakupy przez Internet. Co kupujemy? W internecie można kupić dowolne produkty - od jedzenia po samochód - i z roku na rok Polacy kupują coraz częściej siedząc przed komputerem. Zdaniem ekspertów, najbliższe lata będą stały pod znakiem m-commerce, czyli zakupów za pomocą smartfona czy tabletu.
Tak nami manipulują. Mercedes, Cola, Nike Oto prawda o działaniach tych firm. Najważniejszym zadaniem jest poruszyć podświadomość.
Tagi: kosmetyki, firma, ludzie, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, twarzą w twarz, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz