Notowania

twarzą w twarz
22.07.2013 05:55

Prezes Oknoplastu: Po wejściu do strefy euro przybędzie miejsc pracy

- Przecież im większy eksport, tym gospodarka rozwija się szybciej i powstaje więcej miejsc pracy - mówi Mikołaj Placek w rozmowie z Manager.Money.pl.

Podziel się
Dodaj komentarz
(T. Sąsiada/Money.pl)

Oknoplast sponsoruje Inter Mediolan we Włoszech, a w kraju... Puszczę Niepołomice. Dlaczego? Ponieważ aż 60 procent produkcji firmy trafia do krajów strefy euro, zwłaszcza do Włoch. W rozmowie z Manager.Money.pl Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu, zdradza, dlaczego nie może doczekać się przyjęcia wspólnej waluty, czy Unii Europejskiej potrzebne jest Ministerstwo Finansów oraz jakie choroby toczą polską piłkę nożną.

Money.pl: Gospodarka strefy euro się kurczy, ale Pan by pewnie chciał, żeby Polska przyjęła walutę wspólnoty.

*Mikołaj Placek, prezes Oknoplast: *Jak najbardziej, zwłaszcza teraz. Dziś kurs wymiany byłby dla nas bardzo korzystny. Czekanie na mocniejszego złotego jest w gruncie rzeczy zgubne - proszę spojrzeć na to, co się stało po przyjęciu euro na Słowacji. Teoretycznie Słowak, jeśli wyjechał na Zachód, to dzięki drogiej koronie był bogatszy. Po pewnym czasie okazało się jednak, że nasi południowi sąsiedzi zaczęli robić zakupy nie w Niemczech lub Francji, tylko w Polsce. Dzięki temu napędzali naszą gospodarkę, a nie swoją.

*Rozumiem, że mówi to Pan w imieniu wszystkich eksporterów. *

Mówię to w imieniu producentów, którzy sprzedają swoje produkty w krajach strefy euro. Niestety, każdy rynek lokalny jest w pewnym stopniu ograniczony. Tymczasem teoretycznie nieograniczone możliwości daje eksport, który jest kołem zamachowym każdej gospodarki. Przyjęcie wspólnej waluty bardzo by przedsiębiorcom pomogło.

*Wiem, że Państwo nie lubicie zwierzać się ze szczegółów prowadzonej działalności, ale proszę powiedzieć, jakie są orientacyjne koszty z tytułu zabezpieczania się przed różnicami kursowymi? *

Nie korzystamy z opcji lub kontraktów terminowych na waluty, w związku z czym nie ponosimy z tego tytułu kosztów. Stosujemy tylko tak zwany hedging naturalny. Dużo sprzedajemy na Zachód, więc jeśli na przykład bierzemy kredyt inwestycyjny, to najczęściej jest on w euro. Oprócz tego, porozumieliśmy się z naszymi dostawcami, że im również płacimy w euro. W związku z tym, jeśli coraz więcej sprzedajemy w tej walucie, to w coraz mniejszym stopniu jesteśmy narażeniu na niebezpieczne wahania złotego.

Czy z punktu widzenia całej polskiej gospodarki, Pana zdaniem wejście do euro również jest korzystne?

Tak. Przecież im większy eksport, tym gospodarka rozwija się szybciej i powstaje więcej miejsc pracy. Przecież jedną z najważniejszych przyczyn, dlaczego krajowe PKB nie spada, to właśnie siła eksporterów, która teraz wynika ze słabego złotego. Z drugiej strony, co obywatel może stracić na takim przejściu?

Ceny mogą pójść w górę.

Zgadzam się, jest takie zagrożenie. Ale moim zdaniem, ten teoretyczny wzrost - o ile faktycznie będzie - może okazać się tylko krótkotrwały. Zresztą spójrzmy na sytuację na wspomnianej Słowacji, która przyjęła euro. Im ceny jakoś drastycznie nie wzrosły. Poza tym, już rok wcześniej, sklepy podawały ceny zarówno w koronach, jak i w euro.

A co ze stabilnością wspólnoty? Jeszcze pół roku temu wcale nie było tak pewne, czy strefa euro w ogóle przetrwa.

To prawda, ale dziś sytuacja jest o wiele pewniejsza. Stabilność strefy euro gwarantują w gruncie rzeczy Niemcy, dla których wspólna waluta jest najbardziej korzystna. To przecież drugi największy eksporter na świecie. To właśnie oni najwięcej zyskują na tej wspólnocie. Proszę sobie wyobrazić powrót do marki. Byłaby to najmocniejsza waluta w całej Europie, przez to niemiecki eksport by się załamał.

Tu jednak przede wszystkim chodzi o znaczenie całego kontynentu. Jeśli chcemy rywalizować z USA, Chinami lub Indiami, to nie możemy się teraz dzielić. Przez to kraje Starego Kontynentu staną się gospodarczym marginesem świata. Oczywiście system nie jest idealny. Potrzebna jest teraz instytucja, która będzie stanowiła realną kontrolę w poszczególnych krajach wspólnoty. Kryzys w Grecji udowodnił, że Unia Europejska może wywierać jakikolwiek wpływ dopiero wtedy, kiedy jest już za późno.

Europa obecnie stawia warunki dopiero przed przyznaniem kolejnej transzy pomocy. *
*
Europejskie ministerstwo finansów?

Nie wiem, jak to nazwać. Ale chodzi o instytucję, która będzie mogła kontrolować politykę fiskalną każdego państwa i nie pozwoli na powtórkę z Grecji.

Większość Państwa produkcji trafia właśnie do krajów strefy euro, a największy udział w sprzedaży mają Włosi. Dlaczego akurat ten kraj?

To nasz największy rynek eksportowy, ale niemały udział w sprzedaży mają też Francja lub Niemcy. We Włoszech postawiliśmy na silną kampanię marketingową, zasponsorowaliśmy piłkarski klub Inter Mediolan oraz niedawno koszykarską Virtus Bologna. Ale na każdym rynku funkcjonujemy i rozwijamy się inaczej. W każdym kraju działają też osobne struktury marketingowe i sprzedażowe, które w podejmowaniu decyzji jak alokować pieniądze, mają sporą autonomię.

Najbardziej stawiacie na Włochy. Dlaczego?

Głównie ze względu na bardzo słabą konkurencję. Byliśmy pierwszą firmą zagraniczną, która weszła na tamtejszy rynek i szybko zajęliśmy w nim duży udział. Proszę jednak zwrócić uwagę, że rynek okien PVC we Włoszech jest niewielki. Roczna sprzedaż waha się w granicach 750 milionów euro. Tymczasem na przykład w Niemczech to 3,2 miliarda złotych.

Z czego to wynika?

Z klimatu, z tradycji. We Włoszech najbardziej popularne jest aluminium - niemal całe południe kraju wstawia aluminiowe okna. Oprócz tego Włosi lubią też drewno, a PVC jest dopiero na trzecim miejscu. Duża w tym nasza zasługa. Kiedy wchodziliśmy do Włoch, udział PCV stanowił 13 procent, teraz dobija do poziomu 22 procent.

Jak pan ocenia wyniki akcji marketingowej z Interem Mediolan?

Kiedy zaczęliśmy sponsorować ten klub, mieliśmy już mocną pozycję na rynku, a Inter ją tylko umocnił i ugruntował. Zwiększyła się również świadomość marki. Kampanię oceniam bardzo dobrze, dlatego w maju przedłużyliśmy kontrakt z klubem o kolejne dwa lata.

W Polsce też o akcji było głośno.

Ciężko ocenić, czy kampania we Włoszech pozytywnie wpłynęła na sprzedaż w Polsce. Pokazaliśmy, że jesteśmy firmą międzynarodową i liczymy się w Europie. Jesteśmy pierwszą w Polsce firmą, która zaczęła inwestować w promocję marki zagranicą w relacji business-to-consumer.

*Ale proszę powiedzieć szczerze, czy nie żałuje Pan, że wybraliście Inter. Piłkarze nie dostali się do Ligi Mistrzów, a w Serie A zajęli dopiero dziewiąte miejsce. *

To prawda, sezon im najlepiej nie wyszedł. Ale Massimo Moratti, właściciel klubu, niedawno sprzedał około 40 procent akcji spółki biznesmenowi z Indonezji i klub przymierza się do dużych zakupów. Niedawno przyszedł też nowy trener, który w poprzednim sezonie zajął z Napoli drugie miejsce w lidze. Myślę, że ten sezon będzie dużo lepszy.

Mimo to nie lepiej było wybrać AC Milan lub Juventus? Ponoć również się zastanawialiście nad tymi klubami.

Nie. Wybraliśmy Inter przede wszystkim ze względów wizerunkowych. Inter to najbardziej prestiżowy klub w lidze włoskiej. Juventus wciąż nie otrząsnął się z afery korupcyjnej, a AC Milan za bardzo kojarzy się z panem Berlusconim. Z tej wielkiej trójki, Inter jest postrzegany najlepiej. A wyniki wynikami, taki jest sport.

Myślicie o kolejnym klubie? A może inna dyscyplina? W Polsce coraz bardziej popularny jest tenis, może kontrakt z Jerzym Janowiczem?

Nie, tenis nie. Jeśli chodzi o Polskę, to chciałbym skupić się na piłce nożnej.

W Krakowie, skąd pochodzicie, z wyborem jednego klubu chyba może być problem. Przecież kibic Cracovii nigdy nie kupi okna od sponsora Wisły Kraków.

Ale ja nie myślę o dużych klubach. My jakiś czas temu wybraliśmy już klub, to Puszcza Niepołomice.

We Włoszech Inter Mediolan, a w kraju Puszcza Niepołomice?

Tak, jesteśmy sponsorem Puszczy od 2010 roku i od tego momentu wspólnie przeżyliśmy awanse z IV do I ligi, a to już przedsionek Ekstraklasy. Można więc powiedzieć, że zarówno nasza firma, jak i Puszcza rozwijają się znakomicie. Odkąd jesteśmy ich sponsorem, piłkarze sezon po sezonie, od czwartej ligi awansowali do pierwszej. To już przedsionek Ekstraklasy.

Czyli Wisła, Śląsk lub Legia odpadają?

Na pewno na razie odpadają. Nasz futbol wciąż niestety ma trochę negatywny wizerunek, choć na pewno widać, że nowe władze PZPN starają się to zmienić. Ale jednak póki atmosfera wokół piłki i na stadionach nie będzie taka jak w krajach zachodnich, to trudno jest firmom, które działają na terenie całej Polski zainwestować w jakiś konkretny duży klub.

Inaczej jest we Włoszech. Tam nie ma aż tak dużych animozji między kibicami, można wejść z szalikiem swojego klubu na stadion i nie ma zagrożenia, że będzie Pan miał z tego powodu problemy. Ponadto bycie sponsorem jednego klubu powoduje, że kibice mają szacunek, bo widzą, że inwestuje się w sport, niezależnie od sympatii klubowych. Polska piłka nożna musi jeszcze dojrzeć, by wizyta na stadionie była prawdziwym świętem, choć na pewno widać światełko w tunelu. Tymczasem Puszcza Niepołomice to jednak klub lokalny, mocno zakorzeniony w tamtejszej społeczności, nie budzi złych skojarzeń i odnosi sukcesy.

Ile wydajecie na marketing? Wydaje mi się, że bardzo dużo.

To prawda, dosyć sporo. W każdym kraju to są różne wartości. Wchodząc na nowy rynek, trzeba zainwestować znacznie więcej, niż na rynku, na którym nasza pozycja jest stabilna. Wydatki na marketing mieszczą się w przedziale od kilku do kilkunastu procent obrotów.

Jak w Europie postrzega się polskiego producenta?

W większości polskie produkty za granicą nie mają najlepszej opinii. Jeśli chodzi o stolarkę, to są one traktowane w Europie jak tani, masowy produkt chiński. W gruncie rzeczy opinia nie tyczy się jednak samych produktów, tylko sprzedawców. Niestety, Polacy za granicą sprzedają przede wszystkim towar, a nie siebie, nie markę. Na przykład jeśli z produktem z czasem pojawiają się problemy, to klient musi sobie radzić sam. Polscy producenci długo pracowali na taką opinię, przez co mieliśmy spore problemy, żeby wejść na przykład na rynek niemiecki. Co roku wydajemy ogromne pieniądze, żeby odbudować dobry wizerunek krajowej marki. Na pewno pomogły nam w tym nasze działania marketingowe, ale również fakt, że mamy sieć sprzedaży w 10 krajach europejskich, przez co jesteśmy traktowani jako marka ogólnoeuropejska.

W kraju reklamujecie się jako polska marka.

Tak, ale żeby wszystko było jasne - wszędzie przedstawiamy się jako polski brand. Staramy się jednak odciąć od przywar, które powstały nie z naszej winy. Działamy zupełnie inaczej, niż nasi konkurenci. Innymi słowy, przedstawiamy się jako globalna marka z produkcją w Polsce. Ale cały czas czujemy się również biznesowymi ambasadorami Polski w Europie.

Jaki to będzie rok dla Oknoplastu? Prognozy dotyczące zarówno budowlanki jak i koniunktury gospodarczej w Polsce i w strefie euro nie napawają optymizmem.

Komfortem dla nas jest to, że spółka jest obecna na wielu dużych rynkach.

Ale to rynki strefy euro, a one wszystkie się kurczą.

Tak, ale my mamy możliwość rozwoju geograficznego. Jeśli jeden rynek jest nasycony i działa na nim kompletna sieć sprzedaży, to wtedy firma jest bardzo podatna na koniunkturę. Odwrotnie jest w przypadku, kiedy firma do danego kraju dopiero wchodzi. Wtedy przedsiębiorstwo cały czas może osiągać wzrosty, mimo kiepskich nastrojów makro. Ja myślę, że ten rok nie będzie zły. Podejrzewam, że zakończymy go dwucyfrowym wzrostem sprzedaży i zwiększeniem udziałów w rynkach, na których funkcjonujemy.

Widzi Pan już jakieś sygnały ożywienia w naszej gospodarce? Dzieje się coś dobrego?

Póki co, to najlepsza wiadomość jest taka, że zima się wreszcie skończyła (śmiech). Poza tym, żadnych pozytywnych symptomów niestety nie widzę. Jest marazm. Jeśli chodzi o branżę budowlaną w Europie, to obecnie Polska jest absolutnym liderem, jeśli chodzi o spadki. Kurczą się zarówno wskaźniki aktywności budownictwa wielomieszkaniowego, czyli deweloperów oraz prywatnego. W dodatku od stycznia, żeby dostać kredyt, KNF będzie wymagał wkładu własnego, co najpewniej nie wpłynie najlepiej na ten rynek. Z drugiej strony, pozytywny wpływ w najbliższym czasie powinno mieć obcięcie stóp procentowych przez NBP.

Co z Mieszkaniem dla młodych?

Dopóki nie znam szczegółów, ciężko mi oceniać ten program. Bardziej bym liczył na Unię Europejską - od początku przyszłego roku ma ruszyć pierwsza transza środków. Dlatego podejrzewam, że pewne odbicie nastąpi w przyszłym roku, ale raczej będzie to druga połowa. O ile nie powtórzy się długa zima.

Co będzie bodźcem wzrostu gospodarczego?

To trudne pytanie, ale chciałbym poruszyć kwestię działania rządu. Myślę, że problemy przedsiębiorców w pewnym stopniu wynikają również z faktu, że nasi politycy nie chcą angażować się w promocje krajowej gospodarki. Mało tego, kontakt rządzących jest niemal zupełnie ograniczony, oni boją się z nami rozmawiać.

Taka sytuacja, jak opowiadają mi przedstawiciele niemieckich władz, jest u nich nie do pomyślenia. Politycy nie wyobrażają sobie, żeby nie wspierać biznesu. Tam normą są misje gospodarcze i spotkania na poziomie biznes-rząd. U nas dopiero to raczkuje. Niestety, jedna opcja polityczna boi się drugiej. Jeśli politycy spotykają się ze światem biznesu, to opozycja zaraz mu wypomni, że ktoś próbuje się dogadywać, że coś sobie załatwiają.

Przez te niedorzeczne i niezrozumiałe dla mnie sytuacje tracimy bardzo wiele.
Obecnie trzeba postawić na promocję Polski, promocję krajowych przedsiębiorców. Przecież mamy czym się chwalić! Musimy pokazać światu, że nasze zakłady są o wiele bardziej nowoczesne, niż te na zachodzie Europy. My je przecież budowaliśmy kilka lat temu, a nie kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt, jak Włosi, Niemcy i Francuzi. Niestety cały Stary Kontynent, dopóki tu nie przyjedzie, to dalej myśli, że Polska to Białoruś.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: twarzą w twarz, ludzie, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, manager, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz