Notowania

budimex
17.09.2014 06:00

Prezes Budimeksu dla Money.pl: Pieniędzy na inwestycje zabraknie i czeka nas zastój

Money.pl rozmawia z Dariuszem Blocherem, prezesem Budimeksu.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Budimex S.A.)
Dariusz Blocher, prezes zarządu Budimex S.A.

Po latach stagnacji branża budowlana wychodzi z kryzysu. Zastrzyk gotówki z Unii Europejskiej sprawi, że przez najbliższe lata firmy będą miały co robić. Szef największej polskiej spółki budowlanej nie tryska jednak optymizmem. - _ W Polsce nadal rządzi dyktat niskiej ceny. Kontrakty, które są podpisywane, nie przewidują waloryzacji, dlatego za chwilę możemy mieć powtórkę z rozrywki: plagę plajt i rozkopanych budów _ - mówi w wywiadzie dla Money.pl Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.

Money.pl: Polskie firmy mogą liczyć na duże wsparcie ze środków unijnych na lata 2014-2020. Co perspektywa unijna oznacza dla Budimeksu?

Dariusz Blocher, prezes Budimex S.A.: Wszystko tak naprawdę, bo przecież cały biznesplan jest na tym oparty. To wsparcie finansowe jest ważne dla wszystkich firm w branży. Ożywienie w gospodarce jest już widoczne, choć jest ono wolniejsze niż się spodziewaliśmy. Przetargi są ogłaszane, ale umowy nie są jeszcze podpisywane, czyli ten okres od złożenia oferty do wygrania przetargu jest dosyć długi.

Ale oczywiście cieszymy się, że te pieniądze są, zarówno na drogi jak i na kolej. Budujemy taką strategię, by wygrywać przetargi i na razie jeśli chodzi o Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad mamy największy spośród firm budowlanych współczynnik sukcesu.

*Budimex przeszedł przez kryzys właściwie bez szwanku. Wyniki finansowe to potwierdzają. *

Myślę, że mamy powody do zadowolenia. Właśnie opublikowaliśmy wyniki za pierwsze pół roku i one napawają optymizmem. Lekko wzrosła nam sprzedaż, z czego jestem bardzo zadowolony, bo w zeszłym roku mieliśmy 20-procentowy spadek wobec 2012 roku. Poprawiliśmy też rentowność, i to na każdym poziomie. To napawa nadzieją, że pod względem przychodów ten rok będzie lepszy od ubiegłego.

Muszę jednak przyznać, że w tym roku nasza strategia koncentrowała się nie na zwiększaniu wyników, które zawsze są ważne, a na pozyskaniu jak największej liczby kontraktów. I jest szansa na to, że uda nam się ten cel w tym roku zrealizować. Szczegółów zdradzić nie mogę.

Były jednak kontrakty, na których straciliście ogromne pieniądze, m.in. budowa A4.

Przy okazji tej inwestycji musieliśmy dołożyć z własnej kieszeni kilkadziesiąt milionów złotych. Ale na innych kontraktach zarobiliśmy w tym czasie. Taka jest specyfika biznesu. Jednak w porównaniu z konkurencją nasz bilans zysków i strat wypada dosyć pomyślnie.

Kapitalizacja Budimeksu jest większa niż wszystkich innych spółek budowlanych notowanych na GPW razem wziętych. Złożyło się na to wiele rzeczy. Już 10 lat temu pracowaliśmy nad strukturą organizacyjną Budimeksu. Inwestowaliśmy w ludzi, w zarządzanie kontraktem, w umiejętność liczenia kosztów, analizę ryzyk finansowych, prawnych i technicznych. Nauczyliśmy się, że nie należy brać każdego kontraktu, a jak już jakiś braliśmy, to mieliśmy skompletowany doświadczony zespół. Myślę że to także nas wyróżnia. Budimex to przede wszystkim młodzi ludzie, którzy chcą pracować i myślą w nowoczesnych kategoriach. Chcą budować i rozwijać się, ale też zarabiać. Poza tym dotrzymaliśmy słowa i wszędzie gdzie byliśmy, nawet na kontraktach o wielomilionowych stratach, kończyliśmy projekty. Większość w wyznaczonym czasie. Wiele czynników złożyło się na to, że nam się udało. Myślę, że to zaprocentuje w przyszłości.

Jakie będą najbliższe lata dla branży budowlanej?

W zasadzie powinny być dobre, choć pewności co do tego nie mam, bo nadal nie zmieniło się to, co wymaga pilnej zmiany, a więc otoczenie prawne. Nadal w Polsce rządzi dyktat najniższej ceny. Dzięki środkom unijnym rynek na pewno urośnie, ale ważne jest to, na jakich warunkach będą zawierane kontrakty. W 2016 roku one się skumulują, bo wtedy większość inwestycji będzie wykonywana. To grozi wzrostem cen materiałów i robocizny. A w składanych ofertach, które widziałam nie ma rezerw na nieprzewidziane okoliczności.

Kontrakty nie przewidują waloryzacji, dlatego możemy mieć powtórkę z rozrywki, jaką mieliśmy w poprzedniej perspektywie unijnej. Może nie tak dramatyczną, jak podczas kryzysu, bo wiele firm się sparzyło i na pewno wnioski zostały wyciągnięte. Są jednak nowi gracze, którzy nie mają tego doświadczenia. Podsumowując, będzie napływ nowych inwestycji, spowoduje to wzrost zatrudnienia, ale uwaga na rentowność, bo może się powtórzyć to, z czym zmagaliśmy się w ostatnich pięciu latach.

Notowania Budimeksu od początku roku

Wspomniał Pan o tym, że w Polsce rządzi dyktat niskiej ceny. Myśli Pan, że to się kiedyś zmieni?

Nie zanosi się na rewolucję. Nie ma obowiązku stosowania kryterium najniższej ceny i np. Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA nie stosują tylko tego kryterium. Ale większość podmiotów, jak GDDKiA czy miasta i powiaty – niestety w praktyce tak. Nowelizacja ustawy Prawo Zamówień Publicznych jest kosmetyczna i przepisy po zmianach będą tak naprawdę martwe. Nadal o wszystkim decydować będzie cena. Mnie to nie przeszkadza pod warunkiem, że będzie dobór odpowiednich firm.

Selekcja powinna być dokonywana pod kątem doświadczenia w realizacji podobnych zamówień, wiedzy, posiadanej kadry i potencjału firmy odpowiedniego do zakresu zasobów oraz zakresu ubezpieczeń, którymi dysponuje wykonawca. Wtedy kryterium najniższej ceny przestałoby rządzić. No i w tym miejscu apeluję do firm, by bardziej koncentrowały się nad oceną ryzyk, bo wkrótce wszystko będzie drożało, będziemy musieli zwiększyć pensje pracownikom, więcej zapłacimy za paliwo i energię. To wszystko trzeba przewidywać w cenach, byśmy za kilka lat nie mieli w Polsce plagi bankructw i rozgrzebanych budów.

W ostatnim czasie Budimex sparzył się na zakupie od PKP spółki PNI. Jakie wnioski wyciągnęliście z tej bolesnej lekcji?

Temat jeszcze nie jest zamknięty, bo spółka jest w upadłości układowej i czekamy na dalsze decyzje zarządcy sądowego. Ja bym tego nie nazywał sparzeniem się. Kupiliśmy spółkę, która miała mieć bardzo duże straty na kontraktach, czego nie byliśmy w stanie przewidzieć na etapie due diligence. Lekcja jest taka, że już nic więcej nie będziemy kupować w branży budowlanej, bo przekonaliśmy się, jak duże jest ryzyko przewidywalności na koniec kontraktu.

Wiele firm w Polsce np. Polimex czy PBG wpadło w kłopoty, dlatego że nie miało mechanizmów przewidywania, jakim wynikiem skończy się kontrakt. Zachwycali się tym, że w danym momencie oferta wygląda atrakcyjnie, tymczasem na koniec okazywało się, że kontrakt finiszuje ze stratą. Nam błędy się zdarzyły, więc myślę że tę lekcję już odrobiliśmy. Wracając do PNI, czekamy i wciąż liczymy na to, że uda nam się te spółkę odzyskać i zacząć budować naszą pozycję w przetargach kolejowych.

Jakie są te najważniejsze projekty, których w tej chwili podejmuje się Budimex?

Nasza strategia zakłada startowanie we wszystkich przetargach, organizowanych przez GDDKiA. Jest ich w tej chwili około 90. Wystartowaliśmy w 33, wygraliśmy już 10. Głównie są to budowy dróg ekspresowych, nie tak spektakularne jak kiedyś, bo poprzedniej perspektywie mieliśmy kontrakt A1 za 1,5 mld i A4 za 1,7 mld czy drogę ekspresową za ponad miliard złotych. W tej chwili najdroższa inwestycja warta jest 300 milionów złotych. Są to przede wszystkim dwa odcinki A1 pod Łodzią, S5 od węzła Korzeńsko w kierunku Wrocławia, S7 koło Ostródy i S19 pod Lublinem. Największym rynkiem w ciągu ostatnich siedmiu lat były dla Budimeksu drogi. I tak pewnie zostanie. Jednak jak skończymy LCS Iławę, będziemy też składali oferty do PKP.

Na jakim etapie jest modernizacja tej linii kolejowej?

Nie ma żadnego zagrożenia dla tej inwestycji. Pendolino na pewno pojedzie po wyremontowanym odcinku z prędkością projektową. Zaraz po zakończeniu tej budowy będziemy składać kolejne oferty. Interesują nas tramwaje, hydrotechnika i przede wszystkim energetyka. W Turowie wygraliśmy przetarg na budowę nowego bloku energetycznego. Czekamy na wejście tego kontraktu w życie, ale nie bezczynnie. W najbliższym czasie złożymy kilka mniejszych ofert na 200-300 milionów złotych w obszarze energetyki. Powołaliśmy w Grupie wewnętrzną dywizję specjalizującą się w tej tematyce.

Napływ gotówki z Unii sprawi, że do 2020 roku branża budowlana na pewno będzie się rozwijać. Co nastąpi potem?

Myślę, że nie czas o tym myśleć, bo teraz mamy inne zajęcia: pojawiają się nowe szanse i trzeba je maksymalnie wykorzystać. Ale skoro pani pyta, to przyznam, że jestem bardzo sceptyczny. Myślę, że po 2020 roku Polska już nie dostanie tak dużych pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne. Wtedy wszystko będzie zależało od budżetu państwowego i samorządowego.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/160/m254624.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/tanie;mieszkania;na;wynajem;wiemy;gdzie;stana;beda;chetni,210,0,1538514.html) *Tanie mieszkania na wynajem. Wiemy, gdzie staną. Będą chętni? * Eksperci chwalą program, ale nie kryją obaw. _ - Żeby nie skończyło się na tym, że państwo za pieniądze podatników bawi się w dewelopera. _
Moim zdaniem pieniędzy na inwestycje zabraknie i czeka nas zastój. Polskie firmy budowlane będą musiały uciekać za granicę i tam walczyć o kontrakty, albo poszukać innego źródła przychodu np. w usługach. Natomiast myślę, że w Polsce jest jeszcze sporo do zrobienia i że nadal powinniśmy inwestować w drogi, bo samochodów przybywa, a dróg i ulic brakuje. W Polsce jest około 280 tysięcy kilometrów dróg, z czego GDDKiA ma około 20 tysięcy. Wiele jest w fatalnym stanie. To nie są oczywiście projekty miliardowe, ale trzeba je wykonać. Inwestycji nie zabraknie, ale zabraknie pieniędzy i będzie je ciężko zdobyć. Wtedy formuła partnerstwa publiczno-prywatnego może się sprawdzić.

Branża budowlana ma tę specyfikę, że w przypadku kryzysu jako pierwsza odczuwa jego skutki, a po jego zakończeniu ostatnia podnosi się z kolan. Myśli Pan, że po chudych latach to odbicie już ostatecznie nastąpiło?

Myślę, że problemy były głównie związane z nierentownymi kontraktami, bo branża budowlana ma dosyć elastyczną strukturę kosztów. Jeśli spada poziom inwestycji, to firmy są w stanie się szybko przystosować do nowej sytuacji. Jestem optymistą i uważam, że najgorsze mamy już za sobą, natomiast ta przyszłość wcale nie wygląda różowo i trzeba naprawdę uważać na rentowność, bo dalej nie ma indeksacji wartości kontraktów. Ma być, ale tylko o takie wskaźniki jak VAT, składki na ubezpieczenie społeczne, czy też najniższą pensję krajową, ale nie o wzrost realny kosztów, dlatego trzeba dobrze liczyć.

Duża w tym rola managerów, zarządzających firmami. Bo to nie jest tak, że tylko ta strona publiczna popełnia błędy, także zarządzający firmami w przeszłości podejmowali nieodpowiedzialne decyzje. Bez zasobu, bez przygotowania, bez rozpoznania rynku i z bardzo niską ceną nie można startować w przetargu. To zawsze kończy się porażką.

A jak Pan ocenia sytuację na europejskim rynku budowlanym? W 2012 roku byliśmy świadkami bankructwa Alpine Bau. Wypadek przy pracy czy szykują się kolejne plajty?

W budownictwie ciężko takie kwestie przewidzieć, bo bilanse spółek budowlanych, zwłaszcza tych gigantycznych, są trudne do przeanalizowania. To też jest branża niskiej 2-3-procentowej rentowności. Wystarczy jakieś lekkie wahnięcie, wpadka na dużym kontrakcie i firma ogłasza upadłość. Tak się stało z Alpine Bau.

Myślę jednak, że te największe firmy sobie poradzą, ale tylko dlatego, że zdywersyfikowały swoje źródła przychodu geograficznie, czyli nie lokowały ich tylko w jednym kraju. Ferrovial SA, hiszpańska firma, nasz największy akcjonariusz, swoje główne przychody czerpie z Wielkiej Brytanii, ale także ze Stanów Zjednoczonych i z Polski. Teraz będzie rozwijać się także na rynku australijskim a także w Ameryce Południowej i w krajach arabskich. To jest mądra strategia, bo jak w jednym miejscu jest kryzys, to w tym drugim koniunktura jest na pewno lepsza.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/196/m204740.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/po;euro;2012;zwolnienia;100;tys;ludzi;na;bruk,175,0,1091247.html) *Po Euro 2012 zwolnienia. 100 tysięcy ludzi na bruk * Wystarczy jedno bankructwo, by posypała się cała branża.

Poza tym budownictwo w Grupie Ferrovial generuje w tej chwili około 30 procent przychodów, reszta to są usługi i zarządzanie lotniskami. Jeśli popatrzymy na wyceny giełdowych spółek stricte budowlanych, to są one bardzo niskie. Tymczasem Ferrovial, dzięki zróżnicowaniu swej działalności, jest wyceniany znacznie, czasem kilkukrotnie wyżej. Wszystko przez to, że analitycy oceniają branżę budowlaną jako ryzykowną.

W zasadzie tak samo jest w Polsce.

Tak, z tą różnicą, że tam ta współpraca podmiotów publicznych z przedsiębiorcami jest bardziej otwarta. U nas to są kontakty oparte o zerojedynkowe zasady, a takie podejście doprowadziło do bardzo wielu sporów.

Co firmie Budimex najbardziej przeszkadza w prowadzeniu działalności w Polsce? Tylko złe prawo?

Tych problemów jest całe mnóstwo. Im dłużej pracuję w Budimeksie i stykam się z sektorem publicznym, tym częściej dochodzę do wniosku, że w Polsce nie docenia się przedsiębiorstw prywatnych. Wciąż traktuje się nas jak intruzów, piąte koło u wozu. Nie ma dobrych relacji i współpracy, a przecież to prywatne firmy tworzą miejsca pracy i reinwestują swoje zyski w Polsce. Otoczenie prawne także nie sprzyja prowadzeniu biznesu, prawo zamówień publicznych i sztywność, którą ze sobą niesie jest do zmiany. Wciąż się na ten temat dyskutuje na rozmaitych konferencjach i panelach, ale nie za wiele się w tym względzie dzieje.

Martwi nas także brak innowacyjności w zamówieniach publicznych, czyli to, że nie wykorzystuje się armii inżynierów, którzy mogliby optymalizować kontrakty. Wówczas trzeba by postawić na opcję zaprojektuj i zbuduj, ale wtedy ciężko opisać przedmiot zamówienia. Są decyzje środowiskowe oraz inne zgody i to jest prawdziwy koszmar. Ciągle także cierpimy na brak wykwalifikowanej kadry inżynierskiej i technicznej. To się powoli zmienia, ale ciągle daleko nam do ideału. Brakuje dobrych majstrów, kierowników budów. Ludzi doświadczonych, zaangażowanych, zidentyfikowanych z firmą, z normalnymi oczekiwaniami płacowymi brakuje na rynku. Jak widać, tych barier jest mnóstwo.

*Szukacie nowych pracowników? *

W 2013 roku zmniejszyliśmy sprzedaż o 23 procent a zatrudnienie zredukowaliśmy o 5 procent. Postawiliśmy na najlepszych, a najsłabszych pożegnaliśmy, licząc na to, że wkrótce przyjdą lepsze czasy. Teraz przyszły i zaczynamy się rozglądać za kadrą umysłową: za technikami budowlanymi, inżynierami specjalizującymi się w budowie dróg. Potrzebujemy kilkaset osób, m.in. do naszych projektów związanych z energetyką, a także pracowników fizycznych: głównie operatorów maszyn. Dziś mamy około 4,5 tysiąca pracowników. Jeśli powiedzie się nasz plan akwizycyjny, to myślę, że w perspektywie roku zatrudnimy nawet około 500 osób.

Zamierzacie Państwo budować także za granicą?

Tak, ale jeszcze nie teraz. Zrobiliśmy nawet analizę w tym względzie. Ale mamy pewne narzucone kryteria, m.in. takie, że muszą to być kraje stabilne pod kątem prawnym, najlepiej będące w Unii Europejskiej. I w zasadzie po tej analizie nie widzimy takiego rynku, na którym moglibyśmy bezpiecznie się rozwijać. Na południu Europy będzie w zasadzie ten sam problem, czyli brak środków unijnych. Trochę zastanawiamy się nad Rumunią, ale dla nas historycznie, w przyszłości naturalnym rynkiem rozwoju będzie Wschód, czyli Ukraina, Białoruś i Rosja. Jednak w obecnej sytuacji politycznej to jest nie do pomyślenia, chyba żeby powstały pewne zabezpieczenia gwarantujące realizację kontraktów na poziomie umów między rządami państw.

Wtedy to ryzyko byłoby trochę mniejsze. Tak było w Libii, gdzie budowaliśmy drogi. Chcemy też trochę rozwinąć naszą działalność w Niemczech. Jesteśmy tam od lat, mamy przychód na poziomie 200 milionów złotych i być może w najbliższej przyszłości uda się ten wynik polepszyć. Raczej jednak będziemy koncentrowali swoją uwagę na Polsce i innych obszarach działania niż budownictwo.

Polska jest atrakcyjnym krajem dla zagranicznych firm budowlanych

Rozmowa została przeprowadzona podczas XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy

Jak najbardziej, bo to jest kraj, w którym wciąż jest mnóstwo nowych inwestycji. Jest dużo potrzeb, są też środki unijne. Na pewno w tej chwili firmy zagraniczne nie zabijają się już o kontakty w Polsce, tak jak kiedyś, bo trochę się na tym sparzyły. Ale mamy nowych graczy. Włosi są w tej chwili bardzo aktywni. Myślę, że jeszcze przez 5-7 lat zagraniczne firmy będą zainteresowane polskim rynkiem, a potem pójdą do Niemiec, dlatego że tam jest gigantyczny projekt renowacji stanu dróg ekspresowych, autostrad i linii kolejowych, który opiewa na astronomiczną kwotę 100 miliardów euro. Myślę, że to będzie też nasz kierunek, ale dopiero za około 10 lat.

Budimex sporo też inwestuje w nieruchomości. Jak rozwija się wasza działalność deweloperska?

Znakomicie. To jest czas na sprzedaż mieszkań w Polsce, widzimy wyraźne ożywienie na tym rynku. W tym roku sprzedaliśmy o 80 procent więcej mieszkań niż rok temu. Mamy dobre produkty, które są odpowiedzią na zapotrzebowanie mieszkańców dużych miast. A dobry produkt to dziś tani produkt. Ludzie chcą kupować własne _ M _ pod warunkiem, że jest małe i niedrogie. W Krakowie metr kwadratowy w dobrej lokalizacji sprzedajemy za 4.400 zł brutto. W porównaniu z konkurencją to atrakcyjna oferta. Ona trafia do ludzi, których do tej pory nie było stać na własne lokum. Klienci najchętniej życzyliby sobie mieszkań 3-pokojowych o powierzchni 45 metrów kwadratowych, co jest niemożliwe. Do dwa pokoje do 50 metrów - takich mieszkań sprzedajemy najwięcej.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: budimex, giełda, kraj, raport, manager, twarzą w twarz, czołówki, marketing i zarządzanie, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, najważniejsze, gospodarka polska, wywiady, giełda na żywo, nieruchomości
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz