Notowania

Prezes JSW dla Money.pl: Jeśli związkowcy nie ustąpią, to z kopalniami będzie jak ze stocznią

Porozumienia sprzed 24 lat to skansen - twierdzi Jarosław Zagórowski.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Krzysztof Janoś/Money.pl)
Prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Jarosław Zagórowski <br>podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.<br>

- _ Albo dokonamy zmian systemowych, albo doprowadzimy do trwałej utraty miejsc pracy i tu próba ochrony pracowników przez system porozumień wypracowany przez związki zawodowe nic nie da, bo zabraknie płatnika tych wszystkich przywilejów _- mówi Jarosław Zagórowski prezes JSW. W jego ocenie jeszcze dużo trzeba zrobić żeby górniczy związkowcy dostrzegli, że w relacjach między pracodawcą a pracownikiem coś trzeba zmienić, a układ zbiorowy sprzed 24 lat w obecnej sytuacji gospodarczej nazywa skansenem.

Money.pl: Przed Europejskim Kongresem Gospodarczym w Katowicach zorganizowano _ szczyt węglowy _. W Pańskiej ocenie doszło do tego spotkania ze względu na trudną sytuację w branży, kampanię wyborczą, czy kryzys ukraiński?

Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej: Zbiega się wszystko, bo z jednej strony mamy reakcje na trudną sytuację w górnictwie, z drugiej strony konieczność przeorientowania polityki energetycznej po wydarzeniach na Ukrainie. To dało wszystkim pretekst do jeszcze bardziej intensywnego myślenia na temat źródeł dostaw wykorzystywanych przez nas surowców energetycznych. To z kolei powoduje życzliwsze spojrzenia na węgiel. Z jego wydobyciem wiąże się wiele różnych problemów również i tych ekologicznych. Jego podstawową zaletą jest jednak przede wszystkim to, że jest na terytorium naszego państwa i może być gwarantem bezpieczeństwa energetycznego. Ponadto premier wykorzystał obecność w Katowicach wszystkich zainteresowanych, którzy pomogli mu wyrobić sobie najświeższy obraz na temat naszych problemów.

*Diagnoza premiera jest słuszna? Donald Tusk mówił trochę jak za dawnych czasów - o naprawieniu błędów i wypaczeń. O zatrudnianiu do zarządzania spółkami węglowymi niewłaściwych ludzi, którzy stanowiska otrzymują tylko ze względu na znajomości. Usłyszeliśmy też o państwowym skupie węgla. *

Nie będę tego komentował. Tak naprawdę to jest coś, co dzieje się w naszym sektorze i jeżeli premier uważa, że są to problemy istotne, to robi to tylko po to, by lepiej kreować przyszłość. Wszyscy przecież jedziemy na tym samym wózku. Naszym wspólnym interesem jest rozwój tej branży w sposób stabilny tak, by były miejsca pracy. Zawsze powtarzam, że wszelkiego rodzaju porozumienia na papierze nic nie dają. Stabilne miejsca pracy daje tylko opłacalność i zdrowie ekonomiczne danego sektora.

*Rozumiem, że musi Pan być tu dyplomatą, ale rzeczywiście premier wskazał te najważniejsze sprawy powodujące problemy z polskim węglem? *

Problemów jest dużo, część z nich szef rządu wychwycił. Na pewno bardzo ważna jest polityka kadrowa na tych wyższych szczeblach. Dla dobrych menadżerów powinno być w branży miejsce i ścieżka ich awansu powinna być bardzo czytelna.

*Ale nie poczuł się Pan adresatem słów premiera? *

Nazwiska się nie pojawiły, a ja przyjąłem w swoim życiu zawodowym założenie, że mnie przede wszystkim powinny bronić wyniki i na tym się skupiam, a że czasem jestem przy tym krytykowany, czy to przez związki zawodowe, czy polityków, to trudno. Ostatecznie wynik ekonomiczny rozstrzyga, kto miał rację. JSW może być przykładem, gdzie polityka kadrowa była stabilna i łatwo było planować kierunki rozwoju i strategię. Kompania Węglowa nie miała tej stabilności, jeżeli chodzi o zarządzanie i to niestety dało niedobre efekty.

Nowy prezes Kompanii Węglowej to dobry wybór? Cudotwórca z Bogdanki uratuje kolejną firmę?

Prezes Mirosław Taras, którego znam od wielu już lat, jest człowiekiem mocno stąpającym po ziemi i nie jest żadnym magikiem, a pragmatykiem. Bogdankę naprawiano kilka lat, to nie były żadne cuda, tylko żmudna robota. Miejmy nadzieję, że uda mu się to powtórzyć w Kompanii Węglowej.

Pytanie, czy będzie miał wystarczająco dużo czasu? Już choćby ze względów politycznych może to być bardzo gorące krzesło.

Rzeczywiście, jest tu poważny problem z polityką właścicielską. Wiadomo jednak, że takich rzeczy nie wykonuje się z dnia na dzień, więc miejmy nadzieje, że prezes Taras dostanie ten czas. Cały sektor potrzebuje też nie cudów i błyskawicznych ruchów, a poważnych zmian systemowych. Działania doraźne oczywiście mogą poprawić sytuację, ale ponownie za kilka lat możemy stanąć nad przepaścią.

Jakich zmian potrzebuje branża?

Potrzebne jest jasne zdefiniowanie pozycji węgla w bilansie energetycznym, ponieważ inwestycje, które realizuje się w naszym sektorze, są długoterminowe i spłacać się mają przez wiele lat. Zatem jeśli wiemy, jaka będzie pozycja węgla w tym bilansie, to będziemy też wiedzieć, czy mamy zgodę na rozpoczynanie inwestycji. Będziemy również wiedzieć, że te inwestycje raz rozpoczęte nie będą zawieszane ani zatrzymywane, bo wtedy marnotrawimy środki.

*Ten udział w miksie energetycznym powinien pozostać w pobliżu obecnych 90 procent? *

Wydaje się, że powoli węgiel już ma zdefiniowane ostatecznie swoje miejsce i jest jego podstawą. Oczywiście, w jego miejsce będą wchodzić inne nośniki pochodzenia zielonego i nie ma tu się na co obrażać. W takim kierunku idzie świat a przede wszystkim UE. Myślę, że ten procent będzie się zmniejszał, ale nie będzie to się działo gwałtownie. To jest proces, który potrwa 30-40 lat i ostatecznie ten udział spaść może do 60 procent, ale zaznaczam, że to tylko moja opinia nie poparta żadnymi analizami. Natomiast my mamy dużo węgla i też nie powinniśmy się na to gniewać. Źródła zielonej energii z natury rzeczy są niestabilne, a więc jeśli chcemy je wykorzystywać, to musimy mieć dla nich jakieś wsparcie.

Odbiorca chce mieć prąd przez cały czas, a nie tylko wtedy, kiedy dobrze wieje, albo świeci słońce. Dlatego górnictwo nadal będzie podstawą, ale również tym, co daje nam bezpieczeństwo. Gaz na pewnie jako czysta energia byłby lepszy, ale tylko wtedy, kiedy mielibyśmy go na terenie kraju wystarczająco dużo. Łupki są niepewną przyszłością, a to, co przychodzi do nas rurą, również nie może być traktowane jako stabilne źródło energii, bo przecież zależy od uwarunkowań politycznych i ekonomicznych w handlu międzynarodowym. Tak samo rzecz wygląda z ropą, a węgla na razie nam nie zabraknie.

Polski węgiel musi stanąć do konkurencji światowej, a to stanowi duży problem, bo powszechny model organizacji górnictwa na świecie to kopalnie odkrywkowe. Górnictwo głębinowe jest w Polsce, było w Niemczech, w małej skali w Anglii. Konkurowanie jest więc trudne, ale nie niemożliwe, bo mamy atut w postaci lokalizacji. Z każdego innego kraju, czy to z USA, czy Australii, trzeba jeszcze ten węgiel do Europy przywieźć, a koszty transportu nie są niskie. Możemy to wykorzystać i sprawić, że górnictwo będzie konkurencyjne, ale potrzebne są zmiany w zakresie efektywności.

*Jakie? *

Bez zmian całego procesu produkcyjnego tego nie da się osiągnąć. Dziś 50 procent kosztów stanowią te, związane z pracą. Cały system normujący relację między pracodawcą a pracownikiem został stworzony 24 lata temu, kiedy powstał ponadzakładowy układ pracy dla górnictwa. W całej branży jest 25 różnych elementów pozapłacowych, a często nawet i więcej. Problem w tym, że to zostało ustalone w zupełnie innej sytuacji gospodarczej, kopalnie były wtedy w pełni państwowe. Ceny węgla również były odgórnie sterowane. Górnictwo musi się teraz nauczyć elastyczności i umieć się dostosować do rynku. Ceny zarówno na węgiel koksowy jaki i węgiel energetyczny są kształtowane przez największych producentów i przez rynek. Polska jako dziewiąty producent na świecie nie ma wpływu na kształtowanie cen, a jeśli ma, to w bardzo niewielkim stopniu.

*Czyli przede wszystkim branżę czeka ostre starcie ze związkami? *

Nie tylko, bo są jeszcze inne pozapłacowe koszty, którym też należałoby się przyjrzeć. Są przecież liczne obciążenia podatkowe. Normalne jest, że wszyscy przedsiębiorcy w naszym kraju płacą podatki i to jest oczywiste, więc żadnych zwolnień dla sektora nie oczekujmy i ich nie będzie. Natomiast jeśli są opłaty i daniny, których nie mają inni producenci węgla na świecie, to stwarza nierówną konkurencję i tym opłatom trzeba się przyjrzeć oraz zrobić remanent.

Kolejnym elementem jest ustawa o zamówieniach publicznych, która zmusza nas do rozstrzygania przetargów w momencie zakupu urządzeń. Nawet nie sama ustawa jest zła, co jej wykonywanie zbyt mało odważne. Przy maszynach trzeba brać pod uwagę cały okres życia tego urządzenia, bo co z tego, że my kupimy coś tanio, jeśli za chwilę trzeba będzie z powodu awarii wstrzymać wydobycie. Kopalnia najbardziej przecież traci na przestoju, dlatego musimy patrzeć na jakość i efektywność, a nie tylko cenę zakupu. Trzeba do tego dołożyć jakość niezawodność i serwis, a tego nie bierze się często pod uwagę. Na szczęście premier ma tego świadomość i ustawa pozwala na to, ale trzeba więcej odwagi w jej stosowaniu, do czego zresztą zachęcał przy ostatnim naszym spotkaniu.

Wracając do kosztów pracy - normalną rzeczą jest, że związkowcy będą bronić przywilejów, ale biorąc pod uwagę obecną trudną sytuację, wydaje się, że nie ma innego wyjścia niż spotkać się gdzieś w połowie drogi. Związki muszą ustąpić?

Związkowcy bronią prawa układowego. Często ono jest ważniejsze niż to zewnętrzne, ogólne, bo podstawowa ustawa normująca te sprawy miedzy pracodawcą, a pracownikiem jednak się zmienia, co kilka lat jest dostosowywana do rzeczywistości. Oczywiście można mieć pretensje, że za wolno, ale jednak się zmienia. Natomiast ten system porozumień wewnętrznych w firmach węglowych jest niezmienny. Ponadzakładowy układ zbiorowy pracy napisany 24 lata temu w jednym z przedostatnich paragrafów zakłada, że strona związkowa może wypowiedzieć tę regulację, ale do momentu wynegocjowania nowej, obowiązuje stara.

Zatem my, jako pracodawcy, możemy próbować coś zmienić, ale wystarczy, że druga strona nie będzie chciała usiąść do stołu i w tym momencie będziemy funkcjonować w oparciu o stary system, który jest, powiem to wprost, skansenem w dzisiejszej rzeczywistości gospodarczej. Możemy w nim funkcjonować do końca świata - wystarczy, że związki zawodowe powiedzą _ nie _. One nawet nie muszą nic robić. Wystarczy, że po prostu się nie zgodzą.

Jak tak dalej pójdzie, to może nie być już czego ratować?

Tyle, że związki próbują na razie wymusić na państwie dopłaty, subwencje i inne działania interwencjonistyczne.

Ale na to nie ma zgody społecznej.

Na pewno nie, bo pracownicy innych sektorów w gospodarce musieli przejść przez drogę trudnych przemian i wszystkie sektory mają to za sobą. Ci, którzy się na to nie zgodzili, przeszli do historii. Nie ma stoczni, nie ma FSO, nie ma Ursusa, bo nie było zgody na zmianę. Tam, gdzie jednak możliwe były rozmowy i udało się osiągnąć porozumienia, ludzie mają miejsca pracy.

Dlatego trudno oczekiwać, że będzie przyzwolenie społeczne na to, by wspierać jeszcze sektor górniczy. To jest znaczący element uczciwości społecznej. Ponadto państwo ma coraz większe ograniczenia, jeżeli chodzi o niesienie takiej pomocy. Unia już na to nie pozwala i budżet państwa również. Rząd oczywiście może pomagać, ale dużo większa praca jest do zrobienia po naszej stronie w porozumieniu ze związkami. W mojej ocenie, to już nawet nie my będziemy związkowców przekonywać, że to konieczne, tylko warunki rynkowe. Albo dokonamy zmian systemowych, albo doprowadzimy do trwałej utraty miejsc pracy i tu próba ochrony pracowników przez system porozumień nic nie da, bo zabraknie płatnika tych wszystkich przywilejów. Prawnie sektor jest tak zorganizowany, że w pewnym momencie zachodzą przesłanki nakazujące zarządowi ogłoszenie upadłości, bo inaczej może być pociągnięty do odpowiedzialności.

Zatrudnianie przez zewnętrzne spółki bez wypłacania czternastej pensji i dodatków to jeden ze sposobów na szukanie innych rozwiązań niż negocjacje ze związkami?

To są karkołomne rozwiązania, których ja nie chcę stosować, ale jestem do tego zmuszony. Jeśli przez kilka lat na każdą propozycje kompromisu słyszę _ nie _ i _ nie _, bo tak ma być jak było zawsze, a widzę, że sytuacja jest trudna, to nie mam wyjścia. Zdecydowanie wolałbym pracować przy pełnej zgodzie i w spokoju, ale jeśli widzę stałą niechęć do jakichkolwiek zmian, to po prostu nie mam wyjścia. Nie jest tajemnicą, że zasada związków zawodowych jest bardzo prosta: raz zdobytych przywilejów nigdy się nie odpuszcza. Nawet chcieliśmy się zgodzić z tak postawionymi warunkami, że ma być jak było w zastosowaniu do już pracujących, ale chcieliśmy odmładzać system na przyszłość dając nowym pracownikom inne warunki, nie odbiegające zresztą za bardzo jeżeli chodzi o podstawowe elementy, czyli pensje i premię barbórkową, ale bez innych niekiedy nawet 28 elementów pozapłacowych. Chcielibyśmy móc powiedzieć nowemu pracownikowi: dziś mamy taką ofertę, jeżeli jej nie przyjmujesz, to trudno, nie przyszedłeś do nas z
nakazem pracy, nie możemy dać innych warunków. Na to też jednak nie ma zgody związków zawodowych, dlatego szukamy innych rozwiązań.

Widzę, że o porozumienie będzie bardzo trudno.

Ale ono jest niezbędne, bo cześć współczesnego wynagrodzenia jest stała a cześć zmienna i tak to powinno być skonstruowane. Pracownik musi wiedzieć, za co dostaje pieniądze i co może zrobić, by zarobić więcej. To są naprawdę proste sprawy. Natomiast według tego starego systemu prawnego, który mamy dzisiaj, płacimy za przychodzenie do pracy bez względu na tego efekty.

Podczas _ szczytu węglowego _ w Katowicach zauważył Pan jakąś zmianę po stronie związkowej? Jest większa gotowość do przyjęcia proponowanych zmian?

W tym aspekcie jeszcze dużo trzeba zrobić, żeby związki zawodowe dostrzegły, że w tych relacjach między pracodawcą a pracownikiem coś trzeba zmienić.

Czyli związkowcy chcą mówić o innych pomysłach? O ochronie rynku, podatkach, ale nie o przywilejach?

Mniej więcej tak to wygląda, ale my tego nie odpuścimy i będziemy rozmawiać na ten temat. Te zmiany muszą być wszechstronne oraz muszą pojawić się w absolutnie każdym aspekcie naszej działalności, bo to pozwoli nam przez jeszcze wiele lat być znaczącą częścią polskiego miksu energetycznego. Bez zmian nie będzie to możliwe i nie utrzymamy miejsc pracy, o które związkowcy dziś walczą. Co więcej, ja nie jestem przeciwnikiem przywilejów, szczególnie dla pracujących pod ziemią. Pracujący na dole, tam gdzie organizm szybciej się zużywa, powinni mieć oczywiście zachowane wszystkie przywileje, wyższą pensje, posiłki profilaktyczne i tym podobne. Natomiast ta oferta została rozciągnięta na inne grupy zawodowe. Zawsze będę bronił przywilejów pracujących pod ziemią i podpisuję się pod nimi obiema rękoma. Jednak inni dostali je tylko dlatego, że związki zawodowe szukały nowej oferty dla grup zawodowych, które mogą wciągnąć w swoje szeregi, bo to też jest czysty interes przywódców związkowych.

Zakup od Kompanii Węglowej kopalni Knurów-Szczygłowice to też czysty interes? Stało się to w momencie bardzo trudnym dla sprzedającego. Wykorzystaliście okazję, czy wsparliście Kompanię Węglową, która dzięki tej transakcji ma na wypłaty pensji?

Nie mam wpływu na to, jak Kompania wykorzystuje te pieniądze. Tak naprawdę zbiegło się tu wiele elementów. Wiele lat temu, tworząc koncepcje grupy węglowo-koksowej, mieliśmy w planach przejęcie tej kopalni dlatego, że ona ma w zasobach właśnie węgiel koksowy. Podobnie zresztą było w przypadku kopalni Budryk, gdzie ten węgiel również jest. Wtedy też byliśmy w Kompani Węglowej z propozycją, ale nie trafiliśmy na dobry grunt do rozmów. Ponawialiśmy ofertę i ostatecznie trafiła na moment, kiedy KW zaczęła sygnalizować problemy z płynnością finansową.

Wpłynęło to na wynegocjowaną cenę?

Nie, bo wspólnie z KW wzięliśmy firmę do wyceny, by móc określić wartość tej kopalni. Dopiero potem zasiedliśmy do rozmów znając rzeczywistą wartość rynkową.

To może chociaż problemy Kompanii przyśpieszyły decyzję o sprzedaży?

Sytuacja KW rzeczywiście mogła nieco dodać tempa tej transakcji, ale to było po ich stronie. My w tym procesie kierowaliśmy się przede wszystkim tym, że to dobra doinwestowana kopalnia i wydobywająca węgiel koksowy, w którym się specjalizujemy. Kolejny elementem jest nasza znajomość rynku: z jednej strony mamy koksownie, w których możemy węgiel przetwarzać, a z drugiej sami prowadzimy polityką handlową oraz mamy kontakty z dużymi graczami i wiemy, jak to wykorzystać.

Wydaje się, że dla JSW to znakomity interes, bo jak słyszę, wiecie co robić. Kompania Węglowa jednak pozbywa się sreber rodowych, bo to w jej składzie był zakład wyróżniający się dobrą efektywnością.

Żeby inne srebra błyszczały, to czasami trzeba jeden zestaw sprzedać. Na pewno jest to też dobre dla tej kopalni i jej pracowników. Oczywiście można to różnie postrzegać z perspektywy JSW, albo KW, natomiast dla samej kopalni to dobre rozwiązanie, bo jest przed nią zdefiniowana ścieżka rozwoju w kierunku węgla koksowego.

A dla JSW to dobry moment? To blisko 1,5 miliarda złotych, a ceny węgla spadają systematycznie do rekordowych minimów.

Kiedy sytuacja rynkowa była korzystna, to na szczęście nie wszystko przejedliśmy i rozdaliśmy. Mając wolne środki i możliwość uzyskania kredytu, nie wahaliśmy się.

Zatem w części zakup będzie też kredytowany?

Oczywiście, że tak. Musimy zagwarantować bezpieczeństwo realizacji inwestycji, które zostały rozpoczęte. Jeżeli coś możemy zawiesić bezproblemowo, to tak zrobimy, natomiast nie możemy marnotrawić środków zatrzymując zaplanowane, czy rozpoczęte inwestycje. Wiec tak sterujemy, by było na stać na realizacje inwestycji koniecznych, ale i na zakup kopalni.

Kopalnia Knurów-Szczygłowice zmienia właściciela

Rzeczywiście na tle całej branży JSW wygląda nieźle. Dlaczego więc rynek kapitałowy tak źle was ocenia? Skąd systematycznie spadający kurs akcji i to od samego debiutu?

Nie mamy wpływu na ceny węgla koksowego - te kształtują się na rynkach azjatyckich. Jeśli tam sytuacja się psuje, to od razu również odbija się to na nas. Ten niepokój dotyczący sytuacji w Chinach rzutuje na JSW. Generalnie na pewno to też efekt wspólnego postrzegania całej branży, szczególnie kiedy ktoś nas ocenia z daleka i wrzuca do jednego worka z innymi mającymi złą sytuację.

Notowania JSW
Kurs spółki w ostatnich 12 miesiącach
Kurs może się jeszcze trochę pogorszyć, bo zapowiada Pan stratę w tym roku.

Budujemy relacje z rynkiem na zasadzie uczciwej komunikacji i relacjonowania tego, co widzimy w naszych symulacjach. Jeżeli nie nastąpi cenowe odbicie na nasz węgiel w trzecim i czwartym kwartale, to może rzeczywiście pojawić się strata. Ponadto nasz układ frontu wydobywczego zakłada mniejsze wydobycie w pierwszej połowie roku, w drugiej będzie lepiej.

Zatem to ostrożny sygnał ze wskazaniem, że nie jest pewne, czy strata rzeczywiście będzie miała miejsce. W 2013 także Pan ostrzegał, a skończyło się na małym, bo małym, ale zyskiem.

Nie takie już rzeczy widzieliśmy na rynku. Możliwe są przecież tak gigantyczne odbicia, jak po 2009 roku, kiedy po olbrzymim kryzysie sytuacja zmieniła się na tyle, że w następnym roku mieliśmy potężny zysk. Bardziej jednak prawdopodobne jest powolne odbudowywanie cen i rok 2014 jednak będzie ze stratą.

*Polska Razem apeluje o wprowadzenie embarga na węgiel z Rosji. To dobra propozycja? *

Jeżeli chodzi o węgiel energetyczny, to import ma tu znaczenie dla rynku, bo ten tańszy wypiera krajowy.

Zatem nie można tej koncepcji od razu wyrzucić do kosza?

Premier zapowiedział podczas spotkania z nami przeprowadzenia analizy w tej sprawie, która da odpowiedź, jakie byłyby skutki i czy są środki prawne, by to zrobić. Jednak pod kątem bezpieczeństwa, można to rozważać. Trzeba pamiętać, że mamy olbrzymie ilości zgromadzonego węgla, którego nie możemy sprzedać, a jest to surowiec z tendencjami do samozapłonu, wiec może się zrobić naprawdę bardzo niebezpiecznie.

Niemcy chcą od nas kupić pewną ilość z tych zgromadzonych pięciu milionów ton. Może trzeba sprzedać bez względu na cenę? Może nawet i niech będzie to 50 dolarów.

Z tego, co słyszałem, to jeden z handlarzy zaproponował nawet cenę niższą niż te 50 dolarów.

Ale może jednak trzeba sprzedać, mimo straty, choćby ze względów bezpieczeństwa, o których sam Pan mówi.

Ale w tym węglu jest koszt jego wydobycia i to by dało potężną stratę. Zatem można jeszcze rozważać powolne pozbywanie się go z zastosowaniem różnych mechanizmów, jak miedzy innymi ograniczanie importu, czy dogadania się z energetyką.

Ale JSW nadal sprzedaje całą produkcję mimo niskich cen.

Tu jest zupełnie inna sytuacja niż z węglem energetycznym. Na węgiel koksowy jest niska cena, ale nie mamy problemu ze zbytem. Nasza koncepcja jest oparta na maksymalizacji produkcji i rekompensujemy sobie to wielkością sprzedaży. W węglu energetycznym nie dość, że ceny są niskie, to jeszcze nie ma odbiorców i maksymalizacja produkcji nic tu nie zmieni.

*Potrzebujemy nowego otwarcia w polityce energetycznej UE? Rewizji polityki ochrony klimatu? *

Jestem za poszukiwaniem koncepcji zrównoważonego rozwoju, która cechowała tę organizację przez dziesięciolecia. Oczywiście trzeba ograniczać emisję CO2, natomiast można to robić stopniowo, a nie przez gwałtowne ruchy, jakie proponowała ostatnio KE. Przez to tracimy konkurencyjność i dochodzi do migracji miejsc pracy również i do Stanów Zjednoczonych, gdzie te niższe koszty energii i produkcji zachęcają inwestorów. Ponadto można lepiej wykorzystywać nowe technologie, by spalanie węgla uczynić bardziej ekologicznym. Nie będzie to nigdy czyste paliwo, ale może być bardziej efektywne i ekologiczne.

*W rządowych planach jest uruchomienie pierwszej elektrowni atomowej do 2025 roku. Już próbowano zbudować w Polsce taką siłownię - teraz się uda? *

Społeczna atmosfera nie jest sprzyjająca, a gdyby nawet taka budowa była rozpoczęta, to jeszcze przed nami 20, albo 25 lat jej budowania, więc prze ten czas węgiel nadal spokojnie będzie jeszcze funkcjonował. Nasze złoża jednak w końcu się skończą. Warunki wydobycia się pogarszają, więc trzeba mieć alternatywę i może nią być energetyka jądrowa.

*Niemcy ostatnio ponownie polubili węgiel - nie zaskoczyło to Pana? Mieli przecież całkowicie przestawić się na źródła odnawialne. *

Deklarują różnego rodzaju mody, ale nadal pozostają pragmatyczni.

Trochę nam te mody narzucają, a potem sami wracają do węgla. Nieładnie.

Mody narzucają nam też inne kraje, które maja technologie na OZE. Jak już nasycą swój rynek, to szukają innych.

*Odnawialne źródła energii to temat w Polsce równie trudny, co elektrownie atomowe. Chyba rzeczywiście węgiel może się czuć nadal bezpiecznie. *

Po zachwycie tymi ekologicznymi technologiami przyszedł czas na pewną weryfikację. Współspalanie, które było modne, teraz przez tych samych ekologów jest krytykowane, bo spalane są polskie lasy. Fotowoltaika, która miał być nieszkodliwa, nagle okazuje się niebezpieczna, bo utylizacja tych urządzeń po latach może być bardzo szkodliwa. Podobnie dzieje się z technologią wiatrową - też zaczyna się mówić o niektórych szkodliwych aspektach jej rozbudowywania.

Może więc dobrze, że temat OZE w Polsce wałkuje się tak długo?

Jeśli inni się spieszą, to możemy być nieco za nimi i podglądać, jak to wszystko wygląda potem w praktyce. Rzeczywiście, ten brak pośpiechu może być korzystny.

(red. BCh)

Tagi: górnictwo w polsce, jarosław zagórowski, polskie górnictwo, jsw, giełda, strategie firm, kraj, raport, manager, strategie, zarządzanie, twarzą w twarz, marketing i zarządzanie, case study, ludzie, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, najważniejsze, gospodarka polska, z rynku, wywiady
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz