Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
piotr krupa
06.10.2014 06:00

Prezes Kruk SA: W systemie jest 40 mld złotych niespłaconych kredytów

- Ludzie biorą kilkadziesiąt tysięcy złotych pożyczki, nie płacą rat, nie płacą podatków i nikt się o te pieniądze nie upomina - mówi w rozmowie z Money.pl Piotr Krupa.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Kruk)
Piotr Krupa, prezes Kruk S.A<br>

Piotr Krupa, prezes Kruk SA chwali się najlepszymi od 16 lat wynikami finansowymi spółki i zdradza plany na przyszłość. Marzy o podbiciu największego rynku wierzytelności w Europie. - _ Niemcy to rynek konsumencki z prawie osiemdziesięcioma milionami mieszkańców. Wartość bankowych kredytów konsumenckich jest czterokrotnie większa niż w Polsce. To dla nas wielkie wyzwanie _ - przyznaje. Jego firma już nie tylko ściąga długi, teraz także pożycza pieniądze. Błędne koło? - _ Dzięki nam dłużnicy mają szanse wrócić na rynek jako zrehabilitowani klienci _- przekonuje prezes Kruk SA.

Manger.Money.pl: Dlaczego ludzie nie spłacają swoich długów?

Piotr Krupa, prezes Kruk SA: Najbardziej prozaiczna odpowiedź jest taka: zwykle nie płacą, bo nie mają po prostu pieniędzy. Gdyby je mieli, pewnie by płacili. Trzeba zadać inne pytanie: dlaczego nie mają pieniędzy? Zwykle dlatego, że są bez pracy. Czasem zabrakło im wyobraźni i przeliczyli się z zaciąganymi zobowiązaniami. Czasem dlatego, że przytrafia im się jakaś nadzwyczajna sytuacja życiowa, np. związana ze zdrowiem. Wtedy zmieniają się priorytety i trzeba walczyć o sprawy ważniejsze niż spłata kredytu.

Na przestrzeni lat profil dłużnika bardzo się zmienił. Kiedyś w dużej mierze byli to kombinatorzy, dziś w większości są to ludzie, którzy się pogubili. W momencie kupowania czegoś na raty byli pewni, że uregulują dług, a potem rata ich przerosła. Inni ulegli ułudzie i reklamom, obiecującym dużo za małe pieniądze. Powodów jest bardzo wiele i my jako firma mamy tego świadomość.

Rozwijając firmę, w którymś momencie, zadaliśmy sobie pytanie: to jak mamy prowadzić ten biznes, skoro - jesteśmy o tym przekonani - ludzie nie płacą, bo nie mają z czego? Odpowiedź była jedna: niech płacą tyle, ile mogą w ratach, które są w stanie udźwignąć. Nie jesteśmy od tego, aby kogokolwiek oceniać czy osądzać. Nasza rolę postrzegamy jako pomoc w wychodzeniu z tarapatów finansowych i powrót do normalnego życia gospodarczego. Ta filozofia jest nam wciąż bliska i dlatego odnosimy sukces rynkowy.

Wyniki to potwierdzają. Dwa tygodnie temu opublikowaliście te najnowsze. Jest się czym chwalić.

Od 16 lat nie były lepsze. Mieliśmy ponad 250 milionów przychodu, kupiliśmy wierzytelności za 313 milionów złotych, a dłużnicy wpłacili na nasze konto 360 milionów złotych. Wynik finansowy jest imponujący, bo w pierwszym półroczu udało nam się zarobić na czysto sto milionów złotych. Wszystko dlatego, że nie jesteśmy typową firmą windykacyjną, a instytucją finansową, która osobom zadłużonym sprzedaje pewien produkt - raty możliwe do spłaty.

To tak jak z firmami ubezpieczeniowymi, które oferują polisy na życie. Można bez nich żyć. Jednak firmy ubezpieczeniowe stosując język korzyści, skutecznie przekonują, że warto je wykupić. Podobnie jest z długiem. Z 10 tysiącami _ w plecy _ można normalnie funkcjonować, świat się nie zawali, do więzienia za to pewnie też nie pójdziemy. Naszym zadaniem jest uświadomić osobom zadłużonym, że spłata zaległości leży w ich dobrze pojętym interesie i ułatwi im po prostu życie.

Kiedyś na billboardzie zobaczyłem reklamę jednej z firm branży windykacyjnej. Hasło brzmiało: _ Utrudniamy życie dłużnikom _. Wtedy pomyślałem, że jesteśmy na zupełnie innym biegunie, bo jak można utrudniać życie swoim klientom? Jak firma z takim podejściem może odnieść sukces? Nasza filozofia jest całkowicie inna. My staramy się robić wszystko, aby ułatwiać ludziom spłatę zadłużenia i pomóc w wyjściu na finansową prostą. Tę strategię pro-ugodową stosujemy nie tylko w Polsce, także w Rumunii, Czechach na Słowacji. Kolejnym krokiem jest ekspansja na największym rynku sprzedaży wierzytelności w Europie.

W tym celu KRUK otworzył spółkę z siedzibą w Berlinie. To była dobra decyzja?

To dla nas wielka szansa, bo Niemcy to rynek konsumencki z prawie osiemdziesięcioma milionami mieszkańców. Wartość bankowych kredytów konsumenckich jest czterokrotnie większa niż w Polsce i wynosi ponad 230 mld euro. Nie przejęliśmy nikogo, to inwestycja greenfield, budujemy naszą organizację od podstaw. Właśnie ze względu na różnice w podejściu do tego biznesu, o którym już powiedziałem, nie znaleźliśmy firmy, którą moglibyśmy przejąć.

Już tak w tej branży jest, że wielu naszych konkurentów pręży muskuły i faktycznie utrudnia życie swoim klientom, nie rozumiejąc jeszcze, że to właśnie osoby zadłużone są ich najważniejszymi klientami. A dogadanie się z nimi, osiągnięcie porozumienia to klucz do długoterminowego i prawdziwego sukcesu w tym biznesie. Stąd decyzja o zrobieniu start-upu.

Czym ten rynek zagraniczny różni się od polskiego?

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/116/m306548.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/prezes-pkp-intercity-dla-money-pl,202,0,1628618.html) *"To rewolucja. PKP Intercity będzie jak Qatar Airways" * Money.pl rozmawia z prezesem największego przewoźnika kolejowego w Polsce. Nie tylko o Pendolino.

Tak naprawdę niczym. To jest dokładnie ta sama praca. Konsument, który ma dług, bo nie spłacał swoich zobowiązań, niezależnie od tego, gdzie mieszka, reaguje dokładnie tak samo. Są pewne niuanse w zakresie regulacji prawnych, ale dla nas wchodzenie na ścieżkę prawną to za każdym razem porażka, która oznacza, że nasz produkt nie został kupiony. Staramy się zatem robić absolutnie wszystko, by nie iść do sądu z dłużnikiem. To ostateczna ostateczność, w sytuacji gdy spotykamy się z całkowitym brakiem chęci współpracy i unikaniem kontaktów ze strony dłużnika.

Kim jest statystyczny polski dłużnik?

Mężczyzna w wieku między 39 a 45 lat, ojciec 2-3 dzieci, z wykształceniem zawodowym lub średnim, posiadający około 10 tysięcy długu, z reguły wobec banku. Ale to tylko statystyka, bo naprawdę tyle, ile osób, tyle problemów i różnych historii.

Kampanie reklamowe KRUKa, namawiające dłużników do tego, by nie zamiatali problemu pod dywan, a starali się dogadać z firmą windykacyjną, przynoszą skutek?

Właśnie ruszamy z kolejną. Dawno już przyjęliśmy założenie, że naszym najważniejszym klientem są osoby zadłużone. Nie banki, od których kupujemy długi, tylko osoby zadłużone, z którymi trzeba rozmawiać językiem korzyści. Reklamy, które mają zmienić sposób myślenia tych osób i zainspirować je do aktywnego zmierzenia się z problemem zadłużenia, przynoszą rezultaty. Widzimy to bardzo wyraźnie.

Nasze argumenty docierają do świadomości osób zadłużonych. A proszę pamiętać o tym, że wciąż mamy w Polsce bardzo niski poziom edukacji finansowej. Jak się nam zepsuje samochód, to wiemy, że trzeba zadzwonić do mechanika, ale jak nie zapłacimy kilku rat kredytu - zamiast szukać rozwiązań, pojawia się pokusa zamiecenia problemu pod dywan, unikania tematu i liczenia, że wierzyciel o nim może zapomni. To najgorsze rozwiązanie.

Jak najczęściej dłużnicy unikają spłacania długów?

Najczęstszy sposób nazywam metodą _ na strusia _, a więc chowanie głowy w piasek i udawanie, że nie ma problemu. Wyjście najgorsze z możliwych, bo naiwne i infantylne. Bardzo często osoby zadłużone mają takie poczucie, że jak będą problem ignorować, to system windykacyjny o nich zapomni. A przecież od kiedy mamy na świecie komputery, niczego nie da się w ten sposób załatwić. Ludzie udają, że to nie oni odebrali telefon, że nie mieszkają pod wskazanym adresem, są tacy, którzy upierają się, że nie zaciągnęli żadnej pożyczki. Tłumaczą, że ktoś ukradł im dowód osobisty i że zostali oszukani. Potem my sprawdzamy dokumenty i okazuje się, że złodziej oprócz dowodu ukradł także zaświadczenie z zakładu pracy o dochodach.

Trzeba mieć świadomość, że z każdym rokiem system windykacyjny jest coraz bardziej szczelny, bo także wymiar sprawiedliwości funkcjonuje coraz lepiej, a działania komorników są skuteczniejsze, itd. Ludzie muszą się nauczyć, że nie ma darmowych obiadów i to co się pożyczyło, trzeba oddać.

Ale zdarzają się też cwaniacy. Pożyczają 10-15 tysięcy, robią wszystko, by nie spłacić pożyczki i wywieźć system windykacji w pole. Prowadzą grę w znikanie i chowanie głowy w piasek. Po trzech latach zobowiązanie się przedawnia i dłużnik mówi: teraz już nic nie możecie mi zrobić.

I na takich znajdą się sposoby. Zobowiązanie się przedawnia, ale jest jeszcze podatek od darowizny, który trzeba zapłacić. Warto tą drogą powalczyć o pieniądze, bo w systemie jest niebanalna kwota 40 mld złotych niespłaconych kredytów przez konsumentów. Łatwo policzyć, ile miliardów to 20 procent z tej kwoty. To są pieniądze wyłączone z systemu opodatkowania.

Tymczasem ludzie biorą kilkadziesiąt tysięcy złotych kredytu, nie spłacają go, mają ewidentny dochód z tego tytułu, nie płacą od tego żadnych podatków i nikt się o te pieniądze nie upomina. Coraz częściej będziemy na ten problem zwracać uwagę. Może na fali patriotyzmu gospodarczego uda się coś w tej kwestii zmienić.

Planujecie jakieś przejęcia w najbliższym czasie?

Nie odrzucamy takiej możliwości. Można by nawet powiedzieć, że KRUK jest w permanentnym procesie poszukiwania firm, które mogłyby dołączyć do grupy. Natomiast praktyka i doświadczenia są takie, że tych firm po prostu nie ma. Jak są, to nie na sprzedaż, albo są za drogie, żeby się nad nimi pochylać. Dlatego w ostatnim czasie podjęliśmy tak wiele wysiłku w budowanie start-upów. Wolniej się zarabia, trudniej rozkręca taki biznes, ale w konsekwencji powstaje coś, co ma większą wartość dla akcjonariuszy. A to też jest dla nas bardzo ważne.

Czy firma KRUK ma problem z finansowaniem?

Dziś nie. Podkreślam to, bo finansowanie jest pochodną tego, co dzieje się na rynku. Przez ostatnie kilka lat nie mieliśmy problemu z uplasowaniem obligacji, w tym roku nie robiliśmy ich emisji, a to dlatego, że model biznesowy, który wprowadziliśmy, sprawdza się i generuje spory sukces i dużo gotówki. Oprócz finansowania obligacyjnego mamy jeszcze kredyt bankowy.

Na dzisiaj poziom lewara finansowego spółki jest relatywnie mały. Wynosi 1,4 długu do wartości kapitałów własnych. To najlepszy wynik od kilku lat. Mamy także program emisji obligacji publicznych, który cieszył się ogromnym zainteresowanie. O jego ponownym uruchomieniu zdecyduje nasz program inwestycyjny, czyli to, ile wydamy na portfele.

KRUK zajmuje się nie tylko ściąganiem wierzytelności. Najlepsi klienci, którzy spłacą dług, mogą liczyć na pożyczkę u Was. Po co KRUKowi taka działalność?

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/87/m314455.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/dyrektor;velux;polska;wole;konkurowac;na;jakosc,71,0,1622343.html) *Dyrektor Velux Polska: Wolę konkurować na jakość * Szef duńskiego giganta w Polsce przekonuje, że w sporze z Fakro, którym ponownie zajmuje się KE, Velux ma czyste ręce.

Taka była potrzeba rynkowa. Mamy wielu klientów, którzy rzetelnie spłacają swój dług. Wychodzą z pętli zadłużenia, ale na wiele lat wypadają z rynku bankowego, bo mają negatywną historię kredytową. Nie dość, że czasem nie mają stałego źródła utrzymania, to jeszcze ich nazwisko figuruje w BIK. Stąd nasz pomysł na pożyczanie pieniędzy. Uznaliśmy, że skoro dobrze znamy te osoby, bo przez kilka lat regularnie spłacały swój dług, to możemy im zaufać na tyle, by udzielić kredytu na dobrych, uczciwych warunkach. Nie jest to duża skala naszej działalności, bo w tym roku udzieliliśmy kilkanaście tysięcy takich pożyczek.

Dopiero rozwijamy ten produkt. Jest on pewnego rodzaju uzupełnieniem procesu wychodzenia na finansową prostą i powrotu do normalnego obrotu gospodarczego. Dzięki naszej pożyczce osoba, która ją zaciąga, a potem spłaca, buduje sobie pozytywny raport w naszym biurze informacji gospodarczej (ERIF) i ma szansę - bo mamy takie przykłady - wrócić później na rynek bankowy jako dobry, zrehabilitowany klient.

Nie jest to błędne koło? Przecież Waszymi klientami często są osoby, które wpadły w pętlę zadłużenia, zaciągając kredyt za kredytem. Skoro brakuje im źródeł stałego dochodu, nie stać ich na pożyczkę.

Wszyscy jesteśmy dorośli i podejmujemy suwerenne decyzje. Nikomu niczego nie można zabronić. Prawda jest taka, że jeśli taka osoba ma pożyczyć pieniądze, to lepiej żeby wzięła je u nas na rozsądnych warunkach, niż poszła w strefę lichwy albo do lombardu.

Jaki jest koszt waszej pożyczki?

Około 30 procent. To jest dobra oferta zakładająca, że znamy ludzi, którym pożyczamy pieniądze. Stąd niższe koszty ryzyka.

Osób zadłużonych będzie przybywać, czy jest to pewna stała liczba?

Moim zdaniem jesteśmy już w momencie pewnego nasycenia. Mamy około trzech milionów dłużników w Polsce i ta liczba nie zmienia się drastycznie. W przyszłości przewiduję, że osób zadłużonych nie będzie przybywać, natomiast wraz ze wzrostem PKB, będzie rosła kwota zadłużenia. To jest naturalna kolej rzeczy. Rośnie średnie wynagrodzenie, gospodarka się rozwija. Dzisiejsze cztery tysiące złotych nie jest tą samą kwotą, co kilka lat temu. Dłużnik zmieni się o tyle, że będzie bardziej świadomy swoich nie tylko praw, ale także obowiązków, również lepiej wyedukowany i z tej racji będzie mu bardziej zależało na wiarygodności kredytowej.

Rozmowa przeprowadzona została podczas XXIV Forum Ekonomicznego w KrynicyMam też nadzieję, że za jakiś czas Biuro Informacji Gospodarczej będzie spełniało taką samą rolę, jaką pełnią tego rodzaju instytucje na Zachodzie, czy w Stanach Zjednoczonych. Tam kapitałem każdego konsumenta jest jego wiarygodność, jego indywidualny rating. Funkcjonuje tam przeświadczenie, że lepiej rzetelnie spłacić kilka rat długu i pozostać na rynku finansowym, niż wypaść z niego na długie lata.

Od kogo najczęściej kupujecie wierzytelności?

W 98 procentach przypadków są to to wierzytelności pozyskane od banków. Są to najczęściej niskie kwoty kredytów konsumenckich - do ośmiu tysięcy złotych, udzielane w szybkich procedurach. Na początku banki próbują same dochodzić wierzytelności. Gdy to się nie udaje, sprawę przekazują wyspecjalizowanym podmiotom.

Rynek wierzytelności w Polsce to nadal eldorado?Jest jeszcze miejsce dla nowych firm?

Uważam, że ta dynamika rozwoju jeszcze nie wyhamowała, jest wręcz przeciwnie - ten rynek wciąż rośnie. Dość powiedzieć, że w pierwszym półroczu tego roku uzyskaliśmy większy zysk niż w całym poprzednim - 2013 roku. To pokazuje potencjał, jaki jeszcze tkwi w tym sektorze.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: piotr krupa, strategie firm, kraj, manager, strategie, zarządzanie, twarzą w twarz, czołówki, marketing i zarządzanie, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, najważniejsze, z rynku, wywiady
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz