Notowania

biznes
21.10.2014 06:00

Prezes spółki Lux Med: Kolejki do specjalistów nie znikną

- Medycyna kręci się wokół pieniędzy. Nie ma pieniędzy w systemie, jest problem z kontraktowaniem i dostępem do lekarzy - mówi w rozmowie z Money.pl Anna Rulkiewicz.

Podziel się
Dodaj komentarz
(materiały prasowe)
Anna Rulkiewicz, prezes spółki Lux Med

_ _- _ Dziesięć lat temu w naszych przychodniach większość specjalistów była dostępna od ręki. Dziś na konsultację trzeba czekać _ - mówi Anna Rulkiewicz, prezes Lux Medu. W rozmowie z Money.pl przyznaje, że brak lekarzy to jeden z największych problemów polskiej służby zdrowia. - _ Nie ma pieniędzy na kształcenie kadr, na uczenie rezydentów, wykwalifikowanych specjalistów. Jak potrzeby pacjentów rosną, a lekarzy nie ma, to tworzą się kolejki _- tłumaczy. Szefowa największej sieci prywatnych przychodni w Polsce nie jednak na co narzekać. W czerwcu LuX Med przejął sześć pracowni diagnostycznych, spółka planuje kolejne akwizycje.

Manager.Money.pl: Coraz więcej Polaków leczy się prywatnie. Oczywisty powód to fatalna kondycja sektora publicznego. Jedyny?

*Anna Rulkiewicz, prezes spółki Lux Med: *Powodów jest kilka. Faktycznie słaba kondycja publicznej służby zdrowia sprawia, że ludzie szukają ratunku w prywatnych przychodniach. Muszą się leczyć, kiedy to konieczne, więc zgłaszają się do niepublicznej lecznicy. Mamy coraz więcej pacjentów. Ale to także dlatego, że jesteśmy społeczeństwem coraz zamożniejszym. I bardziej - niż jeszcze kilka lat temu - dbamy o zdrowie. Świadomość w tym względzie niesamowicie wzrosła.

Dwadzieścia lat temu wartości były zupełnie inne. Dziś ludzie korzystają z szerszej gamy usług medycznych, bo chcą być zdrowi i żyć coraz dłużej. My te potrzeby zaspakajamy. Jeszcze inny powód jest taki, że jesteśmy społeczeństwem starzejącym się.

Co Pani zdaniem jest w tej chwili największą bolączką polskiej służby zdrowia? Dlaczego to wszystko nie działa tak jak powinno, mimo wielu prób reformowania?

Problemem są pieniądze. Jak zwykle. To jest problem, z którym zmaga się nie tylko Polska, a cała Europa. Mamy coraz większy popyt na usługi medyczne, a to przekłada się na dostępność do świadczeń. Gdy do tego doda się rosnące koszty opieki medycznej, to wniosek jest taki, że system potrzebuje dodatkowych źródeł finansowania. Od kilku lat coraz głośniej mówi się o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych. Może to będzie rozwiązanie. Jednym z największych problemów służby zdrowia jest jednak brak lekarzy.

*No właśnie. Prawda jest taka, że LUX MED po części boryka się tak naprawdę z tymi samymi problemami co publiczna służba zdrowia. W waszych przychodniach też słychać narzekania pacjentów. *

Tak jest wszędzie, nie tylko w Polsce, proszę mi wierzyć. Po prostu zmienił się rynek. Dziesięć lat temu w naszych przychodniach większość specjalistów, nawet tych reprezentujących wąskie specjalizacje, była dostępna dosłownie od ręki. Pacjent dzwonił i wizytę miał umówioną na następny dzień lub za dwa-trzy. Dziś na taką konsultację trzeba trochę poczekać. I tak jest na całym świecie. W krajach, w których do tej pory nie było problemu z dostępnością lekarzy specjalistów, kolejki się wydłużają. Wszystko kręci się wokół finansów.

W Polsce nie ma pieniędzy na kształcenie kadr, na uczenie rezydentów, wykwalifikowanych specjalistów. Jak potrzeby pacjentów rosną, a lekarzy nie ma, to tworzą się kolejki. Ludzie częściej niż trzy dekady temu odwiedzają lekarzy. Młodsi w celach profilaktycznych, starsi - bo muszą. Prywatne placówki z problemem kolejek radzą sobie dużo lepiej, ale nie są w stanie go całkowicie zniwelować. Przecież wielu polskich lekarzy kształci się w Polsce, ale pracuje za granicą. Wyjeżdżają, bo tam mogą liczyć na lepsze pensje. Zdarza się, że wracają, ale to jest kropla w morzu potrzeb. Tu potrzeba kompleksowej zmiany w podejściu do kształcenia lekarzy.

Myślę, że zwłaszcza w doborze specjalizacji jest sporo do zrobienia.

To prawda. Proszę sobie wyobrazić, że jesteśmy krajem, który ma największą liczbę specjalizacji na świecie - aż 76. Co z tego, że jest ich taki ogrom, skoro tak mało nowych lekarzy trafia na rynek pracy. Powód? Brak pieniędzy na ich kształcenie. A potrzeby rosną, bo społeczeństwo się starzeje.

To znaczy, że zawsze będziemy stać w kolejkach?

Jestem optymistką. Myślę, że jesteśmy w procesie transformacji i za kilka lat wyjdziemy na prostą. Rośnie nasza świadomość, jesteśmy coraz bogatsi, chcemy żyć na coraz wyższej stopie i oczekujemy poprawy jakości na rynku usług medycznych. Jeśli zrobimy porównanie z tym, jak leczyliśmy się jeszcze 10 lat temu, to patrząc na to, co jest dziś, widzimy kolosalną różnicę. To naprawdę się zmienia. A że wolno? Pamiętajmy, że ochrona zdrowia to obszar pełen wyzwań natury społecznej i politycznej.

Odpowiadając wprost na Pani pytanie powiem tak: kolejki do specjalistów będą zawsze. Tak jest na całym świecie. Ale nie to jest najważniejsze. Hospitalizacja musi stać na wysokim poziomie i dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu musi być łatwy. Musimy mieć pewność, że jak się nam coś nagle przydarzy, nie zostaniemy bez pomocy.

Polskim problemem są jednak nie tylko kolejki do lekarzy specjalistów, także ograniczony dostęp do procedur szpitalnych.

Zgadza się. Dlaczego ministerstwo zdrowia jako główny problem do rozwiązania stawia sobie onkologię? Bo mamy największą śmiertelność w Polsce, właśnie przez kolejki, także przez kiepską profilaktykę. W obszarze opieki zdrowotnej jest wiele punktów zapalnych. Pakiet kolejkowy i zmiany w opiece onkologicznej to ważne decyzje .

Rychło w czas. Pakiet kolejkowy to krok w dobrym kierunku?

Powiem tak: to że ludzie w ogóle mają pomysły, myślą i szukają rozwiązań, to już dobrze. Jestem zwolennikiem czynu i uważam, że lepiej wprowadzać nowe rozwiązania, a potem – jeśli zajdzie taka konieczność - je poprawiać, niż nie robić nic i tylko dyskutować. Niejedna reforma w Polsce była niedopracowana, ale po jej wprowadzeniu w życie ulepszono ją i w rezultacie następowała pozytywna zmiana.

Nie mogę nie spytać o kontraktowanie. Jest szansa na lepsze rozwiązania w tym obszarze?

No, to już większy problem. Powtórzę - medycyna kręci się wokół pieniędzy. Nie ma pieniędzy w systemie, natychmiast jest problem z kontraktowaniem. Wszyscy chcemy, by o tym, czy dana placówka dostanie kontrakt z NFZ, decydowała jakość i skuteczność opieki nad pacjentem, a nie to czy dany podmiot jest prywatny czy państwowy. Tymczasem praktycznie nie podpisuje się nowych umów z placówkami, a jedynie przedłuża bądź renegocjuje już istniejące.

Jest mało pieniędzy w systemie, a wielu świadczeniodawców i jakoś ten budżet trzeba między nich dzielić. Kończy się tak, że brakuje pieniędzy na procedury. Myślę też, że przez lata niewłaściwie płaciliśmy za wiele procedur. Niektóre były wyceniane świetnie, inne fatalnie. Proszę zobaczyć, jak dziś wygląda pediatria. Na pediatrię nie było chętnych, mało kto w tym kierunku chciał się kształcić. Efekt jest taki, że dziś w stolicy specjalistów w tej dziedzinie można na palcach policzyć. Dlaczego? Bo to nieopłacalna specjalizacja. Coraz mniej mamy ludzi w wieku produkcyjnym, którzy opłacają składkę zdrowotną, bo jesteśmy społeczeństwem starzejącym się. I wracamy do punktu wyjścia: braku finansowania.

Dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne mogłoby tę kwestię rozwiązać?

Takiej pewności nie mam. Ale trzeba szukać rozwiązań w tym zakresie. To nie emeryci wyjeżdżają za granicę za pracą, a ludzie w wieku produkcyjnym. I tu dochodzimy do tematu bezrobocia. Pytanie o to, co zrobić, by zwiększyć zatrudnienie też jest tutaj ważne. Jak ludzie mają pracę, płacą składki. Ale prawda jest taka, że sama składka do NFZ nam nie pomoże.

Od lat prywatni pracodawcy przestrzegali rząd, że bez decyzji wprowadzających dodatkowe strumienie finansowania usług medycznych publiczny system będzie coraz bardziej niewydolny. Doszliśmy do momentu, w którym ten brak finansowania jest już bardzo widoczny i dotkliwy.

*To smutne, bo Polacy słono płacą na Narodowy Fundusz Zdrowia. *

Tak, ale trzeba mieć świadomość, że zdrowie bardzo dużo kosztuje, lekarze także. Proszę zobaczyć, co się stało z wynagrodzeniami medycznymi. Jeszcze siedem lat temu lekarz zarabiał grosze i wolał pracować za granicą, dziś już nie tak chętnie emigruje za pracą. Lekarze wywalczyli sobie pensje, ale pielęgniarki nie. Dlatego myślę, że niebawem czeka nas reforma związana z tą grupą zawodową. Zresztą nie chodzi tylko o wynagrodzenia, ale także o zwiększenie roli pielęgniarek w systemie opieki zdrowotnej.

Prywatna służba zdrowia to jaki procent całego rynku usług medycznych?

W raporcie PMR za 2013 r. wartość rynku prywatnej opieki zdrowotnej szacowana jest ma ok. 35 mld zł. Ale to jest bardzo trudne do sprecyzowania. Dane na temat tego rynku są dość ubogie.

Jak ta branża w tej chwili się rozwija. Wciąż tak dynamicznie, jak jeszcze kilka lat temu, czy ten proces już wyhamował?

To jest rynek, na którym w najbliższych latach jeszcze wiele może się wydarzyć. Jest wciąż niedojrzały, więc wciąż jest miejsce dla nowych graczy. Myślę jednak, że dopóki mamy problem braku pieniędzy na rynku, pojawianie się nowych podmiotów jest problematyczne. Nowe kontrakty NFZ zamierza zawierać dopiero w 2016 roku, więc do tego czasu niewiele zmieni się na plus. Może Pani pootwierać kolejne prywatne przychodnie, ale jeśli biznes opiera się o finansowanie z NFZ a ten jest niewydolny, to na rozwój nie ma szans. Bo ile więcej jest w stanie dać płatnik prywatny? Dlatego najważniejszą sprawą jest kompleksowa zmiana systemu tak, żeby pieniędzy było więcej. Wtedy też prywatni inwestorzy będą mieli większe szanse szybszego zwrotu.

Polska jest tanim krajem, ale nasze wynagrodzenia są wciąż nieduże. Wciąż walczymy z bezrobociem. Co czwarta osoba bez pracy to człowiek młody. To wszystko są czynniki, które wpływają na ten biznes. Z kolei jak zaczniemy się porównywać się zachodniej Europy to się okaże, że nie mamy na co narzekać, bo nasz rynek rośnie, a ich już w ogóle. Jakość opieki zdrowotnej nie może być rozpatrywana w oderwaniu od gospodarki. Jak gospodarka jest słaba, zdrowie też kuleje.

Myśli Pani, że w przyszłości dojdzie co całkowitej komercjalizacji usług medycznych?

Takiego scenariusza nie przewiduję. Rynek prywatny nigdy nie zastąpi publicznego i też nie takie są nasze aspiracje. Te dwa obszary muszą się wzajemnie uzupełniać, bo konkurencja na rynku przynosi korzyści pacjentowi. Z kolei system oparty wyłącznie na świadczeniodawcach publicznych nie byłby w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb zdrowotnych społeczeństwa.

Jaka część Państwa pacjentów to klienci korporacyjni, płacący abonament?

Ponad 70 procent wartości naszego portfela przypada na klientów korporacyjnych. Mamy również rosnącą grupę klientów indywidualnych kupujących zarówno plany opieki jak również pojedyncze usługi. Obsługujemy też klientów ubezpieczeniowych (sami zresztą także oferujemy ubezpieczenia zdrowotne), współpracujemy także z NFZ.

*W ostatnim czasie LUX MED przejął Carolina Medical Center i spółkę Tomograf. To oznacza, że małe podmioty nie są w stanie się same utrzymać? *

Większy może więcej, pod każdym względem: siły zakupowej, inwestycji, możliwości jest znacznie więcej. Większy też wytrzyma więcej w razie jakiejś zapaści na rynku. Nie chodzi zresztą tylko to takie skrajne sytuacje. Obecnie koszty inwestycji w medycynie szybko rosną, więc chcąc zapewnić kompleksowa opiekę zdrowotną trzeba mieć silne zaplecze finansowe.Rozmowa została przeprowadzona podczas XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy

Tak właśnie jest w wypadku LUX MED, który należy do silnej światowej grupy oferującej ubezpieczenia i opiekę zdrowotną. Konsolidacja to dziś konieczność, to się dzieje we wszystkich branżach. Ważne jest jednak to, że na łączeniu zyskuje pacjent, bo dostaje lepszą jakość, szerszy zakres usług, lepszy dostęp specjalistów i do sprzętu medycznego.

Czy w ramach planów stworzenia kompleksowej opieki medycznej planują Państwo kolejne akwizycje?

Ja o planach nie lubię mówić, wolę działać. LUX MED prowadzi skoordynowany model opieki zdrowotnej: od lekarza POZ-u, przez specjalistykę, diagnostykę i hospitalizację, do opieki długoterminowej. W tym kierunku nadal chcemy się rozwijać. Szczegółów dotyczących kolejnych akwizycji zdradzić nie mogę. W tym roku możemy zrealizować jeszcze jakieś mniejsze przejęcia, większych nie planujemy. Duże procesy wymagają czasu.

*A co ze szpitalami? Otworzycie kolejne? *

Otwieranie szpitali jest kosztochłonne i zawsze wiąże się z ryzykiem, dlatego decyzje w tej kwestii trzeba podejmować z dużą ostrożnością. Obecnie mamy w grupie pięć szpitali: cztery świadczące usługi specjalistyczne (chirurgia, ortopedia i traumatologia, dwie placówki specjalizujące się w endoskopii) oraz szpital chirurgii jednego dnia. W przyszłości na pewno będziemy wchodzili w szpitale wieloprofilowe. Chcemy je otwierać w dużych miastach, bo taka jest nasza strategia. Docelowo liczbę szpitali chcemy zwiększyć o kolejne 2-3.

W ostatnich dwóch latach LUX MED odważył się wejść w miasta średniej wielkości. To była dobra decyzja?

Tak, otworzyliśmy placówki w Elblągu, Gorzowie Wielkopolskim, Olsztynie, za chwilę będziemy w Toruniu i Rzeszowie. W tym biznesie, jak w każdym innym trzeba podejmować odważne decyzje. Musimy szukać nowych pomysłów na siebie i wychodzić do pacjenta, dlatego zamierzamy intensywnie rozwijać się także na rynku diagnostyki obrazowej, a także coraz częściej inwestować w usługi wysokospecjalistyczne.

W czerwcu przejęliśmy sześć pracowni diagnostycznych. Jesteśmy zainteresowani kolejnymi przejęciami. W 2013 roku przychód Grupy LUX MED wyniósł 873 mln złotych. Rozwijamy się w tempie dwucyfrowym. Nie mamy na co narzekać.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: biznes, wiadomości, gospodarka, najważniejsze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz