Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Prezes Deichmann: Nastolatki to bardzo świadome klientki

Czy Halle Berry naprawdę na co dzień nosi buty Deichmanna? Zapytaliśmy prezesa polskiego oddziału firmy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Tomasz Sąsiada/Money.pl)

Wojciech Normand, wiceprezes zarządu Deichmann-Obuwie, tłumaczy, że jego firma jest korporacją rodzinną. Jakie ma to konsekwencje? Nie chodzi tyko o obrazy przodków wiszące w salonach właścicieli, ale o spokój i konsekwencję zarządzania. Nie ma konieczności wypłacania dywidendy co rok czy co dwa lata, a firma nie ucieka z krajów takich jak Hiszpania czy Portugalia.

Money.pl: Buty Deichmanna reklamowała Halle Berry. Proszę wybaczyć, ale jej uroda nie jest mi obojętna, dlatego z ciekawości chciałbym zapytać, czy ona rzeczywiście, nosi buty waszej firmy?

*Wojciech Normand, wiceprezes zarządu Deichmann-Obuwie: *Na co dzień?

Tak, na co dzień.

Trudno powiedzieć, ale jeśli można tak autentycznie zagrać satysfakcję i radość z możliwości wyboru butów, jak Halle Berry w reklamie Deichmanna, to podziwiam jej talent. Musze jednak powiedzieć, że widziałem kilka nagrań z jej udziałem nakręconych na wewnętrzne potrzeby firmy i wyrażała się w nich o naszych kolekcjach bardzo ciepło.

Tak czy siak, dobrze wybraliście, bo albo jest świetną aktorką albo prawdziwą entuzjastką butów Deichmanna.

Tak myślę (śmiech).

To kto nosi buty Deichmanna na pewno?

Przede wszystkim dziewczyny w wieku od 15 do 24 lat. Ze wszystkich naszych marek najchętniej kupują one buty linii Graceland.

A jaki to klient nastolatka? Domyślam się, że trudny.

O tyle trudny, że świadomy. One wiedzą, czego chcą, czego wymagają aktualne trendy modowe i za nimi podążają. Zgadzam się więc, że to nie jest łatwy klient, ale pod tym względem, że natychmiast odrzuca te produkty, które nie trafiają w to, co proponuje właśnie świat mody.

Musi się Pan na tych trendach znać?

Śledzę je nie z obowiązku, ale z przyjemności. Na bieżąco przeglądam wewnętrzne wydawnictwa, biorę udział w prezentacjach naszych kolekcji, no i pojawiam się w naszych sklepach. W tym roku pracowałem przy zatowarowaniu nowego punktu w pobliżu Wrocławia. Kilka godzin ciężkiej fizycznej pracy i buty na wyciągnięcie ręki. Pełny asortyment.

Zakasał Pan rękawy?

Tak, to było działanie z premedytacją, żeby nie stracić kontaktu z tym, co robią nasi pracownicy na co dzień. Przy okazji mogłem się opatrzyć z tym, co mamy do zaprezentowania naszym klientom. Bo choć oglądam również nasze materiały promocyjne, to nie zawsze wystarcza.

Na ulicy też Pan klientki obserwuje?

Skrzywienie zawodowe.

Żona rozumie?

Konsekwentnie jej to tłumaczę.

Tłumaczy Pan też publicznie, że Deichmann korzysta z rosnącej popularności Fast Fashion, czyli popytu na tanią odzież i obuwie, które opierają się w swoim designie na trendach promowanych przez wielkich kreatorów mody.

Tak. Inspirujemy się kolekcjami wielkich projektantów.

Czy polega to na adaptacji tego, co zbyt udziwnione, do zwykłego noszenia na ulicy?

Nie, raczej chodzi i podpatrywanie trendów. Jeśli w tym sezonie ważnym elementem ozdabiającym są cekiny, to jest to zgodnie z naszymi procesami technologicznymi transponowane na nasz produkt. Przy czym naszym punktem odniesienia jest właśnie trend, a nie konkretny model.

Zdarzały się podejrzenia o plagiat?

W przypadku firmy, która sprzedaje 100 milionów butów rocznie, to nieuniknione.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/107/m286059.jpg ) ] (http://manager.money.pl/news/artykul/prezes;credit;suisse;dla;money;pl;chcemy;dalej;inwestowac;w;polsce,20,0,1402900.html) *Credit Suisse chce inwestować w Polsce * - _ Podoba mi się Wasze podejście do wykonywanych obowiązków _ - mówi Brady W. Dougan, prezes Credit Suisse.

W Polsce też? Czy tutaj w kraju są projektanci?

U nas w kraju ich nie ma. To wynika z wewnętrznej strategii firmy. Chodzi o zasadę wertykalizacji produkcji. But ma przebywać jak najkrótszą drogę od zaprojektowania, poprzez proces produkcyjny, aż do sklepu. Projektanci w naszej firmie matce nadzorują proces produkcji. Ma to bezpośrednie przełożenie na relację ceny do jakości.

Ale czy w tych kontrowersyjnych sytuacjach pojawiła się kiedy kwestia odszkodowania?

Ja pamiętam tylko jeden przypadek tak poważnego sporu, który jednak nie skończył się nawet wycofaniem butów z kolekcji. Chodziło o popularny model pewnej formy produkującej klasyczny but sportowy, tak zwany trampek. Obuwie tekstylne na grubej podeszwie. Właśnie ta firma twierdziła, że pomysł szachownicy na takim trampku jest jej pomysłem. Myśmy odpowiadali, że szachownica jest powszechnym i szeroko stosowanym znakiem i dopięliśmy swego. Mam jednak pewność, że nasi pracownicy z działu zakupów spółki matki pilnują pieczołowicie, żeby tego typu historie raczej się nie zdarzały.

Niemcy słyną z dokładności.

I rzetelności.

A czy pracując w firmie z niemieckim kapitałem, nie widzi Pan nagonki na inwestycje naszych zachodnich sąsiadów? Przecież niektórzy politycy dyskredytowali nawet media finansowane przez niemiecki koncerny.

Oczywiście, że zauważam tę skłonność do podsycania antyniemieckich nastrojów i uważam to za przejaw zupełnie niepotrzebnej ksenofobii. Zgodna współpraca z większym sąsiadem służy rozwojowi gospodarczemu Polski. Powiedziałbym nawet, że służy rozwojowi cywilizacyjnemu.

Tym bardziej, że nie mamy chyba innego wyjścia jak z nimi pracować.

Niektórzy twierdzą, że są inne wyjścia, ale ja jestem tego samego zdania, co pan. Tym bardziej, że jest to wyjście bardzo rozsądne. To partner bardzo rzetelny, dokładny, co w relacjach gospodarczych przekłada się na dużą przewidywalność. W warunkach przedsiębiorczości Niemcy charakteryzują się duża konsekwencją w działaniu, stabilnością zatrudnienia. Nie ulegają modom nowoczesnego kapitalizmu do fuzji, podziałów, przejęć. Ja dodatkowo pracuję w firmie rodzinnej, co ma wiele zalet. Nasze szefostwo - i to nie jest żaden eufemizm - traktuje swoich pracowników jak członków rodziny.

Jeszcze ciągle? Po tylu latach działania i przy takim zasięgu?

To jest ciekawe, ale już trzecie pokolenie Deichmannów uczestniczy w zarządzaniu firmą. Nasz obecny szef, Heinrich Deichmann, ma bardzo duży kontakt z pracownikami - i to nie tylko na szczeblu managerskim. Pokazuje się na imprezach firmowych, odwiedza spółki-córki, sklepy. Mogę każdemu rekomendować pracę dla tak solidnych przedsiębiorców, jakimi są Niemcy. A już dla Deichmanna w szczególności.

Troszczycie się też o szeregowego pracownika? Gdybym poszedł teraz do któregoś z waszych sklepów i zapytał ludzi, czy są zadowoleni z zarobków, to by nie narzekali?

Nie. Myślę, że płacimy lepiej niż konkurencja. Nie są to jednak zawrotne różnice. Tutaj też należy powiedzieć nieco o specyfice branży. W tej działce, jaką jest moda, obowiązuje olbrzymia sezonowość. Są okresy, kiedy w sklepach nie ma wielkiego ruchu, ale są takie, że ruch jest ogromny. Mimo to zatrudniamy wszystkich naszych pracowników na umowy o pracę na czas nieokreślony. Żadnych trików z wielomiesięcznymi, czy wieloletnimi umowami na czas określony.

To jak rozwiązujecie problem sezonowości?

Dominująca większość pracowników w sklepach zatrudniana jest na jedną czwartą etatu. W sezonie jest wiele nadgodzin i tym samym wynagrodzenia są znacznie wyższe.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/90/m285786.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/fakro;kontra;velux;czy;polska;firma;wygra;wojne;o;swiatowy;rynek;okien,33,0,1401121.html) Tak duńska firma szkodzi polskiej * Ryszard Florek przekonuje, że ten konflikt toczy się o coś więcej, niż być albo nie być jego przedsiębiorstwa. *To powszechne rozwiązanie w branży modowej?

Trudno jest porównywać butik, który zajmuje powierzchnię 50 metrów kwadratowych i ma obroty proporcjonalne do tejże powierzchni, do naszych wielkopowierzchniowych sklepów.

*Ale pytam o międzynarodowe sieciówki. *

Jeśli mówimy o tych, których znam, to też raczej w formie umowy o pracę.

A czy nauczył się Pan czegoś od managerów z niemieckiej centrali? Dyscypliny, organizacji pracy? Czy jest w ogóle różnica pod względem rzetelności między managerami niemieckimi, a polskimi? Niemcy są z tego znani, że wszystko działa u nich jak w zegarku.

Polscy pracownicy bardzo szybko się rozwijają, co nie znaczy, że elementy poprzedniego ustroju nas jeszcze trochę nie psują. Ale podejście do pracy, szacunek do niej, zaangażowanie, wcale nie są u nas mniejsze niż w Europie Zachodniej.

Czyli pod tym względem jesteśmy już krajem rozwiniętym.

Tak, choć dla mnie kultura korporacyjna była czymś nowym. Do Deichmanna przyszedłem z prywatnego biznesu, byłem partnerem w kancelarii prawniczej i korporacja była nowym doświadczeniem.

Trudnym?

Nie. Byłem zaskoczony, że praca, o której słyszałem, że jest bardzo frustrująca, potrafi dać tyle satysfakcji. Na początku pracowałem jako prawnik wewnętrzny, co wiązało się z z wieloma podróżami, które bardzo lubię. Poznałem wielu nowych ludzi i byłem - ciągle zresztą - jestem pod wrażeniem jak dobrze funkcjonującą strukturą jest Deichmann.

Może adaptację ułatwiło Panu to, że to korporacja rodzinna.

Z pewnością.

Jakie są więc różnice pomiędzy korporacją rodzinną, a taką odpersonalizowaną?

W tej drugiej jest znacznie większa presja na doraźny wynik ze względu na konieczność dbania o akcjonariuszy. Pojawia się pewna niecierpliwość biznesowa, większa nerwowość w działaniach. W Deichmannie jest długofalowa wizja, której wdrażania nie zakłócają przejściowe problemu koniunkturalne. Na przykład, mimo trudnej sytuacji w tych krajach, nie ograniczamy działalności w Hiszpanii, Portugalii, Włoszech. Ludzie zachowują pracę, biznes jest konsekwentnie rozwijany. Jest orientacja na długofalowe korzyści, a nie a konieczność wypłacania dywidendy co rok, a najrzadziej co dwa lata.

Jest szeroka perspektywa, bo w salonie wiszą portrety przodków.

A jednocześnie Deichmann to firma, która bardzo szybko implementuje nowinki techniczne. Byliśmy pierwszą w Polsce i w Europie siecią sprzedającą obuwie w internecie. To nie jest więc tak, że konsekwencja przejawia się...

...sędziwą ospałością.

Tak, to dobre określenie na to, co Deichmanna nie charakteryzuje. Wieloletnia tradycja przejawia się raczej w konsekwencji i bardzo rozsądnym systemie finansowania. W całej grupie nie ma ani jednego eurocenta czy amerykańskiego dolara z jakiegokolwiek produktu kredytowego. A na budowę kolejnych sklepów pieniądze są.

Ale czy czasem rynek się nie nasycił? Na galerie handlowe nie ma już chyba miejsca w żadnym z miast.

Jest wielu deweloperów, którzy twierdzą inaczej (śmiech). W naszej strategii przyszła jednak teraz pora na mniejsze i całkiem małe miasta. Tam też powstają galerie handlowe trzeciej i czwartej generacji - czyli takie, w których jest miejsce nie tylko na handel, ale i na kulturę i rozrywkę.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/139/m285323.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/prezes;credit;suisse;przez;zmiany;w;ofe;polski;rynek;stanie;sie;mniej;atrakcyjny,198,0,1398470.html) *"Polski rynek straci przez zmiany w OFE" * Szef Credit Suisse zdradza, jak jego firma pomagała Ministerstwu Finansów zrobić z Polski _ Zieloną wyspę _.

No i przekonuje Pan, że kryzys się was nie ima. Ale na dobrą koniunkturę musicie czekać, jak wszyscy. Kiedy ona nadejdzie? Czy managerowie już zacierają ręce, żeby zacząć znów porządnie inwestować?

Mogę mówić tylko o moich kolegach z branży. Na razie jakiegoś huraoptymizmu nie ma. Jest raczej bardzo ostrożne sprawdzanie, czy czasem premier ogłaszając koniec kryzysu się nie pomylił.

A zdarza mu się.

Tak, zdarza. Ale w przypadku końca kryzysu, to mam wrażenie, że w już perspektywie kilku miesięcy może zacząć się to inwestycyjne zacieranie rąk, o którym Pan mówi.

To niedługo.

Tak, w handlu detalicznym widać już ożywienie.

Wspominał Pan o kolegach w branży. Mam rozumieć, że ze sobą rozmawiacie? Nie skaczecie sobie do oczu?

Oczywiście, że nie. Większość z nich to rozsądni ludzie, którzy zdają sobie sprawę, że polski rynek jest już ustabilizowany, że ma kilkunastoletnią tradycję i każdy zajmuje na nim swoje miejsce. To wprowadza pewien ład, porządek, bo spotykamy się jako ludzie świadomi swojej pozycji i nie ma między nami nerwowości, która mogłaby spowodować jakieś histeryczne zachowania.

Pistolety schowane w kaburach, to nikt nie strzela przypadkiem.

Więcej. Panuje między nami pewna solidarność branżowa. Kiedy pojawi się jakiś najemca powierzchni handlowej, który nieuczciwie próbuje coś ugrać, wykorzystać swoją pozycję, to lojalnie się o jego działaniach ostrzegamy. W sytuacjach spornych prezentujemy solidarne stanowisko.

Nie kopiecie pod sobą dołków?

Nie słyszałem, żeby ktoś kopał.

Pan nie kopie?

Staram się być dobrym człowiekiem i wierzę, że wszystko do nas wraca. Poza tym nie widzę sensu w kopaniu dołków. Trzeba robić swoje konsekwentnie i obserwować rynek, żeby czegoś nie przeoczyć.

*Na ile przeszłość sportowa pomaga w zachowaniu tego spokoju w patrzeniu na rynek? Wiele lat grał Pan w piłkę ręczną. *

Ja sam pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy, jak duży jest wpływ sportu na moje zachowanie. To może banały, ale nauczył mnie on na pewno, żeby nie delektować się zbytnio sukcesem, bo po nim może przyjść porażka. Nauczył też grać w drużynie.

No i żeby nie faulować.

Oczywiście. Dobrą lekcję konsekwencji wyciągnęliśmy kiedyś z meczu z drużyną z Magdeburga. Graliśmy z nimi o zwycięstwo w turnieju i jak to Polacy, mieliśmy zrywy na pograniczu geniuszu.

Oczywiście poprzedzone chwilami marazmu.

Tak. A Niemcy z kolei grali bardzo, bardzo konsekwentnie.

Jeśli wygrali ten mecz, to proszę nie opowiadać tej historii do końca. Ja też wolę, gdy wygrywają ci, ze skrzydłami na plecach.

No to powiem Panu tylko, że na dwie minuty przed końcem wygrywaliśmy dwoma bramkami, a ja poczułem dziwny niepokój...

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: biznes w polsce, deichmann, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, manager, twarzą w twarz, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz