Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Paulina Pacuła
|

Prezes Neckermann: Dreamliner zrewolucjonizował polską turystykę

0
Podziel się:

Dominikana, Kenia to ulubione miejsca na zimowe wakacje Polaków - mówi prezes Neckermann. To koniec kryzysu?

Krzysztof Piątek, prezes Neckermann
Krzysztof Piątek, prezes Neckermann (Tomasz Sąsiada/Money.pl)
bEIKqHkl

Dominikana, Kenia, Wenezuela, Mauritius to ulubione miejsca na jesienno-zimowe wakacje Polaków - mówi Krzysztof Piątek, prezes Neckermann. Wszystko za sprawą kontrowersyjnej inwestycji LOT-u oraz wejścia na polski rynek dwóch przewoźników z Dalekiego Wschodu. Na drugi urlop w roku wielu Polaków wydaje nawet po 6 tysięcy od osoby. To znak, że koniec kryzysu?

Manager.Money.pl: W biurach podróży nie ma śladu po kryzysie. Sprzedaż oferty letniej była większa o 10 procent niż rok temu, a zimowej może wzrosnąć nawet o 20 procent.

Krzysztof Piątek, prezes Neckermann Polska oraz prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki: Tak, ten sezon zimowy zapowiada się bardzo obiecująco. Były tygodnie kiedy sprzedawało się nawet 50 procent więcej wyjazdów niż w porównywalnym okresie 2012 roku. Ale pamiętajmy, że to jest bardzo wstępny okres sprzedaży. Klienci kupują wycieczki coraz później, z mniejszym wyprzedzeniem czasowym.

bEIKqHkn

Czyli może być jeszcze lepiej. To znak, że koniec kryzysu? Polacy spokojnie wydają pieniądze na przyjemności?

Sądząc po wynikach naszej branży, w gospodarce dzieje się coraz lepiej. Polacy trochę odetchnęli i chętnie korzystają z wypoczynku za granicą.

Co więcej, na wycieczkach nie oszczędzają. Z najnowszych danych Polskiego Związku Organizatorów Turystyki wynika, że w obecnym sezonie ogromnym powodzeniem cieszą się destynacje egzotyczne, takie jak Dominikana, Kenia, Gambia, Wenezuela, Mauritius. A przecież ceny takich wycieczek są wyższe.

Tak, to prawda. Bardzo wyraźnie widać, że zmieniają się trendy w turystyce, głównie w wyniku rozszerzenia oferty przez organizatorów. Szczególnie w zakresie podróży dalekiego dystansu. To wszystko dzięki dwóm czynnikom - wejściu na polski rynek dwóch przewoźników z Bliskiego Wschodu - Emirates i Qatar oraz pojawieniu się Dreamlinera.

Dreamliner zrewolucjonizował polską turystykę, bo umożliwił loty na dalekie dystanse bez przesiadek. To skraca czas podróży, a poza tym podnosi jej komfort. Dreamliner oferuje komfort nieporównywalny z niczym innym na polskim rynku. Poza tym ceny wcale nie są dużo wyższe, to zależy od oferty. Za osobę w statystycznej rezerwacji do Hiszpanii trzeba zapłacić 3182 zł, a np. rezerwacje w Gambii zaczynają się już do 3 tysięcy złotych. Te wycieczki kuszą, bo są konkurencyjne cenowo. Choć faktycznie ceny wakacji w Kenii, na Dominikanie czy Mauritiusie to już raczej okolice 6 tysięcy od osoby.

bEIKqHkt

Mówi Pan, że Dreamliner zrewolucjonizował polską turystykę. A ja myślałam, że po tych wszystkich usterkach, ludzie raczej będą stronić od latania tymi maszynami.

Nic takiego się nie stało. Nie jest to może masowy produkt, bo taki lot nie jest tani, ale widać, że w czołówce najpopularniejszych kierunków na zimę pojawiły się te kraje, do których lata się właśnie Dreamlinerem. Ale mimo wszystko dużo mniejsza grupa turystów wyjeżdża zimą, gdyż mało kogo stać na drugi urlop w ciągu roku.

W tym sezonie na wakacje jeżdżą bogatsi klienci?

Nie wiem, nie sprawdzamy ich statusu majątkowego. Ale po destynacjach i średnich cenach wycieczek, które są wyższe niż w sezonie letnim, można wnioskować, że tak. Proszę pamiętać, że ten sezon jesienno-zimowy wciąż ma nieduże znaczenie dla przychodów organizatorów turystyki. Latem wyjeżdża kilka milionów turystów, jesienią i zimą - kilkaset tysięcy.

W Polsce w ogóle sezon turystyczny jest bardzo krótki.

Tak, o wynikach touroperatorów decydują praktycznie 4 miesiące, od czerwca do września. To w nich zamyka się 70-80 procent obrotów. Stąd projekt, który wspieramy - zróżnicowania terminów wakacji letnich na wzór tego, co znamy z ferii zimowych, które mają cztery różne terminy w różnych województwach. Chodzi o to, by uniknąć szczytów komunikacyjnych i obłożenia w obiektach turystycznych. W przypadku wakacji takie rozwiązanie funkcjonuje np. w Niemczech i Hiszpanii.

bEIKqHku

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/48/m286256.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/prezes;deichmann;nastolatki;to;bardzo;swiadome;klientki,3,0,1404163.html) *Nastolatki to bardzo świadome klientki * Czy Halle Berry naprawdę na co dzień nosi buty Deichmanna? Zapytaliśmy prezesa polskiego oddziału firmy. W Niemczech wakacje letnie w ogóle są nieco krótsze, ale oprócz tego jest wiele innych przerw w roku, celem rozbicia terminów wypoczynków. Jest długa przerwa semestralna, dłuższe przerwy świąteczne, ferie wiosenne, tzw. Energiewochen. Wszystko po to, by stymulować gospodarkę. Dzięki temu pensjonaty mogą pracować więcej dni w roku, nie tworzą się duże korki na autostradach, na lotniskach i na kolei. To owocuje także spłaszczeniem cen w branży turystycznej i daje możliwość skorzystać z wypoczynku większej grupie konsumentów.

Łatwo sobie wyobrazić, że rozłożenie kosztów prowadzenia działalności na 20 wyjazdów w sezonie, zamiast na 15, prowadzi do obniżenia jednostkowych cen. W Polsce te pomysł pojawiały się już w Sejmie, ale zawsze natrafiały na betonową ścianę, jaką wymurowało Ministerstwo Edukacji.

To by wymagało wydawania raz w roku rozporządzenia o terminach wakacji, czyli więcej pracy dla urzędników. Wracając do mody na kierunki. Pamiętam, że jeszcze dziesięć lat temu wszyscy jeździli do Tunezji, jeszcze wcześniej, przed zmianą ustroju, hitem wakacyjnym była Bułgaria, Rumunia, czy Krym. Z czego wynikają te mody?

W dużym stopniu to jest animowane przez rządy tych krajów. Egipt wysforował się na lidera w zakresie wakacyjnych destynacji kilka lat temu, bo uruchomiono mnóstwo inwestycji turystycznych. To wtedy powstały takie kurorty jak Taba, Marsa Alam czy Szarm el Szejk - to jest wszystko nowa infrastruktura, niezwykle atrakcyjna cenowo. Do tego przewoźnicy są dofinansowywani przez rząd egipski, co sprawia, że ceny są w zasięgu możliwości polskiego turysty, a póki co to właśnie cena jest dla niego najważniejsza. Masowa turystyka to wyjazdy za mniej niż dwa tysiące złotych, all inclusive.

bEIKqHkv

Grecja, numer jeden z tym roku w Polsce, przeżyła kłopoty w zeszłym roku i przez to w tym sezonie była bardzo atrakcyjna cenowo. Stąd 40-procentowe odbicie na tym kierunku. Egipt spadł na 3 miejsce przez te zawieruchy polityczne.

To był też sezon pewnych zmian na rynku. Najwięksi touroperatorzy postawili na sprzedaż przez internet i własne kanały sprzedaży. TUI rozwiązało już umowy z 500 punktami agencyjnymi, chce uzyskać 30 procent sprzedaży z internetu i własnych punktów - jak mówił w wywiadzie z Manager.Money.pl Marek Andryszak, prezes firmy. Rainbow Tours także zwiększa wydatki na rozwój internetowej sprzedaży, do tego sukcesywnie otwiera kolejne salony firmowe. Państwo też stawiacie na internet. Chcecie żeby generował 50 procent sprzedaży, a we własnych salonach sprzedawano 30 procent ofert.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/150/m284054.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/prezes;tui;poland;polscy;turysci;sa;bardzo;wymagajacy,128,0,1391488.html) *Polscy turyści są strasznie marudni? * - _ Ostatnio mieliśmy reklamację z tego powodu, że ratownik na basenie był otyły _ - zdradza prezes TUI Poland. Te dane, na które się pani powołuje, to założenia całej grupy Thomas Cook, do której należymy, a nie samego Neckermanna w Polsce. Ale tak, my też chcemy zwiększyć skuteczność sprzedaży przez internet. Nie sposób prowadzić dziś działalności gospodarczej bez tego kanału. Ale w Polsce ten kanał dopiero raczkuje, bo sprzedaż w sieci generuje zaledwie od kilku do kilkunastu procent przychodów touroperatorów. W porównaniu do innych krajów europejskich to bardzo mało, bo np. w Skandynawii jest to 70 procent obrotu. Ale to dopiero przed nami.

Wychodzi na to, że branża turystyczna dość późno odkryła możliwości sprzedaży internetowej.

Polscy touroperatorzy są obecni w internecie od lat, ale może nie było to aż tak widoczne. Od początku istnienia sieci touroperatorzy mieli swoje elektroniczne katalogi ofertowe.

bEIKqHkw

Katalog to jedno, a aktywna sprzedaż to drugie. Te zapowiedzi o rozwoju internetowych kanałów sprzedaży pojawiły się dopiero ostatnio.

Tak, bo w turystyce dominuje tradycyjny model sprzedaży. Idzie się do biura turystycznego, tam za biurkiem siedzi agent, który może wszystko wyjaśnić. Polacy przyzwyczaili się do takiego sposobu kupowania wycieczek, bo to nie jest prosta usługa jak kupienie pary butów, książki, czy płyty, a to właśnie takie towary najchętniej kupujemy przez internet. Usługa turystyczna to wiele pojedynczych usług, zawartych w pakiecie, bardzo różnorodnych i złożonych. Do nich dochodzi regulamin organizatora turystyki, który klient musi podpisać i zaakceptować. To są transakcje, które wolimy zawierać twarzą w twarz.

Przerzucenie sprzedaży na kanał internetowy wykończy rynek agencyjny w Polsce?

Nie sądzę. Ta dyskusja toczy się w Polsce od lat. Oczywiście, że jest to kanał konkurencyjny, ale nie popadajmy w przesadę. Gdyby istniało takie zagrożenie, to nie wydaję mi się, że w rejestrze operatorów turystycznych co roku przybywałoby kilkaset podmiotów. To tak jak media papierowe - od lat mówi się o tym, że internet wykończy prasę, ale to się nie dzieje.

Internet będzie się rozwijał i na pewno zmieni krajobraz handlu, ale to są zmiany ewolucyjne, a nie rewolucyjne. Pojawiają się nowe możliwości, nowe kanały sprzedaży, ale i nowi konsumenci. Z badań wynika, że z oferty biur podróży przez internet korzysta duży odsetek zupełnie nowych klientów. Internet niekoniecznie jest więc zagrożeniem dla agentów, a raczej szansą dla touroperatorów na pozyskanie zupełnie nowych klientów. A potencjał jest duży, bo ze zorganizowanej turystyki korzysta dziś zaledwie kilkanaście procent Polaków, reszta organizuje sobie wakacje na własną rękę.

Czyli sugeruje Pan, że jeśli pięciu największych touroperatorów, odpowiadających za 70 procent wyjazdów w Polsce, tak ja Tui zerwie współpracę z agentami turystycznymi, to oni tego nie odczują?

Nie chcę komentować decyzji TUI, każdy przedsiębiorca prowadzi działalność tak, jak sobie wymyśli. W dalszym ciągu sprzedaż większości touroperatorów opiera się na współpracy z agentami turystycznymi, a nie na sklepach własnych czy stronach internetowych. Trudno mi sobie wyobrazić skuteczne modelowanie tej sprzedaży cięciami maczety. Moim zdaniem nie tędy droga.

Rola doświadczonych agentów turystycznych, którzy dostarczają klientowi wiarygodnej, rzetelnej, i wyczerpującej informacji o usłudze turystycznej w tej branży jest ogromna. To jest usługa bardzo potrzebna i fachowcy mają zagwarantowaną spokojną, stabilną przyszłość. Zdecydowanie zaprzeczam więc tezie, jakoby przyszłość biur podróży miała być zagrożona. Pozycja agentów jest bardzo mocna, bo to oni mają bezpośrednie relacje z klientami. Widać to chociażby po tym, że jak agent podróży odchodzi z pracy i zmienia biuro to zanim często wędruje wierna grupa klientów. Bo tak jak nie zmienia się kosmetyczki czy fryzjerki, której się ufa, tak samo nie zmienia się agenta turystycznego.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/139/m285323.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/twarza-w-twarz/artykul/prezes;credit;suisse;przez;zmiany;w;ofe;polski;rynek;stanie;sie;mniej;atrakcyjny,198,0,1398470.html) *"Polski rynek straci przez zmiany w OFE" * Szef Credit Suisse zdradza, jak jego firma pomagała Ministerstwu Finansów zrobić z Polski Zieloną Wyspę. A to zaufanie nie ucierpiało ostatnio z powodu spektakularnych upadków biur podróży? Zwłaszcza wobec małych podmiotów, o nieznanych markach, których sytuację finansową trudno jest zweryfikować?

Trochę ucierpiało, ale bardziej z powodu działalności mediów, niż faktycznych zagrożeń dla klientów biur podróży. To, że upadło kilkanaście biur, które może z dwoma wyjątkami nikomu nie były znane, to nie jest nic wyjątkowego w warunkach gospodarki rynkowej. Sądy ogłaszają upadłość około tysiąca firm rocznie. Tylko w październiku upadło 85 firm, których obrót wynosił około 1,9 mld złotych, a łączne zatrudnienie 3,8 tys. osób.

Te kilkanaście firemek turystycznych, które upadły w zeszłym roku, to naprawdę niewiele. Niektóre z nich zatrudniały może po dwie osoby. Ale temat jest wdzięczny, bo tu przecież jest ludzka tragedia - nieudany urlop, turyści pozostawieni na pastwę losu musieli spędzić noc na plaży. Celowo ironizuję, bo tak to było przedstawiane. Ja jednak w każdym wydarzeniu, czy to pozytywnym, czy negatywnym, dostrzegam to, co dobre. I to co pozytywne w zeszłorocznych wydarzeniach to to, że one bardzo zdopingowały rozmaite instytucje - Ministerstwo Sportu i Turystyki, UOKiK, NIK - do podjęcia działań, które mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa klientów. I bardzo słusznie.

Podniesienie gwarancji ubezpieczeniowych Pana zdaniem załatwiło sprawę?

Tak, myślę że to załatwia sprawę. To było logiczne posunięcie. Skoro okazało się, że w tych kilkunastu przypadkach zabrakło pieniędzy na sprowadzenie turystów do kraju albo zwrócenie im zaliczek, to oznacza, że te gwarancje były za niskie. W całym tym zamieszaniu wydarzyło się jeszcze coś dobrego: ludzie dowiedzieli się, że są objęci specjalną ochroną, że w razie niewypłacalności urzędy marszałkowskie dysponują gwarancjami ubezpieczeniowymi, dzięki którym mają oni zostać sprowadzeni do kraju, a ponadto, że mogą ubiegać się o zwrot włożonych pieniędzy. Znacznie wzrosła świadomość klientów biur turystycznych.

Trochę na zasadzie, że mądry Polak po szkodzie.

Być może, ale przecież z reguły uczymy się na doświadczeniach innych.

A co z zaufaniem wobec organizatorów turystyki?

Zaufanie do rynku nie spadło. Przecież ci, którzy mają 70-90 procent rynku działają na nim już od ponad dwudziestu lat. To są firmy, które przetrwały wszystkie zawieruchy, które rok w rok przez rynek turystyczny się przetaczają. Zaufanie wobec nich pozostało nie naruszone.

Podniesienie tych gwarancji odbije się na cenach wycieczek?

Nie, cena ubezpieczenia nie ma istotnego znaczenia dla cen wycieczek. Koszty uzyskania gwarancji ubezpieczeniowych stanowią zaledwie ułamek procenta ceny, więc nie ma powodu, by z tego tytułu podnosić ceny.

Podwyższenie wartości gwarancji ubezpieczeniowych stało się nawet elementem marketingu dużych touroperatorów, którzy teraz prześcigają się kto ma najwyższą.

Tak, rzeczywiście, to zostało wykorzystane marketingowo. Ale trudno się temu dziwić, skoro rynek jest tak wysoce konkurencyjny, touroperatorzy wykorzystują każdą możliwość promocji.

Mamy środek jesieni, ale touroperatorzy zapewne już mają zaplanowany przyszłoroczny sezon letni. Gdzie będziemy jeździć w przyszłym roku?

W dalszym ciągu dla dużych touroperatorów głównym kierunkiem będzie basen Morza Śródziemnego, ze względu na to, że to jest lokalizacja atrakcyjna cenowo. Tu nic się nie zmieni. W najbliższym czasie nie ma szans, by egzotyczne kierunki zaczęły dominować.

Drobne zmiany mogą wynikać z sytuacji politycznej w różnych krajach, bo każdy sezon przynosi coś nowego, co ma wpływ na branżę. Dwa lata temu rewolucja w krajach muzułmańskich dotknęła Tunezję, Egipt, Maroko. Potem były niepokoje w Grecji, wcześniej jeszcze ptasia grypa, świńska grypa, trzęsienia ziemi na Rodos. Ciągle coś. Na szczęście oferta turystyczna jest tak szeroka, że jeśli coś się dzieje w jakimś regionie, to zainteresowanie turystów przesuwa się w innym kierunku. Stąd ciągła dywersyfikacja portfolio wyjazdów, by zapewnić stabilność funkcjonowania w tak nieprzewidywalnych okolicznościach.

Ale jeśli zrobi się bookingi na jakiejś destynacji, a ona z powodu wydarzeń politycznych nie będzie przyciągała turystów, to i tak tracicie na tym, bo ponieśliście już koszty rezerwacji.

To zależy od modelu biznesowego. Nikt nie płaci z góry za zabukowane miejsca. Płaci się depozyty, są gwarancje. Poza tym w sytuacji nagłych, niezawinionych z niczyjej winy okoliczności, strony dogadują się ze sobą. Oczywiście ponosimy pewne ryzyko, ale to jest zwykłe ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. Tylko specyficzna wiedza i doświadczenie są w stanie ustrzec nas przed stratami.

W tym roku chyba nie ma ryzyka strat. Według firmy analitycznej Travel Data, zysk największych dwudziestu touroperatorów kontrolujących zdecydowaną większość całego rynku może być nawet wyższy niż w 2008 r., kiedy przekroczył 78 mln zł. Dla Państwa to także dobry rok?

Trudno mi się odnosić do tego źródła, bo podaje bardzo różne wyniki. Przez ostatni rok dawał nam negatywną prognozę, co miało sugerować, że jesteśmy w kiepskiej kondycji finansowej. Na pozytywną zmienił ją dopiero w sierpniu, pomimo że ten rok był dla nas jednym z bardziej udanych w naszej historii. Przychody prognozujemy na poziomie 260 milionów złotych, a zysk na poziomie 8 milionów. Udało się nam zrealizować wszystkie cele.

A jeśli chodzi o wynik bilansowy 20 największych touroperatorów w tym sezonie, to raczej poczekałbym na oficjalne informacje. Póki rok się nie zakończył, a wiele firm ma rok finansowy zbieżny z kalendarzowym, nie ma co robić podsumowań.

Czytaj więcej w Money.pl

bEIKqHkO
ludzie
wiadomości
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)